UMRZESZ ZA POLSKĘ?

by romskey

Jak donosi Onet, 49% Polaków nie ma najmniejszego zamiaru i ochoty umierać za kraj. Kosmiczne podatki, niepewna przyszłość, nieżyciowe emerytury – tak argumentują swoje racje przeciwnicy ofiarnego patriotyzmu. Czy bardziej przekonuje ich rzeczywisty stan państwa, czy może patriotyzm prominentów „kościoła rydzykowo-pisowskiego” z którym nie chcą mieć nic wspólnego? Tego nie wiem lecz mimo wszystko czuję niesmak. Jeszcze kilka lat temu GFK Polonia wybadała 70% poparcie dla ewentualnej obrony niepodległości za wszelką cenę i dla mnie sprawa wciąż była i jest prosta: „Gdy biją, prać się trzeba”.

Nie oceniam sprawy kategoriami bieżącej polityki. Gościliśmy u siebie wszystkich okolicznych sąsiadów i nigdy nie była to dla nas gościna komfortowa. Jakiś szczątkowy udział w administrowaniu krajem i własnym losem jest wartością bezcenną i za taką sprawę warto walczyć. Uważam, że błędem jest samo zestawienie śmierci z heroizmem. Na wojnę nie idziemy umierać lecz ją wygrywać. Być może wciąż wielu Polaków rozumie zewnętrzną agresję jako nieunikniona konfrontację z jakimś nowym „Katyniem” czy obozami koncentracyjnymi, jednak nie sposób zgodzić się z tym przekonaniem, jest to punkt widzenia wiecznej ofiary – właśnie poddając się lub nie walcząc do takich skutków doprowadzaliśmy. Fakt, można polemizować o tym, czy nie lepiej było przyjąć warunków stawianych przez przyszłych agresorów by uniknąć ofiar lub czy nie wejść z nimi w sojusze, jednak zawsze stawalibyśmy się zaledwie pionkami w grze o własne jutro, nie o nasze interesy toczyłaby się gra. Na przestrzeni dziejów, zawsze zaniedbywaliśmy bardzo wczesną dyplomację i dopiero gdy sprawy stawały na ostrzu noża próbowaliśmy podejmować jakieś kroki, choć było już zwykle dużo za późno.

Wolność najłatwiej docenić w niewoli a prawo do obrony jest fundamentalnym prawem człowieka. Podstawowe pytanie powinno brzmieć „Czy chcesz własnej wolności?” lub „Czy podejmiesz obronę?”. Śmierć nie jest nieodzownym skutkiem. Obrona grupowa jest skuteczniejsza od obrony indywidualnej, szkoda tylko, że w Polsce nie jest tak jasna ta grupowość. Polacy zawsze stawiali ponad własną polskość sąsiedzkie antagonizmy, partyjne lub religijne interesy. Bratobójcze walki podczas II Wojny powinny być wstydem i cieniem, jednak nie mówimy o tym a i dziś zwolenników wojny domowej nie braknie. Nie udało się nam zbudować silnych więzi a to nie czyni nas silnym rywalem.

Z pewną tęsknotą spoglądam na tekst ‚nieformalnego’ hymnu Zjednoczonego Królestwa, który zawiera w refrenie niezwykłą frazę: „Britons never will be slaves” czyli „Brytyjczycy nigdy nie będą niewolnikami”.

Advertisements