Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Luty, 2015

IDA

Ida, Ida… Oskar? Polski? „Pewnie o Żydach?” rzuciłem żartem do znajomej sugerując, że na statuetkę może zasłużyć tylko taki film.
– Holland i kilku innych nie dostało – zaznaczyła z przekąsem, co natychmiast skwitowałem tym, że być może w pozostałych Polacy nie byli nazbyt żydożerni. Dziś już wiem o tym, że autor ma korzenie żydowskie, dlatego dostał!;)

Nie chcąc dyskutować o nieznanym obejrzałem Idę, a że lubię ambitne kino spodobał mi się czarno-biały obraz. Film bez przekłamań, bez gotowej tezy, bez abstrakcji, niesensacyjny, niemal typowy polski dramat psychologiczny, w którym autor mając niezwykłą okazję wszczepić w finale nieco nadziei i optymizmu topi bohaterką w polskiej mgle i śnieżycy.

Naprawdę nie wiem o co toczy się dyskusja. Im dłużej trzymam się z daleka od mediów lub sieci, tym bardziej absurd docierających przekazów wzburza we mnie kryw. Uwierzcie, jest coraz gorzej i głupiej. Gdy człowiek w tym tkwi to nie zauważa, przywyka do subtelnych zmian i jest trochę jak z dorastaniem czy starzeniem – bliscy lub znajomi wciąż wyglądają tak samo, dopiero dłuższa rozłąka ukazuje skalę zmian.

Przeczytałem wywiad z reżyserem i on sam stwierdza, że grzeje go to co myśli sobie ten pan czy tamta pani. Zrealizował swoją wizję a „nie podoba się? – to za uszy nie trzymam”. Nie straciłem czasu, nie żałuję. W chaosie wytwarzanego na masową skalę główna miło zobaczyć coś odmiennego, a że w polskim klimacie martyrologicznym?… cóż, może inaczej nie da się.
Czy jestem mądrzejszy? Nie wiem. Autor zgrabnie połączył kilka obecnych w zbiorowej świadomości wątków i przyznam, że każdy mógł znaleźć w filmie coś czego szukał. Krytyka w takich okolicznościach jawi się wyłącznie jako wiara w to, że atak na coś co stało się z dnia na dzień znane i cenione sprawi, że kał wypadający ludziom z gęb znajdzie się w polu zasięgu jupiterów (oczywiście srajtaśmą nieodzownie „polskość i katolicyzm”).

To tyle ode mnie.
Pozdrawiam

P.S.
Dlaczego tylu nie poznało się na Idzie aż do chwili zdobycia przez film statuetki?
A może Akademia Filmowa miała inną wersję?;)

ida

CZY BREIVIK MIAŁ RACJĘ?

Myślę, że jestem przeciwnikiem wykluczania dlatego, że sam byłem wykluczony. Moja „bezbożność” była nie w smak jakiejś części otoczenia i była na tyle odczuwalna, że straciłem w przyszłości całkowitą ochotę na eksperymentowanie z religiami. Pomny doświadczeń, uznałem wiele podziałów między ludźmi za sztuczne, narzucone, niesprawiedliwe. A może wykluczanie jest naturalne a nie jest jedynie skalkulowanym efektem?

Kościół nienawidził Żydów i krzewił tą nienawiść, ale z drugiej strony musiała ona paść na podatny grunt, musiało istnieć jakieś społeczne zapotrzebowanie i tu, można dostrzec jakiś udział Żydów w tym wszystkim. Co im zarzucano? Niechęć do asymilacji, odmienność, unikanie przyjęcia powszechnie wyznawanej wiary. Obok tych namacalnych spraw były posądzenia o czary, zbrodnie (zabójstwo Chrystusa i dzieci na macę), zawiść o pieniądze, podejrzliwość wobec Żydów, którzy zawsze trzymali się blisko tronu a więc mogli manipulować władzą. Byli INNI. Gdy „inne” stawały się całe miasteczka, polscy narodowcy okresu międzywojennego, pod sztandarem obaw o zanik polskiej kultury, swoje ksenofobiczne pół-instynktowne uprzedzenia i obawy zmienili w antysemityzm, byli skłonni przyklaskiwać teoriom Hitlera.

Dziś doświadczamy podobnego nastawienia wobec muzułmanów/Arabów. Kościół
i środowiska prawicowe wiodą prym w tworzeniu ich jedynego słusznego obrazu – urodzonych morderców, brudasów, ‚kozojebców’. Te teorie padają na podatny grunt dzięki arabskim terrorystom, odmienności zwyczajów, niechęci do asymilacji. Wielu racjonalnie myślących ludzi dostrzega problem, lecz póki co trudno im zaakceptować sojusz z narodowcami, więc pozostają bierni, krzepią się tym, że spora część argumentów jest mocno naciągana.

Zastanowiło mnie to, że większość antyarabskich wypowiedzi padających tu i ówdzie, nie różni się niczym od przekonań Andreasa Breivika wyrażonych w jego manifeście. Czy Breivik miał rację? Dlaczego jego przekonania okazują się tak zaraźliwe? Czy Hitler zmieniając walkę klas w walkę ras odwołał się do czegoś naturalnego, instynktownego? Czy podziały (nie różnice) pomiędzy ludźmi rzeczywiście istnieją i nakazują nam żyć oddzielnie?

mapa uprzedzen

IGLOO – GDY ZŁO JEST DOBREM

Zbudowałem kiedyś igloo. Bez konkretnego powodu. Lepki śnieg zawsze zachęcał mnie do jakiegoś twórczego działania, niemal każdej zimy powstawała niezliczona ilość rzeźb. Igloo było pierwsze. Wieczorem stałem ze swoim przyjacielem bandytą nieopodal dzieła rozgrzewając się płynami chroniącymi przed zlodowaceniem. Do igloo zbliżył się 10-12-letni dzieciak w dużo za dużych markowych butach. Nie zatrzymałby na dłużej mojej uwagi gdyby nie zaczął z jakąś dziwną satysfakcją kopać w ledwie powstałą budowlę. Nie reagowałem, gdyż nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi do śniegowych konstrukcji, choć zastanawiałem się co takie niszczenie gówniarzowi daje? Kumpel bandyta wykazał mniejszą cierpliwość i większe zrozumienie dla sztuki. Uczynił kilka nagłych kroków w stronę destruktora i ryknął: „Wypierdalaj!”. Dzieciak spojrzał wrednie, wyraźnie ociągając się z wykonaniem polecenia. „Oż ty, s***u” – w kumplu zawrzała krew. Gówniarz pędem zniknął za budynkami. Przyglądając się całemu zdarzeniu zacząłem zastanawiać się nad tym, że może i tak trzeba? Ze złem postępować twardo i nie rezygnować zbyt łatwo z tego co się stworzyło? Z drugiej strony tworzenie jest najlepsze na etapie samego tworzenia. Jak u Aborygenów, obcowanie z wszechświatem podczas zostawiania kresek na piachu. Przyszłość nie jest ważna. Podpis i własność nie są ważne. Ważne było to wcześniej. A zło? Co sprawiło, że nieprowokujący (w przeciwieństwie do wielu rzeźb) przykład śniegowej architektury wywołał chęć niszczenia u młodego chłopaka? Mógł przecież skorzystać, zaprosić kumpli a jednak wolał użyć nóg. Zła nie potrafiłem zrozumieć nigdy.

Ale jak to było ze mną? Kiedyś, w opuszczonych przez budowlańców barakach, dzieciaki z okolicy znalazły sobie świetne miejsce do zabawy. Głównymi atrakcjami była możliwość niszczenia. Wybijanie szyb, palenie gigantycznych ognisk, smarowanie jakimiś chemikaliami ścian czy demolowanie pozostawionych mebli. Czy był w tym jakiś zły zamysł? Nie przypominam sobie. Było w niszczeniu coś pociągającego. Sprawdzanie własnoręczne i nożne wytrzymałości konstrukcji, które poza „wolnym po-budowlanym światem” było zakazane, niemożliwe do wykonania. Nie było zła, „zostawione – to znaczy niczyje”.
Któregoś dnia usłyszeliśmy ryk oburzonego przechodnia. Dzieciaki rozpierzchły się na wszystkie strony. Przechodzień złapał jednego z bardziej ślamazarnych kumpli i wytargał go za ucho dając mu słowną lekcję poprawności. Miejsce zabaw wymarło.

Czy ocena zła zależy tylko od punktu widzenia? Czy możemy mówić o tym, że ktoś czyni zło, gdy ów ktoś nie ma w sobie złego zamiaru? Dziś lepiej rzecz rozumiem, gdyż czynienie zła jest dla wielu ludzi czynieniem dobra. Oni nie zabijają, ale realizują daną im przez boga misję. Oni nie wtrącają się z buciorami w cudze życie, ale chronią innych przez zagubieniem. Z potrzeby chronienia i miłości do ludzi, są gotowi pozamykać ich w piwnicach lub opatulić ich w burki. Żołnierze na misjach nie pastwią się nad przypadkowymi jeńcami, lecz biorą sprawiedliwy odwet za śmierć swoich towarzyszy broni, wspaniałych ludzi. Czują, że kara wymierzona nawet przypadkowym schwytanym odstraszy innych, oddali od nich niebezpieczeństwo. Zresztą „tamci to jedna banda”. Potem ponoć śni się o tym po nocach, można zacząć częściej się myć, chcąc zmazać z siebie jakiś niewidzialny brud. Zespół wojennego stresu pourazowego jest podobny w skutkach do stanu psychicznego ofiar gwałtów. Paradoks.

Inny znajomy bandyta odsiedział wyrok za zabójstwo. Napadli jakiegoś „leszcza”, który „strasznie się miotał”. Związali go, a pozostawiony „leszcz” zamarzł. „Wiesz jak to kurwa boli?” – zwierzał mi się człek po kilku głębszych. Pokazywał na klatkę piersiową, wymyślił sobie, że ma raka. Kolejnego dnia, uśmiechał się, starał się żyć. Nie chciał zabić, chodziło tylko o kasę, polepszenie losu, a tamten silny był i rzucał się. Dowiedziałem się, że odsiadując wyrok krzywdził młodszych więźniów. Krzywdzenie w gwarze zza krat ma określone znaczenie. Nie mógł grypsować, ale mógł się wykazać. Jakiś epizod z legią cudzoziemską w tle też dawał do myślenia. A może chciał zabić ale tylko do do czasu gdy jego „marzenie” ziściło się? W ból czy ciężar w klatce piersiowej wierzyłem, prawie płakał mówiąc o tym, choć mówi się „że to wódka płacze a nie człowiek”.

Pedofile często molestują z.. miłości. Seryjny morderca zza oceanu odkrył w wieku nastu lat, że jest homoseksualistą. Wychowywał się w katolickim domu i środowisku, więc mógł tylko marzyć o tym by przytulić się do nagiego mężczyzny. Gdy zaproszony kiedyś do domu autostopowicz nie chciał spełnić jego marzenia zabił go, obnażył i tulił się do zwłok.

Gdy zło jest dobrem…. proste i niebywale trudne. Dajemy sobie prawo do zwalczania przeszkód na drodze naszego szczęścia, bezpieczeństwa. Z naszego punktu widzenia postępujemy słusznie, lecz dla innych czy skarbówki rzecz wygląda inaczej. Psycholodzy starają się przeniknąć ten świat intencji, który jest dla wielu prosty jak cep czyli „zło wrodzone” gdy prawda bywa bardziej złożona Zimbardo przytoczył podczas jednego z wykładów Dostojewskiego: „Łatwo jest donieść na złoczyńcę, trudniej go zrozumieć”. W dalszej części przekonywał: „Zrozumienie to nie usprawiedliwienie. Psychologia to nie wymówko-logia”. Bardzo często chęć zrozumienia sprawców odbierana jest jako próba ich usprawiedliwiania czy wręcz popieranie zbrodni. Tego społecznego odruchu nie potrafię zrozumieć. Zrozumienie sprawców daje nam sposobność zatrzymania zła już u jego podstaw, nie wiem dlaczego nie chcemy słuchać i wolimy osądzać, skazywać bez wyroku, wiemy lepiej od osądzanych co ich motywowało, jakimi są ludźmi.

Co ze złem, które jest dobrem? Gdy chłop baby nie bije to mu wątroba gnije – ileż wątrób uratowano stosując się do tego zalecenia… Ile razy słyszymy „Chciałem dobrze”…

pic_wonder_igloo_lg
zdjęcie:www.cbc.ca

CZY RELIGIA JEST ŹRÓDŁEM ZŁA?

Wziąłem udział w dyskusji w Facebooku, której uczestnicy starali się odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie. Wnioski, o ile nawet niepodzielane przez wszystkich, są moim zdaniem na tyle ważne, by je przedstawić.

Zabrakło definicja „zła”, które czyniłoby pytanie bardziej precyzyjnym, choć rozmówcy w większości rozumieli je jako zabijanie, prześladowanie, okrucieństwo czy przemoc stosowane przeciwko innym ludziom ze względu na ich wyznanie, rasę, narodowość, etc. Z taką definicją „zła” zgadzam się w pełni.

Czym jest religia?

Okazało się, że samo pojęcie „religia” nie jest jednoznaczne. Początkowo dokonaliśmy podziału na „religie” jako zorganizowane i zinstytucjonalizowane masowe kulty oraz „wierzenia”, czyli prywatne perspektywy pojmowania tego co wykracza poza możliwości badawczych (naukowych) instrumentów pomiarowych. W tym drugim przypadku – z wyłączeniem osób z zaburzeniami psychicznymi – nie należy upatrywać zagrożeń i tu zapewne zgodzicie się. Kolejne wyselekcjonowane znaczenia to religia jako treść świętych ksiąg (o tym w dalszej części) oraz religia jako ogół wyznawców.

Religia i polityka

Przełom przyniosło zastąpienie pojęcia „religia” pojęciem „polityka”. Uzasadnienie takiej zamiany (czy ujednolicenia) nie jest trudne, gdyż w obu przypadkach mamy do czynienia z wyznawcami, hierarchią, obietnicami osiągnięcia danych korzyści oraz określonymi kanonami wartości. Zwróćcie uwagę na to, jak nowy wymiar zyskuje pytanie: „Czy polityka jest źródłem zła?”. Gdyby takie pytanie padło, natychmiast dodalibyśmy: „zależy jaka polityka (ideologia) i zależy przez jakich polityków (ludzi) uprawiana”.

Historia nie zna przypadku, kiedy to czytelnicy jakiejś książki, niezależnie od siebie zaczęli np. zabijać masowo osoby określone w takiej książce za złe. Dopiero sto, dwieście lat temu można byłoby w ogóle brać taką ewentualność pod uwagę, gdyż wcześniej analfabetyzm był powszechny. Pojawia się tu, zasadne pytanie o znaczenie tych, którzy przekazywali masom treść świętych pism lub ideologii. Zakaz powszechnego dostępu do „ksiąg objawionych” (znana kwestia) dawał kapłanom niezwykle szerokie pole do popisu w sferze przekazywania wierzącym tego, co w tych księgach jest napisane (jako ciekawostkę podaję, że klasyczny język arabski, w którym sporządzono Koran, jest nieznany większości wyznawców islamu(!).

Przywódcy

Czyż nie jest tak, że nawet komunistycznych przywódców dzieliliśmy na lepszych i gorszych? W obu przypadkach opierali się na tej samej „fundamentalnej” ideologii a jednak różnili się w postępowaniu. Czy można postawić tezę o treści: „to nie ideologia komunistyczna była źródłem zła, a przywódcy?”. Przytoczę inny wariant: czy demokracja, a więc system uznawany za najbardziej pozytywne osiągnięcie ludzkości, może stać się utrapieniem, gdy władzę będą sprawować źli politycy? Tak.

Religia – rozumiana jako kanon spisanych w świętej księdze przekonań jest bezwładna bez człowieka. Nawet najbardziej zabójcze wersety można traktować „po reformatorsku”, czyli mówić, że są archaiczne, że czasy wymagają by traktować je metaforycznie. Fundamentaliści oczywiście uznają reformatorów za odstępców, ale wciąż mówimy wyłącznie o stosunku do „uświęconych zapisów” i tu kluczowa rola człowieka jest niepodważalna: dla przywódcy religijnego zamierzającego szkodzić, święta księga będzie usprawiedliwieniem, dla przywódcy pozytywnie nastawionego do świata, będzie zbiorem rad głębszych niż dosłowność.

Czy w takim razie człowiek jest źródłem zła? To twierdzenie-pytanie padło również. Nie, nie „człowiek” jako gatunek, gdyż bardzo niesprawiedliwe jest twierdzenie jakoby w każdym z nas tkwił jakiś krwiożerczy potwór. Statystyka ukazuje, że jesteśmy raczej gatunkiem pokojowym, preferującym święty spokój nad świętą wojnę. Źródłem zła, są zwykle bardzo konkretne osoby, posiadające autorytet lub inną władzę i nie całkiem pozytywne wobec drugiego człowieka ambicje. To właśnie oni muszą wreszcie zrozumieć, że las zbliża się pod mury ich twierdz.

ims