BŁAGAM! OCEŃ MNIE! – UWAGA! HAZARD

by romskey

Nieoficjalnie, każdy blogowy, portalowy, medialny, kulturowy czy wyborczy przekaz (wpis, recenzja, utwór) można streścić jednym zdaniem: „Błagam, oceńcie mnie”. Autorzy stają przed wielkim jednorękim bandytą i pociągają za ramię powierzając mu postawienie diagnozy pt. „jesteś zwycięzcą lub przegranym, pechowcem lub szczęściarzem, wielkim lub małym”. Wyczekując niecierpliwie werdyktu myślimy: „to ludzie nas oceniają”, choć nigdy nie przyszłoby nam do głowy występować z konkretnie ukierunkowanym przekazem jednocześnie w fabryce, bibliotece, cudzym domu, tramwaju, na piłkarskim boisku, w szkole i domu seniora. Dziwi nas to, że tryby maszyny są kapryśne, kierują się gustami, uwielbieniem, zazdrością, nastrojem, byciem na tak lub nie, niebyciem… ale nie dopuszczamy takich myśli. W naszych umysłach – w imię urojonego uszlachetniania samych siebie – to szacowne jury lub… o ile zagłosują źle – debile. Czy interesuje nas to, kto ocenia? Nie, wolimy mrzonki o standing ovations.

W opisywaniu tego, jak realnie działa „jednoręki bandyta” nie opieram się wyłącznie na własnych doświadczeniach. O tym jak toksyczny bywa internet, przekonał się Kazik Staszewski, Maryla Rodowicz i dziesiątki tysięcy mniej lub bardziej znanych postaci, które posiadając unormowaną pozycję w zbiorowej świadomości stawały się celem zmasowanego bombardowania najbardziej cuchnącym kałem. „Nie powiedzieliby tego w oczy” – konstatował Staszewski próbując ocalić resztkę poczucia wartości i godności, Rodowicz zadzwoniła natychmiast na policję. Gdybym zadał pytanie: kogo nie obsrał polski internet? – nie powstałaby lista zawierająca choć jedno nazwisko a to tylko próbka kwestii pt. „Kto Cię ocenia”. Utrata poczucia wartości, chandra to tyko tło poważniejszego zjawiska.

Nie wartość treści lecz cena wyrażona w liczbie punktów oglądalności stała się wyznacznikiem klasy, wartości produktu. Możesz napisać najlepszy tekst świata, nakręcić najlepszy film czy nagrać najlepszy utwór ale nie licz na to, że ocena będzie odzwierciedleniem jakości. Szybko zrozumiesz, że zapuszczając brodę i ubierając się w damskie fatałaszki szybciej zyskasz uznanie niż naśladując Sokratesa lub Homera, a nawet nie, bo czasem istnieje jakiś niemożliwy do pokonania sufit. Przekaz generowany przez sfrustrowanych graczy radykalizuje się, w imię tego, że bardzo różnorodny masowy odbiorca dostrzeże tylko to co inne, głośniejsze, łamiące normy. Zaczynasz grać, mieszać wartościową treść z wyrazistą formą, niekiedy pozostaje tylko forma. O wszystkim tym wiesz, ale zaczął się pęd.

Łaknienie lajka, czy promocji stało się niczym łaknienie punktu w grze zręcznościowej. Zaczynasz myśleć: „Dzięki temu istnieję!”, więc gnasz na złamanie karku. Jeszcze jedna gra, jeszcze jedna, może tym razem, może wreszcie. Nie zauważasz jak zmieniasz się w hazardzistę, uzależnionego od gry, stajesz się zbiornikiem frustracji i ekscytacji, wzlotów i upadków, niesie Cię szalony rollercoaster. Stajesz się nerwowy, głodny, zaniedbujesz otoczenie, obowiązki, szukasz metody oszukania systemu, wpłynięcia na wyniki bądź za sprawą sojuszu z jakąś koterią, tworzenia wirtualnych fanów lub punktów czy mechanicznych oszustw. Uzależnienie od hazardu? – zapytasz się w duchu – coś o tym słyszałem, ale uzależnieni są przecież tylko narkomani.

Nie raz jesteśmy świadkami załamań, ucieczek, potrzeby odpoczynku, zapowiedzi lub podpisania aktów kapitulacji. To obrona przed obciążeniami, których rozmiarów nie spodziewaliśmy się. Nie w pełni rozumiemy, że w jakiejś mierze uzależniliśmy poczucie własnej wartości od jednorękiego bandyty, powierzyliśmy mu rolę psychologa, sędziego i eksperta diagnozujących nasze dokonania. Zaostrzając formę naruszamy wyznawane przez samych siebie normy, tracimy kawałek siebie. Obsesje, chandry, depresje, nałóg, spadki formy, niska samoocena – skutki pogoni za zabawnym lajkiem.

Uświadamiając to sobie zrozumiemy, że wpadliśmy w sidła gigantycznego absurdu i jak najbardziej rzeczywistego sabotażu przeciwko samym sobie. Leczenie? Być tam gdzie nie ma ocen, być tam gdzie ludzie chcą czytać a nie oceniać, być tam gdzie nie musimy gonić, gdzie możemy być sobą i nie musimy niczego naginać. Czy to jest możliwe? Wyłączyć komentarze lub dopisać „tylko życzliwe i dużo”?

Nie odnoście wrażenia, że niniejszy tekst skierowany jest wyłącznie dla ludzi kreujących coś w sieci. Skutki mają wymiar „globalny”, powszechny. Zastanawiamy się nierzadko nad tym, skąd bierze się tylu głupców wokół, uwielbienie dla pajaców? Czy powodem są stabloidyzowane media pędzące za reklamochłonną oglądalnością? Może kato-prawicowa podsypka w szkołach i przedszkolach, która wbrew zamysłowi wyniesienia na wyżyny wiernych sługusów kościoła pozwala przejąć skrupulatnie uformowany szkolny elektorat indywiduom pokroju JKM? A może kultura spod znaku Eurowizji czy Idola wyzuta z treści a skupiona na formie? Dlaczego przekaz radykalizuje się, skraca, staje się nierzetelny, dlaczego prowokuje, wywołuje odruchy? Czy ludzie są głupi czy ci którzy to robią mają nas za głupców? Ten przemysł tworzą ci, którzy często nawet nie wiedzą o tym, że znaleźli się w niewidzialnych sidłach duszącego systemu, hazardu i jednorękiego bandyty, którego łaska na pstrym koniu jeździ.

hazard

Pamiętaj:
Chandra trwa chwilę, do dwóch tygodni. Gdy stan przedłuża się, powstaje zagrożenie depresją, której wpływu na nasze życia wciąż nie doceniamy. Dołącz uzależnienie od hazardu. Zaleca się w takich przypadkach wizytę u lekarza, który zalecić może nawet leczenie farmakologiczne. Bagatelizujesz, gdyż wyłączasz sieć i wszystko wraca do normy? Pomyśl o tym, że skoro tak to działa to i w sieci znajduje się źródło.

Advertisements