AKSAMITNA TYRANIA

by romskey

aks_power

Twierdzenie, że kościół katolicki zamierza przejąć władzę w Polsce wprawiłoby wielu i wiele z Was w nastrój ironiczny. Stwierdzilibyście: „Owszem, KRK stale wtrąca się do polityki, prawa i edukacji dla osiągnięcia jakichś tajemniczych (zapewne materialnych) korzyści – ale przejęcie władzy? To kuriozum. Mamy demokrację, chronią nas prawa międzynarodowe, itd.”. O dziwo, o sile praw międzynarodowych, praw człowieka czy demokracji przekonała się ostatnimi czasy Ukraina, kiedy to w XXI w. dokonano ewidentnego rozbioru niepodległego państwa praktycznie bez wystrzelenia jednego artyleryjskiego pocisku. Czyżby akt przejmowania władzy mógł zajść poza działaniami militarnymi, gospodarczymi, rewolucyjnymi a nawet demokratycznymi?

Wciąż można spotkać się ze stwierdzeniem mówiącym o tym, że Krym jest rosyjski skoro zamieszkują go Rosjanie. Czy podobnie nie można powiedzieć o Polsce, że jest katolicka skoro zamieszkują ją katolicy? Czy rozumiemy czym jest państwowość? Na czym właściwie polega uformowanie Rosjanina, Włocha lub katolika? Na utożsamieniu obiektu formowania z daną społecznością, nauczeniu go języka, wpojeniu ściśle określonych zasad moralnych, norm postępowania. Jak mawiał Woody Allen: „Nie rodzimy się żydami, katolikami czy muzułmanami, tylko przyłączamy się do nich /…/„.

Misjonarstwo katolickie opierało i opiera się na wypełnieniu założenia zawartego w Mt 28:19: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody”. Misjonarze docierali do najdalszych zakątków świata stając się nierzadko orędownikami tubylczych ludów ciemiężonych przez lokalnych tyranów. Ckliwe bajania o boskim miłosierdziu, wartości człowieka, wolności, równości czy sprawiedliwości padały na podatny grunt, więc koleją rzeczy były upadki tyranii. Kościół nie pozostawał jednak cichym krzewicielem dobrej nowiny. Nigdy nie zawahał się przypomnieć o swoim wkładzie w proces zmian domagając się sowitego zadośćuczynienia. Duchowni zajmowali wysokie lub doradcze stanowiska państwowe, wspierali proces tworzenia prawa czyniąc w rezultacie wyzwolone ludy radosnymi poddanymi i wiecznymi dłużnikami Stolicy Apostolskiej.

Apostolstwo, misyjność – tylko pozornie wiązały się i wiążą z krzewieniem moralnej poprawności ku zbiorowej uciesze i pomyślności. Tak ulubione w wielu środowiskach słowo „formacja” jest czymś więcej niż staraniem się o wychowanie bogobojnych i przyzwoitych ludzi. Jest formowaniem katolików, którzy mogą w odpowiednim czasie stanąć na wysokości zadania niczym Rosjanie w krymskim referendum. Chcąc chronić państwo i demokrację musimy tym procesom przeciwstawiać się.

Prawo zawsze osadzone jest w jakiejś zbiorowej moralności, a od tak postawionego stanu rzeczy dzieli tylko krok, by przedstawiciele danej upowszechnionej moralności stanowili prawo. Zabieg jest przewrotny, gdyż moralność tym różni się od prawa, że jest dobrowolna, dlatego nie można obywatelom nakazać czy zakazać przyjmowania moralności islamskiej, żydowskiej, buddyjskiej, ateistycznej czy wszelkiej innej. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy nagle obudzić się w państwie, którego prawo oparte zostanie na moralności gwałcącej wyznawane przez nas wartości. Czyż już dziś nie zadajemy sobie zasadnego pytania: „Przecież nikt nie nakazuje katolikom zawierać ślubów gejowskich, stosować antykoncepcji etc. więc dlaczego my, nie będąc katolikami mamy stosować się do katolickich norm, które o zgrozo mają być zapisane w prawie?”. Prawo jest jednym z podstawowych instrumentów sprawowania władzy publicznej(!)

Kościół stwarza osadzone w kreowanej przez siebie moralności pseudotradycje (bardziej widzialne znaki moralności). Nie zdajemy sobie sprawy z tego jak poważnym zagrożeniem są tzw. katolickie tradycje, których nie należy mylić z tradycjami narodowymi. Tradycją staje się m.in. uczestnictwo władz państwowych w obrzędach religijnych. Czyż władze państwowe uznając (choćby nieformalnie ale uczestnicząc w ceremonii) świętość JP, nie odbierają sobie prawa sprzeciwu, gdy np. katolicy zechcą wyznawać i wprowadzać w czyn przedstawianych przez papieża racji choćby wbrew panującemu prawu? Wprowadzanie katolickich tradycji przypomina zawsze ukradkowe zawieszenie pozornie „niegroźnego” krzyża w sejmie i późniejsze stwierdzenie, że obecność takiego krzyża jest tradycyjna, a więc nie należy go zdejmować, a nawet należy powiesić kilka dodatkowych. Tak oto, wbrew fizyce dochodzi do cudownych przemian („słowo ciałem się stało” czy zmienianie wody w wino) gdzie spreparowana moralność i tradycja przeistoczyć się mogą w prawo.

Dostrzegajmy to, że kościół nie odpuszcza żadnej okazji by wystawić na próbę i podważyć siłę państwa, którego jest rywalem a nie sprzymierzeńcem. Czy prokościelne i pseudopatriotyczne przybudówki polityczne zdają sobie z tego sprawę krzycząc o „wolności i niepodległości” lub kąpiąc w rynsztoku państwowe władze, narodowe autorytety? Czy nie daje do myślenia to, że kościół głaszcze antypaństwowych bandytów? Czy kościół nie dysponuje „tituszkami” siejącymi postrach wśród zwolenników obywatelskich wolności, prawa wyboru? Pozbądźmy się złudzeń. Tylko silne państwo jest gwarantem suwerenności i naszych praw, jednak państwo klęka, ulega, zanika. Staje się niewidoczne.

 

 


blue_cards copy
P.S.
Niebieska kartka w ramach: „Jeżeli ktoś nie potrafi streścić w kilku zdaniach tego co chciał powiedzieć, to znaczy, że nie miał nic do powiedzenia”.

Reklamy