PRAWO OBRONY

by romskey

Niedawno wdałem się w dyskusję z „marzycielem”. Roztaczał przede mną wizję świata dialogu, zmieniania siebie i zarażania innych tym zmienianiem. W którymś momencie – zastanawiając się dlaczego „bojkotuję” poglądy, które uważam za słuszne – stwierdziłem: jestem realistą. Rozmowa dotyczyła ogólnie polityki, twierdziłem, że podczas wyborów należy opowiedzieć się po którejś ze stron, wyrazić w ten sposób swoje poglądy, przekonywałem że konflikt jest nieodłącznym elementem cywilizacji, że nie można go uniknąć. Moje argumenty padały na niepodatny grunt. Słyszałem o tym, że można zachować bezstronność, że należy wszystkimi sposobami oddalać widmo bezcelowej politycznej napierdalanki. W którymś momencie rzuciłem: „przekonaj kościół”…

To nie jest tak, że np. „dialog” można kreować jako formę wyjścia z sytuacji. Dialog i podobne wspaniałe rzeczy, o których wspominał mój rozmówca należy wywalczyć przełamując m.in. bojkot dialogu. Nie w wojnie napastniczej, lecz w wojnie obronnej(!), do której mamy prawo, tak jak do obrony własnej, do obrony koniecznej.

Wciąż zdajemy się nie zauważać tego, że agresorzy wdziewają z uwielbieniem szatki atakowanych ofiar a chcąc narzucać innym swój kołtuński ład łamią wszelkie reguły. Ponad głowami ludzi ustalają kto jest zniewolony, kto upodlony i kogo należy za wszelką cenę bronić co wg. nich usprawiedliwia wykorzystywanie w tych „szczytnych” celach szantażu, pogardy, nienawiści, oszczerstw. Mowa o niechęci do sporu z nimi – jest tym samym co zachęta do zaprzestania obrony.

kyr

Reklamy