REKLAMACJE

by romskey

„Cena jest tym co płacisz, wartość tym co otrzymujesz (W.Buffet)”. Otrzymywane wartości nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, choć z reklamacjami zazwyczaj zwlekamy uważając, że skoro zapłaciliśmy niewiele to i niewiele powinniśmy wymagać (najlepiej wcale?). Przygnieceni aferami z medialnego światka myślimy „co tam nasze sprawy?” choć nierzadko to właśnie te nasze drobne sprawy są w stanie poważnie ograniczać lub zaburzać nasz rozwój czy funkcjonowanie. Czy nie warto powalczyć o swoje? Może i warto, ale skrupuły biorą zwykle górę. Nierzadko pojawia się empatyczna chęć zrozumienia trudu, który poniesie ten komu dane będzie nasz problem rozwiązać lub jeszcze częściej salomonowe „dajmy sobie spokój, ludzie powinni o tym wiedzieć sami z siebie, nie są dziećmi, szkoda słów”.

Przyglądając się naszym oporom, można bez trudu stworzyć system (niekoniecznie polityczny), który przy minimalnym naszym sprzeciwie będzie konsekwentnie, stopniowo i długofalowo działał na naszą niekorzyść. Przedstawione (wytłuszczone) wcześniej czynniki, można uzupełnić o kolejne:
kulturowe (środowiskowe) – np. gwałcone są tylko latawice – dzięki czemu liczba zgłaszanych naruszeń nietykalności osobistej będzie malała
moralne – np. kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień – które zamiast reakcji na nieprawidłowość przyniosą analizę własnego sumienia
prawne – np. proces to czas i pieniądze („każdy jest równy wobec prawa, każdy kto ma 100 tys”)
biurokratyczne – np. pani z kawą ma nasze sprawy w górnej części krzesła o ile nie jest nasza ciocią

Z ironią słuchamy polityków twierdzących, że nasze uwagi zostaną z szacunkiem wysłuchane, a szczególnie tuż po programie, w którym zaproszony do studia senator X obiecuje osobiście zająć się sprawą państwa Kowalskich. Tak, ta sprawa ruszy na pewno, tylko jak trafić z naszą do telewizji?
medialne

Płacąc podatki bezpośrednio lub pośrednio bo nawet człowiek bez dochodów płaci VAT w sklepie, spodziewamy się otrzymywać w zamian jakąś namiastkę państwa opiekuńczego, sprawiedliwego, sprawnego. Szybko jednak zastanawiamy się, czy te nasze 20 zł zostawione przy kasie wraz z VAT czy akcyzą w jakiś sposób uzasadniałoby nasze pretensje? Czy nie zostaniemy uznani za roszczeniowców, pieniaczy?
oparte na niepewności ( + efekt mrożący czyli „może lepiej nie ryzykować?”)

Dwa razy byłem świadkiem ciekawych zachowań niezadowolonego tłumu, który domagał się reakcji kogoś wyższego rangą na działania „bydlątek” w mundurach. Rzeczywiście pojawiał się oficer w stroju paradnym, który z powagą przemierzał zgromadzenie oczekując uwag choć te były nieliczne. Pierwszy powód milczenia był taki, że ludzi onieśmielał blask i autorytet jego ekscelencji, a drugi, że w jego honorowej obstawie, tuż za plecami stał właśnie dwumetrowy najbardziej zaangażowany w pałowanie śmieć.
oparte na kompleksach
emocjonalne (strach)

Podsumujmy, wymieniając czynniki, które sprawiają, że milczymy, stwarzając sobie taką a nie inną rzeczywistość: – świadomość niewielkiego wkładu własnego, który nie uzasadnia naszym zdaniem roszczeń, empatyczne (podobne do syndromu sztokholmskiego czyli branie strony porywacza, zrozumienie dla jego działania), salomonowe (wynikające z doświadczenia i wpojonego w szkole przypudrowanego stanu ludzkiej mentalności), kulturowe (wynikające z obawy przed wykluczeniem), moralne (sami nie jesteśmy aniołami), prawne (nie mamy czasu i pieniędzy), biurokratyczne (nie mamy znajomości), medialne (nasza sprawa nie ma szans na rozgłos), oparte na niepewności (podobne do kulturowych tyle że działające od środka np. „czy nie zostaniemy źle odebrani?”), oparte na kompleksach (za wysokie progi, nie chcemy zostać zawstydzeni), emocjonalne (strach), niewiara w pomoc/wsparcie dotkniętych podobnym problemem. Lista pewnie jest niepełna, choć już tylko od przedstawionej zimne ciarki po plecach przechodzą.

deptskr

Reklamy