SUWAKI, PARYTETY, GENDERY

by romskey

Jeżeli sto razy zbijemy psa gdy zbliży się do miski, to gdy pies przestanie się do niej zbliżać, możemy uznać, że nie jest głodny? Kiedy szczerze przyjrzymy się historii, to zdamy sobie sprawę z tego, że znane nam wzorce kulturowe były kształtowane właśnie w opisany sposób. Zamysł był prosty: odsunąć od możliwości przejęcia władzy jak największą liczbę potencjalnych konkurentów.

Nie trzeba tu wspominać dziedziczności tronu, praw wyborczych przysługujących wybranym grupom społecznym czy ograniczonego dostępu do edukacji. Wkluczenie z życia politycznego czy publicznego nie musi opierać się na wyrażonym wprost prawnym zakazie. Wychowanie (w duchu reguł danej kultury) ma ogromne znaczenie, wystarczy od najmłodszych lat wpajać dzieciom np. to, że do czegoś nie nadają się i dbać, by w przyszłości te nauki sprawdzały się.

Prawo wyboru jest jednym z fundamentów demokracji.

Demokracja okazała się ustrojem wydajniejszym niż ustroje totalitarne, a stało się to za sprawą uwolnienia potencjału społecznego i związanym z tym zwiększeniem konkurencyjności w wielu dziedzinach. To zapewniło rozwój krajom demokratycznym. Gdyby dziedziczność obowiązywała np. w dostępie do nauki, to ojciec Alberta Einsteina handlował pierzynami a następnie zakładał instalacje gazowe i kanalizacyjne, nie był naukowcem. Zawody męskie lub żeńskie? Brytyjskie kobiety, gdy ich mężczyzn oddelegowano na front musiały zająć ich miejsca i doskonale sprawdziły się (dzięki czemu zresztą, otrzymały prawa wyborcze). Z takich okruchów składa się potężna masa dowodów na to, że żadna klasa, rasa czy płeć nie jest predysponowana do pełnienia określonych funkcji publicznych, politycznych, naukowych czy związanych z tzw. władzą nad światem. Prawo wyboru dziedziny, którą chcemy zajmować się odgrywa tu kluczową rolę.

Konserwatyści lubią mówić o tym, że mieliśmy i mamy do czynienia z wyjątkami. Tak, ale ta wyjątkowość jest skutkiem kształtowanej przez nich kultury i to właśnie te wyjątki tworzyły wyrwy w murze skostniałych zabobonów, bo inaczej poglądów tzw. prawicy nazwać nie można. To rozszerzona matura z matematyki zdawana przez młodą Polkę napawa ich wielkim lękiem. Podobnym lękiem napawał ich murzyn grający na trąbce czy murzyn prezydent. Podobnym lękom ulegali arystokraci stwierdzający, że gdyby nie koronkowa i droga odzież, to ich tyłki nie różniłyby się od tyłków plebejuszy. Konserwatyzm jest problemem ludzi, których przejmuje trwoga na myśl o tym, że ktoś może odkryć ich zwykłość a co gorsze zastąpić ich, okazać się lepszym, równym, ważniejszym, wydajniejszym, mądrzejszym, bogatszym. Jedyną znaną konserwatystom metodą utrzymania pozycji jest eliminacja lub wykluczenie konkurencji i dzieje się to pod dowolnym szyldem: dbałości o wyższą rasę, klasę, płeć, religię, narodowość, kulturę, tradycję, etc. Dla wykluczonych oczywiście przewidziano ściśle określone role, wszak ktoś musi za konserwatystów ginąć, na nich pracować i im usługiwać.

Parytety traktuję z przymrużeniem oka, choć z powodów futurystycznych. Już dziś, coraz częściej mówi się o interpłci, czyli osobach, które dobrze czują się nie określając konkretnie swojej tożsamości płciowej pojmowanej zarówno genetycznie, gonadalnie, genitalnie, hormonalnnie, gonaforycznie, germinatywnie, fenotypicznie, somatycznie, psychicznie czy społecznie. Prawdopodobnie sam suwak może się od tego zepsuć. Można żartować, że w przyszłości na listach będą musiały znaleźć się nie tylko kobiety i mężczyźni, ale przedstawiciele interpłci, miejscowi Żydzi czy kolejarze o ile ktoś wykryje, że kolejarze są marginalizowani w procesie wyborczym. Moim zdaniem, nie jest to właściwy kierunek, choć jest on odpowiedzią na realny problem, który stworzyli sami politycy (partyjni liderzy) ulegając uznawanym przez siebie konserwatywnym standardom. Polepsza się jednak.

Strach przed gender zrozumieć najtrudniej, gdyż nie w mojej głowie on występuje. Być może kościół lęka się tego, że polityka równości mogłaby doprowadzić do zaniku klękania czy całowania w ręce lub sygnety. Do tego, niemal stutysięczna armia nieproduktywnych pod żadnym względem polskich duchownych, mogłaby poczuć się zagrożona zmniejszoną liczbą parafianek myjących za darmo kościelne podłogi lub usługujących im przy posiłkach. No i jak podejść do problemu równości boga i Maryi?

prs

Reklamy