DLACZEGO RELIGIA POWINNA ZNIKNĄĆ ZE SZKÓŁ I PRZEDSZKOLI

by romskey

Zaczęło się od eksperymentu. W roku 1948, amerykański psycholog Edwarda Tolman dowiódł, że gdy szczur odnajdzie kilka razy jedzenie w konkretnym miejscu (np. w prawym ramieniu pudełka o kształcie krzyża), to gdy poczuje głód, będzie automatycznie kierował się w to właśnie miejsce. Właściwie nic niezwykłego, jednak stworzone w ten sposób pojęcie „mapy mentalnej/mapy poznawczej” (cognitive map) nabrało przez lata nieco szerszego znaczenia. Gdy jesteśmy głodni – idziemy do kuchni lub sklepu, gdy ktoś umiera – myślimy o pogrzebie, gdy zostajemy okradzeni – dzwonimy po policję. Oczywiście, nie rodzimy się z tą wiedzą, ktoś nam ją wszczepia i jedyna wyczerpująca odpowiedź na pytanie o to jak wiele takich pozornie odruchowo-logicznych informacji zawiera nasz mózg, brzmi: SPORO. Proste przykłady: wg dziecka mleko bierze się z lodówki gdy wg. jego babci od krowy. Wg. sybiraka aresztującym go enkawudzistom należało podporządkować się, gdy wg. Amerykanina należało zadzwonić po adwokata. Nasze mapy poznawcze są różne, wszystko zależy od tego co wbito nam do głów w dzieciństwie i nie tylko, a mówiąc bardziej obrazowo: w której części pudełka najczęściej znaleźliśmy kawałek sera.

Oprócz spraw tak banalnych jak zdobywanie pożywienia czy reagowanie na przestępstwa, nasze mapy poznawcze zawierają również kierunkowskazy dotyczące tego jak sprawdzać informacje, gdzie ich szukać, jak je interpretować, które z nich uznać za ważne. W tym punkcie pojawiają się schody. Okazuje się, że o ile zdecydowana większość z nas, cierpiąc na jakąś dolegliwość zadzwoni po pogotowie a tylko garstka pogna do znachora, to w sferze informacji zetkniemy się z prawdziwym jarmarkiem. Gazeta Polska czy Gazeta Wyborcza, a może Wprost, sąsiad, „NIE” lub internet? O wszystkich tych źródłach usłyszymy, że są „nasze”, zależnie od tego z kim rozmawiamy.

Słyszeliśmy o „rządzie dusz”, dlatego warto uzupełnić naszą wiedzę tym, że rząd dusz polega właśnie na kształtowaniu naszych map poznawczych a kształtowanie odbywa się w taki sposób, abyśmy pewne normy postępowania uznali za całkowicie własne.

Przykład różnic:
Co przesądza o prawdzie:
a) zdanie znanego nam autorytetu?
b) liczba ludzi uznających daną prawdę?
c) samodzielne doświadczenie?
d) czas powszechnego uznawania danej prawdy?

Naszym dzieciom od najmłodszych lat wciska się to, że ksiądz ma zawsze rację, jest autorytetem, prawda mieści się w kościele, a dyskutowanie z religią grozi piekłem. Godzinę później, na kolejnej lekcji dziecko dowiaduje się, że sensownym źródłem informacji jest encyklopedia, pismo „Science” czy „The Economist”, autorytety bywają omylne, prawda tkwi w wynikach eksperymentów, a dyskusja ma sens gdy podpieramy ją dowodami a nie intuicyjnymi skojarzeniami. Po takim maglu, szkołę opuszcza człowiek, który oddaje głos na Korwina-Mikke, gdyż Mikke jako „prawicowiec” ma zawsze rację i nie musi udowadniać stawianych tez (nawet gdy chwilę wcześniej otwarcie stwierdził, że jako polityk nie przyzna się nigdy do błędu a więc zdolny jest takie popełniać). Dlaczego akurat tak? Cóż, nauczyciel fizyki nie obieca uczniowi zbawienia za dobrze wykonane zadanie domowe, nie powie uczniowi, że za pilną naukę spotka go łask pełna miłość istoty nie z tego świata.

Edukacja, która wymyka się kontroli państwa, przestaje służyć państwu. Wytwarza polityków gotowych modlić się o deszcz, Marysie S., Chazanów, mistrzów taktu pokroju Pawłowicz czy naukowców słyszących krzyki zarodków. Oczywiście można przegiąć i w drugą stronę a warto przypomnieć, że dzieci nie są królikami doświadczalnymi. Zauważmy jednak to, że pierwszy problem mamy już dziś, gdy o ewentualnie kolejnym dopiero toczy się debata i co ciekawe proponuje się to, by nadzór nad programem nauczania posiadało ministerstwo edukacji – co jest moim zdaniem najciekawszym pomysłem.

mental

Advertisements