WOJNA CYFROWA

by romskey

W internecie jest cały świat, wszyscy znajomi, przyjaciele, wrogowie a nawet rodzina. W internecie są firmy, kina, pogotowia, urzędy, porady a niedługo pewnie i wyborcze urny. Przez internet robimy zakupy, chcemy oddziaływać na władzę, zmiany, budowy i procesy sądowe. Składamy skargi, pozwy i kondolencje. Kibicujemy rewolucjom z poziomu klawiatury, zastanawiając się nad tym, kto taki walczy na ulicach innego kontynentu i że mu się chce w ogóle. Ze społeczeństwa konsumpcyjnego zmieniamy się w społeczeństwo informacyjne. Informacja stała się produktem pierwszej potrzeby. Coraz większa rzesza ludzi zamiast śniadania otwiera blogi, portale, fejsbuki. Każdy wybiera wedle potrzeb i zainteresowań. Czy kawa jest zdrowa? Czy dziś była pełnia księżyca? Co dzieje się na antypodach? Na który film wybrać się i co znów powiedział Putin?

Zmiany te najlepiej ilustruje handel, który internet zrewolucjonizował w pierwszej kolejności. Oto minął czas wielkich reklamowych przedsięwzięć, o których skutkach producent dowiadywał się po ich zakończeniu. Dziś kampanie toczą się w czasie rzeczywistym (Real-Time-Enterpise). Marketerzy na bieżąco decydują o dynamice podejmowanych działań. Real-Time-Tracking to monitorowanie zachowań klienta w czasie rzeczywistym. Ktoś siedzący za komputerem otrzymuje dane ze wszystkich sieciowych punktów sprzedaży na temat tego, kto co kupił, o co pytał, skąd się połączył, czy jest to stały czy nowy klient, czy zadziałała na niego reklama czy może podstawiony znajomy. Marketer w ciągu milisekund dowiaduje się o tym, który przekaz z kilku udostępnionych wersji zadziałał lepiej od innych, który należy natychmiast zdjąć, wie o jaki produkt „rozpytywano” czyli co, gdzie i komu należy wrzucić na wirtualne półki (w wolnej chwili marketer może napisać paszkwil na konkurencję). Inwentaryzacja? Wolne żarty, wszystko policzone.

Pozornie skostniała polityka i tradycyjne media, również dały się uwieść magii auto-przestrojenia. Jeszcze niedawno spot wyborczy był wielką tajemnicą trzymaną do ‚przeddnia’ wyborów. Dziś? Wrzucamy coś w sieć i obserwujemy reakcje. Nie podobało się? Zmieniamy technikę. Podobało się? – zostawiamy i ulepszamy, ludzie i tak o wszystkim za godzinę zapomną. Dezinformacja, propaganda, podżeganie do nienawiści – są kwestią sekund. Że oszustwo? Kto oszukał? Przecież „poszukiwana strona nie istnieje”. Oddziaływanie na emocje, kreowanie chaosu, emitowanie sprzecznych sygnałów, zmanipulowanych obrazów, teorie spiskowe, osądy – prą z prędkością światła. Sami dokładamy do tego tygla swoje trzy grosze. Wywoływanie poczucia winy, rozmywanie odpowiedzialności, kara i nagroda. Nie nadążacie? Bardzo dobrze, łatwiej Was ukierunkować.

W Auschwitz działał podobny mechanizm. Więźniowie byli pędzeni, nie wiedzieli po co i dokąd. Bici, nękani, nie mieli nawet czasu myśleć o oporze. Pogrążonych w chaosie ludzi łatwiej zmusić do bezmyślnej reakcji, wzbudzić zwątpienie, zastraszyć, zniechęcić. Czy ktoś panuje nad cyfrowym światem? Czy możliwa jest jakaś kontrola? Ziścił się poniekąd sen Miltona Friedmana o całkowicie wolnym rynku w świecie bez granic. Czy ten rynek ureguluje się sam, bez ofiar, nowych chorób psychicznych, wybuchów dławiącego śmiechu i histerycznej potrzeby ucieczki? Uczymy się pilnie.

cyber

Advertisements