FAJNIE JEST NIE PISAĆ

by romskey

Testuję właśnie nową formę istnienia – „niepisanie” i z zaskoczeniem stwierdzam, że ten nie całkiem planowany eksperyment posiada swój urok. Nie otwieram 100 razy przeglądarki w celu sprawdzania czy ktoś dodał komentarz, nie myślę o tym czy wszystko co napisałem zmieściło się w limicie dopuszczalnych błędów, nie mam poczucia, że dla skrócenia tekstu pominąłem kilka mających znaczenie lub ciekawych argumentów. Znów zapisałem sobie coś na jakimś skrawku papieru: „Ktoś powiedział, że napisano już wszystko i nic nowego napisać nie da się. – …a może nie chodzi o to by napisać coś nowego, ale napisać to tak by wreszcie zadziałało?”. W sieci pojawia się naprawdę sporo ważnych tekstów, nie mniejsza ich ilość trafia w wersji drukowanej do księgarni i nie wymieniam już tego co napisano sto czy tysiąc lat temu. Rzucanie książkami w mury sejmu, urzędów czy kościołów dawałoby podobny efekt. Oddziaływanie na zmiany jest nikłe (może żadne) i powiem Wam, że im większa liczba ludzi zgadza się z jakimś przekazem tym większy dołek dopada autora z powodu uświadomienia sobie faktu pt. „sorry… zmian tym razem nie będzie”.

Banksy, Wurst, Mikke – mistrzowie mikro-przekazu mieszczącego się w ekraniku nie większym od „świętego obrazka” demolują okrzepłe w ludzkich głowach reguły docierania do mas. Na zwięzłą akcję – adekwatną reakcją. Uzasadnienie? Nie ważne, ważne, że ludzie w danej chwili chcieli coś takiego usłyszeć. Zmieniamy się w lud kiwających głów i obyśmy nie nabawili się problemu rabina rozmawiającego z trójką ludzi (ty masz rację, ty także masz rację a pytający o to, jak to możliwe, że dwaj biorący udział w sporze mają rację, otrzymuje odpowiedź „Ty również masz rację”). Każdy rację ma. Gdyby tak jeszcze w świecie rzeczywistych faktów sama racja działała. „Kran trzeba naprawić” – pstryk! naprawiony. „Dziura w ulicy” – błysk! nie ma. „Zły minister” – mamy nowego. Wszystko oczywiście wg. naszych wytycznych, gdyż fakt posiadania racji przez nas, świadczy o tym, że inni jej nie posiadają (prawda jest tylko jedna, prawda?).

Breivik, Boko Haram, autorzy zamachu na WTC – kolejni mistrzowie mikro-przekazu. Po co protesty chodzące, stojące czy leżące? Po co manifesty i petycje? Prosty przekaz: „ci mnie wkurwiają, więc ich zabijam” – resztę dodaj sobie sam, może Ciebie również wkurwiają?

Właśnie za oknem jakiś człowiek udziela wywiadu ekipie telewizyjnej. Nie znam postaci, logo na mikrofonie za małe, za daleko. O czym mowa? Nie mam pojęcia. Krzyknij coś człowieku, wysadź się w powietrze – nie będzie potrzebny pośrednik, wszyscy zrozumieją.

tshow

Advertisements