MANIFEST POCZYTAJ

by romskey

Na boisku pojawiła się grupa małolatów. Przez chwilę błąkali się bez celu, ze średnim zainteresowaniem rzucali sobie piłkę i rozmawiali wyginając się z nudów przy słupkach bramki. Widok nie zasłużyłby na wspomnienie o nim, gdyby nie postać w sutannie, która niczym obiekt odporny na ziemską grawitację przemierzyła boisko i dołączyła do grupki. Bezładna, znudzona młódź w niecałą minutę sformowała idealny krąg, wewnątrz którego w sposób równie zorganizowany zaczęła krążyć piłka. Człowiek w sutannie ze skupioną miną nauczyciela czy nadzorcy przechadzał się wokół koordynując działania uczestników natchnionych transcendentną radością. W przeciwieństwie do znajomych, których spostrzeżenia zawarły się w jednym zdaniu: „Czarny znów przyszedł dzieci demoralizować” moją uwagę pochłonęły zupełnie inne myśli.

My indywidualiści, nielubiący naruszania naszych osobistych autonomii nie wpadamy na pomysł, by wejść w grupę obcych młodych i organizować im życie typu: udział w pochodach pierwszomajowych. Nawet jeżeli przemknie nam myśl o tym, że „dzieciakom należałoby dać jakieś ulepszające zajęcie” to zaczniemy zastanawiać się nad tym, czy dzieciaki mają w ogóle ochotę coś robić? Ich postawa najwyraźniej wskazuje na to, że nie mają ochoty zupełnie na nic, dobrze im jest jak jest: pogadać, popluć, ponudzić się.

Kościelny wysłannik widzi rzecz inaczej. Znudzona młodzież, lada chwila zainteresuje się złem, seksem w krzakach czy narkotykami, więc jest tu wielkie dzieło do wykonania. Układna zabawa w kółeczku cieszy oczy moherowych babć, bo przecież ksiądz ratuje dziatwę od niechybnej zagłady i to w ostatniej chwili i to masowo.
W tle zachodzi coś głębszego. Widok uformowanych małolatów przypomniał mi o tym, że nie tylko wspólna wojaczka integruje, integruje wspólna zabawa, wspólna praca integruje, sport integruje, również integruje wspólne budowanie czegoś (np. kościoła czy pomnika). To jest ta niewidzialna siła! Wróg jednoczy tylko na chwilę, gdy wymienione działania stwarzają spoiwa wieczne.

A my w internecie? Gdyby nie pedofilia w kościele czy ISIS w Iraku, wspólnota „racjonalistów, ateistów, demokratów, lewaków, liberałów” rozwiałaby się jak mgła. Nie istnieją żadne więzi, dzieła, żadna praca. Gdy Wyborcza czy inny TVN24 nie wypluje jakiegoś mięsa nie istniejemy, nasza obecność jest zdawkowa lub żadna. Wybaczcie uogólnienie, ale jeżeli weekend lub medialna cisza usypiają nasze dyskusje, to czy można brać nas poważnie? Dlaczego nie stanowimy liczącej się opozycji dla polityków, kościoła, rodzimych i nierodzimych oligarchów? Otóż, nic nas nie łączy. 24% frekwencji w wyborach do PE ukazało, że upał i zwykłe wdupiemiejstwo określiło polityczne zapatrywania 76% Polaków.

Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy coś ugrać? Jeżeli tak to pewnie potrzebujemy czegoś co identyfikuje nas i nasze zapatrywania, tego całego inwentarza: idei, haseł, symboli, dzieł, wspólnej pracy, spójnych postulatów. Możemy sobie nie chcieć się angażować, jak to indywidualiści, ale nie żyjemy w próżni. Jesteśmy zjadani przez zwarte zjednoczenia. Jesteśmy planktonem zjadanym i wysrywanym przez wieloryby. Zacznijmy mówić jednym głosem o kwestiach dla nas podstawowych. Przecież kurwicy dostać można, widząc jak dzieli nas Ukraina, podejście do tolerancji religijnej czy rasowej gdy pada słowo Rom lub muzułmanin. Frapują nas dyskusje o niepewnej teorii ewolucji, o tym czy ktoś sprzed 30 lat był bohaterem a może zdrajcą, WOŚP – przekręt czy szlachetne dzieło? Po czymś takim, głos jednej Pawłowicz zagłusza nasz wszystkich no i oczywiście przez tydzień rozmawiamy o niej.

Przekrzykujemy się zliczając lajki, w końcu nie wiadomo, czy chcemy rozwiązania konkordatu, usunięcia religii ze szkół i przedszkoli, pozamykania do więzień księży pedofilów, wolności Lemańskiego, powrotu do relacji państwo kościół z czasów PRL, Wałęsy, SLD, zmiany w konstytucji, usunięcia kilku bzdurnych przepisów z kodeksu karnego, itd. itp. Nie wiadomo, czy ważniejsze są dla nas kwestie wolności światopoglądowej, niezawisłość sądów, podwyższenie kwoty wolnej od podatku, zablokowanie eksmisji czy może wsadzenie kogoś do mamra? Ja wiem, wszystko jest ważne tylko, że gdy przychodzi dzień wyborów okazuje się, że potrafimy te wszystkie oczekiwania wysrać ważąc trwogę pt. „co to będzie gdy PiS wygra?”. Wybieramy mniejsze zło a potem bierze nas wkurw, bo zmian nie ma. Tylko za czym właściwie głosowaliśmy? Za tym, żeby pisu nie było? – czyli ZA CZYM? Przestańmy się karmić wyborczą kiełbasą. Dość obietnic. Postawmy warunek „zróbcie coś” TERAZ, DZISIAJ, JUŻ a zadbamy o przedłużenie wam kadencji. Ile razy można dokonywać przedpłaty i nie otrzymywać zamówionego towaru?

Mamy szansę być usłyszani, bo w najbliższych tygodniach politycy będą włazić nam w dupy. Choć może wygrają wybory dzięki tym, którzy już w ich tyłkach siedzą?

man7

Reklamy