UPRZEDZENIA W PRAKTYCE

by romskey

Nie chcąc aby ktoś został wysłuchany, uprzedź do niego potencjalnych słuchaczy. Szepnij im do ucha, że ten drugi to żyd, faszysta, bolszewik, błazen, kapuś, prostak, szukający rozgłosu lub pieniędzy. O ile posiadasz jako taki autorytet lub dar perswazji, osiągniesz swój cel bez trudu. Powiecie, że to nic odkrywczego, bo przecież nie słuchamy tych, którzy na uwagę nie zasługują. Okej, jednak sęk w tym, że nie zawsze jest całkiem jasne to, czy uprzedzenie zbudowaliśmy sami na podstawie sensownych przesłanek, czy może ktoś nam dopomógł bo miał w tym interes i niekoniecznie posługiwał się prawdą i całą prawdą?

Ostatnimi czasy nagminne stało się np. ocenianie nieprzeczytanych książek lub nieobejrzanych filmów. Spora część rodaków puka się w głowy widząc takie zachowania, choć nie zastanawiamy się głębiej nad tym, czy ktoś dokonuje takich recenzji, ponieważ jest głupi czy robi to celowo? (Oczywiście, z tą celowością rzecz nie jest tak prosta, gdyż często działa odruch stadny pt. „skoro wszyscy twierdzą, że GW kłamie, to ja też – nie wyłamię się przecież”. Osoby biorące udział w dystrybucji uprzedzeń mogą robić to zupełnie nieświadomie). Nie zdajemy sobie często sprawy z tego, że krytyka nieprzeczytanych źródeł zazwyczaj ma godzić w autora lub jego środowiska, treść ocenianego dzieła ma drugoplanowe znaczenie.

Uprzedzenie ma wprost genialną moc. Np. nie pamiętam praktycznie żadnej reklamy obejrzanej w ciągu minionego tygodnia. Jestem do nich uprzedzony. Swoje uprzedzenie zbudowałem samodzielnie w sprzeciwie wobec ich wszechobecności, nachalności, debilizmowi. Zaśmiecanie sobie nimi głowy nie ma wg. mnie najmniejszego sensu. Nie omijam ich gdyż są wszędzie, po prostu je ignoruję, nie widzę ich, nie zapamiętuję. Teraz pomyślcie, jak miło byłoby podobne nastawienie zbudować wobec politycznego lub medialnego konkurenta, protestujących, opozycji/rządu..? Gra warta świeczki, sprawić, że partyjne logo, nazwisko czy twarz będą mogły być wszechobecne a jednak nie będą brane pod uwagę.

O protestujących z WallStreet mówiono: ćpuny, lesby, komuniści, przyjaciele Al-Kaidy, zboczeńcy. Podobną treść zawierały wyselekcjonowane zdjęcia zamieszczane w znaczących tytułach. Los chciał, że wiedziałem czego dotyczy protest, czyli m.in. ukarania bankierów, zwiększenia kontroli w obszarze finansów i jakoś ów „apel uczciwości” nie pasował mi do przedstawianego obrazu zbuntowanych. Nie rozumiałem związku: uczciwy i sprawiedliwy człowiek jako antysemita, zboczeniec, brudas, komuch czy ‚inny’ ćpun. Co mi jednak po tej „osobistej mądrości”, gdy wysoko nakładowe tytuły krzewiły ten negatywny obraz w skali totalnej? Miliony ludzi, spragnionych wiedzy, szukających szybkiej odpowiedzi na pytanie „kto to?” otrzymywały gotową odpowiedź i „już widziały kto”. Assange gwałciciel, Snowden zdrajca.

Skala zjawiska może przytłoczyć i co ciekawe działa ono we wszystkich kierunkach politycznych, etnicznych, rasowych, religijnych czy tych najzwyklejszych międzyludzkich. Zniszczyć wizerunek, uprzedzić, wytknąć wady pomijając zalety. Rydzyk czy J.Kaczyński mogliby przeczytać moją metrykę a uznałbym, że kłamią lub w ogóle nie słuchałbym ich twierdząc, że jak zwykle bredzą. Posłance PO, dziennikarz przedstawił propozycje PO mówiąc, że to propozycje PiS i usłyszeliśmy sążnisty wywód na temat absurdalności przedstawionych projektów. Czy Palikot może powiedzieć coś mądrego skoro jest błaznem? Czy ‚pisior” lub sympatyk „opus dei” powinien pracować na wyeksponowanym stanowisku w okolicach rządu? Ujawnienie stanu konta (nieco wyższego niż dopuszczalne) danej postaci, działa jak puszczona luzem kosiarka, tnąca wszelki dorobek. Owsiak? Gdzie schował 10 mln? Nie przebywam w środowisku PiS, ale to, że każdy kto nie popiera PiS jest „żydo-komuną” to oczywista oczywistość a o znaczeniu pochodzenia już nie wspomnę. Geje sponsorowani przez lobby gejowskie, Ukraińcy przez USA, przeciwnicy ACTA napuszczeni przez Chiny. Wymienianie wszystkich przypadków zajęłoby rok a i tak wciąż pojawiałyby się nowe. Argumenty są ważne, a tych najczęściej brakuje.

Istnieje dziedzina zwana „Komunikacja interpersonalną”. W niej odnajdziemy już całkowicie pokaźne źródełko natchnień (szersze niż uprzedzenia) ukazujące na jakich strunach należy zagrać abyśmy przestali słuchać:

1. filtrowanie – słuchamy wybiórczo, filtrujemy informacje
2. porównywanie – oceniamy czy porównujemy siebie z rozmówcą
3. skojarzenia – treść wypowiedzi rozmówcy wywołuje skojarzenie, w które się zagłębiamy
4. przygotowywanie odpowiedzi – myślimy, co za chwilę odpowiedzieć, choć staramy się wyglądać na zainteresowanych
5. domyślanie się – usiłujemy zgadnąć, co rozmówca ma „naprawdę” na myśli
6. osądzanie – w trakcie rozmowy osądzamy i reagujemy schematycznie
7. utożsamienie się – cokolwiek mówi rozmówca, odnosimy do własnego życia i osądzamy w kontekście własnych doświadczeń
8. udzielanie rad – słuchamy tylko początku, szukając rady dla rozmówcy
9. sprzeciwianie się
a. gaszenie – wygłaszamy sarkastyczne uwagi, które zniechęcają rozmówcę do kontynuowania rozmowy
b. dyskontowanie – słyszymy komplement i wyliczamy wszystko co może obniżyć jego wartość
10. przekonanie o swojej racji – podnosimy głos, atakujemy, by obronić własne stanowisko; przejawia się w tym niezdolność do przyjmowania krytyki, i brak zgody na inny punkt widzenia
11. zmiana toru – obracamy wypowiedź rozmówcy w żart lub zmieniamy temat
12. zjednywanie – słuchamy na tyle by nie zgubić wątku, ale tak naprawdę w ogóle się nie angażujemy

Jakiś optymizm tkwi w tym, że oprócz uprzedzeń możemy budować aprobatę, zaczynając tekst np. od słów „Wybitny, o nietuzinkowej wiedzy i wszechstronnie uzdolniony…” lub „Tylko my mówimy prawdę”. Wtedy zamiast braku posłuchu może włączyć się nam nad-słuch. Osoba w pełni zaufana może pleść wyjątkowe androny a będziemy jak te samochodowe pieski kiwać głowami.

Dzisiejszy tekst jest na swój sposób niebezpieczny. Nie tylko dlatego, że stawia pod znakiem zapytania: „dzielić się czy zachować dla siebie i korzystać?”. Groźny jest głównie dlatego, że obnaża bezmiar obłudy, bardzo szkodliwej dla zbiorowej świadomości, do tego, obrywa się dokładnie wszystkim. Czy potrafimy bronić się przed uprzedzeniami lub ich nieświadomym kolportażem? Otóż, przydaje się tu syndrom poleskiego chłopa: „Nie uwierzę do póki nie zobaczę”. Nie ma dla mnie znaczenia jak wielki autorytet mówi mi co mam myśleć o kimś, nie ma dla mnie znaczenia to jak podłe czyny przypisuje się komuś z pominięciem ścieżki sądowej, dowodowej. Preferuję osobisty kontakt, własny rozum a przede wszystkim niechęć do wszelakich uprzedzeń. Nie warto być uprzedzonym, bo słyszymy mniej i może nam umknąć coś cennego.

Pozostawiam Was z pytaniem: Co robimy częściej, dzielimy się wiedzą czy uprzedzeniami, które tak gładko nazywamy osądami czy ocenami? Temat nie do zdarcia.

ups

Advertisements