OPTYMIZM WKURWIA

by romskey

Mój dobry kolega z klasy, morderca, recydywista, sączący drobnymi łykami podrabianą ruską wódkę spojrzał na mnie i stwierdził: „Smutny się ostatnio zrobiłeś, jak nie ty”. Wzruszyłem ramionami: „… z czego się cieszyć?”. „Nie wiem, kiedyś…” – uniósł brodę w górę i najwyraźniej zadumał nad przeszłością. Przylepiłem do twarzy półuśmiech próbując zrozumieć to, że obok mnie siedzi stały bywalec więziennych izolatek, agresywny, podejrzewany o zaburzenia psychiczne, za kratami „N” (niebezpieczny), a ja czuję się jak w salonie relaksującego masażu. Jedynie „smutny?” odbijało się jak echo w mojej głowie. Nie, nie jestem smutny, nawet przygnębiła mnie myśl o tym, że tak zostałem odebrany.

Bystry jajus z twarzą emerytowanego boksera od kiedy pamiętam, był nieśmiertelny. Kiedyś w niezbyt udanym łańcuchu zdarzeń doigrał się i został przekopany przez kilkunastu chłopaków z dzielnicy. Połamane żebra, palce, szczęka, obrażenia wewnętrzne, wstrząs mózgu, 3 miesiące w szpitalu. Gdy doszedł do siebie, kilku musiało opuścić „rejon”, poza tym wszystko wróciło do normy. Lata wcześniej w podobnych okolicznościach choć w innym układzie przedobrzył. Poszedł siedzieć, choć nie pierwszy raz.

„@$?#!^” – wróciła do mnie myśl – "pół życia za kratami, żywy przypadkiem i pyta mnie o mój optymizm?".

sin_city_by_AuiA

(graph:auia.deviantart.com)

Reklamy