BRUTALNIE/HARTMAN

by romskey

Etyk i filozof Jan Hartman, wieloletni badacz i autor licznych publikacji poruszających problematykę kazirodztwa wpadł na pomysły by przedstawić swoje wnioski w blogu. Gdy uczynił jak postanowił powstał rwetes nie lada, gdyż scena publiczna podzieliła się na kazirodców i antykazirodców… STOP! chwilka, chyba wdał się błąd. Jeszcze raz. Parlamentarzysta Jan Hartman, rozumiejący to, że działanie w polskiej polityce polega na podczepianiu się pod różnorodne sensacje w ramach „kto pierwszy ten lepszy”, zajął się świeżutkim jak pupa bobasa tematem zaimportowanym z Niemiec. Myślał, że będzie show, że znów zareklamuje kilka książek, a tu same ciosy i cenzura. „Moment!” – zdziwił się Jan – „Przecież zawsze tak było, co tym razem wam nie pasuje, o co chodzi?”. Sądząc po wypowiedziach i reakcjach przygodnych świadków Janowej publikacji, nikt nie wiedział o co chodzi. Efekt paraliżujący wywołało samo słowo „kazirodztwo” wsparte drugim słowem – najbardziej znienawidzonym w Polsce – „legalizacja”. Granat wpadł w szambo.

Byłem tym szczęściarzem, któremu dane było widzieć na żywe oczy tekst profesora, choć – przyznaję się – byłem uprzedzony, gdyż uważam, że nie można napisać niczego mądrego o czymś co pojawiło się kilka godzin wcześniej w tabloidach i jest głośne głównie z tego powodu, że dotyczy kwestii cieszących się wyjątkową estymą, a więc kwestii około-genitalnych. Tu wyrażam skruchę, gdyż w swojej naiwności sądziłem, że omówiono już wszystkie warianty tematyki, a tu, proszę – kazirodztwa jeszcze nie było. Mimo wszystko, zaciekawiło mnie to, jak mądrze o dupie napisze Jan Hartman. Skończyłem lekturę na „nadmiłości” (miłość zwykła spotęgowana bratnio-siostrzaną).

To nie pierwszy przypadek zbiorowego szaleństwa rozpętanego wokół niezbyt klarownego zrozumienia sedna. Kto nie wie jak było niechaj czyta: niemiecka Rada Etyki domagając się zmian w prawie starała się rozstrzygnąć przede wszystkim dość rzadką sytuację dorosłych braci i sióstr, którzy nierzadko nieświadomie (będąc np. adoptowanymi przez nieutrzymujące ze sobą kontaktu rodziny) zawarli związek małżeński, dorobili się dziatwy. Zgodnie z literą prawa dopuścili się przestępstwa. W Niemczech, bohater jednej z takich historii odbył bodajże 3-letni wyrok, co spowodowało rozbicie rodziny – bohater zwrócił się w tej sprawie do Strasburga.

Polakom jak zwykle popieprzyło się wszystko dokumentnie, choć bez premedytacji. Kazirodztwo kojarzymy na ogół z pedofilią w rodzinie oraz wykorzystywaniem seksualnym dojrzałych choć niepełnoletnich lub niepełnosprawnych pociech przez rodziców. To jest obrzydliwe i wcale nie dlatego, że urodzą się potwory (dowodów brak!), ale dlatego, że dochodzi do użycia przemocy lub nadużycia autorytetu przez najbliższą ofiarom osobę. W przypadku dorosłych braci i sióstr trudno dopatrzyć się znamion przemocy, wykorzystania, nadużycia autorytetu, etc., etc. To problem etyczny prawa, które ma chronić społeczeństwo a w tym podstawową jego komórkę – rodzinę – a nie być narzędziem egzekwowania nie całkiem przejrzystych tabu poprzez zamykanie ludzi w wiezieniach, co z pewnością rodzinom nie służy. Niemiecka Rada Etyki postulowała również o to, żeby nie karać niepełnoletnich rodzeństw, które „za obopólną zgodą” zdecydowały o współżyciu/doświadczeniach seksualnych. Ten postulat łatwo zrozumieć biorąc pod uwagę polskie poletko: 16-latkowie pod namiotem rozpoczynają współżycie i jest to legalne. Staje się karalne gdy osoby takie są spokrewnione. Z pewnością karanie tych drugich za ten sam czyn może zastanowić.
(Art, 201 KK)

W jakich koleinach ugrzęzła logika prof. Hartmana? Trudno dociec. Z bardzo konkretnego problemu prawnego zrobić problem filozoficzny, z którego wnioski mogą spokojnie służyć do dostrzegania nadmiłości np. w pedofilii?… hmmm. Koniec końców, ośmieszył się pan profesor, a następnie większość tych, którzy biorąc udział w efekcie śnieżnej kuli dopuścili się hartmanożerstwa (jak to trafnie określił bodajże Jacek Żakowski). Oni również, chyba nie zrozumieli w czym rzecz, a może nadzrozumieli.

lot_04
„Lot i jego córki”
Lazarus van der Borcht

Reklamy