SPIRALA

by romskey

Praktycznie każda ideologia jest u podstaw dobra, gdyż wyrasta nagle z chaosu niepewności, zawsze odpowiada na bieżące społeczne problemy. Poczucie upokorzenia i niesprawiedliwości zastępuje nadzieją na lepsze jutro, wyznacza jakiś kierunek działania, myślenia, krystalizuje oczekiwania. Owa ludzka wiara w polepszenie bytu jest traktowana nie tylko przez socjologów jako błąd ludzkiego umysłu, gdyż w gruncie rzeczy nigdy nie stawało się lepiej – zmiana nigdy nie uszczęśliwiała wszystkich, jednak czy istniał wybór „skoro tu i teraz jest źle, a jest plan, to czy może być gorzej?”. Pierwotnie, takie ideologie jak chrześcijaństwo, nazizm, komunizm, islam, reformacja czy wszelkie inne były ze wszech miar pozytywne, ludzkie. Pomimo tego, że bardzo krytycznie odnosiły się do zastanej rzeczywistości, nie nawoływały do prześladowań, grabieży, mordów, okrucieństwa. Wyznaczały zacne kierunki, wskazywały na dialog, rozum, pojednanie jako drogi osiągania celu i nie były to założenia fałszywe. Idee trwały w tym swoistym błogim uśpieniu i powszechnej ciszy dość długo, gromadziły garstki sympatyków, stawały się praktycznie systemami filozoficznymi a nie sposobami na przyszłość. Nadchodził wreszcie ich czas.

Powszechne zapotrzebowanie stawało się tak silne, że tylko rozdać idee ludziom i czynić dobro, ku powszechnemu szczęściu. Tylko jak? Jak dotrzeć do milionów, jak skoordynować działania, jak stworzyć ideowy monolit? W tym właśnie punkcie wzniosłe i szlachetne ideały zderzały się z problemem promocji, poszukiwania odważnych i lojalnych promotorów, zasobnych darczyńców oraz wspierających sprawę autorytetów – czyli całym procesem krzewienia. Wszystko w obliczu nieprzychylnego zjawisku panującego systemu. Wspomniane działania – ujmując rzecz najprościej – wymagały środków a jak mawiał M.Friedman „nie ma nic za darmo”. Proszeni o pomoc posiadali nierzadko własne, bardzo prywatne oczekiwania, które dla dobra sprawy należało spełnić. „Dla dobra sprawy”…

Dla dobra sprawy rabowano pociągi, sklepy, skarbce, dokonywano zamachów, korumpowano, rozbrajano, składano obietnice objęcia politycznych stanowisk. Kolportowane idee były wciąż nieskazitelne gdy za kulisami rozkwitały korupcja, rozbój, targi. Wraz z każdym pozyskanym zwolennikiem wzrastało poczucie siły organizatorów co prowadziło do coraz śmielszych akcji, wobec których panujący system nie pozostawał bierny, reagował nerwowo, niejednokrotnie brutalnie. Nieprzemyślane reakcje, uwięzienia, użycie siły, prześladowania eskalowały napięcia, wywoływały brutalne odwety. Krzewienie dobra stawało się coraz bardziej kosztowne, nie tylko w wymiarze materialnym.

O ile rebelia parła naprzód, tak więcej ludzi panującej władzy przechodziło na stronę rebeliantów i to zwykle ci ludzie okazywali się niezbędni przy formowaniu nowych gabinetów, prowadzeniu polityki zagranicznej (gdyż nic nie działo się w próżni), organizowaniu prawa, gospodarki, o których to mechanizmach rewolucjoniści nie posiadali najmniejszego pojęcia. W taki sposób rewolucja ustępowała pola biurokratom i zawodowym politykom, a sama idea stawała się „ckliwą fasadą” gwarantującą poparcie tłumów, tłumów oczekujących niecierpliwie pozytywnych zmian, tłumów coraz bardziej zawiedzionych i rozgoryczonych, tłumów w których rozkwitała nowa lub całkiem stara idea… (tu możesz wrócić do początku tekstu).

spisek copy

Reklamy