NIEŁATWO RZĄDZIĆ POLAKAMI

by romskey

Dopóki jest dobrze, dopóki można wypić za czyjś sukces lub postępy – gotowi jesteśmy nosić faworytów na rękach. Jednak błąd, potknięcie czy porażka zmieniają diametralnie nasze nastawienie. Wiedzą o tym sportowcy, muzycy a już na pewno politycy. Trudno powiedzieć, czy wynika rzecz z goryczy wywołanej kolejnym uświadomieniem sobie, że nic nie jest warte dłuższego zaufania, inwestycji czy może podświadomie liczymy na to, że komuś powinie się noga? Polski entuzjazm jest silny ale płytki, bardzo łatwo zmienia się w nienawiść i to skrajną. Właściwie sami jesteśmy sobie winni, gdyż trudno uzasadnić wiarę w to, że zwycięstwa będą wieczne, wielkie zmiany szybkie, realizacje zgodne z pierwotnym zamysłem. Pompujemy bańki spekulacyjne oczekiwań do niemożliwości, a te, jak to bańki – lubią pękać.

Nie lubimy dawać kolejnych szans i rozglądamy się za kolejnym „zbawcą” lub w imię irracjonalnie pojmowanego honoru, walczymy do krwi ostatniej tonąc wespół z „przegrywającym wodzem”. Tkwią w nas wzorce postaw zaczerpnięte choćby z Sienkiewicza, który dla pokrzepienia serc napisał nam heroiczną historię, tyle że staramy się naśladować byty nierzeczywiste, wyidealizowane i odczłowieczone a raczej tak ludzkie jak żaden człowiek.

Realizm i praktyczność są nam obce. Zdajemy się wierzyć w to, że ludzie wyjątkowi spadają z kosmosu. To, że osiąganie czegokolwiek wiąże się z ciężką pracą i cała masą błędów jest dla nas abstrakcyjne. W zasadzie mamy prawo tak sądzić, skoro w Polsce o byciu kimś czy osiągnięciach decydowały i wciąż decydują pieniądze lub układy. Popatrzmy jednak na siebie z perspektywy władzy lub kogoś kto po władzę chce sięgnąć. Gdy wie, że po ewentualnym błędzie rozszarpiemy go na kawałki, to nie wykona żadnego ryzykownego kroku. Opcja druga jest taka, by złapać Polaków za mordę na tyle silnie, że rozszarpać nikogo nie będą w stanie.

Bezruch i frustracja lub tyrania i powstanie.
Trzemy gołą dupą o potłuczone szkło.

cla
(fot:trendhunter.com)

Advertisements