Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Maj, 2014

AKSAMITNA TYRANIA

aks_power

Twierdzenie, że kościół katolicki zamierza przejąć władzę w Polsce wprawiłoby wielu i wiele z Was w nastrój ironiczny. Stwierdzilibyście: „Owszem, KRK stale wtrąca się do polityki, prawa i edukacji dla osiągnięcia jakichś tajemniczych (zapewne materialnych) korzyści – ale przejęcie władzy? To kuriozum. Mamy demokrację, chronią nas prawa międzynarodowe, itd.”. O dziwo, o sile praw międzynarodowych, praw człowieka czy demokracji przekonała się ostatnimi czasy Ukraina, kiedy to w XXI w. dokonano ewidentnego rozbioru niepodległego państwa praktycznie bez wystrzelenia jednego artyleryjskiego pocisku. Czyżby akt przejmowania władzy mógł zajść poza działaniami militarnymi, gospodarczymi, rewolucyjnymi a nawet demokratycznymi?

Wciąż można spotkać się ze stwierdzeniem mówiącym o tym, że Krym jest rosyjski skoro zamieszkują go Rosjanie. Czy podobnie nie można powiedzieć o Polsce, że jest katolicka skoro zamieszkują ją katolicy? Czy rozumiemy czym jest państwowość? Na czym właściwie polega uformowanie Rosjanina, Włocha lub katolika? Na utożsamieniu obiektu formowania z daną społecznością, nauczeniu go języka, wpojeniu ściśle określonych zasad moralnych, norm postępowania. Jak mawiał Woody Allen: „Nie rodzimy się żydami, katolikami czy muzułmanami, tylko przyłączamy się do nich /…/„.

Misjonarstwo katolickie opierało i opiera się na wypełnieniu założenia zawartego w Mt 28:19: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody”. Misjonarze docierali do najdalszych zakątków świata stając się nierzadko orędownikami tubylczych ludów ciemiężonych przez lokalnych tyranów. Ckliwe bajania o boskim miłosierdziu, wartości człowieka, wolności, równości czy sprawiedliwości padały na podatny grunt, więc koleją rzeczy były upadki tyranii. Kościół nie pozostawał jednak cichym krzewicielem dobrej nowiny. Nigdy nie zawahał się przypomnieć o swoim wkładzie w proces zmian domagając się sowitego zadośćuczynienia. Duchowni zajmowali wysokie lub doradcze stanowiska państwowe, wspierali proces tworzenia prawa czyniąc w rezultacie wyzwolone ludy radosnymi poddanymi i wiecznymi dłużnikami Stolicy Apostolskiej.

Apostolstwo, misyjność – tylko pozornie wiązały się i wiążą z krzewieniem moralnej poprawności ku zbiorowej uciesze i pomyślności. Tak ulubione w wielu środowiskach słowo „formacja” jest czymś więcej niż staraniem się o wychowanie bogobojnych i przyzwoitych ludzi. Jest formowaniem katolików, którzy mogą w odpowiednim czasie stanąć na wysokości zadania niczym Rosjanie w krymskim referendum. Chcąc chronić państwo i demokrację musimy tym procesom przeciwstawiać się.

Prawo zawsze osadzone jest w jakiejś zbiorowej moralności, a od tak postawionego stanu rzeczy dzieli tylko krok, by przedstawiciele danej upowszechnionej moralności stanowili prawo. Zabieg jest przewrotny, gdyż moralność tym różni się od prawa, że jest dobrowolna, dlatego nie można obywatelom nakazać czy zakazać przyjmowania moralności islamskiej, żydowskiej, buddyjskiej, ateistycznej czy wszelkiej innej. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy nagle obudzić się w państwie, którego prawo oparte zostanie na moralności gwałcącej wyznawane przez nas wartości. Czyż już dziś nie zadajemy sobie zasadnego pytania: „Przecież nikt nie nakazuje katolikom zawierać ślubów gejowskich, stosować antykoncepcji etc. więc dlaczego my, nie będąc katolikami mamy stosować się do katolickich norm, które o zgrozo mają być zapisane w prawie?”. Prawo jest jednym z podstawowych instrumentów sprawowania władzy publicznej(!)

Kościół stwarza osadzone w kreowanej przez siebie moralności pseudotradycje (bardziej widzialne znaki moralności). Nie zdajemy sobie sprawy z tego jak poważnym zagrożeniem są tzw. katolickie tradycje, których nie należy mylić z tradycjami narodowymi. Tradycją staje się m.in. uczestnictwo władz państwowych w obrzędach religijnych. Czyż władze państwowe uznając (choćby nieformalnie ale uczestnicząc w ceremonii) świętość JP, nie odbierają sobie prawa sprzeciwu, gdy np. katolicy zechcą wyznawać i wprowadzać w czyn przedstawianych przez papieża racji choćby wbrew panującemu prawu? Wprowadzanie katolickich tradycji przypomina zawsze ukradkowe zawieszenie pozornie „niegroźnego” krzyża w sejmie i późniejsze stwierdzenie, że obecność takiego krzyża jest tradycyjna, a więc nie należy go zdejmować, a nawet należy powiesić kilka dodatkowych. Tak oto, wbrew fizyce dochodzi do cudownych przemian („słowo ciałem się stało” czy zmienianie wody w wino) gdzie spreparowana moralność i tradycja przeistoczyć się mogą w prawo.

Dostrzegajmy to, że kościół nie odpuszcza żadnej okazji by wystawić na próbę i podważyć siłę państwa, którego jest rywalem a nie sprzymierzeńcem. Czy prokościelne i pseudopatriotyczne przybudówki polityczne zdają sobie z tego sprawę krzycząc o „wolności i niepodległości” lub kąpiąc w rynsztoku państwowe władze, narodowe autorytety? Czy nie daje do myślenia to, że kościół głaszcze antypaństwowych bandytów? Czy kościół nie dysponuje „tituszkami” siejącymi postrach wśród zwolenników obywatelskich wolności, prawa wyboru? Pozbądźmy się złudzeń. Tylko silne państwo jest gwarantem suwerenności i naszych praw, jednak państwo klęka, ulega, zanika. Staje się niewidoczne.

 

 


blue_cards copy
P.S.
Niebieska kartka w ramach: „Jeżeli ktoś nie potrafi streścić w kilku zdaniach tego co chciał powiedzieć, to znaczy, że nie miał nic do powiedzenia”.

Reklamy

A KLAUZULA NAUCZYCIELI?

Myślcie i piszcie co chcecie, ale to nawet dobrze, że powstała wiadoma lista. Dzięki niej unikniemy przypadkowego kontaktu z osobami, które powinny być raczej pacjentami niż medykami. Uważam, że parafującym nabożny pakt, wraz ze złożonym ślubowaniem należałoby ograniczyć dostęp do specjalistycznego sprzętu medycznego po to, by mogli polegać na wiele bardziej wiarygodnych i precyzyjnych zaleceniach z niebios słyszanych gdzieś w tyle głowy. Czy kolejni będą nauczyciele, którzy odmówią nauki biologii, chemii, fizyki, geografii lub astronomii naruszających boski ład wszechświata? Głupota ludzka jest bezkresna i szkoda jedynie, że „klauzula katolickiego sumienia” grzebie całkowicie autorytet niewątpliwie zacnego zawodu.

Nie dziś odkryto, że wykształcenie nie musi iść w parze z inteligencją, że wykonywany zawód nie zobowiązuje do troski o wizerunek zawodowego środowiska, że bycie intelektualistą nie utrudnia bycia chamem. Starsi ludzie mówią „spsiało wszystko”, młodsi uznają zastane anomalie za naturalny stan rzeczy. Czy warto pytać „dokąd to zmierza?” skoro z pewnością nie zmierza tylko cofa się? Intelektualny regres, wtórny analfabetyzm – to wszystko łatwo było przewidzieć.

Na naszych oczach kreatywna oszczędność operatorów telekomunikacyjnych stawała się przyczyną powstania nowej tradycji wymiany informacji polegającej na przekazaniu pięciu słów i dwóch emotikonów. Czar tego przekazu podchwycili nawet politycy racząc lud krótkim pobekiwaniem z Twittera. Oczywiście ludzkość internetowa nie była bez winy, gdyż skoro mówić i pisać mogą wszyscy, to wszyscy z tej okazji skorzystali nie zaprzątając sobie głowy tym, że ktoś przedstawiane racje może wziąć poważnie. Szkoła mieszająca religię i fizykę, tabloidy niosące nam informacje o tym, że w trakcie przemówienia polityk z Ameryki Południowej popuścił w portki + wielkie zdjęcie plamy w okolicach rozporka. Od czego mamy być mądrzejsi? Nawet rozmowy znajomych stały się polem krwawych sporów dotyczących tego, kto co przeczytał w internecie a każdy przeczytał co innego na ten sam temat (pluralizm?).

Bystrość i kreatywność wykorzystuje się współcześnie najlepiej w omijaniu przepisów, autorytet sprawdza się przy wciskaniu partyjnej propagandy, wykształceni rodzice chodzą do znachorów, politycy zasięgają porad u magów i tylko smoków brakuje, ale nie sądźcie, że wasza cierpliwość zostanie nadwerężona, to kwestia najbliższego czasu. Dziś możemy wierzyć w co nam tylko podoba się. Dziś klauzula sumienia, jutro ktoś założy własną republikę w centrum kraju, bo i narodowe grupy etniczne mogą domagać się suwerenności. Żal jedynie tej 17-latki, która opracowała jakąś skomplikowaną bezinwazyjną metodę walki z rakiem. Wdrażanie projektu zachodzić będzie w napiętej atmosferze rozważań nad zgodnością jej wynalazku ze zdaniem ducha świętego. Tak oto Polacy, z państwa wysoko rozwiniętego stajemy się krajem wysoko niedorozwiniętym i proszę tylko, nie pocieszajcie mnie tym, że nie tylko u nas.

Sorcieres-Derneburg

PALIKOT!

Widząc pewne zniechęcenie wśród jeszcze niedawnych sympatyków TR postanowiłem coś napisać. Nie liczę na to, że obecność TR w PE doprowadzi do rewolucyjnych zmian. Jeden kubeł zimnej wody przyjąłem tuż po wyborach do parlamentu krajowego, gdy okazało się, że 40 posłów nie znaczy nic. Tak mają się rzeczy w Polsce, jednak czy tego rodzaju nieskuteczność polityczna miałaby wpłynąć na moje poglądy? Wolne żarty. Nie jestem sprzedajnym ćwokiem, który zmieni przekonania pod wpływem presji, sondaży czy innych pierdołów. Jestem tym człowiekiem, który stoi w centrum rzeszy pokazujących ‚heil hitler’ i trzyma ręce założone na ręce. Nie zobowiązuje mnie żadna przysięga wymuszająca lojalność wobec TR (czyli „mimo wszystko za”), nie jestem po prostu hipokrytą lub kimś kto stale rozważa, które zło jest mniejsze. Twój Ruch mimo wielu wad, braku medialnego wyrobienia i dość chaotycznej struktury jest partią, której program odzwierciedla moje poglądy. Czy Kutz, Hartman, Nowacka, Krzysztofiak to durnie? Oby z takich durni i nieudaczników składała się polska i europejska polityka! To śmietanka łącznie z Korą, Mleczko i Czubaszek. To sympatyczni ludzie, których nazwiska znamy nie dzięki ryjom na plakatach, ale dzięki temu, że dostarczali nam przez całe swoje żywota pozytywnych emocji i energii. Za tym głosuję, za tym, by pozytywni ludzie dbali o innych pozytywnych ludzi. Jestem za tym by nasz głos zaczął się wreszcie liczyć, by zdrowy rozsądek pojawił się wreszcie tam gdzie prym wiodą zdezelowane doktryny.

Jestem pod wrażeniem hipokryzji konserwatywnych liberałów, którzy wpędzili glob w czułe objęcia kryzysu a dziś starają się odwracać kota ogonem plotąc coś o wartościach i pedalskim zagrożeniu. Wartości o których mówią, najwyraźniej mieli w dupie robiąc bankowe przekręty. Ich samoregulujący się rynek okazał się totalną wtopą, gdyż chrześcijańskie wartości w środowisku bankierów najwyraźniej mają takie poważanie jak w episkopacie Michalika. To antyliberalne (socjalistyczne) przepisy uchroniły polski sektor bankowy przed falą uderzeniową kryzysu – czy nie dajesz się dymać zwolenniku Korwina? To nie geje i lewactwo pracowało w Lehman Brothers, to nie pedały i lesby prowadzą rokowania za zamkniętymi drzwiami w sprawie nowej wersji ACTA! To nie lesby i lewacy dymali ministrantów i nie wolni ludzie katowali sieroty. Nie dajcie się ogłupiać cwaniakom w nieskazitelnych gajerach i habitach! Zacznijcie myśleć, widzieć i oceniać!

Czy transparentność działalności władz i instytucji finansowych zapewniające społeczną kontrolę jest przeciwko Tobie Obywatelu? Jeżeli uważasz, że tak, to w świecie jakich mrzonek żyjesz? Liczysz na to, że różaniec w ręku ochroni świat przed korupcją? Czy transparentność i uregulowanie ram finansowych relacji państwo-kościół miałoby zły wpływ na polskie PKB a więc i Twój interes? Pokażcie mi inną partię, która stawia postulat świeckiego państwa bez wrzucania monet w d. Watykanu! A jest o co grać. Nabożna „kato-prawicowa” podsypka ideologiczna w szkołach wydaje plon w postaci wiwatów gimnazjalistów na widok, każdego mniej lub bardziej podobnego do Hitlera. Oto skutek mentalnej rzezi, którą w dobrej wierze zapewnili dziatwie hodowcy ludzkich owiec.

Polska potrzebuje cywilizacyjnego skoku i mam dość słuchania co na temat tego postępu mówi jeden czy drugi partyjno-medialny Goebbels. Niech mówią za siebie sami zainteresowani. Niech mówią głośno o tym, że nie mają zamiaru wpierdalać lewackich czy demokratycznych wartości do Dekalogu, tak jak wartości katolickie wpierdala się do Konstytucji! Niech mówią, że moja dupa to moja twierdza i nikt nie będzie ustalał kto kogo ma rżnąć! Niech kobiety decydują o sobie a nie Terlikowski! Niech wreszcie ktoś powie coś o masowej kulturze, którą w Polsce utożsamiają wyłącznie kinowe hołdy składane polskim pobojowiskom.

Faktem jest, że najlepszą kampanią Twojego Ruchu jest wyłączanie telewizora gdy ktoś z TR występuje, ale nie zwalnia to nas z myślenia. Nie jestem zwolennikiem tępego napierdalania Tuska, wolałbym dialog, nawet gdy Tusk nie chce rozmawiać i woli odwiedzać Franciszka. Tusk dziś po prostu może. Mam wiele ‚ale’ do TR-wizerunku, nieprzemyślanych słów, medialnego pajacowania, jednak TR nie jest Twoim wrogiem Polaku! Także Twoim narodowy kibolu, który jarasz pokątnie zielsko i używasz legalnej prezerwatywy. Twój Ruch nie jest Twoim wrogiem katolu! Twój Ruch to ruch wolnych ludzi, którzy chcą jedynie wychować swoje dzieci na normalnych wolnych ludzi, ludzi, którzy chcą mieć możliwość sprzedania swoich umiejętności na wolnym rynku pracy i w działalności gospodarczej tu w Polsce a nie w Anglii, ludzi, którzy chcą posiąść w szkole praktyczne umiejętności pomocne w życiu a nie w seminarium na temat wad i zalet Powstania Warszawskiego. Polska zasługuje na oddech i pozytywną zmianę.

tr

PARAWAN UTKANY Z SYMBOLI

Magiczny upadek systemu

Wg. jednego z moich rozmówców, socjalistycznego ideowca i działacza mediów z czasów PRL, przecenia się wpływ Solidarności na tzw. upadek komunizmu. W jego opinii, powodem był sam system, tak zgniły od środka, że wystarczył mały podmuch by runął. „Nie udało się nam zbudować socjalizmu” – twierdził ze smutkiem – „Górę wzięły ludzkie namiętności”. To nie był socjalizm i każdy trzeźwo myślący człowiek widząc to wiedział, że koniec PRL jest nieunikniony, pytanie brzmiało jedynie: kiedy?”.

O tej słabości systemu nie wiedzieli zwykli ludzie. Władza czyniła pozory siły, organizowała defilady, działał aparat bezpieczeństwa, propaganda huczała, czasem obdarowywano wybrańców przywilejami a nawet wolnościami, by stan państwa nie zachęcał mas do głębszych refleksji. U schyłku PRL, coraz łagodniej traktowano kabarety, koncerty z zachodnią muzyką, postępowała swoboda działalności kościołów w imię „niech ludzie zajmują się wszystkim, oby nie polityką”. Ta „izolacja” miała bardzo konkretny cel. Płynne przejście prominentów PRL od poglądów socjalistycznych do kapitalistycznych lub ateistycznych do głęboko religijnych potwierdza to, że ich socjalistyczna ideowość była jedynie parawanem utkanym z symboli. Bez ryzyka można postawić tezę mówiąca o tym, że gdyby nie doszło do „okrągłego stołu” to w związku z postępującym ideowym rozprężeniem na wyżynach, Polska również uległaby – choć znacznie wolniejszej – transformacji ustrojowej na podobieństwo Chin czy Rosji. Sednem było to, by kasta czerpiąca profity z władzy, mogła nadal je czerpać. Idee? Idee są dla ludu, „gdy lud zechce boga – dajmy mu boga, nawet pójdziemy się z ludem pomodlić” – to tylko zmiana obowiązującej symboliki i przesunięcia kilku ludzi na stanowiskach.

Ludzie, wartości, ideały

My zwykli ludzie lubimy bajania i wolimy wierzyć w różne nawrócenia, nawet gdy za tymi nawróceniami nie idzie żadna zmiana. Lubimy wierzyć w to, że dany kanon wartości może uzdrowić system zepsuty pozornie innym kanonem. Tak naprawdę kanony te w praktyce nie istnieją, są teorią zapisaną luźno w zbiorowej świadomości i nieco konkretniej w umysłach ideologów. Nie posiadają owi żadnej władzy (możliwości oddziaływania), nie tylko dlatego że te idee sięganiu po władzę i czerpaniu z niej profitów zawadzają. Po prostu nie słychać nic o tym, by np. reakcja wiernego na nieprawidłowości w kościele zmieniła kościół.

Kryzys przyniósł refleksję nad wartościami, gdyż „skoro jest aż tak źle i wciąż ma miejsce tyle niewłaściwych poczynań to jakieś moralne fundamenty zostały ukruszone”. Teoretycznie, przywrócenie „wartości” (a najlepiej umocowanych w surowym prawie, bo chyba nie o czytanie encyklik papieskich w europarlamencie chodzi) mogłoby zabezpieczyć ludzkość przed powrotem i rozprzestrzenianiem się zła. Wg. prawicy odpowiedzialność za kryzys i upadek zasad odpowiadają Żydzi, lewactwo, różowe tałatajstwo i pomniejsi ćpuni. Oceniając zdarzenia bardziej realistycznie, zauważymy jednak, że na owe zagrożenia nie cierpiała nawet komuna, którą mimo wszystko szlag trafił.

Pewien ekonomista, którego nazwiska nie pamiętam stwierdził, że wszędzie tam gdzie pojawi się możliwość szybkiego wzbogacenia lub powiększenia wpływów, wszelkie moralne wartości pójdą w niepamięć. Oznacza to, że leczenie odnową moralną (niezależnie od opcji) jest leczeniem tyfusu chłodnymi kompresami nakładanymi na czoło. Idee nie uzdrowią polityki i nie uzdrowi jej twarde prawo, gdyż to zbyt łatwo obejść tworząc je. Rozwiązanie tkwi w tym, by władza nie dawała sposobności zdobycia zbyt dużej władzy, by nie dawała dostępu do zbyt nęcących środków, by nie umożliwiała tworzenia zbyt trwałych wpływowych kontaktów, które ułatwiają przetrwanie zasady „ręka rękę myje”. O jakich wielkościach mówimy? Przyjmuje się, że gdy władza nie pochłania więcej niż 10% państwowych wydatków to, społeczeństwo jest gotowe taką normę potraktować ulgowo (oczywiście nie warto tego szczególnie nagłaśniać).

Realną terapią okazuje się wzmocnienie kilku czynników (lista jest szersza):
transparentność (pełna jawność operacji dokonywanych przez instytucje państwa)
rotacja stanowisk (uniemożliwiająca zbyt silne wrośnięcia w taborety)
– edukacja, która pozwoli ludziom zrozumieć np. to, że nie niska cena gruntów oddanych kościołowi jest problemem, tylko to, jakie inwestycje państwowe na tych gruntach powstaną i o ile może wzrosnąć ich cena gdy płaci podatnik.

Wbrew pozorom, radykałowie i nie tylko radykałowie prawicy oraz lewicy są zgodni w tym, że bankierów należy karać (a przynajmniej patrzeć im na ręce), że politycy powinni ponosić rzeczywistą odpowiedzialność, że cenzurowanie danych o wydatkach państwa sprzyja przekrętom, że istnieje bezrobocie, że istnieją biedni ludzie, że wolność gospodarcza jest ograniczona itd. itd. Kłopot w tym, że doskonale dzielą ich geje, stwórca, symbole pokazywane rękami i symbole palone. Na ile leczenie gejów poprawi uczciwość w Lehman Brothers? Na ile krzyż w szkole chroni przed korupcją? Na ile dostęp do prezerwatywy utrudnia założenie firmy? Te pytania pozostawiam zainteresowanym. Cóż, idee są dla ludzi. „Nasza jest krew a ich jest nafta” – no, ale Żyd to wymyślił.

DSC_0158

BŁAGAM! OCEŃ MNIE! – UWAGA! HAZARD

Nieoficjalnie, każdy blogowy, portalowy, medialny, kulturowy czy wyborczy przekaz (wpis, recenzja, utwór) można streścić jednym zdaniem: „Błagam, oceńcie mnie”. Autorzy stają przed wielkim jednorękim bandytą i pociągają za ramię powierzając mu postawienie diagnozy pt. „jesteś zwycięzcą lub przegranym, pechowcem lub szczęściarzem, wielkim lub małym”. Wyczekując niecierpliwie werdyktu myślimy: „to ludzie nas oceniają”, choć nigdy nie przyszłoby nam do głowy występować z konkretnie ukierunkowanym przekazem jednocześnie w fabryce, bibliotece, cudzym domu, tramwaju, na piłkarskim boisku, w szkole i domu seniora. Dziwi nas to, że tryby maszyny są kapryśne, kierują się gustami, uwielbieniem, zazdrością, nastrojem, byciem na tak lub nie, niebyciem… ale nie dopuszczamy takich myśli. W naszych umysłach – w imię urojonego uszlachetniania samych siebie – to szacowne jury lub… o ile zagłosują źle – debile. Czy interesuje nas to, kto ocenia? Nie, wolimy mrzonki o standing ovations.

W opisywaniu tego, jak realnie działa „jednoręki bandyta” nie opieram się wyłącznie na własnych doświadczeniach. O tym jak toksyczny bywa internet, przekonał się Kazik Staszewski, Maryla Rodowicz i dziesiątki tysięcy mniej lub bardziej znanych postaci, które posiadając unormowaną pozycję w zbiorowej świadomości stawały się celem zmasowanego bombardowania najbardziej cuchnącym kałem. „Nie powiedzieliby tego w oczy” – konstatował Staszewski próbując ocalić resztkę poczucia wartości i godności, Rodowicz zadzwoniła natychmiast na policję. Gdybym zadał pytanie: kogo nie obsrał polski internet? – nie powstałaby lista zawierająca choć jedno nazwisko a to tylko próbka kwestii pt. „Kto Cię ocenia”. Utrata poczucia wartości, chandra to tyko tło poważniejszego zjawiska.

Nie wartość treści lecz cena wyrażona w liczbie punktów oglądalności stała się wyznacznikiem klasy, wartości produktu. Możesz napisać najlepszy tekst świata, nakręcić najlepszy film czy nagrać najlepszy utwór ale nie licz na to, że ocena będzie odzwierciedleniem jakości. Szybko zrozumiesz, że zapuszczając brodę i ubierając się w damskie fatałaszki szybciej zyskasz uznanie niż naśladując Sokratesa lub Homera, a nawet nie, bo czasem istnieje jakiś niemożliwy do pokonania sufit. Przekaz generowany przez sfrustrowanych graczy radykalizuje się, w imię tego, że bardzo różnorodny masowy odbiorca dostrzeże tylko to co inne, głośniejsze, łamiące normy. Zaczynasz grać, mieszać wartościową treść z wyrazistą formą, niekiedy pozostaje tylko forma. O wszystkim tym wiesz, ale zaczął się pęd.

Łaknienie lajka, czy promocji stało się niczym łaknienie punktu w grze zręcznościowej. Zaczynasz myśleć: „Dzięki temu istnieję!”, więc gnasz na złamanie karku. Jeszcze jedna gra, jeszcze jedna, może tym razem, może wreszcie. Nie zauważasz jak zmieniasz się w hazardzistę, uzależnionego od gry, stajesz się zbiornikiem frustracji i ekscytacji, wzlotów i upadków, niesie Cię szalony rollercoaster. Stajesz się nerwowy, głodny, zaniedbujesz otoczenie, obowiązki, szukasz metody oszukania systemu, wpłynięcia na wyniki bądź za sprawą sojuszu z jakąś koterią, tworzenia wirtualnych fanów lub punktów czy mechanicznych oszustw. Uzależnienie od hazardu? – zapytasz się w duchu – coś o tym słyszałem, ale uzależnieni są przecież tylko narkomani.

Nie raz jesteśmy świadkami załamań, ucieczek, potrzeby odpoczynku, zapowiedzi lub podpisania aktów kapitulacji. To obrona przed obciążeniami, których rozmiarów nie spodziewaliśmy się. Nie w pełni rozumiemy, że w jakiejś mierze uzależniliśmy poczucie własnej wartości od jednorękiego bandyty, powierzyliśmy mu rolę psychologa, sędziego i eksperta diagnozujących nasze dokonania. Zaostrzając formę naruszamy wyznawane przez samych siebie normy, tracimy kawałek siebie. Obsesje, chandry, depresje, nałóg, spadki formy, niska samoocena – skutki pogoni za zabawnym lajkiem.

Uświadamiając to sobie zrozumiemy, że wpadliśmy w sidła gigantycznego absurdu i jak najbardziej rzeczywistego sabotażu przeciwko samym sobie. Leczenie? Być tam gdzie nie ma ocen, być tam gdzie ludzie chcą czytać a nie oceniać, być tam gdzie nie musimy gonić, gdzie możemy być sobą i nie musimy niczego naginać. Czy to jest możliwe? Wyłączyć komentarze lub dopisać „tylko życzliwe i dużo”?

Nie odnoście wrażenia, że niniejszy tekst skierowany jest wyłącznie dla ludzi kreujących coś w sieci. Skutki mają wymiar „globalny”, powszechny. Zastanawiamy się nierzadko nad tym, skąd bierze się tylu głupców wokół, uwielbienie dla pajaców? Czy powodem są stabloidyzowane media pędzące za reklamochłonną oglądalnością? Może kato-prawicowa podsypka w szkołach i przedszkolach, która wbrew zamysłowi wyniesienia na wyżyny wiernych sługusów kościoła pozwala przejąć skrupulatnie uformowany szkolny elektorat indywiduom pokroju JKM? A może kultura spod znaku Eurowizji czy Idola wyzuta z treści a skupiona na formie? Dlaczego przekaz radykalizuje się, skraca, staje się nierzetelny, dlaczego prowokuje, wywołuje odruchy? Czy ludzie są głupi czy ci którzy to robią mają nas za głupców? Ten przemysł tworzą ci, którzy często nawet nie wiedzą o tym, że znaleźli się w niewidzialnych sidłach duszącego systemu, hazardu i jednorękiego bandyty, którego łaska na pstrym koniu jeździ.

hazard

Pamiętaj:
Chandra trwa chwilę, do dwóch tygodni. Gdy stan przedłuża się, powstaje zagrożenie depresją, której wpływu na nasze życia wciąż nie doceniamy. Dołącz uzależnienie od hazardu. Zaleca się w takich przypadkach wizytę u lekarza, który zalecić może nawet leczenie farmakologiczne. Bagatelizujesz, gdyż wyłączasz sieć i wszystko wraca do normy? Pomyśl o tym, że skoro tak to działa to i w sieci znajduje się źródło.

ZMIENIAĆ POLSKĘ


OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) skupia 34 demokratyczne kraje rozwinięte. Poniżej raport Better Life Index – czyli „Indeks zadowolenia z życia”
Tu źródło: http://www.oecdbetterlifeindex.org/countries/poland/

HOUSING (Warunki mieszkaniowe) – Życie w dobrych warunkach mieszkaniowych jest jednym z najważniejszych aspektów ludzkiego życia. Dom jest niezbędny do zaspokojenia podstawowych potrzeb, takich jak schronienie, choć to nie tylko kwestia czterech ścian i dachu. Dom powinien oferować miejsce do spania i wypoczynku, w którym ludzie czują się bezpiecznie, mają prywatność i osobistą przestrzeń, gdzie mogą założyć rodzinę.

INCOME (Pieniądze) – Chociaż pieniądze nie mogą kupić szczęścia, są ważnym środkiem służącym osiąganiu wyższego poziomu życia, a tym samym zwiększania dobrobytu. Bogata gospodarka może może poprawić dostęp do wysokiej jakości edukacji, opieki zdrowotnej i mieszkań.

JOBS (Praca) – Praca przynosi oczywiste korzyści ekonomiczne, ale pomaga też pozostawać w kontakcie ze społeczeństwem, budować poczucie własnej wartości, rozwijać umiejętności i kompetencje. Społeczeństwa o wysokim poziomie zatrudnienia są bogatsze, bardziej stabilne politycznie i zdrowsze.

COMMUNITY (Relacje międzyludzkie) – Ludzie są istotami społecznymi. Częstotliwość naszego kontaktu z innymi i jakość naszych osobistych relacji są kluczowymi wyznacznikami naszego dobrego samopoczucia. Badania wykazują, że czas spędzany z innymi wiąże się ze wzrostem pozytywnych i niższym poziomem negatywnych odczuć.

EDUCATION (Edukacja)- Edukacja odgrywa kluczową rolę w zdobywaniu wiedzy, umiejętności i kompetencji niezbędnych do efektywnego uczestnictwa w społeczeństwie i gospodarce. Ponadto edukacja może poprawić życie ludzi w takich dziedzinach jak zdrowie, aktywność obywatelska, działalność polityczna, szczęście. Badania wykazują, że ludzie wykształceni żyją dłużej, bardziej aktywnie uczestniczą w polityce, w społeczności, w której żyją, popełniają mniej przestępstw i mniej polegają na pomocy społecznej.

ENVIRONMENT (Środowisko) – Stan naszego lokalnego środowiska życia ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Dziewicze środowisko jest źródłem satysfakcji, poprawia samopoczucie psychiczne, pozwala ludziom odpocząć od stresu dnia codziennego i aktywności fizycznej. Dostęp do terenów zielonych ma istotny wpływ na jakość życia. Ponadto, nasze gospodarki opierają się nie tylko na zdrowych i wydajnych pracownikach, ale także na eksploatacji zasobów naturalnych woda, drewno, rybołówstwo, rośliny, uprawy. Ochrona naszego środowiska i zasobów naturalnych pozostaje priorytetem długoterminowym zarówno w perspektywie naszego pokolenia jak i tych przyszłych.

CIVIC ENGAGMENT (Zaangażowanie obywatelskie) – Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, obywatele domagają się większej przejrzystości od swoich rządów. Informacje na temat kto, dlaczego i w jaki sposób podejmuje decyzje są niezbędne do utrzymywania odpowiedzialności władz, utrzymania zaufania do instytucji publicznych, dbałości o równość szans w biznesie. Większa przejrzystość przyczynia się do lepszego zarządzania. Otwartość i przejrzystość może ostatecznie poprawić usługi publiczne, przez co zminimalizuje się ryzyko nadużyć finansowych, korupcji i złego zarządzania funduszami publicznymi.

HEALTH (Zdrowie) – Dobre zdrowie jest jedną z najważniejszych ludzkich spraw. Przynosi wiele korzyści, takich jak zwiększenie dostępu do edukacji i rynku pracy, wzrost produktywności i zamożności, zmniejszenie kosztów opieki zdrowotnej, dobre stosunki społeczne i oczywiście dłuższy życie.

LIFE SATISFACTION (Zadowolenie z życia) – Zadowolenie z życia jest bardzo subiektywne, ale porównywanie jakości życia w różnych krajach daje wymierne wyniki. Dane subiektywne określają osobistą ocenę stanu zdrowia danej osoby, wykształcenia, dochodów, samorealizacji i warunków społecznych. Zestawiania wyników używane są do pomiaru zadowolenia z życia i szczęścia.

SAFETY (Bezpieczeństwo) – Poczucie osobistego bezpieczeństwa jest kluczowym elementem dobrego samopoczucia obywateli. W dużej mierze odzwierciedla ryzyko bycia zaatakowanym lub stania się ofiarą innych rodzajów przestępstw. Bycie ofiarą przestępstwa może prowadzić do utraty życia i mienia, fizycznego bólu, stresu pourazowego i lęku. Poczucie bezbronności jest jednym z najpoważniejszych wpływów jakie wywierają przestępstwa na nasze samopoczucie.

WORK – LIFE BALLANCE (Balans Praca/Życie) – Znalezienie równowagi między pracą a codziennym życiem jest wyzwaniem dla wszystkich pracujących. Rodziny są szczególnie narażone na oddziaływanie tego problemu. Niektóre pary chcą mieć (więcej) dzieci, ale nie mogą sobie pozwolić na to ze względu na obowiązki zawodowe. Inni rodzice są zadowoleni z liczby dzieci w rodzinie, ale chcieliby pracować. To jest wyzwanie dla rządów, bo jeśli rodzice nie mogą osiągnąć pożądanej równowagi praca / życie ich dobrostan zostaje obniżony i wpływa negatywnie na rozwój kraju.

SUWAKI, PARYTETY, GENDERY

Jeżeli sto razy zbijemy psa gdy zbliży się do miski, to gdy pies przestanie się do niej zbliżać, możemy uznać, że nie jest głodny? Kiedy szczerze przyjrzymy się historii, to zdamy sobie sprawę z tego, że znane nam wzorce kulturowe były kształtowane właśnie w opisany sposób. Zamysł był prosty: odsunąć od możliwości przejęcia władzy jak największą liczbę potencjalnych konkurentów.

Nie trzeba tu wspominać dziedziczności tronu, praw wyborczych przysługujących wybranym grupom społecznym czy ograniczonego dostępu do edukacji. Wkluczenie z życia politycznego czy publicznego nie musi opierać się na wyrażonym wprost prawnym zakazie. Wychowanie (w duchu reguł danej kultury) ma ogromne znaczenie, wystarczy od najmłodszych lat wpajać dzieciom np. to, że do czegoś nie nadają się i dbać, by w przyszłości te nauki sprawdzały się.

Prawo wyboru jest jednym z fundamentów demokracji.

Demokracja okazała się ustrojem wydajniejszym niż ustroje totalitarne, a stało się to za sprawą uwolnienia potencjału społecznego i związanym z tym zwiększeniem konkurencyjności w wielu dziedzinach. To zapewniło rozwój krajom demokratycznym. Gdyby dziedziczność obowiązywała np. w dostępie do nauki, to ojciec Alberta Einsteina handlował pierzynami a następnie zakładał instalacje gazowe i kanalizacyjne, nie był naukowcem. Zawody męskie lub żeńskie? Brytyjskie kobiety, gdy ich mężczyzn oddelegowano na front musiały zająć ich miejsca i doskonale sprawdziły się (dzięki czemu zresztą, otrzymały prawa wyborcze). Z takich okruchów składa się potężna masa dowodów na to, że żadna klasa, rasa czy płeć nie jest predysponowana do pełnienia określonych funkcji publicznych, politycznych, naukowych czy związanych z tzw. władzą nad światem. Prawo wyboru dziedziny, którą chcemy zajmować się odgrywa tu kluczową rolę.

Konserwatyści lubią mówić o tym, że mieliśmy i mamy do czynienia z wyjątkami. Tak, ale ta wyjątkowość jest skutkiem kształtowanej przez nich kultury i to właśnie te wyjątki tworzyły wyrwy w murze skostniałych zabobonów, bo inaczej poglądów tzw. prawicy nazwać nie można. To rozszerzona matura z matematyki zdawana przez młodą Polkę napawa ich wielkim lękiem. Podobnym lękiem napawał ich murzyn grający na trąbce czy murzyn prezydent. Podobnym lękom ulegali arystokraci stwierdzający, że gdyby nie koronkowa i droga odzież, to ich tyłki nie różniłyby się od tyłków plebejuszy. Konserwatyzm jest problemem ludzi, których przejmuje trwoga na myśl o tym, że ktoś może odkryć ich zwykłość a co gorsze zastąpić ich, okazać się lepszym, równym, ważniejszym, wydajniejszym, mądrzejszym, bogatszym. Jedyną znaną konserwatystom metodą utrzymania pozycji jest eliminacja lub wykluczenie konkurencji i dzieje się to pod dowolnym szyldem: dbałości o wyższą rasę, klasę, płeć, religię, narodowość, kulturę, tradycję, etc. Dla wykluczonych oczywiście przewidziano ściśle określone role, wszak ktoś musi za konserwatystów ginąć, na nich pracować i im usługiwać.

Parytety traktuję z przymrużeniem oka, choć z powodów futurystycznych. Już dziś, coraz częściej mówi się o interpłci, czyli osobach, które dobrze czują się nie określając konkretnie swojej tożsamości płciowej pojmowanej zarówno genetycznie, gonadalnie, genitalnie, hormonalnnie, gonaforycznie, germinatywnie, fenotypicznie, somatycznie, psychicznie czy społecznie. Prawdopodobnie sam suwak może się od tego zepsuć. Można żartować, że w przyszłości na listach będą musiały znaleźć się nie tylko kobiety i mężczyźni, ale przedstawiciele interpłci, miejscowi Żydzi czy kolejarze o ile ktoś wykryje, że kolejarze są marginalizowani w procesie wyborczym. Moim zdaniem, nie jest to właściwy kierunek, choć jest on odpowiedzią na realny problem, który stworzyli sami politycy (partyjni liderzy) ulegając uznawanym przez siebie konserwatywnym standardom. Polepsza się jednak.

Strach przed gender zrozumieć najtrudniej, gdyż nie w mojej głowie on występuje. Być może kościół lęka się tego, że polityka równości mogłaby doprowadzić do zaniku klękania czy całowania w ręce lub sygnety. Do tego, niemal stutysięczna armia nieproduktywnych pod żadnym względem polskich duchownych, mogłaby poczuć się zagrożona zmniejszoną liczbą parafianek myjących za darmo kościelne podłogi lub usługujących im przy posiłkach. No i jak podejść do problemu równości boga i Maryi?

prs

FAJNIE JEST NIE PISAĆ

Testuję właśnie nową formę istnienia – „niepisanie” i z zaskoczeniem stwierdzam, że ten nie całkiem planowany eksperyment posiada swój urok. Nie otwieram 100 razy przeglądarki w celu sprawdzania czy ktoś dodał komentarz, nie myślę o tym czy wszystko co napisałem zmieściło się w limicie dopuszczalnych błędów, nie mam poczucia, że dla skrócenia tekstu pominąłem kilka mających znaczenie lub ciekawych argumentów. Znów zapisałem sobie coś na jakimś skrawku papieru: „Ktoś powiedział, że napisano już wszystko i nic nowego napisać nie da się. – …a może nie chodzi o to by napisać coś nowego, ale napisać to tak by wreszcie zadziałało?”. W sieci pojawia się naprawdę sporo ważnych tekstów, nie mniejsza ich ilość trafia w wersji drukowanej do księgarni i nie wymieniam już tego co napisano sto czy tysiąc lat temu. Rzucanie książkami w mury sejmu, urzędów czy kościołów dawałoby podobny efekt. Oddziaływanie na zmiany jest nikłe (może żadne) i powiem Wam, że im większa liczba ludzi zgadza się z jakimś przekazem tym większy dołek dopada autora z powodu uświadomienia sobie faktu pt. „sorry… zmian tym razem nie będzie”.

Banksy, Wurst, Mikke – mistrzowie mikro-przekazu mieszczącego się w ekraniku nie większym od „świętego obrazka” demolują okrzepłe w ludzkich głowach reguły docierania do mas. Na zwięzłą akcję – adekwatną reakcją. Uzasadnienie? Nie ważne, ważne, że ludzie w danej chwili chcieli coś takiego usłyszeć. Zmieniamy się w lud kiwających głów i obyśmy nie nabawili się problemu rabina rozmawiającego z trójką ludzi (ty masz rację, ty także masz rację a pytający o to, jak to możliwe, że dwaj biorący udział w sporze mają rację, otrzymuje odpowiedź „Ty również masz rację”). Każdy rację ma. Gdyby tak jeszcze w świecie rzeczywistych faktów sama racja działała. „Kran trzeba naprawić” – pstryk! naprawiony. „Dziura w ulicy” – błysk! nie ma. „Zły minister” – mamy nowego. Wszystko oczywiście wg. naszych wytycznych, gdyż fakt posiadania racji przez nas, świadczy o tym, że inni jej nie posiadają (prawda jest tylko jedna, prawda?).

Breivik, Boko Haram, autorzy zamachu na WTC – kolejni mistrzowie mikro-przekazu. Po co protesty chodzące, stojące czy leżące? Po co manifesty i petycje? Prosty przekaz: „ci mnie wkurwiają, więc ich zabijam” – resztę dodaj sobie sam, może Ciebie również wkurwiają?

Właśnie za oknem jakiś człowiek udziela wywiadu ekipie telewizyjnej. Nie znam postaci, logo na mikrofonie za małe, za daleko. O czym mowa? Nie mam pojęcia. Krzyknij coś człowieku, wysadź się w powietrze – nie będzie potrzebny pośrednik, wszyscy zrozumieją.

tshow

NIE OŚMIESZAJMY POLSKI!

Gdy dowiedziałem się o tym, że kolejnym kandydatem do Europarlamentu jest Maniek Kowalski, znany jako „rzecznik prasowy ONR” a prywatnie wykidajło w jednym z klubów muzycznych, zrozumiałem że muszę coś napisać. Żadna praca nie hańbi i zgadzam się, bycie np. bokserem (jak w przypadku Tomasza Adamka) nie skreśla człowieka jako istoty zdolnej do myślenia czy ogarnięcia czegokolwiek. Jednak na litość gender! – w unijnym parlamencie stanowi się prawo! To wymaga nieco innych „predyspozycji” niż umiejętności urządzenia szopki, walenia w mordę, warowania pod krzyżem czy „likwidacji unii od środka” co zapowiedział naczelny przygłup medialny Rzeczypospolitej JKM. To nie jest miejsce do nauki polityki czy tępo-ideowej dywersji! W trakcie owej nauki czy szkodzenia można przyklepać lub zignorować bezmyślnie 20 ustaw (dyrektyw), których cofnięcie po uświadomieniu szkody może być trudne.

Większość kampanijnych spotów przygnębia i to od lewej do prawej strony – trudno. Spoty to spoty, mają zwrócić uwagę, zainteresować kandydatem i jego programem, ale co wiemy o tych programach? Zasadniczo niewiele lub „eee.. następne pytanie proszę”. Traktujemy eurowybory w Polsce jako kolejny sparing międzypartyjny nie kojarząc najwyraźniej o co chodzi, a chodzi o wiele, bo już nie tylko o interes kraju ale Unii, całej wspólnoty.

Każdy cholerny Kandydat powinien być rozjechany na miazgę gradem pytań typu:
– Czy zamierza pan/pani lobbować za przeprowadzeniem zmian (jakich?) w sposobie rozliczania VAT w przypadku dostaw wewnątrzwspólnotowych? Czy orientuje się pan/pani w meandrach prawa autorskiego (europejskiego i propozycji amerykańskich) i czy zna pani zagrożenia związane z prywatnością oraz rozwojem kultury w tej materii? Czy rozumie pan/pani, że tylko jako zjednoczenie państw z półmiliardowym rynkiem konsumentów jesteśmy w stanie konkurować z gospodarkami USA czy Azji by nie stać się wyłącznie ubożejącym rynkiem zbytu i tanim kołchozem? Prawo patentowe a gospodarki? Jakie jest pana/pani przygotowanie w kwestii pozyskiwania dotacji, składania propozycji w tym zakresie itd.? Jakie są pana/pani propozycje wewnątrz-unijnych regulacji rozwiązujących internacjonalnie potraktowane problemy bezrobocia i wykluczenia społecznego? Pana/pani orientacja w sferze bezpieczeństwa banków i sposobach likwidowania nieprawidłowych praktyk bankowych? Jak ocenia pan/pani aspiracje Turcji do członkostwa w UE? Czy zamierza pan/pani podbijać kartę obecności i spieprzać do windy? Czy będzie pan/pani pił/piła w samolocie? Czy rozumie pan/pani relacje pomiędzy wspólną walutą a wahaniami kursów walut? Do jakiej frakcji zamierza pan/pani przystąpić? Czy zamierza pan/pani robić wioskę w Brukseli? Emisja CO2 a ekologia?

Ta lista może być naprawdę potężna, a to zaledwie podstawy. Warto zawczasu rozumieć to, że bycie przeciwko Tuskowi w jednej sprawie może być zdradą interesów Polski a w innym przypadku działaniem na rzecz poprawy w określonym obszarze. Kwestie światopoglądowe czy te związane z polskimi wojenkami międzypartyjnymi to naprawdę daleki plan, zresztą UE pozostawia krajom wspólnoty wciąż dużą swobodę w tym zakresie. Zapowiadane wymachiwanie krzyżem w Parlamencie UE może stać się nie tyle manifestacją przekonań co żenującą zasłoną całkowitego braku kompetencji oraz przygotowania.

Czy kandydaci rozumieją, co to znaczy Polska w Europie? Sądzę, że większość z nich zamierza trzymać się spódnicy swoich polskich partyjnych liderów, którzy powiedzą kiedy łapka w górę a kiedy w dół. Można i tak, choć spory koszt eksploatacji takich maszynek do głosowania. PE to potężna arena i test dla szlifowania umiejętności dialogu, szukania kompromisów, wypracowywania najlepszych rozwiązań, nieulegania hojnym lobbystom. To Was czeka drodzy kandydaci. Jesteście gotowi działać czy tylko brać pieniądze?

Każdy wybierze zgodnie ze swoimi przekonaniami i nie zamierzam urządzać tu agitacji. Jeżeli kogoś interesują moje oczekiwania, to wspomnę jedynie, że jestem zdania, iż czasy prosperity i dominującej roli ‚wielkiego kapitału’ (co skończyło się sromotnie) powinny zgodnie z zasadami równowagi trochę ustąpić na rzecz nieco zaniedbanego w tym okresie CZŁOWIEKA, jego szans rozwoju, poczucia godności, równości, solidarności, sprawiedliwości i przestrzegania jego praw obywatelskich.

flag

KUP PAN LAJKA – OSZUSTWA W FACEBOOKU

Rozkręcamy interes i chcemy w ramach podlewarowania wizerunku firmy kupić lajki dla naszej strony w Facebooku (czyli chcemy stworzyć „sztuczny tłum” rzekomo zainteresowany naszą ofertą). Wklikujemy w Google frazę: „gdzie kupić lajki” i znajdujemy sporo ofert. Sprzedawca chwali się, że dysponuje dostępem do np. 200 tys użytkowników FB a ceny nie są wygórowane – lajk lub fan to zwykły hurt za kilka groszy od sztuki (serwis Allegro słynął jeszcze niedawno z takich ofert). Kojarząc tego typu operację ze współpracą z rzeczywistą agencją reklamową, określamy w dobrej wierze pewne reguły: lokalizację, wiek czy płeć co wiąże się logicznie z tym, że naszą witrynę „zalajkuje” wyłącznie jakaś część z owych 200 tys. To wystarcza, fejsbukowy fanpage z liczbą 100 czy 200 polubień zyskuje na uwadze a gdy jest realnie ciekawy lub użyteczny zaczyna się efekt śnieżnej kuli (w imię zasady: co wysoko – uznajemy za dobre, prawdziwe i… polecamy to).

tani_lajk

Co oferuje sprzedawca lajków? Sprzedawca chwaląc się np. dostępem do 200 tys użytkowników FB posiada tzw. farmę fanów lub potrafi ich szybko pozyskiwać. Kim są ci ludzie (fani)? To osoby, które często nawet nie wiedzą o tym, że są na jakiejś liście lub, że biorą w czymś udział. Ich rekrutacja jest daleka od HR-owej doskonałości. Osoby te, nierzadko chwytane są za sprawą podrzucanych na ich fb-ściany szokujących zwykle fałszywych/spreparowanych wiadomości (erotyka, przemoc, wypadki), które to wiadomości:
1)’polubuja’ lub komentują (a tym samym udostępniają link swoim znajomym)
2) wchodzą na polecaną witrynę i bezwiednie klikają np. przycisk „zatwierdź” po wpisaniu jakiegoś kodu. Nie ma sensu opisywać jak to wygląda od kuchni programisty, gdyż warto wiedzieć jedynie o tym, że realnie nie klikają „zatwierdź” a np. ukryty pod tym napisem przycisk „Lubię To” z FB.

arab1

Przypadkowy klikacz nie wie co polubuje, dopiero potem widzi u siebie coś czego z pewnością świadomie nie polubił. Gdy rezygnuje (odlajkowuje), handlarz lajkami musi maszynę wciąż napędzać. Nawet za zapłacone 20 zł kupujący polubienia może wpienić się o ile zdążył zapisać lub ustalić adres sprzedawcy tanich fanów.

Teoretycznie niska szkodliwość tego typu działań nie wzbudza szczególnej uwagi zarówno ludzi d/s bezpieczeństwa, podatków czy netykiety. Trudno ocenić skutki, gdy wabikiem była np. zachęta do obejrzenia filmu, w którym wedle opisu muzułmanie dokonują rozstrzelania chrześcijańskiego 3 latka za posiadanie obrazka z JPII.

arab2

Wabiki są różne: początkująca gwiazda porno, chce abyś ocenił jej prywatne zdjęcia, para młoda jadąc na ślub zginęła na miejscu dokładnie w Twojej miejscowości – pomysłowość może zaskakiwać. Mechanizm jest esencją manipulacji, czyli oddziaływania na emocje bezwiednego odbiorcy skłaniające go do działania (tu: zalajkowania) z pominięciem użycia przez niego rozumu (zdrowego rozsądku).

Przejrzyj czasem swoje polubienia w FB i wyrzucaj to czego nie znasz.

Procederem zajmują się zwykłe zarabiające na kieszonkowe małolaty, którym uroiło się, że po zbudowaniu koślawej witryny w HTML są hakerami. Zarobki nie są wysokie. Najgorsza jest upierdliwość. Warto jednak wiedzieć, że dzieciaki nie wymyśliły tego same, lecz uczą się od dorosłych. Profesjonalne agencje PR robią dokładnie to samo tyle, że z większą ogładą bo i odpowiedzialność większa. Część(!) agencji dysponuje własnymi farmami fanów (znany handel danymi klientów) lub mnogością sztucznych profili w FB czy innych serwisach. Tropienie procederu i prawne sklasyfikowanie jest skomplikowane, dlatego najprościej oczyszczać własny profil z nieznanych sobie polubień.

Pisząc o tym pod jednym z ‚wabików’, natychmiast zostało wyłączona możliwość obserwowania przeze mnie danego postu. Cóż, jak widać informowanie o kulisach „lewarowania wizerunku” nie leży w interesie łowców lajkowych głów.