STRACH W DZIELE REKRUTACJI

by romskey

Niekiedy dla potwierdzenia znajomości polityki lubimy przytaczać utarte formułki typu „dziel i rządź” lub cytować Machiavellego albo Churchilla. „Robienie władzy” wydaje się dziecinnie proste choć dobrze wiemy o tym, że sprawujących ją jest o niebo mniej niż władanych. Dlaczego więc, tylu zorientowanych opisujących politykę ludzi po władzę nie sięga? Usłyszymy w odpowiedzi: „nie mam twardych łokci, jestem zbyt mądry i zbyt uczciwy na politykę, nie mam środków, gdyby ktoś dał mi milion, brakuje zaplecza”. Otóż, nie każdy adept przedsiębiorczości, który dostanie na rozwój milion USD, posiada genialny biznesplan, postanowi być twardym skurczybykiem wobec podwładnych i klientów oraz dowieziona mu zostanie rzesza trzech tysięcy pracowników osiągnie sukces lub w ogóle stworzy cokolwiek. Nie pomyślcie oczywiście, że należy mieć w sobie „to coś” lub że istnieją tajemnicze, genetyczne kasty władców i podwładnych. Predyspozycje – przydają się, wychowanie w domu z tradycjami władzy również – ale warto wiedzieć, że ideologiczne przeszkolenie w NKWD czy CIA mogło trwać nawet kilka dni (zależnie od przyszłej roli), by adept stał się w pełni świadomym trybem maszyny władzy. Osławione „pranie mózgu” jest tylko skutkiem próby wyjaśnienia sobie domowym sposobem tego, jak to działa. W rzeczywistości władza nie różni się od innych nauk, a dlaczego nie uczy się o niej w liceum dowiecie się za chwilę.

Zbyt powszechna wiedza o władzy przestałaby władzy służyć gdyż niestety, musi istnieć jakiś tępy motłoch, by ktoś mógł nim kierować i podporządkować go sobie. Motłoch wykształcony i świadomy a do tego nieubogi, mógłby stać się poważnym problemem a już całkowicie bezużytecznym, gdyby potrafił w lot demaskować przejawy oddziaływania serwowane mu przez sprawujących lub chcących sprawować władzę. (jedno z ulubionych haseł Falangi brzmi „Wygoda usypia ideał”. Autorem jest Léon Degrelle (1906–1994) belgijskiego polityk, dziennikarz, żołnierz Waffen SS.)

Czym jest władza?

Posiadać władzę to znaczy potrafić i wywierać wpływ (osiągać dzięki temu jakiś cel). Najlepiej, na jak największą grupę ludzi, w której znajdą się zdolni do poświęcenia żołnierze, księgowi, dziennikarze, działacze partyjni (gołębie i jastrzębie), niezrzeszeni sympatycy. Czy rekrutacja zwolenników musi wiązać się z chodzeniem z listą do podpisania lub walizką pieniędzy? Nie i właśnie o mniej oficjalnym elemencie (bezwiednej rekrutacji) jest niniejszy tekst.

Lekcja w szkolnym korytarzu

Grupa śniących o władzy nazistów uprawia misjonarstwo, organizuje koncerty, wydaje płyty i gazetki, jednak sympatyków wciąż brakuje. Celem rekrutacji staje się szkoła a najlepiej multikulturowa. Do szkoły w miarę potajemnie zostają podrzucone rasistowskie broszury zionące nienawiścią, pogardą i obietnicami mordu na siejących grozę wrogach białej rasy. Zgodnie z tradycyjnymi normami nieco napuszonej cywilizacji zachodu, biali uczniowie nie darzyli szczególną sympatią uczniów niearyjskich, jednak nie dochodziło do napięć. Pojawianie się broszur zmienia ten stan rzeczy, choć nie sprawia oczywiście, że biali uczniowie zaczynają rzucać się na swoich śniadych lub czarnych kolegów – to byłoby zbyt proste i wymaga nieco odwagi. Mechanizm działa inaczej. Zarówno biali jak i kolorowi zaczynają się bać. Pojawiają się żarty, zaczepki, przejawy dyskryminacji. Z każdym dniem rośnie wzajemna wrogość. Gdy strach i poczucie kulturowej wyższości były jeszcze nie dawno względnie przyswajalne to po pojawianiu się broszur i związanych z ich treścią dyskusjami emocje zostają spotęgowane. Biali i kolorowi czują się bardziej zagrożeni, łączą się w grupy, obawiają się wykluczenia, atmosfera staje się nerwowa. Nie musi dojść do eksplozji wzajemnej agresji, choć taki cel w odpowiednim kształcie („biją naszych”) również interesuje prowokatorów. Twórcy broszur dostarczyli wraz ze strachem, bardzo istotny czynnik: antidotum którym jest widok budzących respekt, uzbrojonych (silnych), zamaskowanych (bezkarnych), wojowniczo nastawionych do świata, wytatuowanych, zwartych i gotowych do akcji skinów. Poczucie przynależności do takiej grupy zaczyna wydawać się części uczniów jakimś sposobem na ukojenie poczucia braku bezpieczeństwa a może też być szansą na danie łupnia „brudasom”. Potencjalni sympatycy nazizmu zaczynają zbliżać się do twórców ulotek. Odnajdują w tekstach, zdjęciach, w poleconych witrynach jakieś okruchy swojej nowo tworzonej tożsamości, godności, dumy. Część z nich zasili szeregi „białych bojówek”, gdzie dokona się kolejny etap rekrutacji, czyli „uczestnictwo”. Wspólne skopanie czarnucha, zniszczenie czegoś, udział w demonstracji, ulicznej walce z policją – świetnie integruje młodych członków ze starymi wyjadaczami a skoro wszyscy już mają coś na sumieniu, to droga wyjścia zostaje praktycznie zamknięta. Oczywiście nie tylko strach przed opuszczeniem grupy decyduje o poczuciu solidarności. Istnieje również rozbudowany system nagród. Zasłużenie się w walce pozwala awansować, można przeczytać lub usłyszeć o swojej akcji w prawicowych mediach, które opisane działanie określą pożądanym, wskazanym, uzasadnionym. Bycie słynnym ratującym świat bohaterem, a może w przyszłości i wodzem – kto tego nie pragnie?

Przedstawiony mechanizm sprawdzony w praktyce na amerykańskim poletku (setki tysięcy członków i symypatyków) , jest czytelny i dlatego został przytoczony. Szerzenie i potęgowanie strachu oraz nienawiści nie służy jedynie gangom. W mediach, sieci, w Facebooku, możemy zauważyć działania propagandowe prowadzone z wyjątkowym oddaniem i skierowane do tzw. masowego odbiorcy. Stop Islamizacji Europy, Polish Defence League, Fronda kreująca obraz „Polaka niebożę-katolika zagrożonego przez zwyrodniałego ateistę-aborcjonistę”. Nie brakuje oczywiście drugiej strony mocy, propagandy komunistycznej skierowanej przeciwko zachodowi i wszystkim co z zachodem wiąże się. Nie brakuje też…straszenia PiS-em i straszenia PO. Przeciętny człowiek znajduje się w centrum oddziaływania różnych ośrodków propagandy, z których zwycięży ta najbardziej przekonująca, oddziałująca. Zwycięstwo w tym przypadku oznaczać będzie oddanie głosu, na któreś z politycznych antidotów podsuniętych nam przed nos lub… przynajmniej przekonanie pt. „na tych nie zagłosuję na pewno i będę na nich ujadał”.

Charakterystyczną cechą każdej propagandy jest uczulanie na strach przed inną (wrogą) propagandą. Pod hasłami „Tylko my mówimy prawdę” ukrywa się fakt istnienia „propagandy własnej”. Gender, aborcjoniści, lobby gejowskie, islam, żydostwo, komuna, złodzieje u władzy – pośród tylu zagrożeń jak nie zagłosować na wyzwolicieli (antidotum) Kaczyńskiego lub Korwina-Mikke? Byłbym jednak niesprawiedliwy, bo życie jednak nie jest tak proste. Niedawno moje zdziwienie wywołała znaleziona gdzieś zachęta do organizowania protestów przeciwko dyskryminacji gejów, gdzie organizacja owych protestów nie była odpowiedzią na jakiś konkretny akt homofobii, lecz pewnego rodzaju formą umacniania masowego przekonania o toczącym się aktualnie holokauście dokonywanym na osobach homoseksualnych. Uważam, że podkradanie propagandowych metod nie służy sprawie a nawet jej szkodzi. W podobny sposób wylewarowano powszechny antysemityzm odnosząc odwrotny od zamierzonego skutek.

wschód – zachód

W USA, zamiast pogadanek na uczelniach z Korwinem-Mikke czy Oko, organizuje się pogadanki o mechanizmach propagandowych, uczula się studentów na to, że mogą znaleźć się w sferze oddziaływania różnych ośrodków wpływu, a w przypadku uległości mogą zmarnować własne życie, cudze lub wynieść do władzy nowego Hitlera lub Stalina. Wykładowcami są nierzadko ludzie, którzy porzucili swoich znajomych i ideowe sympatie widząc dokąd mogą prowadzić nie tylko ich samych, ale bliskich, rodzinę, przyjaciół. Powstaje pytanie, czy świadomi i wolni ludzie, szanujący prawo i inne zdrowe składniki potrzebne do w miarę godnego życia są w stanie obronić się, współtworzyć stabilny i zdrowy system? To całkiem możliwe. Platon twierdził, że demokracja bezpośrednia a więc rządy motłochu doprowadzą do tyranii. Jego punkt widzenia jest wciąż aktualny, choć Szwajcaria, której ustrój zawiera wiele elementów demokracji bezpośredniej nie wydaje się zmierzać w kierunku dyktatury. Czyżby dlatego, że w Szwajcarii dzięki sensownej edukacji nie ma motłochu? Wiedza nie zabija.

Masz prawo kogoś nie lubić i nie potrafić tego uzasadnić. Jeżeli jednak ktoś Twoje nielubienie chce przekształcić w strach lub nienawiść wiedz, że nie robi tego bezinteresownie. Wiedz o tym, że zawodowy propagandysta dostarczając Ci powód strachu i nienawiści nigdy nie zapomni o przedstawieniu zbawczego antidotum, na które masz oczywiście zagłosować.

 

mousetrap copy

Reklamy