Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Marzec, 2014

GORSZE NIŻ ZBRODNIA

Czy propaganda jest gorsza od zbrodni, skoro ją usprawiedliwia?
Romskey

Rosyjski dziennikarz Ilia Barabanow i red.nacz. opozycyjnego dziennika „The New Times”, nagrodzony w 2010 r. przez „Dziennikarzy bez Granic” ujawnia kolejną ‚aferę’, instrukcję dla rosyjskich mediów.

Ilia-Barabanow
na zdjęciu:
Ilia Barabanow laureat nagrody im Petera Macklera za serię artykułów demaskujących rosyjską korupcję. Laureatami są dziennikarze, którzy w swojej pracy wykazali się wybitną odwagą i etyką zawodową.

—————————————- instrukcja (skrót za: http://www.ukrainaonline.pl)

I blok informacji
Należy dawać do zrozumienia, że przez 23 lata Krymu w składzie Ukrainy i z winy kijowskiej władzy zachodził proces głównie degradacji. Obecnym celem rosyjskiej władzy jest zapewnienie ustanowienia nowego ładu, przeprowadzenie Krymu na powszechne rosyjskie standardy jakości życia. Rosjan i mieszkańców Krymu ukierunkować należy na myśl, że po ukraińskiej władzy pozostała stajnia Augiasza i wszystko od razu nie wyjdzie, ale praca w tym kierunku jest intensywna i rezultaty Krymczanie odczuwać będą codziennie. Rekomenduje się także propagowanie letniego odpoczynku na Krymie, bo blisko, bezpiecznie, u swoich.

II blok informacji:
Nie zaleca się przekazywania informacji, że Ukraina odbudowuje swoje wojsko i szykuje się, w razie potrzeby do walki z okupantem. Media powinny informować o panującej atmosferze bezprawia, chaosu, nazistach na kluczowych stanowiskach państwowych oraz o MSW sparaliżowanym strachem wskutek pogróżek po śmierci Saszki Biłego. Nie powinno zabraknąć informacji o wszechobecnym elemencie kryminalnym i wzroście majdanowskiej przestępczości.

III blok dotyczyć ma Rosji
Instrukcja nie zaleca informowania o sytuacji gospodarczej, walce o władzę, telewizja ma opowiadać o sportowych sukcesach Federacji Rosyjskiej.

——————————–

ilia

Pozostawiam na boku refleksje nad tym, czy przytoczone prawdy należy upowszechniać za sprawą instrukcji gdyż sami dziennikarze wolnych rosyjskich mediów nie wpadliby na nie. Czy instrukcje wyciekają poza Rosję? Tak, choć zajmuje się tym inna instytucja. „Naprzód Rosjo! Naprzód dzielni synowie Świętej Rusi!” wzywał portal „obserwatorpolityczny.pl” (obecny również w portalu liiil.pl) kiedy wojska rosyjskie zajmowały Krym. „Zachód musi się wreszcie nauczyć cyrylicy na tyle, żeby zrozumieć, że Putin to nie jest Jelcyn albo skaza na honorze – Gorbaczow. Czasy miękkiej polityki Rosja ma już dawno za sobą; jeżeli zechce, może dzisiaj zaatakować Europę i nie będzie miał kto się jej przeciwstawić„. Rosyjskie media cytowały portal jako niezależny głos z Polski.

Gazeta Wyborcza postanowiła ustalić kto tak pięknie gra. Jak ustaliła GW, większość fanów „obserwatora politycznego” w Facebooku pochodzi z.. Moskwy. Portal został niedawno wyróżniony i zaproszony do partnerstwa z tzw. Russkim Mirem. Russkij Mir to organizacja utworzona w 2007 r. na mocy dekretu prezydenta Rosji Władimira Putina. Prezydent zatwierdza kształt rady programowej a zasiada w niej nie byle kto, bo: Siergiej Ławrow, prezesuje Wiaczesław Nikonow – doradca ostatniego szefa KGB i wnuk Wiaczesława Mołotowa, Witalij Ignatenko – dyrektor agencji ITAR-TASS. Russkij Mir dysponuje budżetem 10 mln USD rocznie, lecz do pełnej listy beneficjentów statutowych grantów niestety trudno dotrzeć. Russkij Mir promuje rosyjską kulturę i język, oraz – jak ustaliły łotewskie media, druk podręczników zakłamujących historię. W Polsce buduje przyuniwersyteckie centra. (smakoszom tematu polecam Doktryna Putina (OSW). Na pytanie GW, skąd linia redakcyjna, która przypomina tezy rosyjskich mediów powiązanych z Kremlem, i czy też jest efektem współpracy z Rosjanami?
– Rosjanie? A to w ten sposób nie mogą myśleć Polacy?! – pyta Klasa (red. nacz. portalu).

Oczywiście, że mogą i myślą. Mogę wymienić wielu, którym nagroda im Petera Macklera nie grozi, ale być może pieniądz nie śmierdzi.

stop_propagandzie copy

Reklamy

PULS UKRAINY

Nikt nie przyznaje się, więc ja może zacznę. Nawet w 1% nie przewidywałem tego, że gdzieś, praktycznie nad samym centrum Europy może zawisnąć widmo wojny. Nie Iran, nie Chiny, nie ocieplenie klimatu, nie terroryści i nie pandemia nowego wirusa. Rosja. Z oporami, wbrew temu w co wierzę, by uciszyć skowyt racjonalnego ducha, muszę zwrócić honor wszystkim tym, którzy twierdzili, że Kreml jest nieobliczalny, że trzeba budować tarcze, że trzeba Moskwie patrzeć na ręce, że może zacząć się od Gruzji a skończyć na… Niezależnie czy wieszczenia te wynikały z małostkowej niechęci i pamiętliwości czy były po prostu dobrym sposobem na uprawianie tej szczególnej polityki, która bez wroga zewnętrznego istnieć nie może – były prorocze. Otrzymaliśmy kubeł zimnej wody, w obliczu wojny wszystko stało się banalne.

Obrastaliśmy grubą skórą. Afganistan, Irak, Wiosna Arabska, Syria, napięcia pomiędzy Iranem a Izraelem, a nawet Abchazja i Osetia – świat nie jest oazą spokoju lecz nasza chata z kraja, Europa jest bezpieczna. Myliliśmy się…

Można zawsze powiedzieć: „po co mieszać się? zachowajmy neutralność, uzależnienie energetyczne od Rosji, nie nasz interes”. Owszem, można, choć czy taka obojętność nie kosztowała już kilka razy naszej historii zwiększoną liczbą pochówków? Jakie właściwie są granice obojętności cywilizowanego świata? Czy można być obojętnym wobec pożaru tuż za ścianą? Słyszałem krzyki, ktoś wołał o pomoc a ignorancja wielu „domowników” budziła we mnie ‚bardzo mieszane’ uczucia. Nie było łatwo, Ukraina nie jest naszym ulubionym sąsiadem, przypomina nam nie tylko tą niedaleką przeszłość, ale i dalszą, splamioną krwią rodaków na Wołyniu. Brudny, biedny, skorumpowany, na wpół mafijny kraj… jednak był „gest”(!), mistrzostwa w piłce nożnej 2012. Wierzyłem, że może nauczymy się jakoś współistnieć. Oto, nadarzyła się kolejna okazja i przyznajcie, że nie ma chyba lepszego sposobu przypieczętowania „partnerstwa” niż pomoc w potrzebie, tym bardziej, pomoc ludziom, którzy chcieli zgody, otwarcia a nie izolacji i taplania się w martyrologii i wiecznej nienawiści?

Pamiętam, że Majdan odbierany był w Polsce źle i nie chcieliśmy tego u siebie. Bardzo szybko skojarzyliśmy protest na Ukrainie z Marszem Niepodległości i to właśnie wtedy pojawiło się najwięcej głosów oburzenia, bo jakże to tak hurmem obalać demokrację? Na dalszy plan schodziło nie mniej istotne pytanie: „A gdy demokracja strzela do ludzi?”. Byłem wściekły niewiedzą, Ukraina gotowa była odwrócić uwagę od naszych lokalnych ważkich spraw bardziej niż Owsiak (niestety takie oskarżenia pod adresem szefa WOŚP pojawiały się). Politycy zwęszywszy uwagę mediów, ruszyli robić sobie na Majdanie „sweet-focie” a naród wciąż niewiele z tego wszystkiego rozumiał. Chciałem wiedzieć, choćby po to by zamknąć temat, poprzeć lub odrzucić, resztę zostawić samym Ukraińcom. Sprawy rozwijały się jednak szybko. Już wtedy zacząłem dostrzegać dysonans pomiędzy tym czego dowiadywałem się o Euromajdanie a tym co docierało do moich uszu z różnych źródeł. Nie oglądałem mediów. Czy moje źródła były wadliwe? Opinie zwykłych Ukraińców, listy i petycje ukraińskich ludzi kultury i nauki, analizy Ośrodka Studiów Wschodnich z 50-tką ekspertów zajmujących się tematem od lat, obrazy live z euromajdanu dostarczane przez Espersso.tv, ekonomiczne portale śledzące sytuację gospodarczą od 2012 r.? Naziści?! Gdzie? Którzy?

Wówczas nie było takie jasne, jaką część Majdanu stanowiła ekstrema ukraińskiego nacjonalizmu. Dziś wiemy, że była to reprezentacja rzędu kilkuset osób, mogąca liczyć na wparcie kilku tysięcy w całej Ukrainie . Kilka tysięcy osób w grupie 800 tys.(!!!) a taką liczbę protestujących szacowano. Majdan traktował Prawy Sektor jako sprzymierzeńców ze względu na antyrosyjskie postawy, choć istniały znaczne różnice ideologiczne (Prawy Sektor nawoływał do bojkotowania wsparcia zachodu, optując za załatwieniem spraw we własnym siłowym zakresie). Przytaczanie kalendarium zdarzeń jest w tym momencie zbędne, zresztą jest takie kilka notek temu. Dokonał się przewrót, wydarzenie wymknęły się spod kontroli, jedno stawało się jasne: komuś bardzo zależało na tym, by ikoną Euromajdanu stali się właśnie aktywiści skrajnej prawicy. Nie potrafiłem zlokalizować źródła. Polska prawica wspominała Wołyń, lewica zabiegała o dobre stosunki z Putinem, ktokolwiek stwarzał obraz pt. „nazi-majdan” niemiłosiernie skrzywiał obraz rzeczywistości. Potem wydarzył się Krym i wielkie obnażanie kremlowskiej propagandy. Wbrew sobie, pomyślałem o „moskiewskiej agenturze w Polsce” i oszczędzę nicków, nazwisk, linków, gdyż ubolewam nad kolportowanym kłamstwem a nie osobami. Wielu z autorów zdawało się wierzyć w to co piszą i mówią, choć ich opinie wgniatały w bruk wszelką logikę. Impregnowani na argumenty, na chronologię zdarzeń, fakty, miejsca i osoby, tłukący otępiale w klawiatury „naziści, Putin hieroj, poparcie Ukrainy to rusofobia”.

Nie jestem rusofobem, popieram rosyjską opozycję demokratyczną, nie jestem nawet antysemitą opowiadając się za wolną Ukrainą, gdyż popieram Żydów wspierających proces pokojowy pomiędzy Palestyną i Izraelem. Przyłączam się do głosu blogerki Only_Aviancy, która skrytykowała ludzi zdradzających fascynacje Putinem. Nie można milczeć. Sympatycy i fascynaci sprawiają (niestety!) wrażenie ludzi, którzy oddaliby bez trudu głosy na Hitlera czy podobnego „skutecznego polityka”, ponieważ tak rozumieją polityczną skuteczność: cwany, sprytny, realizujący z determinacją swoje plany, wybitny strateg… gdybym wierzył, westchnąłbym „O boże!”.

Jakimś pocieszeniem jest to, że w panującym chaosie (także informacyjnym) Ukraina nie zmieniła kursu i osiąga swoje cele, wbrew propagandzie i destabilizującym działaniom W.Putina, który batalię o wpływy na Ukrainie już przegrał. Ukraina podpisała polityczną część umowy stowarzyszeniowej z UE, minister z Batkiwszczyny zajął się „regulowaniem” statusu Prawego Sektora (śmierć Saszki Białego w trakcie zatrzymania przez milicję| „albo prawo, albo ludzie z bronią ustawiający innych do pionu”) oraz tzw. „Samoobrony Majdanu”, sam Prawy Sektor okazał się zbitką organizacji typu ONR, Młodzież Wszechpolska (w polskim wydaniu Ruch Narodowy) tyle że w części uzbrojoną, z wojenną i kryminalną przeszłością, marząca o powtórzeniu serbskiego scenariusza (lider tych bojówek będących dotychczas nieformalnym skrajnym skrzydłem partii Swoboda, wedle sondaży, może liczyć na ok. 2% poparcia w zbliżających się wyborach prezydenckich). Nacjonalizm Tymoszenko czy Kliczki okazał się zasadniczo antyrosyjski, antysowiecki, antykomunistyczny a więc wedle nomenklatury Kremla „faszystowski”. Ukraina potrzebuje dziś czasu, spokoju, cierpliwości, choć u jej granic trwa zmobilizowana armia rosyjska nieposiadająca od samego początku żadnego mandatu do działania w sprawie Ukrainy. Możemy milczeć, możemy zająć się sejmomajdanem, ściętym Hartmanem i zapomnieć. Możemy liczyć na to, że USA i ci z Europy, którzy „mogą” nie dopuszczą do eskalacji konfliktu, który byłby pierwszym w Europie od czasów wojny na Bałkanach. Możemy również, nie zapominając o swoich krajowych problemach spoglądać na wschód i trzymać rękę na pulsie. Tylko czasem zwróćmy uwagę na to, czyj puls mierzymy.

ucraine
(na zdjęciu zamaskowani ukraińscy faszyści maszerują zająć Przemyśl)

OKUPACJE, MORALNE SZANTAŻE, POLITYCZNY FANATYZM

gdy kolejna grupa oburzonych podeszła pod sejm, pomyślałem na głos: „Oto las Birnam zbliża się do murów Dunzynanu”. „To nie Makbet…” – usłyszałem zza ramienia i przyznam, owszem, z polskiej rzeczywistości trudno ulepić jakąś udaną sztukę. Jednak: „Władza zamknęła się w kamiennej twierdzy i takie są skutki”. „Ale co winny jest Tusk?” – dobiegł mych uszu lament niewieści. „Chwila, chwila” – zaoponowałem – „za moment dojdziemy do wniosku, że Tusk za nic zupełnie nie odpowiada”. Kątem oka dojrzałem Kamysza. „Nie lubię zasadniczo okupacji i moralnych szantaży, ale władza sama do tego doprowadziła. Dobrze, że Kamysz wyszedł do ludzi, zanim ci wyszli do niego. Rola polityka jak widać rzemiosło wojenne na myśl przywodzi i zacnym Brytyjczyków przykładem, wojować na terytorium wroga a nie własnym należy”. „Wojować z ludem?” – dziwiła się postać za plecami. „Nie wojować, wojował Janukowycz, tłumaczyć się, rozmawiać, słuchać i bronić stanowiska. Polityk jak widać wszędzie musi spodziewać się oporu, dlatego może czekać lub działać”. Słysząc milczenie rozwinąłem język: „Błędem Tuska było zakładanie, że wszelki protest jest pisowski, bo nie każdy jest taki. Ta ignorancja zawsze kosztuje. Inspirowanie czy wpuszczanie na dziedzińce owszem, tu już palec polityków widoczny, ale bez żyznej gleby potrzeb nawet z rydzykowego ziarna nic nie wzrośnie. Ile jeszcze takich grup?”.

Imć Obama po kościołach krążył demokrację tłumaczyć. Oto i wódz, który odwagę posiada i wkracza tam gdzie najtrudniej, a nie jak nasi, otoczą się swemi na partyjnych kongresach i pokazują jak grube są księgi ich projektów genialnych (oklaski). Niech projektami przed ludem rozkrzyczanym pomachają, niech powiedzą ludowi: „ale przecież 50 baniek na nowy system informatyczny ku uzdrowieniu wiedzy o pomocy socjalnej daliśmy!”. Łatwo mówić do ludu z telewizora wystawionego na balkon zamkowy, gorzej gdy twarzą w twarz spotkać się przyjdzie. Emocje i desperacja zderzona z pi-arem. Nikt bez winy, a skutek opłakany.

„Pod władzy nosem dzieje się to wszystko. Władza nie wie? To co wie? A ludzie wściekli”. „We Włoszech to dopiero jest…” – dopowiedział głos. „A co mnie Włochy? Tu mieszkam, tu żyję, tu widzę”.

macbeth3

ECH, POLSKO

Trudno zdystansować się do państwa, w którym się żyje. Trudno zdystansować się do kolejek będących skutkiem administracyjnych usprawnień, do utrudnień będących skutkiem informatycznych ulepszeń, trudno zdystansować się do prawdy życia zderzanej codziennie z prawdą statystyk.

Gdzieś na wyżynach powstają teoretyczne projekty i realizacje, gdy praktyczne skutki pozostawiają wiele do życzenia. W czasach PRL panował ponoć zwyczaj, zgodnie z którym, inżynierowie (budowniczowie) mostu stawali pod nim, gdy po otwarciu „obiektu” przez most przejeżdżały sprowadzone na tę okazję ciężarówki. Czy współcześnie staje ktoś pod mostem zmian?

Nie chcę Was karmić litanią boleści, ale czy można ominąć rzeczywistość? Walące się stragany drobnych kupców, miejscy włodarze wymieniają gdzieniegdzie na „luksusowe” budki z prądem i wodą, ale część stoi pusta. Ci, którzy na luksus zdecydują się muszą podnieść ceny. Jest ładniej, jest sensownie, ale czy jest lepiej, choćby dla konsumenta? Puste stadiony, nierentowne lotniska, opustoszałe lokale handlowe, niezatłoczone autostrady, dysfunkcjonalne systemy informatyczne. Nouriel Roubini (Dr. Zagłada) dostrzegłby w takiej sytuacji symptomy nadchodzącego kryzysu, tak jak dostrzegł oznaki kryzysu 2008 w pustych nieruchomościach. Inwestycja nie jest sztuką wydania jak największej ilości pieniędzy czy dotacji, inwestycja to wkład w większy zwrot. Pytanie L.Balcerowicza pt. „czy to się kiedyś w ogóle zwróci?” nie jest pozbawione racji, tym bardziej, że spłacającymi stajemy się my, nawet gdy spłata długu nie prowadzi do głodu i zostaje rozłożona na dziesięciolecia lub pokolenia.

Gdzieś obok wielkich budów krążą „załatwiacze”, którzy za skromne 30% udziału załatwią wszystko w banku, urzędzie miejskim czy instytucji przedzielającej dotacje. Tropi ich ABW, jednak zadanie jest trudne, bo nikomu kto znajdzie się w układzie nie opłaca się wyjawiać publicznie sekretów. Społeczeństwo otrzymuje krzepiące sondaże o wzroście płac czy innym wzroście, ale widzi, że większości rośnie mozolnie, gdy tuż obok kwitną gigantyczne fortuny i praktycznie „za nic”, za posiadanie „kontaktów”. Z obrzydzeniem wypowiadamy słowo „oligarchia” spoglądając na wschód, gdy polskich krezusów, którzy zbili majątki na prywatyzacji nie brakuje. Udajemy, że ich nie ma, jesteśmy przecież częścią „wolnego społeczeństwa”. Podręcznik VAT grubieje z roku na rok, gdy omijających VAT stać na najlepszych specjalistów d/s prawa, ekonomii czy księgowości, którzy doradzą jak nowe przepisy ominąć. Działalność gospodarcza? W obliczu demona ZUS i satyrycznej kwoty wolnej od podatku?

Powiecie, że nie trzeba uprawiać czarnowidztwa, coś tam się zmienia na lepsze, że są ludzie, którzy biorą sprawy w swoje ręce i kreują rozwój polegając na sile charakteru, zaciekłości, jakiejś niebywałej odporności. Jednak to jednostki, jakże chętnie przedstawiane jako dowód „że można”. Społeczeństwo jest przeciętne.

Demokracja uwalnia kapitał społeczny, ale w Polsce to tylko teoria.

Gdzieś na końcu łańcucha dochodzi do zderzeń, emocje kontra rozum, tak jak w Sejmomajdanie. Czy ktoś kto chce oddziaływać emocjami a nie argumentami postępuje uczciwie i z sensem? Z drugiej strony rodzi się pytanie „więc jak? skoro władza jest głucha!”. Jaką metodę komunikacji z górą przyjąć gdy ta ignoruje wszelkie postulaty, za którymi nie stoi 70 tys. rozjuszonych ludzi na ulicy? A gdy potrzebujących (w danej dziedzinie) jest 30 tysięcy? Pozornie, konstytucja a nie protest powinna gwarantować przestrzeganie praw tych małych grup, tak byłoby demokratycznie. Tylko jak ustalić czym jest bieda, czym jest niedożywienie, bezrobocie, „średni pakiet gwarantowanych usług medycznych”?

W jakimś sondażu, zapytano polskich emigrantów, dlaczego nie chcą wracać. Nie mówili już o tym, że w kraju bezrobocie, bieda, brak szans rozwoju, itd. Mówili, że tam gdzie są jest po prostu NORMALNIEJ.

normalniej

NISKA FREKWENCJA?

Co słyszeliśmy od „mądrych głów” chcących zapobiec lub wyjaśnić przyczyny niskiej frekwencji wyborczej? Otóż, słyszeliśmy o braku odpowiedzialności obywatelskiej, o niechęci spełnienia obywatelskiego obowiązku, o braku troski o funkcjonowanie państwa. Czy wiecie o tym, że udział w wyborach jest obywatelskim obowiązkiem np. w Korei Pn.? Wyborczy przymus jest antydemokratyczny i wszelki nacisk na obywateli jest zjawiskiem negatywnym. Sama nazwa „wolne wybory” mówi o swobodzie głosowania. Niska frekwencja jest skutkiem niskiej jakości kandydatów i ich programów a nie niskiej jakości patriotyzmu czy odpowiedzialności obywateli.

W Polsce można mówić o kilku bardzo konkretnych przyczynach niskiej frekwencji:
– brak ufności w to, że oddany głos ma na cokolwiek wpływ
– brak zaufania do kandydatów
– kłopot z odnalezieniem postulatów odpowiadających oczekiwaniom
    a) sprzeczność postulatów zawartych w jednym programie
– wady technicznej organizacji wyborów
– niska wiedza o funkcji polityki
– znudzenie „kastą” polityczną

Porównajcie oddanie głosu w wyborach do kliknięcia „lubię to” w FB. Gdy zgadzamy się z kimś, gdy ktoś wyraża racje, z którymi zgadzamy się, klikamy. Nie upatrujemy w tym żadnego problemu, robimy to z chęcią. Czy wyobrażacie sobie sytuację, w której autor danego tekstu lub komentarza mówi: – „klikanie w [lubię to] jest Twoim obowiązkiem!?” lub „Klikanie w XYZ będzie klikiem straconym”?:) Prawdopodobnie chęć klikania mocno zmalałaby.
Praktycznie, można byłoby poszerzyć pole dyskusji na temat ciszy wyborczej o kwestię różnorodnych presji wywieranych na obywateli. Do głosowania ma skłaniać program, umiejętność przekonania ludzi przez kandydata do tego, że zajmie się kompetentnie ich sprawą.

Przypomnijmy jeszcze raz:
„Niska frekwencja jest skutkiem niskiej jakości kandydatów i ich programów a nie niskiej jakości patriotyzmu czy odpowiedzialności obywateli”.

freax

PALIKOT I SEJMOMAJDAN

Rozprawkę o „cynizmie Palikota” po sławetnym wycieku bez wycieku powierzam makro-cynikom, którzy będą na tym evencie robić karierę w blogach i mediach. Przejdę do rzeczy. Palikocie! Czy Ty, do diabła, uznałeś, że będziesz teraz (w ramach powiększania elektoratu?) komunikować się z ludźmi za sprawą mediów, bo takie są reguły? Chcesz być pouczającym oratorem, tatą narodu przemawiającym ze szkiełka jak D.Tusk lub chcesz podczepiać się pod każdy „news dnia”? Kto Ci doradza?? Oldboje z Europy+, którzy na eksploatacji polskiego kołtuna zęby zjedli? Twój kapitał polityczny wyrastał z mówienia spośród ludzi a nie do ludzi (klarownie rzecz omówił dr. Wojciech Krysztofiak w swoim tekście „WALKA NA EUROWYBORCZE SPOTY…”)! „Mówić spośród ludzi” to przedstawiać oczekiwania wyborców, mówić ich głosem a nie te oczekiwania kreować, co usiłują robić media i pozostałe partie. Czy Twoi wyborcy chcą słyszeć o tym co TR myśli na temat giełdy w Moskwie lub „Idiocie” Frasyniuka w rozmowach Rymanowskiego, czy może chcieliby usłyszeć, że ich stałe oczekiwania ktoś reprezentuje?

Od cholernych kilku miesięcy, nie usłyszałem praktycznie nic o tym za co oddałem głos na Palikota, a nie oglądam mediów, mam FB z pierwszej ręki, niby. O tym, że księża ruchają ministrantów mogę przeczytać w dowolnej gazecie i zastanawiam się, czy rolą posła jest dawanie mi linków do takich treści? – droga usługa stosunkowo. Sposób na istnienie w polityce? Lolo Ferrari powiedziała kiedyś: „nieważne co się mówi, ważne że się mówi”, tylko że polityk nie jest gwiazdą porno czy pajacem garnącym się do każdego medialnego show by pstryknąć sobie samojebkę (selfie – zdjęcie z ręki). Duże partie mogą robić sobie taki pi-ar na dużych sprawach, małym partiom pozostają gówienka. Na dużym gównie robi się dużą karierę, a na małym małą. Tylko jaka to kariera? Popatrz na sondaże.

Nie bądź Palikocie rybą żerującą w mule na dnie rzeki niczym Mularczyk (bardzo semantyczne nazwisko – jak oceniłby Tusk). Przestań również nabierać się na duży kał unoszący się tuż pod powierzchnią bo to zwykle zanęta. Nie bądź też PiS, które na dowolny temat powtarza swoje „Bóg, Honor i gender”. Ja wiem, że trudno odnaleźć się między „wielką budową” (PO) i „wielkim burzeniem” (PiS) ale…

Realizacja idei zdobycia władzy pt.: „tylko tak można coś w tym kraju zmienić” to zapowiedź długiego i kosztownego procesu. Proces ten może ludzi wkurwić, tym bardziej gdy zaczniesz grać znaczonymi kartami „bo inni grają”. Gdy zadałem sobie pytanie o to dlaczego zagłosuję na TR w eurowyborach, odpowiedź była prosta, choć dalece zaniżająca oczekiwania: „Palikot to jedyna wiarygodna opcja [antyklerykalna]”. Z braku laku pozostał mi antyklerykalizm choć liczyłem na więcej. Owe ‚więcej’ rozmyło się po prostu i nie pomogłoby w krystalizacji ideowej TR podczepianie się pod show Mularczyka. Zresztą, chciałbyś zbawiać kolejnych, a tych pierwszych już zbawiłeś?

Jesteśmy w podobnej sytuacji. Ja również zaliczam spadki i wiem, że mógłbym łamać reguły by przeć do przodu, kłamać, kląć lub pokazywać gołą dupę, ale nie robię tego bo wierzę w to co robię. Powiedziałeś kiedyś "Jesteśmy demokratami" więc trzymaj się tego. Nie buduj kapitału na wspieraniu Sejmomajdanów, które demokratyczne nie są tym bardziej, że udowodnienie inspirowania ukraińskiego Euromaidanu przez USA czy Niemcy jest skomplikowane, o tyle inspirowanie Sejmomajdanu przez Mularczyka jest tak jasne jak wiosenne Słońce. Czekać tylko, aż ktoś do sejmu przytaszczy inkubatory z wcześniakami, nie bądź to Ty.

Palikot copy
(graph-mod: GW)

DROGA KAMPANIA

Nie na głowy szaraczków to, jak układem z kościołem kupić sobie miejsce w europarlamencie. Co właściwie taki kościół może zrobić? Ogłosić z ambony, że darczyńca to porządny człowiek i trzeba na niego głosować? Przecież ludzie myślą, nie posłuchają, zagłosują wedle swojego uznania. Nawet gdy kościół, również z ambony zohydzi innych kandydatów, to jakie to ma znaczenie? – myślimy, nie posłuchamy, zagłosujemy wedle własnego uznania, no i przecież nie każdy do kościoła chodzi. Udowodnienie prowadzenia kampanii za pieniądze podatników jest wyjątkowo trudne. Rolą ministra jest dać jednym czy drugim, a że jednym bardziej opłaca się dać niż drugim, to kto to sprawdzi i jak? Dać trochę kościołowi, środowiskom twórczym z własnego okręgu, powiedzieć coś dobrego w mediach (telewizor mają także niewierzący), dać stanowisko kilku wpływowym znajomym – uruchomi się poczta pantoflowa pt.: „Minister jest w porządku. Zresztą, przecież te pisy i teery takie wstrętne. Nie ma na kogo głosować, Minister nie jest taki zły i lepszy taki jak żaden”.

A gdyby tak Polacy postanowili udowodnić panom operatywnym politykom, że ich zabiegi są próżne? Że widzą nadużywanie stanowisk do prywatnych celów? Że zastanawiają się nad tym, jak uszczelnić system i sprawić, że rotacja politycznych stanowisk wreszcie wejdzie w życie i politykiem będzie można być np. tylko przez trzy lata? W tym ostatnim przypadku, również nie uchronimy się przed obławianiem, ale może jakaś analiza majątku 10 lat po polityce?

Rotacja nie pozwala „wrócić” na scenę w kolejnej kadencji, więc wszelkie ministerialne darowizny na poczet przyszłych kampanii nie będą niczego warte. Jednak co z wpływami, które można osiągnąć obdarowując tych czy owych? Przejrzystość przydziałów pieniężnych? Wg. jakiego klucza uczciwy minister miałby rozdawać? A może nie powinien mieć możliwości rozdawania i sprawować jedynie funkcję kontrolną czyli np. rozdawać po równo i dbać o to, by tak się działo i nie ginęło po drodze? Może losowanie?

Postawienie politykowi zarzutu finansowania kampanii pieniędzmi podatników jest trudne. Można jednak głośno zastanawiać się: Czy wsparcie m.in. kościoła nie ma żadnego wpływu na wyniki wyborów do europarlamentu? To pytanie można zadać pod adresem wielu polityków. Przestać szukać w zeznaniach majątkowych ale w tym, komu i ile przekazał?

Dla ogromnej rzeczy szaraczków, tego typu kombinacje to tzw. „wielka polityka nie na ich głowy”, pozostaje więc dodać, że na ich głowy może nie ale na ich portfele na pewno.

Tu polityk z budżetu i dotacji rozdawał
Temu dał na tacę
Temu kontrakt na budowę
Temu stanowisko w ministerstwie
Temu dał wywiad dobry i mięso na oponenta
A Temu nic nie dał
I fur, do PE odleciał

ploitcser

RACJONALISTA TV !?

Rusza internetowa telewizja „Realista.tv”.

Przede wszystkim, jestem pełen uznania dla czteroosobowego zespołu twórców, gdyż zgromadzenie czwórki Polaków mających ochotę tworzyć wspólne dzieło to nie lada wyczyn i już sam w sobie ten fakt czyni telewizję wyjątkową. Po obejrzeniu 3 zwiastunów wiem, że autorom nie brakuje również ambicji, choć potrafić zaprzeczyć w ciągu kilku minut wszelkim zasadom współczesnego marketingu bez wątpienia należy mieć talent. Oto, telewizja „Racjonalista.tv” chce być telewizją rozumnego dialogu, niepropagandową, krzewiącą wiedzę o dokonaniach naukowych, daleką od sensacji i masakr, apolityczną(!), mówiącą otwarcie o ateizmie i wielu innych zagadnieniach współczesności wypartych z przestrzeni medialnej.
Odruchowo pomyślałem o całej masie „lajków” w Facebooku i raczej skromnej oglądalności. Dał znać o sobie mój realizm, który sprawił, że zobaczyłem pomysł na mapie wielu innych telewizyjnych inicjatyw: -mówiący tylko prawdę Max Kolonko, mówiąca jeszcze większą prawdę Narodowa, na swój sposób demaskatorska Podziemna TV, Niezależna Telewizja.pl racjonalna i nawet ekspercka, niestety nieobecna już „LIVE Chełstowski” autorska i chyba najbardziej zbliżona tematycznie do zamysłu twórców Racjonalista.tv. Okiem przeciętnego Polaka, wyobraziłem sobie kolejną grupę mądrych głów starających się odebrać nam cenny czas, który z powodzeniem moglibyśmy poświęcić na flirty, picie piwa czy oglądanie Kiepskich w przerwach bloków reklamowych Polsatu. Czy to się uda? O dziwo, nie wszystkie pomysły telewizyjne są skazane na niszę. Umieszczenie live-kamery w samym centrum Majdanu (Maidan LIVE – Espreso.tv) przez Michała Broniatowskiego było strzałem w dziesiątkę. Obrazy pożyczał jak wieść niesie nawet Reuters, lecz tu należy zdradzić, że pomysłodawca jest zawodowcem. Sukcesu telewizji Republika.tv opisywać nie ma sensu, gdyż tego rodzaju źródła dysponują niestygnącym gronem zapiekłych fanów nawet gdyby prezentowały wyłącznie obraz kontrolny. Czy racjonalizm podany w formule podobnej do „Areopagu Gdańskiego” (takie tchnienie poczułem oglądając zwiastuny) sprzeda się na obecnym rynku, czy wywrze jakiś wpływ na świadomość społeczną? Jak mawiają specjaliści „ile włożysz, tyle wyjmiesz” (czasu, środków i pracy). Pierwsze komentarze są optymistyczne, choć nie brakuje w nich tęsknoty za nowoczesną, „tabloidowo-przebojową” formułą. Cóż, dziś trzeba być głośnym, kolorowym, szybkim i łamać normy by dać zauważyć się, a chcąc kreować, trzeba być widzialnym – tak nas wychowały „tradycyjne” media.

Racjonaliście.tv przyda się bez wątpienia kapitał (podobno min. Zdrojewski dysponuje nadmiarem) i spora rezerwa stalowych nerwów, gdyż rozwój tej inicjatywy bez wątpienia nie zostanie przemilczany przez drugą stronę mocy. Racjonalizm czy realizm, są groźniejsze niż gender lub demokracja, dlatego już dziś na miejscu twórców przejrzałbym własne genealogie, przynależności polityczne dziadków oraz dalekich krewnych. Nawet gdy działanie to, mające na celu wyeliminowanie „punktów zapalnych” nie ma najmniejszego sensu, skoro rywal o rząd dusz w razie ich braku coś sobie sam wymyśli, to przynajmniej łatwiej zorientować się, z której strony nastąpi atak i jakoś się do niego przygotować (sporządzić obszerne wyjaśnienia). Religia w szkole, religia w przestrzeni publicznej, jak wystąpić z kościoła – zapowiedzi twórców brzmią interesująco. Największym wrogiem wydaje się czas, który autorzy chcą nam zabrać. Skoro nie żądza krwi to tylko sympatia może przykuć widzów do monitorów, a sympatia to budowanie „społeczności racjonalista.tv”, dbałość o ciekawą ofertę – trochę pracy. Osobiście liczę na archiwizowanie odcinków, dzięki czemu będzie można do nich zaglądać w wolnej i dowolnej chwili.

Twórcom wytrwałości na nowej drodze Życzę!
Start, dziś o godzinie 19:00, 21 marca, na kanale http://www.racjonalista.tv
(link do zwiastunów w YouTube – kliknij w logo)


rac

ROSYJSKIE CNOTY

Władymir Putin, w trakcie spotkania z członkami Soboru Biskupów (prawosławnych) w lutym 2013 r., które odbyło się na Kremlu stwierdził, że Patriotyzm, Wiara i Siła Ducha to nieodłączne cechy rosyjskiego charakteru narodowego. Cechy te, w jego opinii, pomogły w przezwyciężeniu zamętu w 1612 roku oraz odniesieniu licznych zwycięstw w wojnach 1812, 1941-45. Potępił zaszczuwanie cerkwi i podważanie fundamentów narodowych w czasach ZSRR wskazując, że postawa ta była powodem rozbijania jedności państwa, wstrząsów, rewolucji oraz bratobójczych wojen. Rozbijanie państwa i wstrząsy, to jak słusznie domyślacie się: rozpad ZSRR czyli odzyskanie suwerenności i niepodległości m.in. przez tak rdzenie rosyjskie terytoria jak Polska, Łotwa czy Estonia.

Rosja bez przewodniej roli religii i nacjonalizmu nie radzi sobie z utrzymaniem państwa. Za komuny wszystko się rozlazło, jacyś Czeczeni, Ukraińcy, Łotysze czy Polacy zaczęli przebąkiwać o wolności, jakby całkiem zanikła w nich duma z rosyjskości. Jeszcze gorsza jest demokracja i wolny rynek. Po obu wojnach światowych, społeczeństwom zgniłego zachodu odechciało się umierać za imperatorów i wprowadziły jakiś pokraczny ustrój, który rozleniwił je i zepsuł. Nacje te stały się słabe, wrażliwe i strach ogarnia co by było gdyby tak i w Rosji? Religia i nacjonalizm – one way! Co z tego, że w demokracji ludziom żyje się wygodnie, gdy brakuje im ducha (dumy), wiary i patriotyzmu? Gdyby posiadali te cechy radziliby sobie znacznie lepiej.

Świat nie będzie bezpieczny dopóki nie zdechnie ostatni imperator.

Siła imperatora wynika z naiwności poddanych, którzy przelewają krew za zgrabne hasła, symbole i samego imperatora nie mając w tym praktycznie żadnego interesu. Lud najwyraźniej nie wyciąga wniosków z wojen, krwi, niewoli i wielkich cmentarzy. To właściwie dziwne, że ludzie mogą być aż tak głupi ale głupota nie bierze się znikąd. Imperium musi działać w izolacji, gdyż tylko dzięki niej propaganda jest w stanie przekonać obywateli do tego, że umieranie lub głodowanie za interesy garstki cwaniaków z wielkim wodzem na czele jest dla narodu układem korzystnym. W świecie bez cenzury nie wyklułby się żaden super-wódz.

Pozostaje kwestia bieżącej obrony przed kilkoma z ambicjami. Tu świat dostał lekkiej zadyszki i nie na moją głowę rozstrzyganie skuteczności sankcji. Jakimś pocieszeniem jest to, że zamiast ograbić całe mieszkanie nasz imperator zadowolił się buchnięciem złotej papierośnicy z szafki na buty w przedpokoju, do której własności oprócz niego samego prawdopodobnie nikt nie uzna. Trudno, cena zwycięstwa.

Crimea copy

Szczególne wyrazy uznania dla popierających imperatora.

DEMOKRACJA – NA SKRÓTY

patol

Gdy pada pytanie o pochodzenie wielu otaczających nas absurdów, sięgam niekiedy po barwną choć dosadną metaforę: „Co zrobią ludzie na przystanku, gdy jeden z oczekujących postanowi załatwić się w samym środku wiaty?”. Nikt rozumny nie zakłada takiej sytuacji, dlatego też nikt nie wie jak zareagować. Skutkiem jest chaos, spór, działania na własną rękę. Najsmutniejsze jest to, że różnej maści „podpierzynowi powstańcy” dostrzegają w otaczającej rzeczywistości całą masę podobnych luk, które w ich mniemaniu aż proszą się o wykorzystanie. Przyjęliśmy np. że nie bierzemy sobie gazet wystawionych przed kiosk lub w trakcie pokoju protestujemy pokojowo. Doskonale wiemy o tym, że można protestować niepokojowo i z widłami, jednak dla „podpierzynowych powstańców”, pokojowość innych świadczy o ich słabości, nieskuteczności, frajerstwie czy choroba wie czym jeszcze.

Wyłamywanie się ze zdroworozsądkowych społecznych umów – szczególnie tych nieregulowanych prawem – jest pokłosiem myślenia „idź na całość bo inaczej czegoś nie zdobędziesz”. Mylone jest jednak zaangażowanie z taranowaniem, często wybraną drogę na skróty określa się mianem sprytu czy wybitnej strategii.

Na skróty

Wzór pt.:”na skróty” pasuje do ogromnej masy spraw, to pojęciowy kontener. Drogą na skróty jest korupcja, kolesiostwo, ściąganie w szkole, cały marketing, bankowość. Do wielu z tych dziedzin dorobiliśmy zgrabną filozofię typu „kto ściąga to jednak się uczy”,”manipulując wynikami sprzedaży, możemy przecież nakłonić kogoś do zakupu produktu, którego potrzebuje” lub „co z tego, że pożyczamy wirtualne pieniądze skoro za 50 lat ktoś je w końcu spłaci”. Nie mając filozoficznego zacięcia można stwierdzić: „taki jest świat, tacy są ludzie, tak było, jest i będzie, trzeba się dostosować”. Nie reagujemy, starając się nie dostrzegać szkodliwości zarówno własnych reakcji jaki i ocenianych działań. Powstaje jednak pytanie o sens tworzenia różnych społecznych umów i norm? 99% uczciwców mozolnie porusza się wyznaczonym prawem i zasadami torem, gdy ktoś przemyka szybko leśną przecinką i śmieje się z reszty z pozycji lidera. Zażenowanie, które ogarnia pozostałych uczestników wyścigu jest bolesne, czują się oszukani, tworzą teorie spiskowe mówiące o tym, że ktoś specjalnie wpajał im zasady, które skazują ich na przegraną.

Zdarza się, że zadziała prawo karząc korzystających ze skrótów, jednak najczęściej możemy liczyć jedynie na zdrowy rozsądek lub umiar. Te niestety, okazują się bezbronne wobec słownej ekwilibrystyki czy imitowania uznanych norm – stosowanych ze szczególnym upodobaniem przez polityków. Doskonałym przykładem „zabawy słowami” jest dyplomacja.

Oburzenie i głębokie oburzenie – odnosi się do działań drugiej strony, które stanowią naruszenie norm prawnych lub powodują poważne szkody, straty lub ofiary ludzkie. Stosowane np. w sytuacji naruszeń praw człowieka, siłowych represji, prześladowania ludności cywilnej, mniejszości itp.” – objaśnienie: Jan Wojciech Piekarski – ambasador RP w Belgii, Luksemburgu i Izraelu.

Podobnie gładko można nazwać i wprowadzić cenzurę, prawo do siłowej pacyfikacji protestów czy decyzję o agresji militarnej. Okraszenie pozorami demokratycznej prawomocności jest kolejnym etapem. Często bierzemy rzeczy dosłownie i nie czytamy treści zaszytej w słowach. To w odpowiedzi na taki stan rzeczy, pojawiła się m.in. koncepcja nazywania rzeczy po imieniu.

Co nam pozostaje? Na ogół nie lubimy zwracać innym uwagi i dzieje się tak z różnych powodów. Nie chcemy być tym znienawidzonym czepialskim kapralem, uważamy, że dorosłym pewnych spraw nie powinno się już tłumaczyć, uznajemy, że i tak mamy g. do powiedzenia albo obawiamy się, że za wyrażenie obiekcji oberwiemy w pysk. Cicho pod nosem marzymy o jakimś silnym przywódcy pozbawionym doskwierających nam skrupułów , który „zrobi porządek”, czyli zrobi go za nas. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, że ten tok rozumowania prowadzi wprost do dyktatury, którą z upodobaniem zechcemy również obalić.

Jak protestować?

Byłem zaskoczony 32. zagadnieniem z listy, na podstawie której buduje się ranking stanu demokracji. Brzmi on następująco: „Przygotowanie ludności do udziału w legalnych demonstracjach” i trzy możliwe odpowiedzi: wysokie, średnie, słabe. (wybór odpowiedzi, zależy od procentowego udziału lub zainteresowania udziałem ze strony obywateli w zgodnych z prawem demonstracjach).
Czy wiemy jak protestować? Czy organizowane w Polsce protesty są zgodne z prawem? – np. Marsz Niepodległości zmusza do zadania pytania o to, czy część b.aktywnych uczestników choćby mętnie wie o tym, czym jest protest/manifestacja w czasie pokoju? Tak naprawdę mało wiemy na ten temat, a już zupełnie nie wiemy jak protestować aby przyniosło to jakiś skutek. Władza unika tematu, gdyż musiałaby przedstawić sposób wywierania wpływu na samą siebie i jedynie dla pozoru obmyśla reguły dotyczące kształtu czapek czy trajektorii pochodów – traktując protest (mający jakiś konkretny cel) niczym ruch drogowy. W takich niedopowiedzianych obszarach rodzą się wszelkie patologie. Dyskusja o regułach i ich upowszechnianie (edukacja) jest ważna, szczególnie w kontekście zdarzeń, które ukazały nam, że protest może prowadzić do nie całkiem planowanej zmiany systemu a nawet ‚geopolityki’.

Czy pocieszeniem lub rozgrzeszeniem jest to, że „na skróty” działa nie tylko u nas?