ECH, POLSKO

by romskey

Trudno zdystansować się do państwa, w którym się żyje. Trudno zdystansować się do kolejek będących skutkiem administracyjnych usprawnień, do utrudnień będących skutkiem informatycznych ulepszeń, trudno zdystansować się do prawdy życia zderzanej codziennie z prawdą statystyk.

Gdzieś na wyżynach powstają teoretyczne projekty i realizacje, gdy praktyczne skutki pozostawiają wiele do życzenia. W czasach PRL panował ponoć zwyczaj, zgodnie z którym, inżynierowie (budowniczowie) mostu stawali pod nim, gdy po otwarciu „obiektu” przez most przejeżdżały sprowadzone na tę okazję ciężarówki. Czy współcześnie staje ktoś pod mostem zmian?

Nie chcę Was karmić litanią boleści, ale czy można ominąć rzeczywistość? Walące się stragany drobnych kupców, miejscy włodarze wymieniają gdzieniegdzie na „luksusowe” budki z prądem i wodą, ale część stoi pusta. Ci, którzy na luksus zdecydują się muszą podnieść ceny. Jest ładniej, jest sensownie, ale czy jest lepiej, choćby dla konsumenta? Puste stadiony, nierentowne lotniska, opustoszałe lokale handlowe, niezatłoczone autostrady, dysfunkcjonalne systemy informatyczne. Nouriel Roubini (Dr. Zagłada) dostrzegłby w takiej sytuacji symptomy nadchodzącego kryzysu, tak jak dostrzegł oznaki kryzysu 2008 w pustych nieruchomościach. Inwestycja nie jest sztuką wydania jak największej ilości pieniędzy czy dotacji, inwestycja to wkład w większy zwrot. Pytanie L.Balcerowicza pt. „czy to się kiedyś w ogóle zwróci?” nie jest pozbawione racji, tym bardziej, że spłacającymi stajemy się my, nawet gdy spłata długu nie prowadzi do głodu i zostaje rozłożona na dziesięciolecia lub pokolenia.

Gdzieś obok wielkich budów krążą „załatwiacze”, którzy za skromne 30% udziału załatwią wszystko w banku, urzędzie miejskim czy instytucji przedzielającej dotacje. Tropi ich ABW, jednak zadanie jest trudne, bo nikomu kto znajdzie się w układzie nie opłaca się wyjawiać publicznie sekretów. Społeczeństwo otrzymuje krzepiące sondaże o wzroście płac czy innym wzroście, ale widzi, że większości rośnie mozolnie, gdy tuż obok kwitną gigantyczne fortuny i praktycznie „za nic”, za posiadanie „kontaktów”. Z obrzydzeniem wypowiadamy słowo „oligarchia” spoglądając na wschód, gdy polskich krezusów, którzy zbili majątki na prywatyzacji nie brakuje. Udajemy, że ich nie ma, jesteśmy przecież częścią „wolnego społeczeństwa”. Podręcznik VAT grubieje z roku na rok, gdy omijających VAT stać na najlepszych specjalistów d/s prawa, ekonomii czy księgowości, którzy doradzą jak nowe przepisy ominąć. Działalność gospodarcza? W obliczu demona ZUS i satyrycznej kwoty wolnej od podatku?

Powiecie, że nie trzeba uprawiać czarnowidztwa, coś tam się zmienia na lepsze, że są ludzie, którzy biorą sprawy w swoje ręce i kreują rozwój polegając na sile charakteru, zaciekłości, jakiejś niebywałej odporności. Jednak to jednostki, jakże chętnie przedstawiane jako dowód „że można”. Społeczeństwo jest przeciętne.

Demokracja uwalnia kapitał społeczny, ale w Polsce to tylko teoria.

Gdzieś na końcu łańcucha dochodzi do zderzeń, emocje kontra rozum, tak jak w Sejmomajdanie. Czy ktoś kto chce oddziaływać emocjami a nie argumentami postępuje uczciwie i z sensem? Z drugiej strony rodzi się pytanie „więc jak? skoro władza jest głucha!”. Jaką metodę komunikacji z górą przyjąć gdy ta ignoruje wszelkie postulaty, za którymi nie stoi 70 tys. rozjuszonych ludzi na ulicy? A gdy potrzebujących (w danej dziedzinie) jest 30 tysięcy? Pozornie, konstytucja a nie protest powinna gwarantować przestrzeganie praw tych małych grup, tak byłoby demokratycznie. Tylko jak ustalić czym jest bieda, czym jest niedożywienie, bezrobocie, „średni pakiet gwarantowanych usług medycznych”?

W jakimś sondażu, zapytano polskich emigrantów, dlaczego nie chcą wracać. Nie mówili już o tym, że w kraju bezrobocie, bieda, brak szans rozwoju, itd. Mówili, że tam gdzie są jest po prostu NORMALNIEJ.

normalniej

Reklamy