NIEDZIELNA KAFKA

by romskey

Opowiem Wam zmyślona historyjkę, trochę może z Kafki a może skądś tam.

Dzięki telewizyjnemu wystąpieniu jednego z polityków dowiedziałem się, że protesty uliczne nie są potrzebne skoro istnieją formalne ścieżki komunikacji i dialogu z władzą. Postanowiłem to sprawdzić. Udałem się formalną ścieżką pod znany z mediów adres i po przekroczeniu wrót wielkiego gmachu dostrzegłem niewielką recepcję.
– Chciałem porozmawiać z kimś ważnym – zagaiłem do uśmiechniętej recepcjonistki.
– Za tymi drzwiami skręci pan w lewo i tam jest sekretariat – kobieta wskazała samotne drzwi na końcu holu.
Ruszyłem w określonym palcem kierunku i dotarłszy do celu zapukałem. Gdy nikt nie odpowiedział nacisnąłem klamkę. Moim oczom ukazał się słabo oświetlony korytarz, który skręcał jedynie w prawo. Cóż, kobieta w recepcji była odwrócona tyłem, więc może chodziło o prawą stronę? Kolejny raz zapukałem i uchyliłem drzwi.

W pomieszczeniu panował gwar.
– Chciałem porozmawiać z kimś ważnym – uśmiechnąłem się do zajętych rozmową osób. Gdy dostrzeżono mnie, jedna z nich ruszyła w moim kierunku z miną pełną serdecznej troski:
– Och, źle pana skierowano, musi pan wyjść z budynku i wejść od strony ulicy Bocznej.
Podziękowałem grzecznie i wyruszyłem poszukiwać wskazanego wejścia. Ulica Boczna była niestety zamknięta, gdyż trwały prace ziemne.
– Jak dostać się pod tamten adres? – zapytałem budowlańca, który akurat zrobił sobie przerwę.
– Objazd proszę pana, przez Lewoboczną i Równoległą.
Kiwnąłem głową w podzięce i wsiadłem w tramwaj. Po 4 minutach byłem na miejscu. Ruszyłem w stronę bramy, jednak widziana z daleka wisząca na niej biała kartka wzbudziła mój intuicyjny niepokój – niestety słuszny. Instytucja była nieczynna z powodu ważnego wyjazdu personelu do Sewilli. Optymizmem natchnęło mnie jednak to, że w dalszej części wyjaśnienia napisano, że to właśnie w mojej sprawie personel wyjechał.
To chyba w porządku? – pomyślałem, choć wracając do domu zastanawiałem się nad tym, że przecież do nikogo nie pisałem, nikomu nic nie mówiłem, więc skąd ktoś mógł wiedzieć, w jakiej sprawie załatwiać coś w moim imieniu? Zadzwoniłem do infolinii instytucji dzięki numerowi telefonu spisanemu z informacji na bramie i zreferowałem powody swojego zamyślenia:
– Ależ proszę pana – trochę serdecznie a trochę niecierpliwe odezwał się operator – jak to w jakiej sprawie personel wyjechał? Przecież wg. Grupy Badawczej Alfa, ma pan następujące problemy (tu padło ich kilkanaście). Do tego – ciągnął operator – na tle innych krajów i tak ma się pan nieźle, a nawet całkiem nieźle, no ale jeżeli panu tak koniecznie zależy na rozmowie to proszę wybrać 1.
Nacisnąłem jedynkę w klawiaturze telefonu i usłyszałem dźwięki radosnej muzyki z powitalnym komunikatem:
– Jest pan piąty w kolejce, prosimy czekać lub zadzwonić później.
Po 5 minutach oczekiwania zdałem sobie sprawę, że zapomniałem doładować kartę i zdążyłem powiedzieć tylko „Dzień dobry” zanim telefon ucichł. Pobiegłem do kiosku by uzupełnić brak, lecz po powrocie okazało się, że po 15-tej infolinia jest już nieczynna. Siadłem przed monitorem komputera chcąc w imię niepopełniania tych samych błędów zdobyć więcej informacji, czyli dowiedzieć się „co dalej?”. Przeglądając witryny zauważyłem miejsca, które odwiedziłem w ciągu dnia, niekiedy były to nawet symulacje trójwymiarowe. Niesiony fascynacją technologią przez kilka chwil spacerowałem po znajomych holach i ulicach, porozmawiałem z wirtualnym automatycznym doradcą, obejrzałem mapki, opisy, informacje. „Hm… wszystko porządku, wszystko działa! Wszystko już wiem!” – odetchnąłem.

Kolejnego dnia wyruszyłem pełen optymizmu w długą, znaną już trasę. Główna instytucja, do której skierowano mnie wcześniej była otwarta z tym, że zabrakło dla mnie numerków.
– Dlaczego pan nie zarejestrował się przez internet tylko tłukł przez zakorkowane miasto? – zdziwił się recepcjonista.
– Internet? – przeliterowałem – tak, słyszałem, że podobne sprawy można załatwić przez internet np. w Anglii czy Szwecji.
– Proszę pana!- żachnął się recepcjonista i zapisał mi na kartce adres witryny www.

W domu, po wstukaniu adresu powitała mnie piękna, bijąca pozytywną energią kolorowa strona: „Rozmowa z kimś ważnym czeka na Ciebie! Zarejestruj się on-line” a poniżej przejrzysty formularz. Imię, nazwisko, adres. Wypełniam ochoczo pola, gdy przy ostatnim zawahałem się: „Jaki podpis elektroniczny?”. Tuż obok odnalazłem link pt. „Jak zdobyć podpis elektroniczny”. Po kliknięciu otrzymałem instrukcję: „W celu zdobycia podpisu elektronicznego VB345 należy złożyć dokumenty na ulicy Południowej, a następnie odebrać klucz na ulicy Północnej”. Rozgoryczony westchnąłem ale kolejnego dnia postanowiłem uzyskać klucz VB345. Na ulicy Południowej okazało się jednak, że nie przysługuje mi klucz VB345 ponieważ nie prowadzę gospodarstwa rolnego, a więc muszę złożyć podanie o klucz K56NM na ulicy Wschodniej (odbiór oczywiście na ulicy Zachodniej). Byłem zirytowany ale „nie zatrzymam się w pół drogi!” – deklarowałem w duchu. Udałem się pod wskazany adres i ku swojemu zdumieniu rozpoznałem gmach. Po wejściu do środka powitał mnie znajomy uśmiech recepcjonistki.

kafka
Na grafice: Franz Kafka (ur. 3 lipca 1883 w Pradze, zm. 3 czerwca 1924 w Kierling)

Reklamy