Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Styczeń, 2014

PERSWAZJA

Czasem pojawia się temat, z którym nie wiadomo co zrobić. Z jednej strony chciałoby się wykrzyknąć „Eureka!”, z drugiej zaś, pojawia się wątpliwość: „ale przecież tak postępują zwykli ludzie i to w pozytywnych celach”. Jak nie wylać dziecka z kąpielą? Polityka, religia, media, handel toną w morzu nadużywanej perswazji, gdy z perswazji korzystamy także my w zwykłym codziennym życiu kierując się zgoła odmiennymi pobudkami. Jak oddzielić „złą” perswazję od tej „dobrej” a może w ogóle dobrej nie ma? Eksperci tematu ustanowili prostą granicę „Perswazja, która ma przynieść szkodę drugiemu człowiekowi – to manipulacja, zaś perswazja (w dobrych celach) to po prostu perswazja”. Niewielki pożytek z tej racji, gdyż wciśnięcie komuś niepotrzebnego produktu trudno rozpatrywać w kategoriach dobra lub zła. Być może warto wyznaczyć inną granicę: „Jeżeli celem perswazji jest nakłonienie człowieka do podjęcia jakiegokolwiek działania – to mamy do czynienia z manipulacją czyli próbą wywarcia nań wpływu, osiągnięcia nad nim przynajmniej chwilowej władzy”.

I STRACH
Najprostsza definicja perswazji, której nie znajdziecie w Wikipedii brzmi „Perswazja to wywieranie wpływu za pomocą emocji”. Najskuteczniejszą emocją, która jest w stanie nakłonić drugiego człowieka do określonego działania jest strach. „Zawiąż buty bo się przewrócisz”, „załóż czapkę bo się przeziębisz”, „nie ubieraj się seksownie bo cię zgwałcą”, „chodź do kościoła bo pójdziesz po śmierci do piekła” czy „za pięć minut kończy się promocja i ominie cię samo dobro, taka szansa nie powtórzy się”.

II MOWA PRZEZ AUTORYTET
Gdy nie zadziała strach możemy sięgnąć po własny przykład lub kogoś kogo dana osoba szanuje, uznaje za wiarygodną, za autorytet. Emocja która pojawi się to zawstydzenie lub ambicja dorównania komuś.

III JEDNOSTRONNE UZASADNIENIA
Gdy nie zadziała „mowa przez autorytet” możemy sięgnąć po argumenty za i przeciw markujące odwołanie się do rozsądku słuchacza lub słuchaczy. Sedno tkwi w tym, aby argumenty „przeciw” natychmiast obalać, a „za” zostawiać takimi jakimi są i na nich zakończyć. Emocją, która zadziała przy tej metodzie jest potrzeba dokonania mądrego wyboru, słusznego, w skrócie „nie wyjść na idiotę”.

IV WŁAŚCIWOŚĆ KOLEJNOŚCI
Gdy nie zadziała żonglerka argumentami „za i przeciw”, możemy skorzystać z „kolejności prezentacji”. Większość ludzi czyta i przyswaja tylko wstępy czytanych tekstów, podobnie jest z kolejnością wystąpień. Pierwszy mówca ma większe szanse dotrzeć do odbiorcy gdy sprawa nie jest pilna (to co pierwsze lepiej zapisuje się w pamięci). Gdy decyzja której oczekujemy ma zapaść tuż po wszystkich wystąpieniach najlepiej być ostatnim. Wtedy można odegrać małą emocjonalną szopkę dla wzmocnienia efektu.

V DOBÓR TONU WYPOWIEDZI
Wśród metod oddziaływania odnajdujemy także wykorzystywanie różnicy wiarygodności pomiędzy manipulatorem a odbiorcami. Człowiek wiarygodny, może powiedzieć o wielu sprawach wprost i przedstawić swoje stanowisko bardzo twardo. Gdy odbiorca przerasta go np. intelektem, powinien złagodzić ton swojej argumentacji.

————————————————- * * * ————————-

Wyobraźmy sobie (uwaga! słowo „wyobraź sobie” jest bardzo łatwym sposobem wywołania otwartości u odbiorcy, gdyż przestrzeń naszych wyobrażeń uważamy za podległą jedynie nam, a więc czujemy się całkowicie bezpiecznie), że ktoś stosuje wszystkie opisane metody jednocześnie, czyli:
1) oddziałuje emocjami sugerując, że zagrożenie jest tuż, tuż, że dotknie odbiorcę jak grom z nieba. 2) przekonując mówi „przez autorytet” (o ile go posiada): „ja bym tak postąpił” lub „X tak postępował” (jeżeli autorytetu nie posiada). 3) gdy przedstawia argumenty „za” i „przeciw” ale obala tylko przeciw a w finale przedstawia tylko „za”. 4) gdy posiada możliwość moderowania dyskusji czyli ustalania kto i kiedy zabiera głos. 5) gdy tonuje wypowiedzi mając za słuchaczy ludzi rozumnych, a wygłasza bardzo twarde stanowisko tam gdzie jest rozumniejszy od odbiorców…

Kogo ujrzycie? Zobaczycie znanych ludzi mediów, handlarzy, polityków, duchownych. Wszystkich tych, którzy chcą abyśmy podjęli korzystną dla nich decyzję. Zobaczycie tych, którzy nie chcą naszych wątpliwości czy rozsądku i zrobią wszystko abyśmy wątpliwości nie mieli lub zostali szybko przekonani do tego co jest rozsądne, a co uczyni z nas głupców. Te kilka prostych reguł posiada moc tornada w przypadku oddziaływania zarówno na jednostki jak i tłum (jednostka na ogół odruchom tłumu ulega – nawet wbrew sobie, gdyż nie jest w stanie tłumowi przeciwstawić się). Kształty kongresów partyjnych, mszy, sklepowych promocji czy programów publicystycznych opiera się na tych kilku wymienionych fundamentalnych zasadach. Nie jest przypadkiem to, w którym momencie mszy pojawiają się krążący z tacami, nie jest przypadkiem to, kto i co w trakcie publicystycznych programów mówi ostatni, nie jest przypadkiem to, że okresy przedwyborcze obfitują we wzmożenie kongresowe i objazdy gospodarskie (choć wydawałoby się, że zdanie wyrabiamy sobie przez np. 4 lata poselskiej kadencji), nie jest przypadkiem to, że już za chwilę stracimy szansę uzyskania pożyczki wysokości 10 tys bez zbędnych formalności w 15 minut.

Wiedza jest emocjonalnie nijaka. Do wiedzy zwykle docieramy sami, z czystej ciekawości, nierzadko samotnie, nie szukamy rozgłosu. Wiedzą dzielimy się bezinteresownie, dla samej wiedzy, nie oczekujemy żadnego efektu. Kiedykolwiek przyswajając jakiś przekaz (rzekomo informacyjny czy wzbogacający naszą wiedzę) czujemy strach, wstyd, odbierającą komfort niepewność, kiedy nie dostajemy czasu na spokojne przemyślenie czegoś, kiedy czujemy, że musimy opowiedzieć się, kiedy czujemy, że jesteśmy prowokowani i mamy wykonać ruch, którego 15 minut wcześniej brzydzilibyśmy się… – to po prostu wiedzmy że staliśmy się przedmiotem manipulacji, perswazji, obiektem czyjegoś nacisku, celem nad którym ktoś chce przejąć choćby na chwilę kontrolę.

Nie będę wymieniał nazwisk liderów żonglerki „pięcioma metodami”, gdyż takie wskazanie byłoby samo w sobie manipulacją z mojej strony. Poobserwujcie sobie świat wokół i zwrócicie uwagę na to kto, kiedy i jak mówi, dostrzeżcie kto kurczowo trzyma się pięciu prostych reguł (niekoniecznie jednocześnie gdyż ważne są okoliczności), zastanówcie się nad formą a nie jedynie treścią. Gdy podejdziecie do tematu rzetelnie, Wasze widzenie świata może mocno zmienić się.

power

Reklamy

WIĘZIENIA MILLERA

Wsłuchując się w głosy części komentatorów na temat więzienia CIA w Polsce czy wydarzeń na Ukrainie, przypominają się mi słowa Karola Modzelewskiego, który z przygnębieniem relacjonował czas przemian ustrojowych a konkretnie to, że ludzie, będący ‚jeszcze niedawno’ częścią robotniczej Solidarności (odnajdując się materialnie w nowych realiach) o solidarności szybko zapominali. Dość szybko zaczynali traktować robotników jak klasę niższą, roszczeniową hołotę, leniwych beneficjentów pomocy socjalnej. To w tym czasie kształtowało się w Polsce – zarówno wśród polityków jak i części społeczeństwa – pokolenie twardych zachodnich konserwatystów spod znaku Nixona czy Thatcher, z tą małą różnicą, że rodzimi przedstawiciele nurtu byli do szpiku kości przesiąknięci mentalnością peerelu. To złowroga mieszanka, gdyż republikański konserwatyzm (stawiający interes państwa i prawa nad interes społeczny) wyzuty z szacunku dla jednostki niesie ze sobą nazbyt wyraźny swąd dyktatury.

Czy państwo ma prawo mieć tajemnice? Oczywiście, pod warunkiem, że te tajemnice nie gwałcą praw miejscowych i międzynarodowych umów, których przestrzeganie decyduje o naszej przynależności do demokratycznej, międzynarodowej wspólnoty. W krytykowanych przeze mnie opiniach pojawia się niestety typowy dla Polaków ludowy akcent „wolność Tomku w swoim domku”, który można opisać jako możliwość rozwiązywania problemów wysokiej wagi po cichu, z naruszeniem uznanych norm czyli niejednokrotnie po trupach. Cel uświęca środki, historia mnie rozliczy – to slogany mające usprawiedliwić taki tok rozumowania, choć bez większej refleksji pozostaje odpowiedź na pytanie o to, czy w demokracji, grupa wpływowych ludzi może w sposób tajny, pozornie w imieniu całego społeczeństwa powziąć decyzję o odstępstwach wobec fundamentalnych praw i zasad? Czy trzeba przypominać o tym, że w demokratycznym państwie takie osoby uzyskują wspływy dzięki zaufaniu wyborców, ufnych w to, że chroniące ich prawa będą respektowane?

Prawdopodobnie nie dowiemy się tego, czy w Kiejkutach torturowano ludzi, choć sama możliwość stworzenia w naszym kraju takiej strefy powinna nas przerażać i nie tylko dlatego, że nikt z nas nie chciałby do takiego trafić gdyby np. padło nań niesłuszne podejrzenie wspierania terroryzmu. Społeczeństwo nie musi posiadać wiedzy o lokalizacji czy celu powstania takich ośrodków i należy tu wyraźnie podkreślić, że torturowanie nie było celem lecz domniemaną metodą pozyskiwania informacji, jednak społeczeństwo powinno mieć pełne zaufanie do władz, czyli tego, że wszelkie tego typu inicjatywy realizowane były, są i będą z poszanowaniem praw i bezpieczeństwa obywateli. Znamienne jest to, że władze USA okazały się bardziej przykładać wagę do wspomnianych reguł tworząc ośrodki poza terytorium własnego kraju np. w Guantanamo. Niewątpliwie wizerunek L.Millera został poważnie naruszony. Z jednej strony, L. Miller kreujący się na polityka wojującego wraz ze swoim ugrupowaniem o transparentność działań państwa a z drugiej skłonny do tworzenia tajemnic za 15 mln. dolarów.

Nie ulega wątpliwości to, że przed igrzyskami zimowymi w Soczi, Polsce przypominane będą niezbyt chwalebne oblicza naszego kraju takie jak antysemityzm i rasizm stadionowy (CNN) czy „Kiejkuty” (Washington Post). Olimpiada skupia globalną uwagę dając okazję subtelnego dyscyplinowania członków wspólnoty międzynarodowej. Oby ta lekcja była dla nas nauczką na przyszłość, a nie problemem, którym należy dopiero rozwiązać tak jak w przypadku Putina i zwolnienia Chodorkowskiego.

hrights

TEN KRAJ ZWARIOWAŁ: WOŚP

pfr

Jurek Owsiak apeluje: „Prosimy miliony rodaków, którzy skorzystali z działań Orkiestry – nie zostawiajcie nas z tymi potworami, którzy depczą każdą piękną ideę” Szef Orkiestry kolejny raz tłumaczy się, tym razem z pochodzenia kupionego za kredyt mieszkania, które wg. oskarżających miał zrabować z puszek WOŚP..

Odpowiadając na apel J.Owsiaka postanowiłem nawiązać w formie do popularnych telewizyjnych programów typu „PRAWDA CZY FAŁSZ”. Pod uwagę weźmiemy następujące tezy: Przyjmijmy, że atakujący J.Owsiaka nie atakują idei a jedynie uczciwość organizatora i swoim działaniem chcą podważyć jego wiarygodność. Przyjmijmy, że Owsiak przejadł się Polakom przez 20 lat kwestowania (czytaj. dziadowania). Przyjmijmy, że Owsiak wyręcza państwo. Przyjmijmy, że pacyfikuje niezadowolenie społeczne.

Teza nr. 1. Jurek Owsiak jest złodziejem
Oskarżający Jurka Owsiaka o nieuczciwość i zagarnianie datków trafiają częściej do sądów jako oskarżeni o dystrybucję plot i pomówień niż jako oskarżyciele. Gdyby ich zarzuty posiadały realistyczne uzasadnienie, to J.Owsiak powinien znaleźć się na ławie oskarżonych lub za kratami. Czyżby rozsiewane przez nich domysły były wzięte z dupy, skoro na ich podstawie nie można nikogo oskarżyć i skazać?
Czy Jurek Owsiak jest złodziejem? FAŁSZ!

Teza nr. 2. Jurek Owsiak i WOŚP przejadły się społeczeństwu.
Ranking wysokości kwot zbieranych w trakcie Orkiestry ukazuje dość stabilny wzrost. W 1993 zebrano blisko 2.5 mln. złotych a w kolejnych latach suma ta rosła. W roku 2013 WOŚP zebrała 50 657 747,68 złotych. Wielkość uzyskiwanych kwot wskazuje na wzrost zaufania Polaków do Orkiestry.
Czy Jurek Owsiak i WOŚP przejadły się społeczeństwu? FAŁSZ!

Teza nr. 3. Jurek Owsiak wyręcza państwo
Owsiak nie robi niczego odkrywczego. Szpital może otrzymywać m.in. od pacjentów dobrowolne wpłaty na rachunek bankowy lub do kasy szpitala. Datki te są przekazywane na cele statutowe placówki. Dobrowolne i legalne wspieranie szpitali jest na świecie niebudzącym zastrzeżeń standardem .
Czy Jurek Owsiak wyręcza państwo? FAŁSZ!

Teza nr. 4. Jurek Owsiak pacyfikuje niezadowolenie społeczne
Gdy gra WOŚP Polacy mają swój ramadan i zdają się zapominać o innych problemach. WOŚP gra jednak od 20 lat (ile to kadencji? Ile różnych rządów?) czy dopiero teraz owsiakowa orkiestra okazała się groźna dla interesu społecznego? Trudno sądzić, że zlikwidowanie WOŚP byłoby właściwym krokiem ku polepszeniu sytuacji w kraju.
Czy Jurek Owsiak pacyfikuje niezadowolenie społeczne? PRAWDA!

Jurek Owsiak został nazwany pupilem władzy choć organizowaną akcją demaskuje brak społecznego zaufania nie tylko do państwa i zarządów szpitali ale także wielu instytucji pomocowych (w tym Caritas) posiadających bardzo niejasną i chłonną rachunkowość. WOŚP jest społecznym manifestem – „wolę dać Owsiakowi niż księdzu”, „wolę orżnąć skarbówkę a do puszki wrzucę”, „nie mam kurwa wiele, ale są bardziej potrzebujący ode mnie”. Wiecie co to znaczy? WOŚP realizuje to, co nie udaje się żadnej władzy czy religii. Jednoczy ludzi różnych wyznań i przekonań w imię zrobienia czegoś uniwersalnie dobrego – bez nienawiści, szczucia, walki. WOŚP wyzwala w ludziach dobro.

owsiak

POLITYK IDEALNY I MEDIALNE BAJANIE

Większość obiegowych ocen sytuacji w kraju nie kreuje rząd czy obywatele lecz media. To za sprawą mediów masowo dowiadujemy się o niedrożnych torach, Trynkiewiczu, fotoradarach czy wypadkach. Publiczna uwaga koncentruje się na tych sprawach „dzięki” czemu powstają soczyste choć niezbyt rzeczywiste wizje panujących realiów, obowiązujących w państwie norm, wyzwań i priorytetów. Czasem zastanawia to, że blisko 200 innych Trynkiewiczów, który wyszli i wyjdą na wolność nie wzbudziło i nie wzbudza powszechnego niepokoju lub to, że liczba ewidentnych zabójstw dzieci przez matki umknęła powszechnej uwadze, bo ważna była Katarzyna W. Owszem, nie wiedzieliśmy o pozostałych sytuacjach („władza coś przed nami ukrywa!” – twierdzą spiskowi teoretycy) i możemy mówić o ujawnieniu przez media poważnej patologii… jednak, cóż to za patologia, której nie zauważamy na co dzień? Tory zasypane – można przywalić Tuskowi lub bronić mówiąc: „Sorry, mamy taki klimat” – jednak ilu z krytyków lub sympatyków władzy zabierających głos w dyskusji nie jechało pociągiem od lat? „Ale mogą jechać”, „Ale możemy mieć dzieci, które mogą zginąć” – usłyszymy niechybnie w odpowiedzi i tak koło obłędu zamyka się, bo świadomość rzeczywistej skali problemu zostaje całkowicie zatarta.

Domaganie się przeprosin czy dymisji polityków pod wpływem wrzawy medialnej jest absurdem. Czego tak naprawdę oczekujemy od nich? Pokajania się za nadejście zimy? Za błąd lekarza? Zima paraliżuje nierzadko lotniska i jest cicho gdyż są w zasadzie prywatne. Dlaczego nie protestujemy? Gdziekolwiek tkwi choć kilka procent udziałów państwa uznajemy za obowiązek zrzucić na owe państwo pełną odpowiedzialność. Znajmy umiar.

Polityk idealny to taki, który jest odpowiedzialny za swoje działania i potrafi skutecznie likwidować napotkane nieprawidłowości. Logicznie rzecz biorąc gdy powstaje problem (nawet medialny), powinniśmy interesować się tym jakie kroki polityk podjął, czy przyniosły one oczekiwany skutek. Perspektywa rozliczeń przesuwa się w takim przypadku w przyszłość, co nie jest nam w smak, bo przecież tak bardzo lubimy rozliczać „tu i teraz!”.

Medialna tuba zniekształca obraz rzeczywistości (np. czy wiemy o tym, że pijani za kierownicą dokonują ok. 8% wszystkich wypadków?), generuje i nagłaśnia „niusy” odległe od żywotnych problemów obywateli. Oczywiście słyszymy od ludzi mediów, że stoją na straży naszych interesów i informują nas, choć większość Polaków jest jak ów cichy petent w kolejce do urzędu śniący o tym, że „może za rok, ktoś zajmie się moją sprawą”. Daliśmy mediom wolność słowa, daliśmy im władzę oraz narzędzia kontroli – jednak czy one nie zapomniały się w korzystaniu z tychże? Współcześnie media dostarczają nam żeru a nie informacji i dziwić się, że skutkiem są reakcje właściwe żerowisku.

Kończąc dzisiejszą notkę postanowiłem sparafrazować Petera Ferdinanda Druckera okrzykniętego najwybitniejszym pionierem teorii zarządzania na świecie:

„Charakteru państwa nie określa jego nazwa, konstytucja czy prawo. Określają go potrzeby obywateli, które zostają zaspokojone lub nie. Zadowolenie społeczne powinno stanowić misję i cel każdej władzy państwowej. Odpowiedź na pytanie, „jakie jest państwo?”, można uzyskać, jedynie patrząc na nie z punktu widzenia zwykłego obywatela i rzeczywistej sytuacji”.

pml

PRAWO OBRONY

Niedawno wdałem się w dyskusję z „marzycielem”. Roztaczał przede mną wizję świata dialogu, zmieniania siebie i zarażania innych tym zmienianiem. W którymś momencie – zastanawiając się dlaczego „bojkotuję” poglądy, które uważam za słuszne – stwierdziłem: jestem realistą. Rozmowa dotyczyła ogólnie polityki, twierdziłem, że podczas wyborów należy opowiedzieć się po którejś ze stron, wyrazić w ten sposób swoje poglądy, przekonywałem że konflikt jest nieodłącznym elementem cywilizacji, że nie można go uniknąć. Moje argumenty padały na niepodatny grunt. Słyszałem o tym, że można zachować bezstronność, że należy wszystkimi sposobami oddalać widmo bezcelowej politycznej napierdalanki. W którymś momencie rzuciłem: „przekonaj kościół”…

To nie jest tak, że np. „dialog” można kreować jako formę wyjścia z sytuacji. Dialog i podobne wspaniałe rzeczy, o których wspominał mój rozmówca należy wywalczyć przełamując m.in. bojkot dialogu. Nie w wojnie napastniczej, lecz w wojnie obronnej(!), do której mamy prawo, tak jak do obrony własnej, do obrony koniecznej.

Wciąż zdajemy się nie zauważać tego, że agresorzy wdziewają z uwielbieniem szatki atakowanych ofiar a chcąc narzucać innym swój kołtuński ład łamią wszelkie reguły. Ponad głowami ludzi ustalają kto jest zniewolony, kto upodlony i kogo należy za wszelką cenę bronić co wg. nich usprawiedliwia wykorzystywanie w tych „szczytnych” celach szantażu, pogardy, nienawiści, oszczerstw. Mowa o niechęci do sporu z nimi – jest tym samym co zachęta do zaprzestania obrony.

kyr

ŚWIECKIE PAŃSTWO – ZROZUMIEĆ

Barack Obama przemawiając do wiernych zgromadzonych w jednym z kościołów stwierdził: „Mogę być przeciwny (np.) aborcji z powodów religijnych, ale jeżeli chcę jej zakazać, nie mogę odwoływać się wyłącznie do nauk kościoła. Musze wykazać, że narusza ona wartości ludzi o różnych poglądach, w tym niewierzących. Może to być trudne dla wierzących w nieomylność biblii, jednak w pluralistycznym społeczeństwie nie mamy wyboru. Polityka zależy od umiejętności działania na wspólnym polu, wymaga kompromisu, szukania tego co możliwe. /…/ Dlatego powinniśmy działać stosownie do rzeczy, które widzimy wszyscy, wspólnych praw i zdrowego rozsądku”. W swoim wystąpieniu B.Obama zauważył również, że „religia w pewnym stopniu nie pozwala na kompromis, gdyż bóg oczekuje od wiernych wykonywania jego nakazów”.

Polityczny wymiar religii nie obejmuje takich zjawisk jak państwo. Nie zakłada przestrzegania boskich praw w ściśle określonym obszarze geograficznym. Zakłada „narzucenie” konkretnego światopoglądu wszystkim ludziom na Ziemi i w tym kontekście nie różni się zarówno od komunizmu czy imperializmu. Niewątpliwie kłopotem jest to, że nie żyjemy w religijnej próżni. Ludzkość nie dzieli się na wierzących katolików i niewierzących. Mamy wiele wyznań i każde z nich podobnie traktuje kwestię „innowierców”. Problem „myślących inaczej” religie rozstrzygają jako problem tych, których należy nawrócić zgodnie czy wbrew ich woli. Nie ma miejsca na dialog.

Czy nie warto spojrzeć na sprawę z innej strony: Jak państwo powinno chronić prawo do wiary katolików, jak zapewnić katolikom bezpieczeństwo i swobodę wyznania? Odpowiedź jest prosta. Państwo i jego prawo, muszą bronić katolików przed możliwością narzucenia im praw innego wyznania, a więc państwo i panujące prawo powinny pozostać bezstronne światopoglądowo.

Czy prawo pozbawione kontekstów moralnych może być dobrym prawem? O ile z tym prawem będą w stanie zgodzić się wszyscy, na pewno będzie prawem dobrym – bo posiadającym autorytet. Oznacza to, że takie prawo powinno zostać ograniczone i zawierać jedynie – niemal księgową, realistyczną zawartość opartą na prawdzie z którą są w stanie zgodzić się wszyscy, czyli prawdą widzialną, materialną, możliwą do niepozostawiającego wątpliwości stwierdzenia. Prawo takie nie rozstrzygałoby istnienia tego co niewidzialne, stanowiłoby jedynie kompromis, pomiędzy różnymi punktami widzenia na temat tego co niewidzialne.

Często spotykam się z tezą mówiącą o tym, że „świeckie państwo byłoby zwycięstwem ateistów”. Nie! Ateista zakłada, że bóg nie istnieje i taki zapis nie ma prawa bytu w świeckim prawie. Prawo powinno być „niewierzące” – tak jak niewierzący człowiek zachowuje bezstronność wobec wielu różnych wyznań – nie jest ich wrogiem i nie jest ich wyznawcą. To jedyna recepta na wolne, bezpieczne i pokojowe współistnienie ludzi o różnych poglądach.

Przygnębia to, że świeckie państwo można jedynie wymusić – gdyż dialog z religią był, jest i będzie niemożliwy. Czy domagający się świeckiego państwa Polacy są w stanie przyjąć ciężar zarzutu bycia komunistami, mordercami polskości, katolicyzmu, katolików, odszczepieńcami, zagrożeniem? Państwo gwarantuje ochronę przed prześladowaniem nawet komunistom, ale co z bezpieczeństwem tych, wobec których zarzuty dotyczące ich poglądów są wyssane z palca?

spb

RELIGIA – ROZBUDOWANY ZABOBON

Pochyliłem się nad sążnistym tekstem pt. „Ewolucyjna psychologia religii” w którym starano się rozstrzygnąć czy jesteśmy wyposażeni w „gen boga” nakazujący nam tworzyć wierzenia. Zagadka podatności człowieka na religijność zainteresowała jednego z genetyków, który napisał o tym w Time. Padały różne argumenty – religie i wierzenia występują wszędzie tam gdzie pojawia się człowiek, wszystkie religie mają cechy wspólne, spełniają podobne potrzeby – więc być może jest coś na rzeczy. Przeczytałem kilka akapitów i dałem sobie spokój.

Gdy założenie jest kołtuńskie to i wnioski będą kołtuńskie. Religia nie jest wyłącznie domeną człowieka. Gdy dodamy splendoru dowolnemu zabobonowi stanie się on religią a zabobonne potrafią być również zwierzęta. Odpowiedź na pytanie o to „dlaczego zwierzęta nie tworzą kultów religijnych?” jest podobna do pytania o to „dlaczego pies nie mówi po łacinie?”.

Upatrywanie wyłącznie w człowieku podatności na zorganizowane zabobony jest utopią. Jeżeli ktoś ma w domu nie całkiem skutecznie tresowanego psa to zapewne zauważa, że niosąc do kuchni reklamówkę z mięsem sprawi, że jego pupil odtańcuje sam z siebie wszystkie możliwe komendy, które kojarzy z nagrodą. Znam to z autopsji: siad, głos, leżeć, podaj łapę. Ten spektakl wywołuje mój szczery ubaw choć po drugiej stronie trwa walka o coś tak mitycznie wspaniałego, że nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Umysł psa działa bardzo prosto: „skoro wykonywanie różnych czynności (w trakcie szkolenia) pozwalało dostać nagrodę, to znaczy, że wykonując te czynności można dostać (wymusić) nagrodę”. Oczywiście, rzeczywistość bywa okrutna, gdyż nie zawsze psie rytuały kończą się pomyślnie, jednak to nie przeszkadza psu wierzyć w ich skuteczność. Nawet gdy nagroda pojawi się co 10-ty raz, pies nie zrezygnuje ze swoich zachowań a nawet zacznie analizować swoje czynności wykonywane co 10-ty raz. Na przykład, gdy merdał ogonem waląc właściciela w kolano i dostał wymarzone co-nieco a merdając bez naruszania niczyjej suwerenności nie osiągał celu, to właściciel powinien zacząć liczyć się z ciągłym merdaniem powiązanym z waleniem w kolano. Tak działa zabobon i zabobonne potrafią być nawet gołębie.

O ewolucyjny poziom wyżej, ludzie wierzący nie otrzymując wymodlonej nagrody nierzadko słyszą: „widocznie modlitwy nie były wystarczająco gorliwe lub szczere”. Angażują się wiec w większą gorliwość i szczerość (zwiększają również wysokość opłat zbliżających człowieka do boga), ale celu także nie osiągają. Wówczas, dla podtrzymania wiary potrzebny jest cud. Uzdrowienie, wskrzeszenie zmarłego, tajemne metamorfozy przedmiotów, sprawdzone proroctwa. Nie trzeba oczywiście szukać cudotwórców – wystarczy znaleźć jakiegoś pazernego na pieniądz lub sławę, charyzmatycznego cwaniaka, który opowie o tym, że coś takiego widział. Gdy cwaniak okaże się nieskuteczny, to należy stworzyć mu grupę poparcia (tu np. P.Tymochowicz mógłby opowiedzieć o tym jak działają klakierzy w trakcie politycznych festynów). Gdy mamy plotącego o cudach cwaniaka, wyposażonego w grupę klakierów to jakaś część ludzi uzna jego argument podparty licznym poparciem a nie faktami. Na wszelki wypadek, gdyby tego było mało, klakierzy powinni przypominać karków nieznoszących sprzeciwu, którzy na każdego mającego wątpliwości spoglądać będą spode łba (na początku).

Wiem jak bolesne dla zwolenników kreacjonizmu są moje słowa zrównujące zachowania psie i ludzkie, ale nie muszą na to patrzeć w ten sposób. Religijność (zabobonność) nobilituje przecież psa i możemy powiedzieć, że jednak pies to bardzo mądre stworzenie, skoro jest podobny do nas.

Religia jest rozbudowanym zabobonem lecz rozbudowanym tylko dlatego, że człowiek wdrożył w swoją ewolucję postęp. Czy tzw. kreatywność czyli umiejętność ulepszania lub stwarzania nowych rozwiązań jest boskim darem dla człowieka? Przyglądając się tokijskim wronom wykorzystującym samochody jako dziadki do orzechów – wątpię, wrony jedynie wolniej dokonują epokowych odkryć i są do tego bardziej racjonalne. Język, pismo, sztuka, kultura – nadały pędu rozwojowi ludzkiej cywilizacji. Pogarda dla prymitywu nakazywała nam ulepszać wszystko czego dokonujemy, więc ulepszyliśmy również zabobony a zrobiliśmy to dlatego, że odkryliśmy ich dość szeroko rozumianą skuteczność.

zab