Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Grudzień, 2013

NA NOWY ROK

Lata temu, podczas spotkania ze znajomym związanym z Ruchem Krsny zaczęliśmy rozmawiać o jego wegetarianizmie. Po wyczerpaniu znanych argumentów modowych, zdrowotnych czy tzw. humanitarnych, zapytałem: „Jak to jest u was, jakie jest religijne uzasadnienie?”. Dowiedziałem się, że „Pan Visnu” (najwyższa istota) nadając kształt żywym stworzeniom podzielił je na dwie grupy – okazujące cierpienie i nie okazujące go. W ten sposób, hinduski bóg dał ludziom wskazówkę – niewymagającą konsultacji ze świętymi pismami i kapłanami – dotyczącą tego co można jeść a czego jeść nie należy. Pamiętam, że zacząłem zastanawiać się wówczas nad konikami polnymi, żabami czy ślimakami, które przecież nie płaczą, nie krzyczą i nie proszą o litość. Jednak drzemiący gdzieś w podświadomości widok miotających się, schwytanych niegdyś owadów uzmysławiał mi, że stworzenia te również sygnalizowały nieszczególną aprobatę dla mojej ingerencji w ich ziemski byt.

W naszej kulturze przyjęliśmy, że pozbawiona przemocy i nieprowadząca do śmierci lub utraty zdrowia ingerencja w cudze żywota jest dopuszczalna. Na przykład w obszarze wolności słowa, mamy prawo przekonywać innych do swoich racji ale nie mamy prawa do ich przyjęcia zmuszać. Przemoc, przymus, nacisk – uznajemy za środki jedynie pozornego przekonania, gdyż siła argumentów nie jest tym samym co argument siły. Definicja przemocy czy nacisku zmieniała się. O ile kilkadziesiąt lat temu przemoc rozumieliśmy wyłącznie jako fizyczne oddziaływanie, to dziś w dobie stalkingu, mobbingu czy szantażu, zostaliśmy zmuszeni do dostrzeżenia kolejnego elementu. Dostrzegliśmy to, że zdrowie człowieka to nie tylko jego fizyczność ale i psychika, której naruszenie przynosi równie destrukcyjne skutki jak te, które niesie ze sobą przemoc fizyczna. Wielu bagatelizuje tę sferę, choć analiza m.in. statystyk samobójstw powinna dawać do myślenia.

Wielu rodaków głosi publicznie swoje racje „pro” lub „anty”. Mówią: „jestem za religią w szkole”, „jestem przeciwko pełnej dopuszczalności aborcji”, „jestem przeciwko ślubom homoseksualnym”. Prawo do posiadania osobistej racji ma każdy i często słyszę „to jest moje prywatne zdanie”. Tylko zastanawiam się wówczas, czy osoby te oddadzą swoje głosy na partię, która np. zaostrzy przepisy aborcyjne czy na taką, która te przepisy zliberalizuje? Wyborcze decyzje są tajne i powinny być zgodne z sumieniem, jednak poparcie społeczne – jak ukazuje historia – służyło niejednokrotnie temu, że grupa polityków dokonując zmian w prawie uznawała część obywateli np. za podludzi lub wtrącała ich do więzień. Czy osiągnięcie przewagi w dyskusji przez zakneblowanie lub wyeliminowanie oponentów wspiera autorytet zwycięzców? Nie. Ten autorytet zostaje zrujnowany.

Nierzadko świadomie lub półświadomie wpływamy na niezbyt udany los tysięcy bez zasięgania ich opinii. Kierujemy się wyznawanymi ideami, światopoglądami czy „moją najmojszą racją” zapominając o tym, że po drugiej stronie jest człowiek a nie kamień.

Postanowiłem złożyć Nam nietypowe życzenia noworoczne. Chciałbym życzyć Nam w nadchodzącym nowym 2014 roku większej dozy zrozumienia, uwagi, szacunku i otwarcia na racje oraz argumenty innych a szczególnie tych, których życie zamierzamy umeblować lub przemeblować. Życzę nam tego, by żadna ideologia nie przesłaniała nam nigdy człowieka, jego poczucia godności, sprawiedliwości, równości, wartości, bezpieczeństwa, wolności, praw. Gdyby to się udało, to wszelkie zdrowia, szczęścia i pomyślności przyjdą same.

STR4

Reklamy

OTWIERACZ MÓZGÓW

Praktycznie bardzo łatwo uczynić z człowieka bierną, niemą i bezwolną maszynę. W okopach pierwszej wojny światowej czy w Auschwitz ciągły krzyk, kary, obowiązki zniechęcały ludzi do zastanawiania się nad stanem rzeczywistości. Pędzeni jak bydło żołnierze czy więźniowie nie posiadali dostępu do informacji a jeżeli nawet coś przenikało z zewnątrz, to czasu na analizę brakło i nie w głowie było zakładanie „komitetów strajkowych”. Gdy wykorzystywane odmóżdżające środki okazywały się nie całkiem skuteczne, to surowe pokazowe karanie potencjalnych lub wydumanych „wichrzycieli” zniechęcało pozostałych do występowania przed szereg.

Można spekulować, czy w XXI w. stosuje się podobne metody, choć odnalezienie koniecznych elementów układanki nie jest trudne. Rozkrzyczane media, mody, trendy, religie, informacyjny chaos, zagonieni pracą i pochłonięci własnymi problemami ludzie, publiczne wylewanie pomyj – nawet gdy nikt tym nie kieruje, to proces oduczania korzystania z mózgu zachodzi pełną parą. Władzom ta sytuacja nie musi przeszkadzać skoro myślenie zawsze prowadzi do anty-systemowego protestu, a myślenie wsparte finansowo do rebelii.

Czy pęcherz zbiorowego odmóżdżenia można przebić? Jak okazuje się w XXI. w taką metodą stał się „event” (zdarzenie). Gdy wybijający się ponad chaos event zmusi choć jedną osobę do myślenia lub wywoła powszechną dyskusję to cel jego twórcy zostaje osiągnięty. Oczekiwanie masowego pozytywnego odzewu nie miewa happy endu ale jak widać rzecz polega na zbieraniu pojedynczych ziaren a nie od razu pełnych worków. Z całą pewnością zastanawia postawa krytyków. Otuleni kołnierzykami bezpiecznej poprawności twierdzą: „problem jest, ale zastosowana forma przekreśla możliwość podjęcia dyskusji lub dialogu”. Interesujące, gdyż wyważone formy zwracania uwagi na problemy, nie wzbudzały wcześniej ich zainteresowania.

events

ŚWIĘTUJĘ Z BRATKOWSKĄ!

W tym co piszę jestem szczery choć bywa, że redukuję liczbę wyłanianych prawd by nie wywołać u Odbiorcy zbyt silnych napięć. Tym razem jednak będę całkiem szczery a to dlatego, że temat tego wymaga. Dzięki facebookowym znajomym, w portalu natemat znalazłem wywiad z Katarzyną Bratkowską (z tych Bratkowskich!), która postanowiła słono zakpić z narodowo-moralnej psychozy w bardzo oryginalny sposób. Pani Katarzyna (chciałbym już napisać: pani Kasia) zdecydowała się na usunięcie ciąży w… Wigilię.

Czytając pierwsze zdania zrobiłem wielkie oczy: „No to tata będzie rad. Córa ostro gra”. Za chwilę moje zdziwienia wyparło skrzywienie, gdyż nie jestem zwolennikiem zbyt radykalnych form przyciągania uwagi jak i zbyt daleko idących postulatów feminizmu zaangażowanego. Zacząłem jednak konsumować treść i z każdym kolejnym zdaniem, nie tylko powracał mój optymizm, ale i rósł szacunek dla p.Katarzyny by nie powiedzieć uwielbienie. Pierwotny szok wynikający z dość kontrastowego zestawienia zabiegu i daty, zaczął przeistaczać się w mój wstyd. Wstyd kołtuna. „Rany” – pomyślałem – „przecież ona mówi o rzeczach tak naturalnych, tak oczywistych, że rozpatrywanie ich pod kątem zgodności z kulturą czy obyczajem jest absurdem. To ów obyczaj i kultura powinny stać się przedmiotem wstydu, szoku, sceptycyzmu i zdziwienia”.

Katarzyna Bratkowska stwierdza „Kobieta powinna mieć prawo do aborcji na żądanie, bez podawania powodów. Dlatego że te powody mogą być tak różne, tak płynne, że nie powinny być poddawane jakiejkolwiek ocenie„. Pomimo, że w dalszej części autorka skierowała swoje rozważania w stronę „ataku na kobiety”, to ja myślałem już o naruszaniu prawa człowieka, nie tylko kobiety.

Korzystając z najprostszego języka: „Jakie prawo ma państwo do ingerowania (w ogóle!) w to, czy jego obywatel(ka) jest w ciąży?! Urodzone dziecko staje się obywatelem poprzez odnotowanie faktu jego narodzin w stosownych urzędowych dokumentach. Do tego czasu obywatelem nie jest i państwo a szczególnie dotknięci moralną psychozą politycy powinni trzymać od niego swoje łapska z daleka. Obywatelka nie musi nigdzie zgłaszać faktu zajścia w ciążę, odbycia stosunku czy rejestrować częstotliwości tychże choć do takich regulacji niechybnie zmierzają przedstawiciele religijnego wzmożenia najwyraźniej pogubieni w rozróżnianiu tego co boskie od tego co cesarskie. Kwestia aborcji jest problemem natury medycznej i osobiście przyjętej moralności a nie problemem prawnym!

Za to oświecenie dziękuję pani Katarzynie i w trakcie nadchodzących wolnych dni będę o niej miło i z szacunkiem myślał.

WARA PAŃSTWU OD KOBIECYCH BRZUCHÓW!

abortion

wywiad tu: 24 grudnia usunę ciążę

„- Planowała pani przed programem, że powie o zamiarze usunięcia ciąży, czy to wyszło w rozmowie?

– Nie planowałam tego. Gdy szłam do programu, nie miałam tego w głowie. To był mój wyraz rozpaczy, bo miałam wrażenie, że siedzę naprzeciwko człowieka (Jacka Żalka – red.) który jest impregnowany na argumenty. Rozmowa dotyczyła kwestii legalizacji prawa do przerywania ciąży, a nie aborcji jako takiej, do niej można mieć stosunek bardzo różny.” (fragm.wywiadu źr. natemat)

ROZMOWA Z BOGIEM

Gdy miałem lat mniej niż 10, babcia ze zdziwieniem i wyraźną troską pytała mnie: „Nie modlisz się?”. „Nie” – odpowiadałem a starając się nie naruszać babcinego światopoglądu dodawałem – „Nie chcę mu zabierać czasu, pewnie ma do siebie długą kolejkę bardziej potrzebujących”. Babcia wzruszała zazwyczaj ramionami choć lubiła dodać coś o tym, że boga nie tylko się prosi ale można – a nawet trzeba – dziękować mu za zdrowie, piękno stworzenia. Miałem mniej niż 10 lat, więc ogólnie nie lubiłem słów „proszę” lub „dziękuję”, dlatego zachęta do dziękowania komuś kogo istnienie wydawało się mi mocno podejrzane nieszczególnie mnie przekonywało. Bóg zawiódł mnie kilka lat wcześniej, gdyż nie zamienił szabli z klocków w szablę prawdziwą choć szczerze i gorliwie go o to prosiłem. Takich wpadek związanych z jego wszechmocą odnotowałem więcej, dlatego chyba już wtedy zaczęła dojrzewać we mnie idea życia obok religijnych centrów.

Zasadniczo nie negowałem istnienia boga, odpowiadałem mu jedynie adekwatnie do łask otrzymanych z jego strony czyli pogodną obojętnością. Uzasadniałem swoją postawę tym, że gdyby bóg miał jakieś plany wobec mnie, ukazałby się, zrobił jakiś cud, a skoro milczy to ja również sobie pomilczę. W życiu nie pomyślałem o publicznym kwestionowaniu jego istnienia, obrażaniu wierzących czy profanowaniu obiektów kultu – były mi te obszary zupełnie obojętne. Zdarzało się nawet, że siedząc gdzieś na przystanku i wpatrując się w kościół akademicki po drugiej stronie ulicy czułem, że jest w nim coś nieuchwytnego, lecz po wejściu do środka „czar pryskał” i podobnie działo się z wieloma przybytkami, nie tylko katolickiej religii. Być może urodziłem się z wewnętrznym urazem do sztucznej celebry, nieestetycznych plastikowych stroików czy wymalowanych niechlujnie złotą farbą elementów architektonicznych. Prawdopodobnie zdawałem sobie sprawę z tego, że nie wszystko jest złote co się świeci i czynienie pozorów bogactwa, świeżości czy prawdy udokumentowanej wysoką frekwencją działało na mnie raczej zniechęcająco.

Przełom dokonał się gdy, czy to z młodzieńczego buntu czy przypadku, kilkakrotnie dałem wyraz swoim przekonaniom. O dziwo, moja niereligijność nie spotkała się z tolerancją, którą przejawiałem w stosunku do religii i wierzących. Zaczynałem rozumieć, że do póki niewierzący milczy lub nawet udaje wierzącego, to jest do zaakceptowania, natomiast gdy zapragnie – tak jak ludzie wierzący – wyrazić swoje przekonania, staje się zagrożeniem i toksycznym źródłem zamętu, które należy w miarę szybko nawrócić lub zakneblować. Powoli upadały w mojej świadomości mity wiązane w kościołem: miłość bliźniego, jedność, skromność, pojednanie, etc. Kościół zaczynał jawić się jako centrum nieudolnie maskowanej nienawiści, pychy, zabobonu, nacisku, strachu.

Co z moimi prawami? – zastanawiałem się nieco później widząc rozmiary religijnego wpływu na otaczającą rzeczywistość i całkowity brak narzędzi pozwalających zachować bezstronność.

Kościół widziany z zewnątrz jest daleki od obrazów tworzonych z przekonań wiernych. Egoizm, strach czy niepewność nakazują sporej grupie wyznawców odwracać się od niewierzących, choć tak ładnie kreowane apostolstwo czy skłonność do pouczania nakazywałyby zupełnie inną postawę. Wyrażenie wątpliwości lub krytyka niegodziwości kościoła zostają nazwane atakiem a sam krytykujący może usłyszeć jak to mu podobni mordowali i prześladowali katolików. Na dobrą sprawę – słuchając wielu wypowiedzi hierarchów czy przyglądając się działalności licznych wiernych – czasem trudno się dziwić.

church-in-field-of-lupines-1600x900

KRK – MANIPULACJA SUMIENIEM

Jean-Jacques Rousseau stwierdził onegdaj, że człowiek rodzi się dobry a jedynie system go psuje. Uważał, że gdybyśmy podążali za głosem serca to nie wyrządzilibyśmy nikomu ani samym sobie szkody. Jego zdaniem wadliwy system wychowania i obowiązującej w danej kulturze moralności wywołuje w nas skomplikowane dylematy a niejednokrotnie zmusza do postępowania wbrew sobie, na szkodę własną lub innych. Prostym potwierdzeniem tej racji jest to, że dokładamy wszelkich starań by wychować wrażliwego człowieka i obywatela a następnie wręczamy mu karabin by strzelał do innych ludzi. Żołnierz ma kłopot nie tylko wtedy gdy strzela ale i gdy wraca do społeczeństwa, które bacznie obserwuje jego dłonie dopatrując się na nich śladów krwi.

Nie rodzimy się z sumieniem, nie rodzimy się moralni choć nie znaczy to, że rodzimy się niemoralni. Sumienie (w psychologii: superego) jest sferą kształtowaną we wczesnym dzieciństwie przez rodziców za sprawą kar i nagród. Rodzice ustalają pierwotny podział na dobro (grzeczne zjedzenie, narobienie w nocnik, pogłaskanie kota) i zło (popsucie zabawki, narobienie w pieluchy czy kopnięcie kota). Kolejne lata związane są z rozwijaniem tych list przez sąsiedzkie otoczenie, babcie i dziadków, podwórko, szkołę, katechezę, telewizję czy internet. Każde z tych źródeł świadomie lub nieświadomie kształtuje w nas rozumienie dobra oraz zła i jak można domyślić się, trudno te wszystkie elementy zsynchronizować czy zunifikować. Skutek desynchronizacji jest m.in. taki, że dość wcześnie zaczynamy zauważać wokół siebie kanalie i ludzi przyzwoitych.

O rząd nad duszami (kształt naszych sumień) zabiega wiele instytucji: kościół, biznes, politycy a nawet najbliższe otoczenie. Kłopot w tym, że każde z nich chce posiąść wyłączność na przesądzanie o tym co jest dobre a co złe i dokładnie wie jak uporządkować nasze myślenie od A do Z. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że większość burzliwych debat publicznych jest skutkiem przeciwstawiania sobie różnych systemów moralnych. Organizujące igrzyska media robią to cynicznie i z premedytacją, a my sobie w tym tyglu błądzimy.

Aborcja – chcemy prawa człowieka do samostanowienia a jednocześnie zastanawiamy się nad pojęciem życia i prawa tegoż życia do życia. Szukamy konsensusów, które nigdy nie są satysfakcjonujące dla ogółu. Gdyby wyeliminować z dyskusji pojęcie „moralności” to dyskusji po prostu nie byłoby. Każdy przypadek jest odrębny, jednostkowy i z całą pewnością można powiedzieć, że wybory dokonywane przez kobiety w zdecydowanej większości mają na celu dobro a nie zło. Kościół manipuluje sumieniem chcąc wywołać w decydujących się na zabieg osobach poczucie winy, sprawić by nie powstały z klęczek. Skutek praktyczny jest taki, że w niemieckich klinikach bez trudu można rozpoznać Polki, które gdyby mogły zapadłyby się pod ziemię. Oprócz wewnętrznych dylematów, przepełnia je strach przed tym, że ich sprawa wyda się i zostaną w swoim środowisku napiętnowane, wykluczone. Gdzie jest miłość bliźniego, samarytańska pomoc, duchowe wsparcie czy przebaczenie sugerowane przez kościół? – trudno odkryć. Jest za to chory pęd ku krzywdzeniu, karaniu, pogrążaniu. To doprawdy zaskakujące, że sprawcy brutalnych, popełnianych z pełną premedytacją przestępstw w zakładach karnych są otaczani troskliwą opieką duszpasterską, gdy kobiety dokonujące nieprostego wyboru (nie całkiem też samodzielnego) stają się obiektem kościelnej nienawiści.

Woody Allen słusznie zauważył, że „Nie rodzimy się żydami, katolikami czy muzułmanami, tylko przyłączamy się do nich i dajemy im pieniądze, po czym uzyskujemy w ten sposób usprawiedliwienie naszej niechęci do innych„.

Jeszcze niedawno toczyła się dyskusja o moralności uniwersalnej, która godziłaby różne światopoglądy, gdy owa uniwersalna moralność to po prostu człowieczeństwo wynikające z nas samych – jak uważał m.in. Rousseau. Nie czyń drugiemu szkody jeżeli nie musisz, nie szukaj przyjemności w krzywdzeniu innych, nie staraj się osiągać zysku wpędzając drugiego człowieka w poczucie winy. Człowieczeństwo jest w nas i wynika z nas. Moralność religijna, polityczna czy więzienna są już opcjami, które wybieramy samodzielnie. Wybierając dowolną moralność możemy pozostać przyzwoitymi ludźmi o ile nie zapomnimy o swoim człowieczeństwie. Człowieczeństwo jest fundamentem, dlatego stoi w poważnej sprzeczności z polityką kościoła, której nadrzędnym celem – tak jak w przypadku debaty o aborcji – wydaje się nie publiczne dobro lecz to „by kościelne było na wierzchu”.

GO

KOŚCIÓŁ TRACI WPŁYWY

Czy zastanawialiście się kiedyś nad realną rolą religii i kościoła? Nad „użytecznością” instytucji religijnych, o której wspominał dwa tysiące lat temu Seneka Młodszy („Dla ludu religia jest prawdą, dla mędrców fałszem, a dla władców jest po prostu użyteczna.”)? Po wklikaniu w Google frazy: „rola kościoła” – otrzymamy kiść romantycznych historii o uduchowieniu, zbawieniu, zasługach lub męczeństwie i w taki też sposób rolę KRK rozumie większość wierzących i niewierzących. Na skutek takiej świadomości, ewentualna krytyczna debata koncentruje się wokół kwestii finansowych czy zakresów wpływu doktryny katolickiej na świadomość wolnego demokratycznego społeczeństwa. Jest to jednak bardzo mały i kruchy ułamek prawdy.


– „rysik” historyczny –

Każda religia od tysiącleci stawała się narzędziem władców choć mogłoby się wydawać, że siłowe przejęcie rządów nad danym terytorium (potencjalnie) rozwiązywało kwestie polityczne i mieszanie w ten proces sił nadprzyrodzonych – zawsze wbrew woli podbitych ludów – wydawało się nie tylko niepotrzebne ale wręcz groźne. Czy logika musi skapitulować? Nie. Po prostu warto przyjrzeć się działalności „misyjnej” (np. chrystianizacji na terenach podbitych Ameryka Południowa, Ukraina, Polska).
Władza dysponowała siłą zbrojną zdolną zaanektować nowe tereny, lecz trudno wyobrazić sobie by żołnierze, nie tylko niekompetentni ale i potrzebni na nowych frontach mogli spełniać funkcję kontrolną, administracyjną, edukacyjną, sądowniczą, fiskalną, itd. Kościoły różnych wyznań chętnie brały na siebie ten ciężar naliczając sobie „skromną” prowizję. Jaką korzyść otrzymywał monarcha?

ROLE KOŚCIOŁA


– spisy ludności, akty urodzeń, ślubów, zgonów
– krzewienie narzuconej kultury np. odprawianie nabożeństw w języku monarchy
– edukacja pod patronatem „jedynej słusznej kulturowej linii” (szkoły i sierocińce mające wychować zarówno obywateli jak i oddanych darczyńców kościoła)
– tworzenie zaplecza socjalnego: służba zdrowia, pomoc ubogim (w ramach „z nami lepiej ale jesteś coś winien”)
– wywiad środowiskowy i doradztwo
– kontrola ideologiczna rodzin
– mediacje między władzą monarszą a niezadowolonymi mieszkańcami (zwykle spory n/t wysokości podatków)
– rozstrzyganie lokalnych konfliktów (niska władza sądownicza)
– pobieranie podatków
– eliminacja zagrożeń (elementów wrogich np. inkwizycja)
– zagospodarowywanie terenów, działalność gospodarcza
– narzędzie propagandy i dezinformacji
– kontrola i emisja prasy, książek, wiedzy

Ceną tej współpracy był podział dochodu z nowych ziem, choć warto wspomnieć, że szeroki zakres możliwości instytucji religijnych czynił z nich nierzadko poważnych graczy mogących wpływać na politykę państwa poprzez manipulację nastrojami społecznymi, podsycanie napięcia w oczekiwaniu nowych przywilejów lub ich łagodzenie w ramach otrzymania kolejnych.

Antidotum

Socjalizm w gruncie rzeczy, był ideologią zakładającą odsunięcie religii od władzy. Nie chodziło wyłącznie o wyeliminowanie jednego z adresatów przychodów państwa, ale i zastąpienie wszelkich ról pełnionych przez kościoły reprezentacjami obywateli. To obawa zachodu przed „czerwonym pochodem” przyczyniła się znacznemu zmniejszeniu roli kościoła poprzez wzrost znaczenia ruchów społecznych. Prawa pracownicze, wolności obywatelskie, świeckie prawo, idee równości. Znacznej roli w uspołecznianiu systemów wspieranych przez religię miała reformacja czy wojny światowe. Szacunek dla człowieka/obywatela wzrastał.

Kościół traci wpływy we wszystkich obszarach. Media czy internet – praktycznie wyeliminowały go nawet jako nośnik masowego przekazu, choć nie wolno ignorować tysięcy ludzi zbierających się co niedziela w kościołach (w Polsce ten wpływ ma znaczenie m.in. w kampaniach wyborczych). Społeczeństwo laicyzuje się oddalając coraz bardziej od wpływów religijnych. Trudno powiedzieć, czy internet lub media są następcami mogącymi umacniać kulturę – gdyż liczba idiotów niepokojąco wzrasta – może edukacja i nauka?

Zapewne zaskoczę Was tym, że biorąc pod uwagę wpływ KRK na kształt kultury europejskiej to jest on wbrew pozorom niepodważalny i znaczny. Dzięki kościołowi Europa stała się obszarem wpływów kultury klasycznej gdyż kościół nie był niczym innym jak narzędziem Cesarstwa Rzymskiego. Osiągnęliśmy jednak na tyle wysoki rozwój cywilizacyjny, że obecność kościoła jest coraz mniej potrzebna. Pozostaje pytanie, czy nasze pogaństwo bez wpływów klasycznych i chrześcijańskich byłoby dla nas utrapieniem? Tego niestety nie dowiemy się zbyt szybko. Tak czy owak, kościół traci wpływy i jest to myśl krzepiąca.

1910
ce1

2010
de2

źródło danych: The Pew Forum on Religion & Public Life, World Christian Database (Brill 2013), Center for the Study of Global Christianity, Gordon-Conwell Theological Seminary in South Hamilton i.in. / USToday

PLOTY, PARANOJE, DEBILIZM, EDUKACJA

O czym uczy się na religii? Nie wiadomo. Co to jest edukacja genderowa? Diabeł wie. Dlaczego 10 latki mają takie trudne zadania z matematyki? A pies to pojmał. Co w ogóle dzieje się w szkole? Tego nie wie nikt. Fakt, rodzice XXI w. zapracowani lub bezrobotni uznają szkołę za odbębnioną pańszczyznę od której należy trzymać się z daleka – jednak sytuacja popada w coraz głębszy absurd. Gdzieś w politycznych gabinetach rodzą się mędrsze lub mniej mędrsze programy, powstają budżety, do których dostęp osiągają krewni i znajomi królika (nie specjaliści i realni spece zarządzania) i mamy kwiatki takie jak to, że dotacje unijne np. na edukację równościową (genderową) doi kościół – ok. 60 mln. zł. Towarzystwa psychiatryczne biją na alarm bo wśród uczniów depresja, samobójstwa, przekonanie młodych o ich wrodzonej głupocie i braku szans na realizację marzeń („bo nauczyciel nie potrafi tłumaczyć a na korepetycje nie stać”) i znów powstają (albo i nie) ‚programy’ na walkę z depresją, samobójstwami, których budżety zasysają krewni i znajomi itd., itd.

Gdy ktoś próbuje własnym sumptem – też ma problemy. Producent zabawek GolideBox zajął się produkcją klocków konstrukcyjnych dla dziewczynek. Czy to dla zwiększenia sprzedaży, czy to – jak oficjalnie się mówi – dla przełamania stereotypów i ukazania, że dziewczynki również mogą być konstruktorami, budowniczymi czy złotymi rączkami – reklama znika z przestrzeni, bo w tle pojawił się utwór naruszający prawa autorskie znanej grupy.

Bywa normalnie. Uniwersytet Stanforda (prywatny) większość absolwentów a nawet niedoszłych absolwentów zakłada firmy. Dorobek jest imponujący: Google, Hewlett-Packard, Electronic Arts, Sun Microsystems, NVidia, Yahoo!, Cisco Systems, Silicon Graphics, Nike, Gap. Drugie miejsce w rankingu uniwersytetów na świecie, budżet ponad 16 mld. dolarów. Można. Nie każdy trafi do Stanforda, ale nie ma obowiązku. Ile pieniędzy w Polsce roztrwania się? Pewnie moglibyśmy utrzymać 20 tego rodzaju uczelni ale mamy WSKMiS Rydzyka – kierunek główny „pozyskiwanie funduszy unijnych”. W Stanford, badania powiązane z biznesem, nowe technologie, innowacje. Już w trakcie studiów wykładowcy pytają „a jak twój pomysł na siebie zarobi? przygotuj strategię”. I nie jest pięknie, łatwo i tanio ale są wyniki. W Polsce na odwrót choć fakt, zwyciężamy czasem w konkursach, ale nie zwyciężamy życia.

xxxxxxxxxxxxxxxxxx
(fot:stanford.edu)

GENDER – ZROZUMIEĆ

Na trzy byty otaczającego świata nie potrafię zdenerwować się: na bardzo małe dzieci, na kataklizmy (siły natury) i zwierzęta. Jest to moja odpowiedź na powszechnie znaną prośbę „Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę, daj mi cierpliwość, abym zniósł to czego zmienić nie mogę…itd”. W zmianę pozostałych wierzę, bo gdziekolwiek tkwi choć ziarno inteligencji zmiana jest możliwa. Być może jestem niereformowalnym wierzącym w reformowalność.

Nierzadko importujemy pojęcia wprowadzające chaos w zbiorowej świadomości. Powodem importu jest brak odpowiedników na rodzimym rynku i tak stało się m.in. z linkiem, eventem, asertywnością czy gender. Neologizmy zapożyczone z obcych języków i przeniesione do polszczyzny w dosłownym brzmieniu stają się nierzadko twardym orzechem do zgryzienia dla „szukających sensu”. Import brzmienia zwykle nie idzie w parze z importem znaczenia, dlatego niekiedy potrzeba lat, by brzmienie i znaczenie stały się jednością, choć i to nie zawsze.

GENDER – płeć kulturowa.
Ktokolwiek zainteresował się definicją płci odkrył, że podział „kobieta/mężczyzna” jest dalece uproszczony. Płeć genitalna, hormonalna, somatyczna, psychiczna, społeczna i kilka innych mogą poważnie utrudnić identyfikację płciową człowieka. Na dobrą sprawę, biorąc pod uwagę wszystkie te uwarunkowania, znalezienie na globie 100% mężczyzny lub 100% kobiety byłoby niemożliwe. Stosunkowo niedawno – bo w latach 70-80-tych – zwrócono uwagę na kolejną „płeć” a dokładnie płeć kulturową. Chcąc odpowiedzieć na pytanie czym jest, najprościej użyć obrazowego przykładu: w kulturze żydowskiej honorem mężczyzny było zapewnienie rodzinie środków utrzymania, a rolą kobiety było zajmowanie się domem i dziećmi. Gdyby mężczyzna zajął się czynnościami przypisanymi kobiecie to jego płeć kulturową należałoby określić jako żeńską i podobnie płeć kulturową pracującej poza domem kobiety należałoby sklasyfikować jako męską. Oczywiście płeć kulturowa dotyczy również społecznych oczekiwań względem kobiet i mężczyzn czy obszarów utożsamianych z nimi emocji. W oparciu o tego rodzaju przesłanki zrodziła się definicja „gender” czyli definicja płci kulturowej. Dlaczego „gender”? Otóż w języku angielskim słowo sex – oprócz aktu seksualnego oznacza również płeć choć zasadniczo genitalną. Chcąc uniknąć tego skojarzenia wykorzystano inne angielskie słowo, które również oznacza płeć – a więc „gender” posiadające łacińską etymologię „genus – cecha/rodzaj”.

STUDIA NAD GENDER (gender study)
Badania nad płcią kulturową są niewątpliwie ciekawe. W jaki sposób powstają wzorce ról płci, kto je tworzy, jak dalece wpływają na osobowość jednostek i społeczeństw, jak wyglądają różnice między kulturami, narodami obecnie i w historii? – to tylko kilka pytań, które można zadać. Studia gender przyczyniły się m.in. zwiększeniu zainteresowania osobami znajdującymi się dotychczas na marginesie publicznej uwagi – homoseksualnymi czy transseksualnymi. Australijska rządowa Komisja Praw Człowieka i Równych Szans wysunęła dwa lata temu postulat możliwości zamieszczania w dokumentach trzeciej płci czyli „interpłci” z myślą o osobach, które nie identyfikują się zarówno z kobietami jak i mężczyznami czyli tożsamością płciową przypisaną im np. w metrykach. Można byłoby tu wspomnieć o dzieciach, których rodzicie nie zawsze decydują się na chirurgiczną pomoc w ustaleniu konkretnej płci, o wielu gwiazdach estrady czy osobach, u których polityka hormonalna organizmu „godzi” w kulturowe normy i stereotypy. Gender study dotyczyły jednak głównie podstawowego podziału na role męskie i żeńskie, ujawniając wiele przypadków niefortunnej ingerencji kultury w rozwój jednostek np. dostęp do zawodów, funkcji publicznych, różnic płac, czasu pracy, itd.

GENDER MAINSTREAMING
W oparciu m.in. o wyniki badań nad gender, zrodziła się polityczna idea na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. Wg Rady Europy: „Gender mainstreaming polega na (re)organizacji, poprawie, rozwoju i ewaluacji procesów decyzyjnych po to, aby umożliwić osobom obojga płci biorącym udział w życiu politycznym równoważne spojrzenie na kobiety i mężczyzn we wszystkich dziedzinach i na wszystkich płaszczyznach.”. Strategia gender mainstreaming stała się wiążąca dla państw starej UE w 1999 (Traktat Amsterdamski) i jest również oficjalną strategią ONZ. Proces wdrażania niósł oczywiście domyślne komplikacje, dlatego w części krajów ogłoszono referenda a nowym krajom członkowskim z Europy Środkowo-Wschodniej postanowiono dać nieco więcej czasu.

EDUKACJA GENDEROWA
Edukacja szkolna na temat równouprawnienia jest przedmiotem burzliwych sporów. Głównym przeciwnikiem jest kościół oraz polityczne środowiska konserwatywne, realizujące od lat własne ambicje związane z kształtowaniem świadomości małoletnich w sferze ról płci. Jak nietrudno domyślić się, granice rozsądku mogą być minięte po obu stronach, choć głównie z powodu braku rozumienia czym jest nauka a czym propaganda. Być może edukację na temat gender, należałoby rozpocząć od usystematyzowania samego słowa „gender”?

gdr

MANDELA

Nikt nie rodzi się z nienawiścią do innych z powodu koloru ich skóry, pochodzenia czy wyznania. Narody uczą się nienawiści, a skoro potrafią nauczyć się nienawiści to mogą nauczyć się także miłości, bo miłość jest bardziej naturalna dla ludzkiego serca niż jej przeciwieństwo.
– Nelson Mandela

Życiorysy niektórych ludzi mogą być zawarte w jednym zdaniu. Podobno to źle, gdyż ktoś kto potrafi streścić swoje CV w trakcie przerwy na papierosa prawdopodobnie nie jest wymarzonym przez pracodawcę specjalistą. W przypadku Nelsona Mandeli ta reguła nie sprawdza się. Można powiedzieć, że nawet stwierdzenie o treści „całe swoje życie poświęcił walce z nienawiścią rasową” jest nazbyt długie. „Mandela walczył z nienawiścią” i tak jest chyba właściwie.

Wielu z nas powie: „Przecież chcemy żyć w zgodzie z innymi, tylko że owi inni nie pozwalają nam na to. Nienawiść jest siłą napędową oporu przed złem, musimy nienawidzić by bronić się.”. To wielkie nieporozumienie i nie tylko dlatego, że zbyt często mylimy czyn ze sprawcą. Nienawiść zmierza do raptownego wyeliminowania źródła, definitywnego odrzucenia go, wymazania z rzeczywistości. Wynika zwykle z poczucia bezsilności wobec spotykającej niesprawiedliwości, przewagi siły, jest dowodem niemocy. Nawet gdy spojrzymy w przeszłość zauważymy, że ludzi, którzy nas zawiedli traktowaliśmy wcześniej obojętnie lub dobrze. Nienawiść pojawiała się najczęściej w wyniku ich działań skierowanym przeciwko nam i to działań, którym nie byliśmy w stanie stawić oporu. Jaką korzyść przynosiła nienawiść? Tak jak w przypadku antysemityzmu – dziesiątki lat wyniszczającej od środka frustracji, podejrzliwości i lęku. W ostatnim przypadku, niemożność sformułowania konkretnych zarzutów dzięki faktom, wywoływała posiłkowanie się „oczywistymi oczywistościami”, pomówieniami, kłamstwami, za czym szła powolna utrata zaufania do sądów, władz, przyjaciół, bogów i wreszcie samych siebie, jako tych „słabszych, niedostosowanych”.

Czy jakikolwiek problem można rozwiązać podkopując własną wiarę w sukces, zaufanie do otoczenia, poczucie wartości, moc sprawczą? To droga zupełnie przeciwna. Na tej słabości wyrastali ci, którzy twierdzili „My załatwimy to szybko i radykalnie” … i nierzadko dochodzili do władzy. Pogromy Żydów, Cyganów, Ormian, czarnych – czy nękani zniknęli z mapy świata? Nie. Pogromy nigdy nie były skutecznym narzędziem walki z rzeczywistymi czy fikcyjnymi problemami, nawet hitlerowcy przygotowując plan ostatecznej zagłady Żydów napotkali dylemat pół-żydów, ćwierć-żydów, w jednej ósmej żydów, żydów specjalistów, żydów wybitnych artystów, zasłużonych dla narodowej kultury, żydów we własnych rodzinach, żydów w wojskowych szeregach, żydów, którym zawdzięczali pomoc, zdrowie lub życie. Klarownie brzmią tylko proste hasła – za nimi nie ma nic.

Niełatwo wyzbyć się nienawiści, tym bardziej w czasach, w których o miłości, pojednaniu i przebaczeniu mówią najwięcej ci, którzy szukają rozgrzeszenia dla własnej podłości. Nienawiść jest częścią naszej natury, niezwykle łatwo ją wyzwolić i uczynić z pogodnych ludzi ziejące agresją stworzenia. Możemy jednak wiedzieć o tym, że nienawiść – wbrew temu co na ogół o niej sądzimy – jest dość chwilową emocją, którą nie żyjemy w każdym ułamku życia. Możemy zastanowić się czasem nad tym kto, kiedy i jak często ją w nas budzi i czy za tymi działaniami stoją nasi przyjaciele? Wiem jak trudno rozwiązywać problemy gdy druga strona nie zamierza nas nawet wysłuchać, nie chce dialogu, na nasze obiekcje reaguje napaścią lub twierdzi, że każda uwaga pod jej adresem jest przejawem rasowej czy ideologicznej nienawiści. Tylko, że ten ostatni zarzut staje się tarczą wyłącznie z „naszego” powodu. Czy potrafimy odróżnić ‚nienawiść do człowieka’ od odrazy dla jego działania? Człowiek to stadne stworzenie. Gdy jego czyny spotkają się z odrzuceniem zaniecha ich.

Nelson (Madiba) Mandela był jednym z tych, którzy wierzyli i rozumieli ten ideał. Gotów był za niego oddać życie.

madiba_birthday

CZAS PATRIOTÓW czyli WOJNA OD ŚRODKA


Nie mam dziennikarskiej intuicji, która pozwoliłaby mi zrobić z tematu coś co wgniecie Was w fotele. Może kiedyś nauczę się, choć nie wiem czy pisanie takich czytelniczych horrorów między poranną kawą a innymi zajęciami jest akurat tym, co chciałbym robić. Na pewno wolałbym zostawić myśli, które być może kiedyś w jakichś okolicznościach przypomną się Wam i sprawią, że Wasz wewnętrzny głos powie: „kurcze, coś jest na rzeczy, to dzieje się, czytałam/czytałem gdzieś o tym”. W atmosferze patriotycznych wzmożeń, nowoczesnych technik komunikacji, manipulacji, międzykulturowego sporu, kultu działających na własną rękę partyzantów, etc. warto jeszcze raz powrócić tam gdzie jeszcze niedawno gorzał konflikt – na Bałkany. Naprawdę rzadko zdarza się spojrzeć na współczesną wojnę oczami współczesnego zabójcy. Pośrednio zyskałem taką okazję i wierzę, że dzisiejszy tekst, który nie jest całkiem – a może nawet w małym stopniu – moją myślą, coś w Was zostawi.

„Wojna to przełamanie siły wroga”
Tym prostym zdaniem, były członek serbskiej paramilitarnej bojówki zdefiniował wojnę. I nie byłoby w tej definicji niczego odkrywczego gdyby nie pojęcie „wroga”. Dla niego i jego towarzyszy wrogiem było każde albańskie czy chorwackie dziecko, kobieta, niepełnosprawny czy pies. „Albańczycy są brzydcy, głupi, to gówna, nie powinni żyć na naszej ziemi, tak jak żaden Chorwat”. Pozostawienie, któregoś żywym było w ich opinii równoznaczne z tym, że gdy ocalony uzyska kiedyś dostęp do broni to będzie zabijał Serbów. „To dzikie zwierzęta”. Bojówkarze nie brali jeńców, w każdej grupie cywili widzieli zamaskowanych żołnierzy, nie słuchali próśb o życie i deklaracji o braku jakiegokolwiek kontaktu z bronią. Wszyscy musieli zginąć a gdy kończyła się amunicja, pomagała kolba Kałasznikowa lub nóż. W trakcie masakr rabowano pieniądze, wartościowe rzeczy, potem palono domy i był czas na piwo lub wódkę. Nie na smutno. Śpiewano, świętowano kolejne dumne zwycięstwo w walce o czystość świętej ziemi przodków.

Nienawiść i okrucieństwo
O tym skąd biorą się, opowiedział inny zamaskowany i anonimowy bojówkarz, którego wg. starej nomenklatury nazwalibyśmy oficerem politycznym. „Nabór do bojówek prowadziliśmy wśród patriotów, prawdziwych patriotów, gdyż są oni bardziej podatni na opowieści o otaczającym ich zagrożeniu ze strony obcych. Łatwiej takich ludzi kształtować ideologicznie„.

Nie lubiłem strzelać ludziom w twarz
„Zabijając pierwszy raz wrażenie nie jest przyjemne. Każde kolejne jest już prostsze, normalne”. Opisywanie doznań przychodziło pytanym z trudem. „To jest jak pierwszy seks, zawsze zapamiętasz, romantycy mówią, że pamiętają pierwszy pocałunek, coś takiego”. Gdy zabijasz człowieka, to prawie widzisz jakby coś opuszczało jego ciało. Oczy gasną, zawsze jest w nich strach. Nie lubiłem strzelać ludziom w twarz, nie podniecał mnie tak jak innych widok łez. Nawet teraz jak rozmawiamy nie patrzę ci w oczy, patrzę tu lub tu” (wskazał kilka punktów na twarzy). „Spojrzenie na płomienie, wódka, niektórzy wciągali kreskę koki – było tego w bród, to uwalniało myśli”.

NATO
„Wiedzieliśmy, że nie wygramy z NATO, bo NATO miało samoloty, frustrowało nas to, dlatego ustaliliśmy przelicznik, za każdego zabitego Serba zginie dziesięciu Albańców”.

Po drugiej stronie
„Może istnieje jakaś droga powrotu…ale gdy zabijasz, przechodzisz na drugą stronę. Stajesz się innym gatunkiem, choć nikt nie rozpoznałby cię w tłumie. Zazdroszczę zwykłym ludziom na ulicy, zazdroszczę żebrakom. Nie jestem już jednym z nich, nigdzie już nie czuję się jak u siebie, tu, czy na żadnym kontynencie”.

Innej opcji nie ma
„czy zmieniłbym przeszłość?… zrobiłbym to samo. Albańcy, muzułmanie to gówna. Nie dziw się, że tak mówię nawet teraz”. Były dowódca Einsatzgruppen był podobnego zdania: „Tylko czysty naród może być silny” – rozumiejąc jednak intencję zawartą w pytaniu dodał – „No cóż… nigdy nie wykonywać rozkazów państwa??” – na chwilę zawiesił głos – „innej opcji nie ma”.

…. moralność
„Żaden żołnierz nie jest moralny, zabijanie jest niemoralne. Najbardziej potem brakuje tego utraconego, bo moralność.. to człowieczeństwo.”

koniec

na podstawie „Anatomia zła” choć temat twardy jak skała