PROPAGANDA, DEZINFORMACJA, INTERNET

by romskey

Żyjemy w czasach, w których walka z obłudą, przeinaczeniami czy nadinterpretacjami dystrybuowanymi w niespotykanej skali wydaje się skazana na porażkę. Internet, telefonia komórkowa i prywatni nadawcy utorowali nam drogę do całkowicie swobodnego porozumiewania się. Uzyskaliśmy pełną wolność wypowiedzi ciesząc się tym, że wreszcie możemy uniknąć skutków propagandy dostarczanej nam w ustrojach politycznych nie całkiem przyjaznych wolnej komunikacji. Niestety i jak zwykle wylano dziecko z kąpielą. Z chwilą upadku monopoli informacyjnych, na znaczeniu straciły autorytety, obiektywizm, wiedza, fakty będące dotychczas (niejednokrotnie i o zgrozo) skutecznym narzędziem uwiarygadniania propagandowych treści choćby przez fakt współobecności „na łamach”. Świadomymi lub nieświadomymi narzędziami propagandy staliśmy się również my sami. Ciekawym skutkiem jest to, że upadek monopoli informacyjnych nie wiązał się z naruszeniem podstawowej (nieoficjalnej) formy oddziaływania na społeczeństwo wyniesionej wprost z metodologii służb specjalnych i wywiadów. Mowa o dezinformacji. Dezinformacja jest prosta, gdyż ukierunkowana na emocje ludzi i ich ciche subiektywne oczekiwania, nastawiona jest na to, że odbiorcy nie będą zainteresowani rzetelną weryfikacją dostarczanych im danych m.in. dlatego, że prawda nie byłaby dla nich wygodna, a więc nie warto jej szukać.

Czy istnieje wyjście z sytuacji? Rokowania są słabe. Fałsz pędzi z prędkością plotki, gdy wiedza wymaga jako takiego wysiłku, czasu, odpowiedniego podejścia. Produkcja kłamstw jest prosta i w zmianę mentalności ludzi czerpiących profity z ich szerzenia nie warto wierzyć (łatwy zysk to łatwy zysk). Jedyną obroną byłoby ograniczenie popytu, tylko jak, skoro kłamstwo z etykietą „prawda” jest takie bliskie sercu i takie proste w zrozumieniu?

czywarto

Reklamy