MĄDRZEJEMY! – albo…

by romskey

Z pozytywnym zaskoczeniem przyjmuję wiadomości o setkach tysięcy PLN utopionych w kampaniach do PE przez wszystkie partie polityczne. W przegranych kandydatów włożono naprawdę sporo i świadczyć to może o trzech sprawach. Pierwsza: jestem złośliwy i cieszę się z tego, że zmarnowano „nasze” pieniądze, druga: ludzie zmądrzeli i nie dali wiary kampanijnym lepom, trzecia: agencje marketingowe nie potrafią oddziaływać. Ten trzeci powód ma nawet techniczne uzasadnienie, gdyż sporą część wyborczych promocji prowadziły firmy powiązane z politykami, a więc nie była ważna jakość i skuteczność lecz numer konta agencji.

Skutecznym piarowcem okazał się Igor Ostachowicz, który zajmując się wizerunkiem Donalda Tuska zaprowadził go do Brukseli, za co otrzymał pracę w Orlenie. Oznaczać to może swoistą poprawę, czyli to, że politycy są współcześnie oceniani za całokształt działań a nie wyłącznie za uśmiechniętą twarz i wyborczy slogan na plakacie. Jednak przy Donaldzie Tusku warto zadać pytanie: jak to możliwe, że jego promocja udała się lepiej poza Polską niż w Polsce? Doczytałem gdzieś, że sednem sukcesu było prezentowanie pozytywnego wizerunku premiera i jego osiągnięć w prestiżowych mediach zachodnich, więc mimochodem „promocja Polski” zmieniła się tam w „promocję rządzących”.

Promocję Rosji, również ograniczono do Moskwy. Moskwa-Rosja bogaci się, wkracza nowoczesność, itd. itd. Gdzieś jedynie na nizinach pojawiają się głosy: „pojedź 50 km pod Moskwę a zobaczysz jak się żyje”. O Polsce można powiedzieć podobnie, jednak warto podkreślić, że entuzjazm miał dotknąć zagranicznych inwestorów, czyli tych, którzy postawią w Polsce kolejne Lidle lub wykupią koleje. Przyciąganie zachodnich inwestorów jako sposobu na wzrost jest jednym z ekonomicznych dogmatów przed którymi klęka się i nie dyskutuje, dlatego pozostawię tę kwestię rozważaniom JKM, który zapewne zaproponuje rodzimą prywatyzację bez poinformowania ludu o tym, że chodzi o sprywatyzowanie przez niego a nie przez lud, bo przecież w drugim przypadku nastąpiłby narodowy-socjalizm a tego nie chcemy, o nie.

Wróćmy do nieudanych promocji wyborczych. Jak widać, ocena polityki w Polsce przestała zależeć od marketingu czyli uciążliwego wmawiania masom stanu rzeczywistego gdyż stan rzeczywisty od niego nieco odbiega (nie ma w tym zdaniu pomyłki). Polacy tracą ducha i przestają wierzyć w zmiany. Expose Ewy Kopacz, odpowiedzi Elżbiety Bieńkowskiej przed komisją a nawet przecieki z podsłuchów z Sowy, stanowią kompleksową odpowiedź na pytanie pt. „Czego nie zrobiliśmy przez te siedem lat”. Z uwagi na to, że wskazane problemy podawane są jako priorytety przed każdymi wyborami a następnie pojawia się cisza, przestaje dziwić, że traktujemy je z przymrużeniem oka.

Czy w wyborach samorządowych pomoże „apolityczność”? Wydaje się, że w realiach obecnego obiegu informacji to się nie uda. Bezpartyjnych kandydatów zbyt łatwo sprawdzić i odkryć, że ich neutralność pojawiła się tuż przed wyborami. Jakaś grupa wyborców oczywiście ulegnie tym zaklęciom, ale trudno spodziewać się, że będzie to znaczna grupa. O efekcie wyborów przesądzą jak zwykle ślepe i głuche betony partyjne (coraz mniej liczne), oraz podkupieni emeryci, nauczyciele i górnicy, ale czy to znaczy że mądrzejemy?

voth

Advertisements