SZACUNEK PO POLSKU

by romskey

scun

Dla jednych oznacza uniżoność względem siebie lub innych. Kolejni uważają, że chodzi o nieustanne wyrażanie formułek „proszę, dziękuję, dzień dobry” (kultura osobista, grzeczność). Następni szacunek łączą z pojęciem tolerancji dla współplemieńców a bliżej nieokreślona grupa ludzi (do której zaliczam się), postrzega szacunek bardziej ‚globalnie’, jako szacunek dla praw drugiego człowieka. Skutek jest taki, że bardzo różnie odbieramy brak szacunku. Dla jednych brakiem szacunku jest podanie ręki przy powitaniu na stojąco bez pocałowania w sygnet, dla drugich problemem będzie „witam” zamiast „dzień dobry Panu (koniecznie z dużej litery)”, itd. itd. Czy to oznacza, że nie mamy problemu z brakiem szacunku a jedynie inaczej go rozumiemy i mamy odmienne oczekiwania względem otoczenia?

Niestety prawda jest przykra i nieco głębsza. W całym „bloku wschodnim” dokonano katastrofalnego zdehumanizowania społeczeństw. Wartość idei postawiono ponad wartością człowieka. Stawaliśmy się masą, „partią”, proletariatem, w których jednostka była zerem o czym wspominał klasyk. Patrząc na dowolną zbiorowość, widzieliśmy „naszych” lub wrogów, nie widzieliśmy ludzi. Gdy do okresu tzw. komuny (PRL) dołączymy okupację i wcześniejsze rozbiory zauważymy to, że każdy najeźdźca usilnie zabiegał o pozbawienie nas jakiejkolwiek indywidualnej tożsamości. Czy 200 lat z małymi przerwami to wystarczający czas by zmienić społeczną mentalność? Nie mam złudzeń.

Zaczynając od podstaw, należałoby dostrzec człowieka. To trudne, gdyż należałoby zauważyć go nie tylko w Żydzie, muzułmaninie, Rumunie czy komuniście, ale w piszewiku, geju, katolu, prawaku czy lewaku. Oczywiście nie cierpię na humanistyczną nadpobudliwość spod znaku Amnesty International i daleki jestem od szanowania człowieka w Trynkiewiczu, Stalinie, Mengele czy wszystkich tych, którzy swoim świadomym dziełem zaprzeczyli przynależności do gatunku ludzkiego. Nie powinniśmy takich ludzi naśladować w działaniu a nawet w punkcie widzenia, który na ogół uważamy za niegroźny. Istotą sprawy jest to, że nierzadko stosujemy nie całkiem sprawiedliwe uogólnienia i na nic zda się wyrażana uwaga o treści „może nie wszyscy z nich to kanalie, ale większość”.

Nie chcę się rozpisywać nad pozostałymi kontekstami, pozostawiając Wam trochę miejsca na skojarzenia. Dobrze byłoby, zobaczyć w drugiej istocie (także widzu, wyborcy, pracowniku, kliencie, petencie) człowieka, następnie Polaka, potem kogoś kto posiada jakiś życiowy dorobek (nie tylko komucha, skurwysyna, złodzieja itd.). Nie musimy zgadzać się ze sobą, nie musimy nawet rozmawiać, możemy krytykować się, ale wymienione podstawy wystarczyłyby by podnieść nieco poprzeczkę i doczekać się tego, by np. po zaciekłej kampanii wyborczej zobaczyć podanie sobie dłoni a nie spektakl niechęci, wyższości, pogardy, arogancji, ignorancji, nienawiści (żalów przegranego).
W przestrzeni publicznej (w obiegu opinii) – tu uśmiech w stronę Stanów Zjednoczonych skąd pochodzi pomysł – moglibyśmy zadbać o to, że jeżeli chcemy komuś przypieprzyć tekstem nie zapominajmy o „prawie riposty”. Prawo riposty, to powiadomienie obsobaczanego o zamiarze obsobaczania lub umożliwienie mu odniesienia się do stawianych zarzutów (tu oko w stronę moderujących blogi i portale). Można pamiętać, że szacunek dla rywala czyni zwycięstwo szlachetnym.

A jak do tego się zabrać? Może pomoże C.Jung:
„Nie da się zmienić ciemności w światłość, ani apatii w ruch bez udziału emocji”.

Obejrzyjcie koniecznie (na filmie Rosja).

Reklamy