O PEWNEJ KONWENCJI

by romskey

Wychowałem się w dzielnicy, w której pojęcia takie jak „aksjologia” czy „ponieważ” nie dodawały chwały. Nie miałem żalu, gdyż zwykłe „bo” lub „system wartości” są wg. mnie równie zrozumiałe i zdecydowanie bardziej przydatne w procesie porozumiewania się człowieka z człowiekiem. Jeżeli chcemy komunikację ową zaburzyć, możemy mówić po angielsku, chińsku, wplatając francuszczyznę, łacinę, „prawniczy bełkot”, „mowę branżową” lub odsyłać do książek (najlepiej grubych). Wtedy z pewnością nikt nas nie pojmie ale za to zbudujemy sobie mikro pomniczek światowości, elitarności, wyedukowania, obycia czy podobnego gówna. Będzie więc po ludzku.

W politycznym – a raczej ideologicznym – braku dialogu obowiązuje niepisana reguła: „Mów tak, żeby dobrze (publicznie) brzmiało ale, żebyś tylko ty zrobił na tym interes”. Podobnie stało się ze sporem dotyczącym Konwencji i dotyczy rzecz praktycznie wszystkich stron biorących w tej polemice udział. Przeczytałem Konwencję kilka razy w różnych odstępach czasu (odnotowując szereg „technicznych” zastrzeżeń dot. wykonywalności) a chcąc pogłębić wiedzę dot. ocen, znalazłem również sążnistą i całkiem rzetelną analizę prawną jej dotyczącą. Nie dysponując wiecznością, przewinąłem ów raport do „wniosków końcowych” jakże rzadkich w polskim obiegu informacji (chyba tylko FOR Balcerowicza również coś takiego stosuje) odnajdując kilka konkretnych punktów, które wywołały moje pozytywne wrażenie.

W pewnym momencie jednak, wydało się mi, że analiza zgadza się ze mną bardziej niż chciałbym. Jeden z argumentów posiadał brzmienie następujące: „System aksjologiczny zawarty w Konwencji, zakładający działania z zakresu inżynierii społecznej, jest nie do pogodzenia z polskim porządkiem konstytucyjnym”.
System aksjologiczny i inżynieria społeczna – brzmi nieźle, prawda? Otóż okazało się, że „system aksjologiczny” w moim rozumieniu nie jest tym samym czym był dla autorów raportu. Sądziłem, że chodzi o system wartości dotyczący takich składników obowiązującego ładu jak równość wobec prawa, prawda materialna, „sądźmy czyny nie człowieka” – który w gruncie rzeczy, dla Temidy nie posiada płci. Okazało się, że w opinii raportujących „system aksjologiczny” to prawo plemienno-religijne czy jak kto woli „chrześcijaństwo wpisane w naszą tradycję i kulturę”. Cóż, „PUŁAPKA DWUZNACZNOŚCI”. Jestem Polakiem, żyję w Polsce, w której obowiązuje jakieś prawo państwowe i to ono moim zdaniem określa system wartości. Tu nawet nie chodzi o to czy uznaję je za nadrzędne, gdyż ono po prostu jest nadrzędne. Prawa religijne, zwyczajowe (prawa przodków) choć czyni się starania by były na wierzchu to należy tym podchodom zdecydowanie sprzeciwiać się, gdyż prawa te nie służą a nawet rozmontowują konstrukcję – mówiąc patetycznie – wspólnego domu, kraju. Prawo państwowe (w zamyśle) spaja interesy grup kulturowych, etnicznych, religijnych zamieszkujących dane terytorium a nie nadaje im coraz głębszą autonomię prowadzącą do rozpadu państwowości.

Wspomniany raport zawierał oczywiście kilka argumentów, które sprawiły, ze zwróciłem nań uwagę (skracam): Polski system prawny reguluje o wiele bardziej kompleksowo problem przeciwdziałania przemocy niż Konwencja (tu w raporcie znalazła się bogata galeria odnośników do stosownych ustaw). Faktu takiego istnienia podważyć się nie da i chciałbym jedynie zadać pytanie: „Dlaczego to nie działa a skoro tak, to czy Konwencja, która jest znacznie uboższa zrobi to lepiej?”. Inny argument: „Konwencja marginalizuje a praktycznie nie podejmuje tematu przeciwdziałania takim źródłom przemocy jak alkoholizm i inne uzależnienia, „erozja czynników chroniących” (czynniki chroniące to uogólniając normy polepszające relacje międzyludzkie, w przeciwieństwie do czynników ryzyka), promocja przemocy w środkach masowego przekazu”. Tę listę można byłoby wydłużyć dołączając różnorodne konteksty psychologiczne, psychiatryczne, ekonomiczne, itp. Dlaczego Konwencja niewiele mówi na ten temat? Uważam, że np. prohibicja o ile zaakceptowana przez 100% obywateli wyeliminowałaby 50-60% przypadków przemocy i to nie tylko wobec kobiet, bo tak już jest, że „po wódzie zdarza się częściej”. Można też przy okazji zadać pytanie: czy mamy są zawsze aniołkami?

Po drugiej stronie, autorzy Konwencji sięgnęli po lep na masy pt.: „Chcemy przeciwdziałać przemocy wobec kobiet!”. Polskie kobiety nie chcą być bite, więc są ZA, ale prawo je już chroni i to nie czynnik zwany „literą prawa” działa wadliwie lecz ludzie, którzy je egzekwują. Czy stan rzeczy może zmienić wprowadzenie uboższej wersji istniejących przepisów (to trochę tak, jakby chcieć zmniejszyć złodziejstwo uznając, że kradzież 100 zł nie jest złodziejstwem a kara należy się dopiero za ukradzenie 5000 zł). Owszem, Konwencja optuje za skandynawskimi rozwiązaniami (to dla nas novum), które poszerzając listę form przemocy podniosłyby nam trochę statystykę przemocy (z ok. 19% do 50%) no ale PO na takie słupki się nie zgodzi chyba, że za rządów PiSu.

Kolejna sprawa – wiele założeń Konwencji bazuje na identycznych założeniach, które wykorzystuje kościół wpierdalający się w polskie prawo. Jeżeli mamy równość wobec prawa to nie mamy „równiejszych”! Do tego, jeżeli dopuścimy do prawa takie pojęcie jak „szkoda psychologiczna” (mętnie zresztą zdefiniowana) to zrobimy to samo co stało się po wprowadzeniu do kodeksu karnego pojęcia „obrazy uczuć religijnych”! Czy słowa „Cierpię przez ciebie draniu” powinny stać się podstawą do zamknięcia kogoś w mamrze, odebrania majątku lub wysłania na jakieś przymusowe kursy edukacyjne? Proszę, pozostańmy przy „prawdzie materialnej” a więc tym co można udowodnić (wyskalować). Wiem, że przepisy dotyczące zagadnień związanych z wywoływaniem presji, lęku, nękanie, „inne” form szantażu mogłyby wzbogacić prawo ale nigdy w realiach gdy to prawo obejmie wyłącznie ściśle określoną grupę społeczną a nie ogół społeczny. Mam również spore wątpliwości co do stosowania uprzywilejowania w stosunku do bokserki MMA Fallon Fox, która swojego czasu była facetem i żołnierzem, a dziś walczy z kobietami w ringu (klatce) tłukąc je niemiłosiernie. Wg. Konwencji Fallon Fox jest kobietą więc należą się jej szczególne prawa. Wybaczcie, trudno to kupić, choć nigdy nie zgodzę z zakazaniem jej walk, w czym akurat jestem zgodny z federacjami MMA.

Konwencja w ok. 30% dotyczy form przeciwdziałania przemocy, które reguluje obecne prawo polskie. Czytając pozostałe części można odnieść wrażenie, że skierowana jest raczej do krajów arabskich a nawet talibańskich, gdzie opisane zjawiska występują i nie są karalne. Obrzezanie kobiet, małżeństwa przymusowe, „okaleczenia honorowe”, wykorzystywanie seksualne kobiet poniżej 18 roku życia – no rany, ludzie. Na 36 państw Konwencję ratyfikowało… 15. Albania, Andora, Austria, Bośnia i Herzegowina, Czechy, Czarnogóra, Francja, Hiszpania, Holandia, Portugalia, Serbia, Szwecja, Turcja i Włochy. Nie trzeba wielkiej wyobraźni by zauważyć, że są to kraje mające problemy z różnorodnościami kulturowymi wniesionymi z „nieeuropejskiego” kręgu kulturowego. Być może nas to czeka i na zimne dmuchać warto, ale istnieje pytanie „czy jest nam to tak niezbędnie potrzebne tu i teraz?” a dodać warto, że będzie kosztować. Znaczna cześć Konwencji poświęcona jest powołaniu instytucji GREVIO, która ma być czymś podobnym do Najwyższej Izby Kontroli czy „Obserwatorów wyborczych OBWE”, tyle że zajmować się będzie kontrolowaniem stanu przemocy, jej przeciwdziałania, itd. Akurat w Polsce musiałaby działać podobnie do Świadków Jehowy tyle, że nie pukających ale podsłuchujących pod drzwiami celem stwierdzenia, czy jakaś przemoc nie występuje. Specyfika przemocy w Polsce jest zdecydowanie inna niż ta zarysowana w Konwencji. Zmiana mentalności społecznej to proces, którego nie wywoła nowe prawo czy nauka przedszkolaków o siusiaku wchodzącym w cipkę zamiast ogłupiających lekcje religii. Problem, który musimy rozwiązać w Polsce to wspomniany wcześniej problem pytania pt. „Dlaczego ludzie, którzy mają się tym zajmować działają źle?”. Czy macie pewność, że funduszy w ramach GREVIO nie przejmie jakiś klasztor jak to stało się z 60 bańkami z UE przeznaczonymi na promocję równości płci w Polsce?

Abstrahując od wścieklizny antygenderowej wywołanej przez środowiska psycho-katolickie, Konwencja jest pełna nieścisłości, niejasności interpretacyjnych, wydaje się być dopiero projektem a nie gotowym aktem prawnym. Zauważcie, niewiele wcześniej, praktycznie bez żadnych problemów przeszła ustawa o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych. Czytałem również tę regulację i po prostu jedynie potakiwałem głową. Być może działo się tak dlatego, że „tytuł” miał związek z treścią, nikt nie powoływał się na wartości chrześcijańskie czy genderowe a przy tym nie odnosiłem wrażenia, że coś jest „pod skórą”. Wiem, że na złość katolom, których przywileje drażnią można byłoby wprowadzić Konwencję, choć myślę, że lepiej byłoby ograniczać przywileje (kleru, polityków) niż wrzucać do naszego tygla przywileje kolejne. Równość wobec prawa może stać się historią. Niestety, przywilej w prawie jest tym samym co zagraniczny raj podatkowy dla gospodarki narodowej.

Szkoda też, że temat tak poważny stał się elementem politycznej napierdalanki. Tak naprawdę przestało chodzić o przemoc, a zaczęło się działanie pt. „Jak dojebać piszewii / Jak dojebać lewakom” (J.Urban na złość PiSowi zagłosował na PO). W czymś podobnym pogrzebaliśmy całą masę ważnych spraw.

Kobiety nie chcą przemocy, lecz czy Konwencja zapewni im bezpieczeństwo?


Artykuł 80
1. Każda Strona może w dowolnym czasie wypowiedzieć niniejszą Konwencję w
drodze notyfikacji skierowanej do Sekretarza Generalnego Rady Europy.

ffff

Tak przy okazji znalazłem ciekawy cytat:
„To wielkie szczęście dla polityków, że ludzie nie myślą”.
Adolf Hitler

Advertisements