CO TO K… BYŁO?

by romskey

Referendum…. nie rozumiałem co ma wspólnego odwoływanie kogokolwiek ze zmianą czegokolwiek, nie wiedziałem, że zarzutami może być brak zarzutów lub powodów (kradzież, gwałt, przekręt, śmierć), których istnieniem można cokolwiek uzasadnić. Dlaczego referendum nie dotyczyło obywatelskich postulatów? Czy referendum zorganizowano tylko dlatego, że prawo pozwala je zorganizować? Koszty realizacji, batalia międzypartyjna, zapchajdziura medialna – wysoka cena. Czy finalny efekt to zwycięstwo PO, władz stolicy, porażka PiS, pozostanie u władzy PO, porażka obywatelskiego głosu, upadek czy gloria demokracji… lub cokolwiek innego? Wyjątkowo drogi i niejasny event, choć czego nie robi się dla polityki?

Gdzieś w cieniu debaty pojawiły się głosy, które Polacy chcieli usłyszeć. Coś tam ruszyło, PO walnęła się w pierś i powiedziała, że interakcja władza-społeczeństwo działa źle a raczej takiej nie było, że coś trzeba poprawić, że „żółta kartka”, ale czy to znaczy, że cicha urzędnicza robota straci na renomie a wychodzenie do ludzi nie jest już populizmem? Czy tylko w stolicy? Czy coś z tego wyniknie?

Czy dyscyplinowanie władzy wymaga postawienia na ostrzu noża losu dziesiątek rozpoczętych inwestycji, planów na przyszłość itd. itp.? To co zdarzyło się przypomina angielski dowcip, w którym głowa domu zgadza się wreszcie pozmywać naczynia, gdy terroryści, grożą pozbawieniem życia i gwałtem żony oraz córki (głowa domu uznaje następujące po sobie nieprzewidziane sytuacje za szantaż spreparowany przez żonę). Nie stać nas, tym bardziej, że nie wymaga bystrości to, że „referendalna argumentacja” może przynieść skutek stokroć poważniejszy.

Tym razem udało się, ale powinien to być kubełek zimnej wody dla premiera i PO, wyraźna sugestia, że dłuższe ignorowanie społeczeństwa choćby stosunkowo niewielkich grup zainteresowanych jak najbardziej bytowymi problemami może uwolnić lawinę. Kolejnej awantury PO może nie przetrwać. To co zdarzyło się mówi jedno: najwyższy czas porzucić staro-partyjną zasadę rozpatrywania napływających na „szczyty” wniosków na podstawie tego „kto za nimi stoi?” by zastąpić ją bardziej wartościowym pytaniem „czego chcą?”. Być może argumenty są warte uwagi. Być może warto monitorować „watch’e” i podobne inicjatywy, może warto po prostu słuchać.

HGW

Advertisements