TORTURY WYCENIONE

by romskey

Trafiłem niegdyś na komisariat. Celem było ustalenia mojego sprawstwa w akcie wandalizmu. Prawdopodobnie koleje mego losu potoczyłyby się inaczej, gdyby nie młodociana ignorancja, która podsunęła mi fatalny pomysł żartowania z niezbyt rozgarniętych funkcjonariuszy jeszcze podczas tzw. rutynowej kontroli. Po dowiezieniu na miejsce przednia zabawa skończyła się. Zostałem poddany śledztwu obejmującemu wszelkie możliwe techniki przesłuchań w „relacji”: ośmiu mundurowych i nastoletni ja. Bito mnie, poniżano, zmuszano do wysiłku, oblewano wodą, testowano moją odporność na stres różnorodnymi grami psychologicznymi. W jednym z nielicznych aktów łaski zrezygnowano z bicia mnie pałą w bose stopy, na rzecz uderzeń łokciami w mostek. W zdrowym na ciele człowieku, w podobnych sytuacjach włącza się myśl „broń się lub uciekaj”, lecz jak możecie domyślić się ta druga opcja nie wchodziła w grę. Miałem do wyboru: przyznać się do czynu, z którym nie miałem nic wspólnego (czyli dostać zapewne dwa razy większy łomot za utrudnianie śledztwa a może i obiecaną wywózkę do lasu, „gdzie nikt mnie nie będzie szukał”) lub… sięgnąć po pistolet, kusząco położony w otwartej szafce. Drugi plan niestety runął. Jeden ze „śledczych” przejrzał mój zamysł i szybkim ruchem zamknął stalowe drzwiczki. Pamiętam, że panowie władza odpuścili. Być może zrozumieli, że bardziej od udzielenia satysfakcjonujących zeznań mam ochotę ich pozabijać.
/nie pytajcie tylko, czy bohaterowie historii narazili się na jakieś konsekwencje lub o to dlaczego nie zadzwoniłem po policję/

W tym samym czasie, po drugiej stronie oceanu, młody chłopak, zastraszony przez śledczych m.in. tym, że będzie przez lata gwałcony w zakładzie karnym (jeżeli nie zacznie współpracować), przyznał się do zabójstwa swojej siostry. Satysfakcja śledczych byłaby pełna, gdyby nie fakt, że „zabójca” nie potrafił opisać dokonanej przez siebie zbrodni. Zgadzał się z zarzutem lecz dalsze pytania kwitował słowami „nie pamiętam”. Płakał.

Takie i nieco bardziej przygnębiające historie, skłoniły społeczeństwa do refleksji nad stosowaniem brutalnych technik przesłuchań i tortur. Skoro torturowany jest w stanie przyznać się do niepopełnionego czynu lub z niewinnego człowieka stać się maszyną żądną krwi organów ścigania to czy warto stosować presję fizyczną lub (w przypadku młodocianych) psychiczną? Nie jest istotne w tym punkcie to, czy poddawany torturom jest winny czy nie. Znaczenia ma sama kondycja psychiczna człowieka, której naruszenie może przynieść skutek daleki od zamierzonego.

Przemoc nieskuteczna?

O skuteczności brutalnych przesłuchań wiedzieli śledczy PRL, wiedzą wciąż śledczy białoruscy czy rosyjscy, znali je inkwizytorzy, policjanci z USA czy Francji, wojskowi wszelkich armii. Przy stosowaniu tych wydajnych technik zapełnianie więzień szło sprawnie i gładko, wykrywalność rosła, liczba opozycjonistów malała, wyniki dawały awanse a „opinia publiczna” otrzymywała krzepiący komunikat „sprawców ujęto i surowo ukarano”. Czy wszyscy byli winni? Trudno ocenić, ale czy to ważne, skoro było przyznanie się do winy?

„Za komuny” władza zamykała kogo chciała, więc odrzuciliśmy ten system. Nikt jednak nie przewidział boomu tzw. „globalnego terroryzmu” czy nowoczesnego bandytyzmu. Bardzo szybko dostrzegliśmy, że ewidentny bandzior w asyście mecenasa może spokojnie „nawrzucać” gliniarzowi śmiejąc się mu w twarz. Bandyta stał się Panem Bandytą, z którym należy obchodzić się jak z jajkiem. Duch humanitaryzmu otoczył ochronnym parasolem terrorystów, podejrzanych o terroryzm, zbrodniarzy, gwałcicieli. Wpadliśmy w pewną pułapkę. Chcąc chronić niewinnych, objęliśmy pieczą również winnych. Współcześnie zatrzymuje się lepiej wyselekcjonowanych podejrzanych w związku z czym, prawdopodobieństwo popadnięcia na niewinnego maleje. Czy jednak jest tak w istocie? W Afganistanie, konkurujący ze sobą przedsiębiorcy są w stanie wskazywać koalicji NATO konkurentów jako ‚sojuszników Talibów’. Sprawy załatwiane są zwykle bardzo szybko i nad wyraz skutecznie. Pytanie o to, kto tworzy profil podejrzanego – pozostaje niestety otwarte. Wciąż typowanie może zachodzić w myśl starej zasady „winny już jest, tylko dowody trzeba dopasować”.

Kij, marchewka, psychologia

Stosunkowo niedawno w USA odkryto, że nikt nigdy nie badał skuteczności brutalnych przesłuchań. Dopiero wprowadzenie w FBI nowoczesnych technik opartych na zdobyczach psychologii ukazało wzrost wykrywalności o 30%. Skąd w takim razie pogląd, że brutalne przesłuchania lub surowe kary są skuteczne? Cóż, tak się po prostu przyjęło. Za ich stosowaniem przemawia m.in. element sprawiedliwej zemsty, która mogłaby ominąć bandytę. Takiej zemsty domagają się ludzie, choć nie w pełni rozumieją, że w ten sposób można zmienić prawo w narzędzie zwykłego linczu a więc „po co prawo?”.

Cackanie skuteczne?
O dziwo, na słupki wykrywalności jeszcze korzystniej od tortur i psychologii (FBI) wpływa technika z przeciwnego bieguna a konkretnie instytucja świadka koronnego. O ile pamięć mnie nie myli, traktowany łagodnie pruszkowski Masa „przypomniał” sobie przed prokuratorem ponad półtora tysiąca gangsterów. Jeżeli macie ponad 200 znajomych w FB wymieńcie na próbę ich nazwiska. Czy torturowany Masa przypomniałby sobie ich więcej czy mniej?

Temat jest kontrowersyjny od strony – nazwijmy – ludzkiej, dlatego można podejść do niego od strony, chłodnej i praktycznej czyli prawnej.Domniemanie niewinności, prawo do sprawiedliwego procesu, zaniechanie tortur i nieludzkiego traktowania stawiają czytelną granicę pomiędzy cywilizacją a totalitaryzmem. Być może odbieramy sobie tym samym jedną z możliwości wyciągania zeznań, jednak podpisując jakąś umowę międzynarodową, wypadałoby trzymać się jej, nie zadając zbędnych pytań.

Kiejkuty

O ile pogłoski o pudełkach z pieniędzmi otrzymanych całkowicie poza protokołem przez ludzi L.Millera za wynajem USA eksterytorialnej placówki są prawdziwe, to fakt załatwiania formalności jest przynajmniej zaskakujący. Teoretycznie, za odpowiednie pieniądze w państwie „starej lewicy” można byłoby stworzyć łagier czy cokolwiek innego. Strach mieszkać u L.Millera. Druga sprawa to zaskakujący wyrok Trybunału. Czy prawo może wspierać ewentualny terroryzm? Jak widać to całkiem możliwe, zresztą nie takie nawet dziwne, gdy weźmiemy pod uwagę to, że unijne dotacje pasą dziś w Polsce antyunijne radia i portale. Z pewnością jest tu jakiś błąd systemu. Wracając do Kiejkut, przesłuchiwani, którzy rozchorowali się po przesłuchaniach, staną się niebawem ludźmi z przyjemnym kontem bankowym (fundujemy MY). Nasuwa się ekonomiczny walor humanitaryzmu: „Czy opłaca się torturować, skoro może okazać się, że torturowano niewinnego i możemy za to słono zapłacić?”. Cóż, mleko trafiło na podłogę, ale nie jest beznadziejnie. Być może odszkodowania powinien wypłacić ten, kto przyjął od CIA pudełka z pieniędzmi.

5678
(na zdjęciu: Gunatanamo)


Warto pamiętać:
– torturowany może przyznać się do czynu, którego nie popełnił
– czy można poddać torturom osobę wytypowaną w niekoniecznie „obiektywny” sposób?

Advertisements