MOBILNE GETTA

by romskey

ghetto

Jak bardzo człowiek różni się od braci mniejszych? Nieznacznie, wystarczy na kilka chwil wstrzymać proces tzw. cywilizowania, abyśmy stali się gatunkiem bardziej typowym dla naszej planety. Stworzymy hierarchiczne stada (status jednostki ureguluje siła, odwaga, spryt lub wszystko razem), zachowamy wiedzę potrzebną wyłącznie do przetrwania, będziemy działać instynktownie, zamieszkiwany przez nas teren potraktujemy niczym sezonowe żerowisko, które wyeksploatowane zmieniamy na nowe.

My, ucywilizowani, pochłonięci własnymi sprawami i dyskusjami o tym, która moralność lub partia lepsza, na ogół nie zauważamy, że pod naszym nosem wyrastają getta romskie, muzułmańskie, czarne, białe, które niczym podrażnione gniazda os wylewają się czasem na (nasze cywilizowane) ulice. Martwimy się widząc jak nagle oświetleni blaskiem fleszy mieszkańcy gett zaczynają dominować i przejmuje realną władzę w miejscach, w których czuliśmy się dotychczas bezpiecznie (u siebie). Pospiesznie szukamy rozwiązań problemu. Często wygląd i zachowanie sprawiają, że uznajemy współczesnych barbarzyńców za nieproszonych gości, których należy gwałtownie wyekspediować gdzieś daleko od nas. Bywa jednak, że „dzicz” mówi naszym językiem i podobnie wygląda a kwestia „dalej” staje się dalece enigmatyczna.

Uświadamiamy sobie, że państwo nie posiada żadnej kontroli nad gettami. Skrupulatny na co dzień urzędnik nie rachuje liczby mieszkańców, wiedza o ich środkach utrzymania jest mętna. Sami zainteresowani mówią o tym niechętnie, choć wiemy, że ci którzy nie pracują (choćby na czarno), żyją z tzw. socjalu, miłosierdzia tubylców (żebractwa), zbieractwa, kradzieży, haraczy, wyrównywania cudzych porachunków, przemytu, oszustw, prostytucji, handlu ludźmi, organami, bronią, narkotykami, podróbkami, paserstwa. Skali nie zna nikt, ale w imię przezorności wolimy zaokrąglać do „gorszego”.

Getta wiodą swoje zamknięte żywota zgodne z niepisanymi kodeksami, zyskują złą sławę, zaczynamy omijać je coraz szerszym łukiem, gdyż te, które nie przemieszczają się zazwyczaj rosną. Trudno nam uwierzyć w to, że „coś wrogiego” nie przekroczyło granic w akcie zbrojnej agresji lecz działa od wewnątrz.

Decydenci przyjmują zasadę: „Przede wszystkim: nie drażnić” gdyż nawet nasze siły porządkowe przygotowane są do radzenia sobie z cywilizowanymi osobnikami. Mijają lata. Zwolennicy „zdecydowanych” rozwiązań szybko zaczynają przypominać nam znane postacie z historii, bo i nieszczególnie różnią się w propozycjach: wysiedlenie na Madagaskar czy wytrucie gazem. Przeciwnicy proponuję edukację, pomoc, pracę czym doprowadzają do wściekłości swoich cywilizowanych ziomków, którzy takiej pomocy również potrzebują. Władza milczy lub robi niewiele, gdyż w trosce o wizerunek woli unikać sytuacji, w których zbyt łatwo uzyskać miano nazisty lub komunisty.

Podejmowano różne próby. Zasiedlenia w porządnych dzielnicach – mające na celu przejmowanie przez zasiedlonych zastanych norm, misje edukacyjne, zazwyczaj odrzucane, gdyż zdobycie wykształcenia nie dawało gwarancji podjęcia pracy skoro nikt nie chciał „takich” zatrudniać. Zakazy osiedlania się, żebractwa, włóczęgostwa. Niejednokrotnie rolę lekarstwa starały się przyjąć instytucje religijne, choć chyba najgorszą rzeczą jaką można zrobić w takiej sytuacji to powiedzieć tym ludziom „Bóg was kocha takimi jakimi jesteście”. Krzewienie idei równości, wolności czy podobnych zdobyczy cywilizacji, miało również skutek odwrotny od oczekiwanego, skoro większość ustalała czym jest równość, wolność czy uczciwość. Pojawiały się koncepcje aksamitnego „do widzenia”, czyli cofanie pomocy lub krzewienie obywatelskiej postawy „nie dawaj żebrakom pieniędzy”. Wszystko bez widocznego skutku.

Teoretycznie łatwo zniszczyć swój dokument tożsamości (o ile taki istniał) i stać się bezpaństwowcem, powołać się na otwartość granic i oczekiwać miłosierdzia. I niech tam, nigdy nie istniały państwa czyste etnicznie. Wędrówki ludów i planowe zasiedlenia były normą co potwierdza zarówno najnowsza historia jak i archeologia. Tam gdzie panowała zgoda, czyli niewchodzenie sobie w drogę utrzymywał się względny spokój. Gdy nasilała się przestępczość lub ambicje dominacji, pojawiał się opór autochtonów, nie zawsze zwycięski. Sondaże uspokajają, negatywne skutki dla rdzennych populacji mogą wystąpić za 50 czy 100 lat, mamy jeszcze czas, lecz ta odległa perspektywa nie motywuje do podejmowania jakichkolwiek działań – zresztą – jakich?

Nie da się ukryć, zachód popełnił błąd szczycąc się wolnością i dostatkiem obywateli. Stał się magnesem dla wszelkiej światowej biedoty a wszystko w imię wyraźnego ukazania jak kapitalizm jest lepszy od komunizmu. Zachód stał się obfitym żerowiskiem oferującym jak nie pomoc socjalną to dobroczynność mieszkańców, jak nie lasy obfitujące w żywność to tony porzucanych karoserii, które można sprzedać na złom, po wcześniejszym opaleniu bez stosownego certyfikatu dot. emisji CO2. Śmietniska zachodu stały się żerowiskami nie tylko dla biednych przybyszów, a porzucane slumsy i tereny „bez właścicieli” przekształcały się w koczowiska. Teoretycznie można z tym „żyć”…

Obrazy z Maszkowic nagrane przez operatora tv Beskid, nie napawają optymizmem. Na filmie, jadący busem robotnicy weszli w konflikt z miejscowym młodym Romem. Przyczyna sporu i bójki nie jest znana, jednak rozwój sytuacji daje do myślenia. Obudzono ul.

Maszkowice zamieszkuje około 200 Romów, którzy jak widać na filmie przejawiają wysoką gotowość do obrony, dysponując jak można spodziewać się sporą ilością wolnego czasu. Policja interweniuje ponad 100 razy rocznie, choć głównie w sprawach o zanieczyszczanie środowiska (miejscowi Romowie opalają cywilizacyjne śmieci w celu odzysku metali kolorowych).

Reklamy