NOWY GENDER! – SOCJOEKONOMIKA

by romskey

Polscy pracodawcy starają się określać potrzeby pracowników, pracownicy tworzą listy obowiązków pracodawców, ekonomiści ustalają poziom obywatelskiego szczęścia i dobrobytu, a socjologowie mają ekonomistów za oderwanych od rzeczywistości durni lub zwykłych skurwysynów. Ekonomia i socjologia funkcjonują jako odrębne dziedziny i trudno dziwić się temu, że spór pomiędzy nimi bywa gorący. Gdyby ekonomiści stwierdzali po prostu, że gospodarka pnie się wzwyż, a socjologowie odpowiadali na to „ludziom, żyje się tak sobie” byłoby w porządku. Kłopot w tym, że jedni wchodzą drugim w buty i to najczęściej w imię politycznych fanatyzmów.

Błąd, który popełniają ekonomiści polega m.in. na tym, że są w stanie nawet na torturach utrzymywać że „średnia krajowa” jest faktem świadczącym o dobrej kondycji materialnej Polaków (pomijam już ustalanie dobrobytu obywateli na podstawie PKB per capita by nie zaciemnić). Ilu Polaków zarabia owe 3,8 brutto? Mniej niż połowa, a gdyby GUS było super-dokładne okazałoby się, że może mniej niż 1/3. Mówienie o średniej zarobków gdzieś w okolicach 2 tys/miesiąc brutto byłoby bliższe prawdy, czyli gdy zatrzymamy się w okolicach 1600 zł netto/miesiąc pokiwamy zgodnie głowami. Niewątpliwie, różnica pomiędzy 3.8 a 1.6 istnieje i różny poziom szczęścia wynikałby z obu liczb odkrytych w portfelu. Jednak, przekonanie ekonomisty do istnienia realnej polskiej wypłaty jest niemożliwe. Będzie powtarzał jak nakręcony o swoim punkcie widzenia: „śred.kr. (lub PKB) to jest jedyny miarodajny wskaźnik!”. Zgoda, dla gospodarki, dla statystyk globalnych, dla MFW i agencji ratingowych, ale od ludzi proszę się odpierdolić, gdyż to oni wiedzą najlepiej ile zarabiają a tym bardziej czy są szczęśliwi.

mediana

Po drugiej stronie barykady socjologowie. Mierząc stan obywatelskiego zadowolenia, często używają jako miary zawartość obywatelskiego portfela. Bardzo krótko od takich obliczeń do stwierdzenia, że 6 tys/miesiąc jako najniższa wypłata byłoby w porządku. „Nie ma wrażliwej ekonomii” powiedział kiedyś ktoś i trudno nie zgodzić się. Państwo socjalne, w którym połowa obywateli siedzi na zasiłkach, a druga połowa zarabia więcej od dochodu firm, w których pracują, nie byłoby w stanie przetrwać. Zresztą czym jest szczęście? Słyszałem, że milioner Onasis nie był szczęśliwy.

Oto przywlókł się do nas z zachodu (z USA) kolejny gender. Tym razem wrogi nie dla kościoła ale dla zwolenników słupków: Socjoekonomika. (UAM w Poznaniu to jedyna uczelnia w Polsce oferująca studia na tej specjalności).

Czy można połączyć ogień z wodą?
Powiedzmy, że podstawowym celem socjoekonomistów jest wykazanie, że zarówno ogień jak i woda istnieją. To ważne, gdyż do tej pory spór pomiędzy ekonomistami a socjologami przypominał dyskusję wierzących i ateistów na temat istnienia boga.

Argumenty są (cytat):
Zgodnie z postanowieniami Karty NZ i Milenijnymi Celami Rozwoju, ONZ świadoma, że dążenie do szczęścia jest podstawowym prawem człowieka uznaje, że wskaźnik produktu krajowego brutto z natury nie był zaprojektowany, by odzwierciedlać szczęście i dobrobyt ludzi. ONZ jest jedną z nielicznych organizacji międzynarodowych, która od dawna za główny cel stawia sobie zrównoważony rozwój i jego alternatywne w stosunku do PKB metody mierzenia. W tym celu opracowano Human Development Index, czyli miary rozwoju socjo-ekonomicznego krajów i ich wzajemne pozycjonowanie. ONZ podobnie, jak wcześniej OECD ze swoim wskaźnikiem „better life index” czy Komisja Europejska z inicjatywą „beyond GDP” zastanawia się nad tym, w jaki sposób zmierzyć to, czego nie obejmuje wzrost gospodarczy. ONZ zachęca państwa członkowskie do dalszego opracowania metod mających lepiej uchwycić znaczenie w rozwoju ludzkiego dążenia do szczęścia i dobrobytu. A wszystko po to, by lepiej kreować polityki publiczne (autor cytatu: Piotr Arak – ekspert Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), w l. 2008-12 pracował w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, m.in. jako doradca MaiC)

Jak widać konstruktywny dialog jest możliwy. Przeszkodą są wyznawane nazbyt silne i zapiekłe fundamentalizmy partyjne, religijne czy naukowe. Ciągła chęć nawracania przeciwników na własną modłę prowadzi donikąd. Trochę żałuję, że Jaś Pospieszalski sponiewierał frazę „warto rozmawiać” gdyż akurat tymi słowami najchętniej zakończyłbym dzisiejszą notkę. Pamiętajcie: socjoekonomika.

onz

Reklamy