TARGOWISKO OBŁUDY

by romskey

Nie tylko publicyści czy blogerzy zajmujący się wielką polityką zastanawiali mnie jako źródła dość szczególnych danych. Wiedzę przez nich propagowaną często powielali ludzie z ulicy i znajomi, zaś ja, jako człek obdarzony naturą poleskiego chłopa (do póki nie zobaczy to nie uwierzy) nie byłem w stanie pojąć, jakim sposobem osoby wiodące z gruntu spokojne życie wchodzą w posiadanie najpilniej strzeżonych tajemnic obcych państw? Czy Rosja gra na podział w Polsce? Czy Wiosna Arabska była animowana przez Iran? W pierwszym odruchu myślałem o tym, że ta międzynarodowa otoczka dla znanych – często wewnątrzkrajowych – treści ma charakter czysto populistyczny. Nie jest wszak tajemnicą to, że na rynku plotek zwycięża ten kto „wie więcej (zna więcej tajemnic)” a z uwagi na to, że takich racji nie sposób w żaden sposób sprawdzić, podważyć czy udowodnić, polemika z nimi jest bezcelowa (niestety ku radości zwolenników milczenia jako dowodu braku argumentów czyli ustąpienia pola). Szczęśliwie nie zawsze użyta manipulacja wymagała żmudnej weryfikacji. W zdolność przenikania ludzkich umysłów wierzą jedynie naiwni i tu popełniano dość wymowny błąd. Kiedy te same źródła mówiły o intencjach, którymi kieruje się polityk X czy Y odkrywałem bałamuctwo głoszonych z arcy-przekonaniem teorii. Czy Palikot poszedł do polityki dla pieniędzy? Czy Ikonowicz chciał jedynie zwrócić na siebie uwagę idąc do więzienia? Nawet gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywałyby na to, to realnych motywacji nie jesteśmy w stanie zdemaskować. Nawet ustna deklaracja ich nie zdradza a nie pisałbym o tym, gdybym nie widział jak znany polski szpieg oszukał wariograf.

Ciekawym aspektem aktów ujawniania rzekomo tajnych lub niemożliwych do sprawdzenia danych było to, że zbyt wyraźnie zarysowywał się cel ich przedstawiania. Nie była nim informacja a spreparowanie gotowego stanowiska, nastawienia, wzbudzenie nieufności, bądź wprost przeciwnie – zaufania. Propaganda w obiegu opinii miała od początków prasy i mediów wyjątkowe znaczenie. Chłonni wiedzy i ciekawi świata ludzie, zapewniani o tym, że dostarczane im materiały mają jedynie informacyjne znaczenie niejednokrotnie stawali się silnie zmotywowanymi żołnierzami danej sprawy. Badający korzenie barbarzyństwa w Ruandzie dopiero niedawno zauważyli, że najpoważniejszym nośnikiem nienawiści było lokalne radio, którego słuchali wszyscy. Podobnie historycy nie pozostawiają złudzeń co do kontroli mediów przez Josepha Goebbelsa, bez których nazizm miałby nikłe szanse dotarcia do masowego odbiorcy. Czy epoka propagandy odeszła wraz z historią i ucywilizowaniem? W moim przekonaniu zmieniła jedynie formę.

/…/
W trakcie kampanii wyborczej miało miejsce wiele ataków na Stanisława Tymińskiego, m.in. UOP i Krzysztof Kozłowski (ówczesny minister spraw wewnętrznych w rządzie Mazowieckiego) oskarżyli go o to, że ma związek z Libią (krajem wiązanym wówczas z terroryzmem) oraz z Kolumbią (gdzie silne były wpływy handlarzy narkotyków) – oskarżenia okazały się fałszywe. Tuż przed końcem kampanii wyborczej Telewizja Polska podała, że stosuje on przemoc wobec żony – po wyborach telewizja przegrała prawomocnie proces o pomówienie. Gazeta Wyborcza opublikowała opinię psychologa Andrzeja Samsona, mówiącą o tym, że Tymiński jest chory psychicznie. (źródło: Wikipedia)
/…/

Cui bono fuerit? czyli „Komu to miało przynieść korzyść? Komu to wyjść miało na pożytek?”. Wracając do wcześniejszych wątków, zwrócenie uwagi na Rosjan jako źródła mącenia w Polsce, jest korzystne dla Stanów Zjednoczonych uchodzących za naszych największych przyjaciół (podobnie zwrócenie uwagi na Iran jest korzystne dla aspiracji Izraela na Bliskim Wschodzie). Wielka polityka łączy się ściśle z wielkimi interesami, więc idea ustanowienia z Polski przyczółka amerykańskich oddziaływań w Europie jest więcej niż wiarygodna (patrz. ACTA). Oczywiście, nie oznacza to, że Rosja nie ma u nas swoich interesów, chodzi wyłącznie o to, że interesy mają wszyscy, przez co zwycięstwa jednych partii mogą być korzystniejsze dla Rosji czy Chin a innych dla USA czy Holandii. Istotne jest to, że walka o te interesy niejednokrotnie potrafi przyćmić naszą uwagę nad tym, co opłaca się konkretnie nam Polakom (nie Amerykanom, Rosjanom, Chińczykom, Izraelowi czy W.Brytanii). Podobnie rzecz ma się z naszymi wewnętrznymi sprawami, kiedy nie zastanawiamy się nad tym czego realnie potrzebujemy a tym, która partia jest naszym najprawdziwym przyjacielem.

abc

Advertisements