NIE ZNAM SIĘ, MOGĘ?

by romskey

Nie trawię papierokracji i nie zamierzam (zwyczajnie nie chce mi się) ryć ksiąg w poszukiwaniu odpowiedzi. Znajomość m.in. Konstytucji jest w naszym kraju wiedzą dość bezużyteczną. Dwuznaczności, niedopowiedzenia, dezaktualizacje, sprzeczności, przecinki zamiast kropek… skorzystać może z tego, tylko ten kto wie jak z tego zrobić interes. Czy bank może wspierać budżet? Czy władze są neutralne światopoglądowo? Czy głosy na Hartmana, który nie minął progu zasiliły głosy PO lub PiS, które próg minęły? Takich pytań można postawić wiele. Mamy konstytucjonalistów, niech oni się głowią i kłócą (bez końca) zarabiając na życie spożywaniem czasu antenowego. Ciekawsza jest perspektywa społeczna.

Przaśność polskiej polityki nie jest niczym nowym. To, że różne sprawy załatwia się przy lornecie z meduzą (dwie sety + galareta) stanowi w naszym kraju i nawet nie tylko w naszym normę (może zmieniła się jedynie klasa lokali). Anim zdziwiony, anim zniesmaczony. O tej mechanice wie przynajmniej 70% Polaków, którzy potwierdzają to w sondażach. Z pewnością wplatanie dyskusji o przyrodzeniu (i to cudzym) w trakcie biesiady nie uchodzi nawet w zakładzie penitencjarnym, ale każde środowisko ma swoje „klasy” i „klimaty”. Co więcej? Reakcje na „wyciek” są ciekawe. Poznałem np. wypowiedź, w której autor zarazem podważa autentyczność nagrań jak i twierdzi, że bardzo dobrze nagrani mówili, bo o Polskę martwili się (to grupa I). Zdarzył się też obiektywizm: „skompromitowanych do dymisji” – tu nawet zgodziłbym się, tylko na jaką knajpę się zmieni (grupa II)? Słychać też grupę III, która nie dopuści do zamiecenia pod dywan, a raczej nie odpuści, choć jeszcze nie wie całkiem czego.

Nawykliśmy do tego, że wycieki są sensacyjne, bo zwykle takie są, choć polskie wycieki to raczej kleks w spodnie niż Wikileaks. Z pewnością, gazeta Wprost uzyskała realną władzę, gdyż jest w stanie w wybranym przez siebie momencie wzywać premiera na dywanik i to dowolną ilość razy. Chciałbym tak, bo też miałbym coś do powiedzenia, ale chcieć nie zawsze znaczy móc. Czy zawiniły służby? To zależy. Gdyby nagrano Kaczyńskiego, to byłoby dobrze. Zresztą, który rozsądny polityk poprosi polskie spec-służby o sprawdzanie terenu? Gdyby tak postępowano, mielibyśmy wycieki codziennie a nie raz na kilka lat i nie mówię nawet o tym, że z pobudek polityczno-powoławczych czy lizusowskich. Za zdjęcie Polańskiego tabloidy płaciły paparazzim dziesiątki tysięcy euro wiec wiedza bywa dochodowa. A dlaczego nie w domu lub gabinecie? Nie wiem, nie znam się, być może wóda płacona lepiej wygłusza pomieszczenia.

Sprawa podstawowa: czy rzeczywiście pojęcie „pomyślność kraju” jest nierozerwalnie związane z rządem, który przecież może zestarzeć się i umrzeć ze starości? Czy utrzymanie wszystkich wzrostów i budów ma nieodłączny związek z nazwiskiem Tusk lub Waltz? Czy dla trwania PO u steru można łamać pewne (mówiąc delikatnie) standardy? Obawiam się, że ostatnią kwestię najlepiej wyjaśniają sondaże. Nie twierdzę, że PO to jakiś wyjątkowy w swej urodzie kataklizm, ubolewam jedynie nad trwaniem dogmatu pt. „jak nie my to PiS”, który swoim bałamuctwem przewyższa wszelkie komisje d/s brzóz i skrzydeł razem wzięte (bo czy każda PO jest lepsza od PiS?). PiS jak stało w miejscu tak stoi, a PO swoją retoryką i działaniami osiąga poziom konkurenta.

Jeżeli po pierwszej turze nagrań nie rozpęta się tornado, to sprawa przyschnie, bo przyzwyczaimy się, jak do krzyża w sejmie.

hitcys

Reklamy