INTERES PUBLICZNY, ALE…

by romskey

Oskarżyciele samozwańczych sądów ludowych (np. media) nie muszą stosować się do „Zbioru zasad etycznych prokuratora” zobowiązujących do unikania dyskryminacji zarówno podejrzanych jak i ofiar przestępstwa, dlatego zwykle już w pierwszym zdaniu skierowanym do społeczeństwa przedstawiają podejrzanego jako osobę godną najwyższej pogardy. Zdrajca, szpieg, gwałciciel, narkoman, lewak. Jakie znaczenie ma m.in. przeszłość lub genealogia podejrzanego w ocenie czynu dokonanego tu i teraz? Wedle zasady równości przed prawem, złodziej bułeczki w sklepie pozostaje złodziejem niezależnie od tego czy jest biedakiem, papieżem czy ministrem. Kryminalna przeszłość, może wpłynąć na wysokość kary lub ocenę wiarygodności podsądnego, ale nie kwalifikację dokonanego przezeń czynu. Po wzbudzenie niechęci do podejrzanego sięga się nierzadko dlatego, że w stosunku do „przestępców” organom ścigania teoretycznie „można więcej”. Przyzwolenie społeczne na użycie siły wobec bandytów sprawia, że bardzo łatwo stać się w publicznych oczach bandytą. To niebezpieczne zjawisko.

„Aferę taśmową” można opisać następująco: „łamiąc prawo pozyskano dowody łamania prawa”. Ze względu na ciężar gatunkowy obu przestępstw wydaje się, że niezawisły wymiar sprawiedliwości powinien zapewnić redaktorowi Latkowskiemu szczególną ochronę ze względu, na prawny przywilej mediów dotyczący możliwości zatajenia źródeł informacji. Przywilej ten powstał w imię ochrony człowieka, który np. wchodzi w posiadanie materiałów kompromitujących organy państwa i staje się tym samym narażony na prześladowanie lub inne konsekwencje ze strony państwa. ABW wchodząc do redakcji Wprost zamierzała potencjalnie „złamać prawo, w celu pozyskania dowodu złamania prawa utrwalającego złamanie prawa”. Nic dziwnego, że zaczynamy gubić się w całej sytuacji, choć nie ulega wątpliwości to, że organy państwa nie powinny łamać przepisów.

Działanie redaktora Latkowskiego nie jest jednak bez wad. Dowody nie mogą być przedmiotem kupczenia, robienia seriali, ujawnienie ich nie może być związane z działalnością komercyjną. Gdy tak dzieje się, nie można mówić o realizacji interesu publicznego. Latkowski tym różni się od Assange, że nie zamierzał udostępnić dokumentów powszechnie, w całości i w ogólnodostępnej formie lecz uczynił z nich źródło dochodu i promocji. To smutne i chore zarazem.

image
(fot:twitter)

P.S.
Redakcja posiada prawo przetworzenia materiałów w zgodzie z etyką dziennikarską i prawem, np. usuwając z nich treści prywatne lub nie mające związku z zainteresowaniem społecznym, jednak przetworzenie to powinno dokonane być jeszcze przed publikacją, choćby wiadomości o ich posiadaniu.

Advertisements