Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Styczeń, 2015

AUSCHWITZ

Nie świętowałem wyzwolenia Auschwitz. W ubiegłym roku temat ten zajął ważne miejsce w moim „poznawaniu świata”. Wysłuchałem relacji dziesiątków świadków, obejrzałem chyba wszelkie dostępne filmy dokumentalne o obozach zagłady a dzięki zachowanym i wciąż odkrywanym dokumentom poznawałem mechanizmy zbrodni, jej podłoże polityczne, społeczne. Oficjalne obchody i komentarze do nich, ze względu na okoliczności, tradycyjnie stały się płytką polityczną przepychanką skutkującą dyskusją o tym: „która nacja poniosła większe straty?” lub „kto świat wyzwalał?”. Refleksja nad „nigdy więcej” zabrzmiała cicho, została zmarginalizowana do wyrecytowania przez oficjeli kilku utartych formułek, co nawet nie dziwi, gdyż świat współczesnej globalnej polityki nie daje wyraźnych powodów by sądzić, że na „nigdy więcej” komuś jeszcze realnie zależy. Daleki jestem od sugerowania ciszy nad trumną, ponieważ akurat nad tą trumną powinno być głośno, choć może w inny sposób.

Niewielu ludzi zastanawiających się nad teraźniejszością zdaje sobie sprawę z tego, że to właśnie symbol Auschwitz zmienił prawo międzynarodowe, że doświadczenia wojny były przyczynkiem do stworzenia praw człowieka, obrania przez Europę i Świat innego, nowego kierunku. Świata i Europy nie zmienił kapitalizm, chrześcijaństwo czy lewica, świat zmieniła prowadzona ponad podziałami dyskusja nad „Nigdy więcej” – oto prawdziwe korzenie współczesnych „wartości”.

Dziś, przysłuchując się wielu rozmowom można odnieść wrażenie, że potępienie i zwalczanie nazizmu gwarantuje bezpieczeństwo przed powrotem do przeszłości. Odżegnanie się od „bycia nazistą” stało się podstawowym punktem politycznych deklaracji, jakby pozostałe nurty religijne czy politycznie nie miały sobie niczego do zarzucenia. Umyka istota symbolu Auschwitz.

Auschwitz było fabryką upodlenia, eksperymentem nad granicami człowieczeństwa, eksperymentem, który się powiódł. Okazało się bowiem, że „człowieczeństwo” jest figurą czysto teoretyczną, potencjalnie łatwą do realizowania lub pozorowania w czasie pokoju, gdy w warunkach mniej sprzyjających przestaje istnieć. Tym, którzy dziś mają wiele zastrzeżeń do humanizmu, można śmiało odpowiedzieć: „Tak, macie rację, jesteśmy na przegranej pozycji”. Humanizm nie jest mieczem. Skłania raczej do pytania o to czy potrafimy odnaleźć w sobie człowieka i sprzeciwić się temu co w nas tego człowieka zabija.

Auschwitz1

Reklamy

GDZIE MY ŻYJEMY?

Internet stał się naszą przepustką do wiedzy. Trudno dziwić się jego popularności, skoro na dowolny temat można w nim znaleźć udokumentowane argumenty pasujące idealnie do dowolnych naszych ustalonych wcześniej przekonań. Wiarygodność tych danych? Cóż, sprawdzanie może potrwać a życie jest szybkie. Z pewnością popada w niełaskę świat jedynych słusznych racji emitowanych przez rządy czy medialne monopole i coraz częściej pojawia się pytanie „jak było naprawdę?”.

Kilkoro moich przyjaciół uważa, że nie oddajemy zasłużonej czci żołnierzom Armii Czerwonej, którzy wyzwolili nasz kraj. Twierdzą, że prawica pisze nową historię a nasze milczenie jest niesprawiedliwe. Mam mieszane uczucia wobec tego wyzwolenia i nieco dziwię się, dlaczego akurat w tym roku ten niedosyt czci stał się większy. Mamy na pieńku z Rosją o Ukrainę, więc przesadne hołdowanie „ludziom radzieckim” jakoś kłóci się w głowie, milczę więc sobie. Jednak czemu winny był zwykły chłopak z Nowosybirska czy innego kawałka świata? Włączam film dokumentalny: „Pływając w Auschwitz”, w którym sześć starszych pań żydowskiego pochodzenia, byłych więźniarek KL Auschwitz i innych obozów, opowiada jak było. Jedna mówi o wyzwoleniu: „Otwarto bramy i weszli Rosjanie. Wolność nie była słodka. Oswobodziciele byli złymi ludźmi. Zabrali nam jedzenie, gwałcili kobiety, katastrofa”. Chłopak z Nowosybirska, z biednego, zapomnianego nastolatka zmienia się w mojej wyobraźni w zwierzę. Jak było naprawdę? 10% Polek w latach powojennych cierpiało na kiłę… Rosyjska Agencja Interfax sprostowałaby taką wieść tym, że w szeregach Armii Czerwonej walczyło wielu Ukraińców i to oni dopuszczali się tych czynów, Gazeta Wyborcza wskazałaby na Rosjan lub mieszkańców Kaukazu. Incydenty, częste przypadki, norma? Gwałt jest zbrodnią wojenną, czy powinno mnie obchodzić czym jest dla żołnierza? Temat kłopotliwy dla samych ofiar, trudno o odpowiedź. Jak ustosunkować się do tej czci, skoro już sam mój sceptycyzm wskazuje na to, że z pewnością jestem z PiS?
…sprzeciwiamy się Banderze a pomnik Burego stoi w Polsce.

Charlie. Przeglądałem rysunki z miną badacza zastanawiającego się nad tym, który obrazek wywołał odwet? Mając pełną świadomość tego jak manipulowanie przy Mahomecie wpienia muzułmanów pomyślałem, czy to dobra cena: umierać za żart? Były jakieś ostrzeżenia… Nie zrozumiałem francuskiego poczucia humoru i wzruszyłem ramionami widząc wyeksponowane pośladki proroka z żółtą gwiazdą w odbycie. Doczytałem, że Charlie zszedł z kościoła katolickiego przerzucając się na islam po zamachach 9/11 – najwidoczniej zmieniły się preferencje czytelników. To już 10 lat z hakiem, może wcześniej satyry były lepsze… ale czy to jest kpina z religii? Gdy doczytałem o tym, że zastanawiający się nad jakością żartów stają się automatycznie z PiSu i są przyjaciółmi terrorystów odpuściłem. Zamilkłem i na ten temat.

CNN emituje film. Styczeń 2014, Arabia Saudyjska, Mekka, przejście dla pieszych. W tle kilku żołnierzy lub policjantów, jakiś muzułmanin w stroju oficjalnym targa opatuloną w czerń kobietą. Wyjmuje wielką szablę i ścina jej głowę. Zmieniam stronę, gdyż nawet moje tolerancyjne nastawienie do świata nie daje rady. Dzielę się wiadomością. Po godzinie nęcony zapachem krwi lub ciekawością czytam. Ścięta kobieta zgwałciła kijem od szczotki swoją 6-letnią pasierbicę doprowadzając do jej śmierci. Gwałt, morderstwo, apostazja, rozbój i handel narkotykami są w Arabii Saudyjskiej zagrożone karą śmierci. Film był nielegalnym zapisem klasycznej publicznej egzekucji… rzeczywiście, ktoś nawet przez megafon odczytał po fakcie uzasadnienie wyroku. Lokalne władze na reakcję obrońców praw człowieka odpowiedziały, że trzeba również brać po uwagę prawa ofiary. Omgh. Władze saudyjskie zastanawiają się nad wprowadzeniem chemicznej kary śmierci na modłę amerykańską. Omgh. Podobny film z 2011 ukazuje egzekucję w tym samym miejscu. Na karę śmierci skazano Indonezyjkę, która nie otrzymawszy urlopu wściekła się na pracodawcę i obcięła mu głowę tasakiem. Jakieś dziwne myśli na temat konwencji antyprzemocowej zakołatały się w mojej głowie, choć wyparło je zdziwienie: „W jakim świecie my żyjemy?”. W sieci krąży wiele filmów, w jednym stracono mordercę dzieci, w innym wielokrotnych gwałcicieli. W 2005: Iran – 94 wyroki, Arabia Saudyjska – 86, w USA – 60 egzekucji. Na czele Chiny – 1770 wyroków. (Amnesty International).

m98

TAJEMNICA PRZYWÓDZTWA – CZYLI – JAKI MASZ MOTYW?

Wciąż toczy się gorąca dyskusja na temat braku dobrych, porywających polityków. Łatwo przychodzi nam kwestionowanie możliwości wielu, równie łatwo pozytywnie wyróżniamy innych choć głównie dlatego „że tak trzeba, bo to mniejsze zło” a niekoniecznie dlatego, że jesteśmy przekonani do ich kompetencji. Niniejszy tekst rzuci nieco światła na ten i nie tylko ten temat, gdyż nie tylko jest podpowiedzią dla planujących jakieś osiągnięcia ale dotyczy również stosunku odbiorców praktycznie każdej publicznej działalności, od pisania bloga, przez działalność firm, po politykę włącznie.

Słowo o inspiracji:
Simon Sinek jest marketingowcem, choć z naukowym zacięciem. Jego wystąpienie na konferencji TED obejrzało do tej pory ponad 14 mln. widzów, dzięki czemu zyskał 3 miejsce w rankingu 20 najpopularniejszych wystąpień TED-a wszech czasów. Skąd taka popularność? Cóż, realia mamy rzeczywiście komercyjne, więc poszukiwanie coraz to nowszych technik promocji, przywództwa, itp. zaczyna przypominać gorączkę złota. Sinek nie jest jednak marketingowym iluzjonistą i nie pokazywał sztuczek. Opisał proces, który intuicyjnie i bezkrytycznie przyjąłem jako niesamowicie trafny, czym zapewne upodobniłem się do zachwyconych 14 milionów. Pozwolę sobie na skrócony opis.

Wielu ludzi prowadzi jakąś działalność lecz nie osiąga zamierzonych celów (sukcesu). Ludzie ci wiedzą dokładnie co robią (np. piszą bloga), wiedzą jak to robić czyli jak pisać by zainteresować Czytelników, po jakie techniki sięgać, z kim zawierać sojusze, jak się promować, jakiej użyć formy lecz mimo to, nie przebijają „szklanego sufitu”. To bywa frustrujące, bo przecież „wszystko robię dobrze, a jednak nie jest tak jakbym chciał/chciała”. Pytaniem, którego prawdopodobnie nie zadali sobie nigdy lub nie potrafili na nie konkretnie odpowiedzieć jest pytanie „Dlaczego to robię?„. Motywy mogą być różne, chęć realizowania dziennikarskich ambicji, przynależność do twórczej intelektualnej elity kraju, dla pieniędzy, dla rozrywki, przywództwa, misyjnego wspierania politycznych faworytów lub „napisałem jedną notkę więc muszę napisać drugą”. Simon Sinek stara się przekonać nas do tego, że prowadzenie wszelkiej działalności bez konkretnego motywu wpędza nas w „kozi róg”. Jako „argument” przedstawia ludzi, którzy osiągnęli sukces i ukazuje, że zanim dotarł do nas ich „produkt” najpierw poznaliśmy ich motywy a co najistotniejsze, uwierzyliśmy tym motywom. Sinek dla uzasadnienia swoich tez sięga nawet do struktury mózgu chcąc udowodnić, że tak naprawdę to nie produkt nas przekonuje ale głównie motyw jego twórcy. Możemy zaprzeczyć, choć z pewnością buszując po sklepie kupujemy nie te produkty, które jedynie są Nam potrzebne (pierwsze z brzegu) lecz te, które dają Nam „coś”, dają Nam coś więcej. Prosty przykład, czy samochód BMW stworzono wyłącznie z myślą o przemieszczaniu się z punktu A do B? Czy stylistyka MAC-a przekonuje nas do tego, że jest to zwyczajny komputer? Przykładów można podać multum. Kluczowym wnioskiem Sinka, którym zdecydował podzielić się z nami jest to, że motyw twórcy, producenta czy polityka jest właśnie tym podstawowym czynnikiem, który porywa i podrywa tłumy, co zresztą znajduje potwierdzenie w tym, że politykom, których „kupiliśmy i pokochaliśmy” wybaczymy wszystko. Sinek wykazuje, że motyw twórcy, producenta czy polityka przyciągnie wyłącznie (lub w większości) tych ludzi, którzy taki motyw uważają za dobry, szlachetny, właściwy, pożądany.

Praktycznie nic nowego, zawsze staramy się odkryć prawdziwe intencje, ale Sinek bardzo użytecznie i prosto ubrał rzecz w konkret. Brak przebicia się wielu polityków, przedsiębiorców, artystów czy blogerów jest związany z tym, że nie potrafią przekonująco zamanifestować (wyeksponować) swoich intencji, motywacji a „mętność” w tej materii nie buduje zaufania. Co ciekawe agresywna postawa ich przeciwników czy rywali polega właśnie na uderzaniu w sferę tych intencji i tworzenia nierzadko sztucznego ich obrazu. Przywołany przez Sinka Martin Luther King powiedział „Mam marzenie” (o lepszym świecie) i sposób w jaki tą myśl przekazywał zjednała mu tłumy. Obama powiedział „Tak, Możemy” (coś zmienić) i także ludzie dali mu wiarę. Wiele ze spostrzeżeń Sinka dostrzeżecie w reklamach, spotach, etc.

Co mogę dodać? Chyba tylko to, że „Mam marzenie o lepszym świecie, Wiem, że możemy to marzenie zrealizować i wiem, że zwyciężymy” – dlatego dla Was piszę.

whw

ZA CZYM BYŁ TEN MARSZ?

„Marsz przeciwko terroryzmowi” – taki opis przeczytałem na pasku TVN24. W kilku miejscach w sieci ludzie skrzykiwali się „Za wolnością słowa”, w kilku innych „Za wypierdoleniem Arabów z Europy”, w kilku innych „Za pozostawieniem Arabów w Europie i dowiezieniem kolejnych stu tysięcy”, sami Arabowie (o ile mieli ochotę identyfikować się z terrorystami) zwoływali się pod hasłem brzmiącym mniej więcej „To nie my”, pozostałe grupy uznawały kolejno, że marsz zorganizowano ku „Czci poległych satyryków”, „Czci poległych Żydów w sklepie koszernym” lub „Czci poległych policjantów”. To szerokie spektrum motywów i zabrakło jedynie posła Kurskiego, który sfotografowałby się na tle pochodu.

W jednym z blogów przeczytałem, że w „marszu polityków” brali udział hipokryci z Polski, gdzie wolność słowa jest ograniczona (196 K.K.). Jednak należałoby ustalić czy Ewa Kopacz maszerowała w obronie wolności słowa, czy może była za wypierdoleniem Arabów z Europy, przywiezieniem, przeciwko terroryzmowi, czy chciała uczcić pamięć satyryków dziennikarzy, Żydów w sklepie koszernym lub policjantów? Łatwo ferować wyroki, jednak gdyby okazało się, że była przeciwko terroryzmowi? Tak naprawdę nie jest całkiem jasne, w jakim marszu uczestniczyli sami politycy – głowy państw, bo czy przeciwko terroryzmowi, skoro wśród nich pojawiło się kilka osób, co do których taka deklaracja zakrawałaby na lekki i nie całkiem dostosowany do sytuacji żart?

Technologia naprawdę wyważyła drzwi naszego poznania. W czasach minionych demonstrowaliśmy dlatego, że tłum demonstrował w naszej sprawie – takie przynajmniej mieliśmy wrażenie. Dziś możemy dokładnie śledzić pobudki, którymi kierują się całe gromady przyszłych uczestników. Przemknęło mi nawet przez myśl to, że demonstranci mogliby oznaczać się jakoś, aby wiedzieli kto, z kim, co i za czym, no i oczywiście, żeby policja wiedziała kogo pałować.

Mimochodem nasuwa się refleksja, czy w naszym rodzimym Marszu Niepodległości motywacje nie podlegają podobnemu zróżnicowaniu i np. część ludzi maszeruje w ramach poparcia dla niepodległego rządu, część za wypierdoleniem gejów z Europy, część za niepodległością wobec prawa państwowego (klauzulo-sumiennicy) lub za niepodległością Ukrainy albo Państwa Islamskiego.

allah_akbar

POZWÓLCIE MI WĄTPIĆ

Jeżeli kiedykolwiek staraliście się bronić jakiejś sprawy, zapewne napotykaliście też opór skierowany przeciwko Wam i racjom, które wyrażacie. Wasi oponenci okazywali się wybitnie przygotowani do dyskusji z Wami, gdyż jedynie oprócz Waszych próbek DNA dysponowali wyczerpującymi diagnozami stanu Waszej psychiki, motywacji, stopnia naiwności, medialnego ogłupienia, niedojrzałości, podejrzanej przeszłości, braku doświadczenia, niewiedzy i chuj wie czego jeszcze. Nawet gdy zastanowiło Was przez chwilę to, skąd posiadają taką wiedzę (skoro widzą Was pierwszy raz na oczy lub nie dysponują najmniejszym przygotowaniem specjalistycznym do stawiania takich diagnoz) to otrzymywaliście kolejny pakiet argumentów dotyczących Waszych niepopularnych przekonań politycznych, ślepego humanitaryzmu czy ujmującej choć głupiej empatii. Wasze prośby o jakieś argumenty kwitowano wnioskami, Wasze pytania o źródła ich wiedzy, finalizowano pogrążeniem źródeł, z których Wy czerpiecie choćbyście nawet nie słyszeli o takich (oni te źródła znają!).
Na dobrą sprawę, można odnieść wrażenie, że w naszym kraju marnują się wprost wybitne talenty w dziedzinie psychologii, kryminalistyki, przenikania na wskroś czy nawet kontroli skarbowych. Dziw bierze, że osoby tak genialnie przygotowane i doświadczone pracują w zawodach, w których mogą wykorzystywać swoje umiejętności wyłącznie na szefach, współpracownikach, znajomych, bliskim otoczeniu. Polska niewątpliwie traci na niesłuchaniu głosu tych, którym wystarczy jedno spojrzenie na twarz polityka, sąsiada, przechodnia czy celebryty by dokonać całościowej analizy jego przeszłości, osobowości no i oczywiście przyszłości. Pomyślcie sami, jak wzrosłaby wykrywalność przestępstw, gdyby posiadający opisane zdolności policjant spojrzał na zatrzymanego i od razu wiedział czy ten jest winien, jakie miał motywy, jak dokonał czynu i czy będzie właściwie sprawował się w więzieniu. Samo wypuszczenie na ulice tych wybitnych jednostek (z odpowiednimi uprawnieniami) pozwoliłoby wyłapywać bandytów, którzy zechcą popełnić zarzucane im czyny za rok czy za 50 lat. Dlaczego nie doceniamy tych ludzi? Ich udział w naszej współczesności mógłby być zbawienny. Wystarczyłoby kilka dni, by wychwycić wszystkich przyszłych terrorystów, oszustów, bandytów, chwiejnych polityków oraz osoby nie rokujące na poprawę.

W latach sześćdziesiątych, pewien czarnoskóry chłopak postanowił odbyć spacer po nieprzeznaczonej dla czarnych stronie ulicy oddzielającej dwie dzielnice (aryjską i murzyńską) w Los Angeles. Nie minęło wiele chwil, gdy drogę zagrodził mu rozpędzony radiowóz na sygnale. Funkcjonariusze rzucili czarnoskórym o ścianę skrupulatnie go przeszukując.
– Za co jestem zatrzymany? – zapytał zdziwiony i wściekły Murzyn
– Wyglądasz mi na przestępcę – rzeczowo odparł policjant
– A jak wygląda przestępca? – dociekał zatrzymany
– Dokładnie tak jak ty.

Czyniono próby zatrudniania ludzi nadprzenikliwych i nie sięgam już do czasów drugiej wojny, kiedy to intuicja antyżydowska przyczyniła się wymordowaniu przez nazistów kilku do kilkuset tysięcy Ormian. Polacy mają genialnego nosa do wykrywania szpiegów, zdrajców, morderców, złodziei, spiskowców, wichrzycieli, wrogów ludu, zagrożeń i aż dziw, że oprócz kilku okresów w naszej historii nie doceniano ich zalet. Dlaczego władze są tak obojętne? Niejeden opisywany bystrzak, mógłby zastąpić całe komisariaty, sądy a nawet urzędy, choć w tych ostatnich jak sądzę poluzowano trochę reguły naboru gdyż widzący wszędzie złodziei i oszustów otrzymują pełne etaty. „Co z naszą kulturą będzie?” – pytał śpiewnie i z troską kolejny natchniony – Rydzyk, gdy „takie coś” Grodzka weszła do sejmu. „Nie mam nic do człowieka” – zaznaczał – „tylko jakie wartości?”. A jakie kurwa wartości do sejmu wnosi żrąca michę Pawłowicz?

Prawdopodobnie jestem zazdrosny, gdyż cierpię na brak owej intuicji. Podobnie cierpiałem z powodu braku boga, co było (jak słyszałem) powodem wszystkich błędów, które popełniłem w życiu. Być może pogodziłbym się ze stwórcą, gdybym zauważył, że mający boga błędów nie popełniają, jednak przyznam, że po dokonaniu porównania wolę pozostać przy błędach, które są skutkiem boga-niemania.

I czas na sedno.
Czy nadprzenikliwi – podobnie do mnie – są gotowi ponieść konsekwencje błędów w swoich diagnozach? Czy są gotowi przyjąć na klatę odpowiedzialność za przyszłość, którą wykreują? Odpowiedzą, że tak, oczywiście, przecież są nieomylni.
Pozwólcie mi wątpić. Chociaż to.

500

ABSURD TOLERANCJI RELIGIJNEJ

O ile można tolerować zwyczaje weselne, niekonwencjonalne zachowania, stroje, konfrontacyjną sztukę, ludzi o odmiennych preferencjach seksualnych, mniej sprawnych, przedstawicieli innych ras, narodowości, poglądów oraz wielu i wiele innych otaczających nas różnorodności, to kwestia tolerancji religijnej stanowi poważną anomalię.

W jednej z ulicznych sond poświęconej tolerancji, większość ankietowanych pozytywnie odniosła się do otwartości na innych, podkreślała, że ważne jest, czy człowiek jest dobry czy zły, zaś kwestie światopoglądowe odsuwano na daleki plan. Kilkoro z pytanych dodawało: „oczywiście, istnieją jakieś granice” i słusznie. Tolerancji można nadużyć, a wiedzą o tym choćby sąsiedzi tych, którzy lubią słuchać głośnej muzyki.

Czy religia, jako zinstytucjonalizowany przejaw masowego kultu (nie system prywatnie wyznawanych wierzeń) mieści się w koszyku spraw, które należy tolerować? Największe (zwykle monoteistyczne) kulty z góry zakładają autorytarne i napastliwe ingerowanie w życie innych, edukowanie, wpływanie na politykę, a więc wszystko to, z czym tolerancja nie ma najmniejszego związku. Używając mocnej metafory mógłbym zapytać: czy można tolerować okrucieństwo wobec zwierząt? Nie byłaby to tolerancja lecz jakaś bezduszna lub patologiczna bierność. Tolerancja ma gwarantować nam, to, że nasza godność, wolność, prawa (np. do wychowania dzieci) nie zostaną naruszone.

„Nie można tolerować nietolerancji” – powiedziano o tym niejednokrotnie, lecz wniosek taki w stosunku do religii nie kończy się przynoszącym efekty oświadczeniem: „Nie będę tolerować religijnej nietolerancji!”. Jestem sceptykiem narzucania tolerancji prawem, jednak uważam, że państwo mogłoby przeciwdziałać przejawom nietolerancji, jako działaniom godzącym w pozytywne normy społeczne. Ubiegające się o legalizację wyznania (i inne masowe ruchy), musiałyby w takich okolicznościach zrewidować typ stosowanych technik misjonarskich, politycznych, nauczanych treści*, sposobów kultywowania. Tylko taka zmiana zapewniłaby możliwość korzystania z rozlicznych przywilejów gwarantowanych religiom, finansowania tychże, a przede wszystkim, ich prawa do funkcjonowania w życiu społecznym.

* – chodzi m.in. o nierzadkie płynne przechodzenie od wersetów krzewiących pozytywne społecznie wartości do wersetów promujących nienawiść, pogardę, sugestię wykluczania, etc. obywateli dysponujących pełnią praw obywatelskich.

Zapraszam do wyrażania opinii.

toler