DROGA KAMPANIA

by romskey

Nie na głowy szaraczków to, jak układem z kościołem kupić sobie miejsce w europarlamencie. Co właściwie taki kościół może zrobić? Ogłosić z ambony, że darczyńca to porządny człowiek i trzeba na niego głosować? Przecież ludzie myślą, nie posłuchają, zagłosują wedle swojego uznania. Nawet gdy kościół, również z ambony zohydzi innych kandydatów, to jakie to ma znaczenie? – myślimy, nie posłuchamy, zagłosujemy wedle własnego uznania, no i przecież nie każdy do kościoła chodzi. Udowodnienie prowadzenia kampanii za pieniądze podatników jest wyjątkowo trudne. Rolą ministra jest dać jednym czy drugim, a że jednym bardziej opłaca się dać niż drugim, to kto to sprawdzi i jak? Dać trochę kościołowi, środowiskom twórczym z własnego okręgu, powiedzieć coś dobrego w mediach (telewizor mają także niewierzący), dać stanowisko kilku wpływowym znajomym – uruchomi się poczta pantoflowa pt.: „Minister jest w porządku. Zresztą, przecież te pisy i teery takie wstrętne. Nie ma na kogo głosować, Minister nie jest taki zły i lepszy taki jak żaden”.

A gdyby tak Polacy postanowili udowodnić panom operatywnym politykom, że ich zabiegi są próżne? Że widzą nadużywanie stanowisk do prywatnych celów? Że zastanawiają się nad tym, jak uszczelnić system i sprawić, że rotacja politycznych stanowisk wreszcie wejdzie w życie i politykiem będzie można być np. tylko przez trzy lata? W tym ostatnim przypadku, również nie uchronimy się przed obławianiem, ale może jakaś analiza majątku 10 lat po polityce?

Rotacja nie pozwala „wrócić” na scenę w kolejnej kadencji, więc wszelkie ministerialne darowizny na poczet przyszłych kampanii nie będą niczego warte. Jednak co z wpływami, które można osiągnąć obdarowując tych czy owych? Przejrzystość przydziałów pieniężnych? Wg. jakiego klucza uczciwy minister miałby rozdawać? A może nie powinien mieć możliwości rozdawania i sprawować jedynie funkcję kontrolną czyli np. rozdawać po równo i dbać o to, by tak się działo i nie ginęło po drodze? Może losowanie?

Postawienie politykowi zarzutu finansowania kampanii pieniędzmi podatników jest trudne. Można jednak głośno zastanawiać się: Czy wsparcie m.in. kościoła nie ma żadnego wpływu na wyniki wyborów do europarlamentu? To pytanie można zadać pod adresem wielu polityków. Przestać szukać w zeznaniach majątkowych ale w tym, komu i ile przekazał?

Dla ogromnej rzeczy szaraczków, tego typu kombinacje to tzw. „wielka polityka nie na ich głowy”, pozostaje więc dodać, że na ich głowy może nie ale na ich portfele na pewno.

Tu polityk z budżetu i dotacji rozdawał
Temu dał na tacę
Temu kontrakt na budowę
Temu stanowisko w ministerstwie
Temu dał wywiad dobry i mięso na oponenta
A Temu nic nie dał
I fur, do PE odleciał

ploitcser

Reklamy