BIEDA vs WZROST?

by romskey

Niesamowicie prostym przykładem wzrostu opartego na biedzie jest niewolnictwo. Plantacje generowały ogromne dochody kosztem głodu, podłych warunków i nierzadko śmierci darmowych pracowników. Tam gdzie niewolnicy otrzymywali wolność lub/i ustanawiano prawa pracownicze upadało wiele prężnych przedsiębiorstw – ale nie wszystkie. Błędem byłoby ustalenie prostej zależności pomiędzy ekonomicznym wzrostem a biedą. Pozwólcie na krótką historię świata, kapitalizmu, rozwoju i chciwości, gdyż bez niej trudno ruszyć z miejsca, nawet gdy ją znacie.

1. ZABURZENIE RÓWNOWAGI (NAKŁAD PRACY A DOCHÓD)
Struktury plemienne trwały w jako takim dostatku tysiące lat. Niewielkie społeczności wykorzystywały dostępną w otoczeniu żywność, którą dzieliły się – powiedzmy – po równo. Sielanka trwała do czasu gdy do samowystarczalnych osad nie przybyli zbrojni goście, którzy proponowali mieszkańcom ochronę (najczęściej przed samymi sobą). Życie okazywało się cenniejszą wartością od kilku worków zboża czy niedźwiedziego sadła (które należało oddać wojakom zajętym ostrzeniem mieczy i ochlejstwem). Dochód mieszkańców wiosek ze stałego dotychczas poziomu zmieniał się. W zależności od obfitości dóbr wokół, utrzymanie wojaków mogło skończyć się katastrofą głodu dla mieszkańców lub mogło zostać w ogóle nie zauważone, choć jak nietrudno domyślić się – w tym drugim przypadku – zdobywanie żywności wymagało zwiększenia czasu i wydajności pracy tubylców (nie pracowali już tylko na siebie).

2. WZROST PRODUKCJI, UPRZEMYSŁOWIENIE, DOCHODY
Ktoś musi pracować aby lenić się mógł ktoś, dlatego pasożyty nie były zainteresowane uśmierceniem żywicieli co wiązałoby się z ich naturalną katastrofą. Gdzieś w tym punkcie dziejów rozpoczęły się badania naukowe mające na calu wynalezienie pokojowych metod zwiększenia dochodów i produkcji przy zachowaniu kosztów na stałym poziomie (czyli: pracujcie tyle samo lub nawet mniej ale produkujcie więcej).

3. NA KREDYT
Zwiększanie produkcji wiązało się z kosztami. Wymyślenie i budowa kolei łączącej zachodnie wybrzeże USA ze wschodnim, rozbudowa kopalni, plantacji, budowa wielkich tam i podobnych gigantycznych inwestycji, wiązała się z koniecznością zakupu drewna, stali, narzędzi, których nie udałoby się zdobyć nawet handlując organami zmarłych z głodu pracowników. Tak pojawił się na scenie drugi ważny element: KREDYT (także technologiczny). O ile kredytodawcy lub technologiodawcy nie udało się zabić lub pognać, zobowiązania należało spłacać. Skutek był taki, że część uzyskanego wzrostu szła w przysłowiowy gwizdek.

4. REALIA WZROSTU
Czemu służy wzrost ekonomiczny? Obecnie, wzrost zasadniczo nie służy polepszaniu bytu obywateli czy pracowników. Wzrost służy głównie przekonywaniu banków do tego, że potrzebujący kredytu będzie w stanie go spłacić. Od tego czy skredytowane inwestycje będą trafione czy nie, zależy nie tylko to czy kredyt zostanie spłacony ale i to, jak ewentualnie polepszą się warunki pracy i płace obywatelom. Czy prężna gospodarka może istnieć bez prężnej infrastruktury? Na dwoje babka wróżyła. Autostrady, stadiony, lotniska, nowe elewacje budynków – średnio wiążą się z powszechnym rozwojem – ale kto wie? Gdy staniemy się węzłem komunikacyjnym Europy, turystyczna perłą, sportowym wulkanem – skorzystają na tym wszyscy. W mniej pozytywnym przypadku skorzystają tylko budowniczowie zwolnieni z obowiązku spłaty zaciągniętych zobowiązań – owe zobowiązania będą spłacać… wszyscy.

Stoimy na etapie gdybania czy inwestycje przyniosą zysk. Zdania są podzielone, ale trudno na etapie budowy sklepu uzasadnić czymś argument braku pracy i płacy kasjerek. Wszystko po kolei. Na pewno argument polepszenia wyglądu kraju jest dość tanim argumentem. Inwestycje nie służą walce ze wstydem, gdyż gdyby tak było, każdy obywatel otrzymałby 100 tys. USD na zakup najlepszych ciuchów i wyposażenia domów i wstydzenie się kraju-rudery obchodziłoby nas jak cygańskich królów warunki bytowe romskich żebraków. Tak rozdane pieniądze nie byłoby zresztą inwestycją i nikt nie dałby na takową kredytu.

5. ZRÓWNOWAŻONY WZROST

Nie wiem czy ekonomiści relacjonujący polski rozwój celowo podają wzrost PKB w procentach a wzrost płac w wartościach nominalnych, jednak posiliłem się o zestawienie (źródło Bank Światowy i polskie ustawy).
Wybrałem poglądowo okres 2000 – 2012 (dla wyrazistości zaokrągliłem sumy).

Wzrost PKB
2012 – ok. 500 mld zł
2000 – ok. 170 mld zł

Wzrost płac
2012 – 1500 zł
2000 – 700 zł

Nietrudno zauważyć, że płaca w tym okresie wzrosła dwukrotnie a PKB trzykrotnie. Oznacza to, że zrównoważony rozwój (społeczny i ekonomiczny państwa) jest zaburzony. Tak całkiem na chłopski rozum, oba słupki powinny rosnąć w podobnym a najlepiej takim samym tempie. Takie równe tempo ostudziłoby emocje wielu. Częściową odpowiedź na temat nierówności daje nam to, że skoro inwestycje nie przynoszą jeszcze dochodu, a odsetki należy spłacać już dziś, to czynią to obywatele.

6. STAN ROZWOJU

Być krajem rozwiniętym, to znaczy być krajem zadowolonych ludzi. Wg. wskaźnika rozwoju społecznego ONZ nie musimy się już rozwijać, gdyż Polska znajduje się w kręgu krajów bardzo wysoko rozwiniętych. HDI bierze pod uwagę takie elementy jak „długie i zdrowe życie” (long and healthy life), „wiedza” (knowledge) i „dostatni standard życia” (decent standard of living). Każdy z tych punktów ma swoje podpunkty i z nich powstaje ogólny wynik. Skoro jest tak dobrze to dlaczego chcemy więcej? Pewnie dlatego że ostatni element, czyli standard życia bierze pod uwagę PKB per capita co oznacza tyle, że gdy wśród 100 nieosiągających dochodu znajdzie się jeden Jan Kulczyk, to PKB per capita wykaże że wszyscy zarabiają po 100 tys. miesięcznie (oczywiście nie wiem ile zarabia pan Kulczyk).

7. BIEDA
Pojęcie biedy tak jak pojęcie niedożywienia są względne. Nie sposób wyliczyć norm indywidualnych potrzeb, można użyć ewentualnie średniej – czyli takiej, która powie ile potrzebujemy do przeżycia. Doświadczenia Auschwitz ukazują, że niewiele. Żyjemy jednak w rozwijającym się świecie i chcemy temu rozwojowi towarzyszyć. Kraje rozwinięte realnie, zainteresowane są walką z biedą poprzez tworzenie mechanizmów ułatwiających szybkie dołączenie biednych do rynku pracy, dzieci do szkół a starszych do spokojnej starości. Dla uniknięcia niewłaściwych skojarzeń, ludzi którzy z dołączeniem do rynku pracy, edukacji czy emerytury mają problem określono mianem „wykluczonych społecznie”. Przeciwdziałanie wykluczeniu opiera się na dostarczeniu każdej z tych grup narzędzi służących zintegrowaniu się z niewykluczonymi.

Parametry wykluczenia są różne w różnych krajach, choć w najprostszym przykładzie chodzi o to, że bezrobotny, który nie ma gdzie mieszkać, gdzie się umyć, gdzie zdobyć kwalifikacji, co zjeść, w co ubrać się i nie stać go na jazdę autobusem w poszukiwaniu pracy, to tej pracy najprawdopodobniej nie znajdzie. Zapewnienie minimum socjalnego okresowego lub stałego staje się przedmiotem działań i dyskusji. W Polsce ta dyskusja jest o tyle trudna, że średnio zarabiającego Polaka (ok. 1200 zł nie ponad 3 jak mówi średnia) stać praktycznie akurat na minimum socjalne, dlatego gdyby niepracujący otrzymali takie pakiety za darmo, to pracujących wziąłby wkurw. Nie możemy również stosować metodologii krajów realnie rozwiniętych z dość banalnej przyczyny. Wykształcamy więcej pracowników niż kraj może ich zatrudnić. 2 mln za granicą, 2 mln w kraju – to skutki najbardziej widoczne. Rozwój przedsiębiorczości jest mizerny w stosunku do popytu na pracę na godziwych (dających coś ponad minimum socjalne) warunkach. Wydaje się, że optymalnym rozwiązaniem byłoby realne uruchomienie rynku pracy ale praca dopiero ma być, gdy Polska stanie się już perłą turystyki, węzłem komunikacyjnym Europy i centrum światowego sportu.

Uruchomienie przedsiębiorczości w stylu ustawy Wilczka przeraża najbardziej tych, którzy z ustawy skorzystali. Tak już Polacy mają, że bardzo szybko z solidarnych robotników stają się lwami kapitalizmu. Istnieje jednak dodatkowy defekt. Podobna ustawa, wpłynęłaby niewątpliwie na szybkość naszego wzrostu a czy dodatnio czy ujemnie, tego nie wie nikt a rząd nie chce ryzykować – dziś ma rozwój w miarę pod kontrolą. Mamy tu oczywiście ogromne pole do dyskusji od argumentów rzeczywistych po teorie spiskowe. Czy niechęć do realnego wzmocnienia społecznego rozwoju wynika z niechęci do ryzyka władz, czy z tajemnego działania zachodnich gigantów, którzy nasz rynek chcą przejąć i nie są zainteresowani rodzimą konkurencją.

Czynnikiem wpływającym bezpośrednio na społeczne niezadowolenie jest pogłębiające się rozwarstwienie społeczne. Ludzie myślą „skoro uczciwie pracujemy, to dlaczego inni zarabiają fortuny, robiąc rzekomo to samo, a już całkiem politycy i urzędasy, które nie robią nic?”. Poczucie niesprawiedliwości jest najbardziej psychicznie niszczące i człowieka zawijającego cukierki krówki w papierki na śmieciowej umowie nie przekona to, że pół miliona premii wręczonych gdzieś na wyżynach jest europejską normą. Czy winne są media, które nagłaśniając przypadki(?) stwarzają sztuczną(?) normę, czy winni są sami obywatele puszący się ostentacyjnie majątkiem? Nierówności istnieją i są widoczne, uboższa od zachodniej ściana wschodnia również istnieje.

8. FINAŁ CZYLI REZYGNACJA
Nad zebraniem opisanych i nieopisanych czynników do kupy i wypracowaniem rozwiązań głowi się nie jeden. Niejeden głosi hasło: „gdy przejmę władzę to będziecie mieli jak u mamy”. Kompleksowych pomysłów jednak brak, choć kto wie? – może socjalizująca się UE narzuci nam coś siłą i dobrze na tym wyjdziemy? Spór o to, kto nam wreszcie wysmaruje dupy miodem zdaje się całkowicie eliminować prace nad pomysłem na produkcję miodu. Japonia odbudowałaby się dziesięć razy po „Fukushimie” w czasie gdy Polacy debatują nad tym, która władza zrobi coś podobnego lepiej. Nie potrafimy inwestować, także swojego zaangażowania. Dużo krzyku i nerwów a efekty dyskusyjne bardzo.

bwzr

Advertisements