XI. PRZECZOŁGAĆ!

by romskey

Niedawno, człowiek zajmujący się rekrutacją pracowników (HR), wydał demaskatorską książkę. Zdradzał w niej – przytaczając przykłady odbytych rozmów kwalifikacyjnych – sekrety swojej profesji. Opisy te nie były dla mnie interesujące, gdyż nie gustuję w analizie tego jak ktoś miał gorzej i dał się głupio zrobić. Dość szybko natrafiłem na informację dotyczącą „mechanizmu”: HR-owiec ma do dyspozycji kilkadziesiąt różnego rodzaju socjotechnik mających na celu wyprowadzanie z równowagi, wprawianie w zakłopotanie, sprawdzanie umiejętności zachowania zimnej krwi w sytuacjach kryzysowych. Wg. autora, testy te nie mają najmniejszego znaczenia, nie tylko dlatego, że pracodawców nie interesują wyniki ale i dlatego, że tworzenie sztucznych problemów w ograniczonym czasie rozmowy wobec zestresowanych ludzi, praktycznie nic nie mówi o ich predyspozycjach. Testy są jednak świetną okazją dla uzasadnionego procedurą przekopania przypadkowych, niczemu niewinnych ludzi i ten element HR sprawia, że praca w tym zawodzie daje sporo przyjemności.

Możemy wzdrygnąć się na myśl o pokroju zainteresowanych wyborem takiego zajęcia, lecz nie poruszajmy się po najprostszej linii oporu. Doliczmy zawody: kontroler biletów, komornik, strażnik miejski, juror „Idola”, dziennikarz, żołnierz, policjant, strażnik więzienny, krytyk, nauczyciel. Nie każdy stanie się „Brudnym Harrym” czy „Złym Porucznikiem”. Od mentalności człowieka zależy to, czy sięgnie po dostępne mu środki lub procedury by podkarmić swoje ukryte i nie całkiem zdrowe ambicje. Ludzie często nieświadomie mijają tę granicę pod wpływem emocji. Gorzej, gdy jej przekraczanie jest w pełni świadome. Dla tych pierwszych organizuje się szkolenia z etyki zawodowej (co Polski najwyraźniej nie czeka w najbliższym czasie, gdyż postrzegamy te zachowania jako normę), dla drugich oferta jest mocno zubożona.

Za kulisami problemu kryje się nieznana powszechnie właściwość ludzkiej natury zdiagnozowana m.in. przez F.Zimbardo. Podczas swoich badań (np. eksperyment więzienny) udowodnił, że stworzenie podziału na lepszych (np. posiadających władzę) i gorszych (podporządkowanych) oraz zdjęcie z tych pierwszych odpowiedzialności, prowadzi do patologii. Zimbardo analizował przypadki brutalnych nadużyć w amerykańskich więzieniach w Iraku czy Guantanamo, nie zdając sobie zapewne sprawy z tego, jak szerokiego problemu dotknął. Zdjęcie odpowiedzialności nie musi polegać na odgórnym przyzwoleniu na przemoc, pogardę czy wykorzystanie, co zresztą rzadko ma miejsce. W tym punkcie wystarczy milczenie (patrz. fala w wojsku). Najlepiej sprawdza się idea, która usprawiedliwi mijanie granic i tu życie nas mocno zaskoczy. Jurorzy programów typu „Mam talent” wzbudzający skrajną odrazę, przyciśnięci do muru zdradzają: „My jesteśmy dobrzy, jesteśmy ok, tylko pełniona rola wymaga od nas sprawdzenia czy kandydat na gwiazdę wie czego chce, czy jest zdeterminowany, czy potrafi pokonywać przeszkody, czy nie ucieknie, nie rozpłacze się, tak naprawdę pomagamy im”. Dziennikarze wytłumaczą się ideą służby informacji i odpowiadania na społeczne zapotrzebowanie. HR-owcy będą przekonywać, że muszą dostarczyć pracodawcom najwyższego sortu pracowników. Dokonujący zbrodni wojennej żołnierz stwierdzi, że dokonał sprawiedliwej zemsty na znienawidzonym wrogu. Policjant wytłumaczy się tym, że tylko droga między miejscem przestępstwa a sądem daje możliwość wymierzenia realnej sprawiedliwości. Jak widzicie nietrudno powołać się na wyższą konieczność a najlepiej w imię dobra publicznego, Polaków, wierzących, widzów. Najlepiej taką ideę i misję jej wypełnienia samodzielnie sobie przyznać.

Jak walczyć z hobbystycznym przeczołgiwaniem? Najwyraźniej jest to trudne, gdyż np. słynący z chamskich postaw dziennikarze mają za nic ludzki niesmak. Nie można pozbawić ich możliwości zadawania podłych pytań gdyż powołają się na wolność słowa. Nie można ich zniechęcić do publicznego prania brudów, gdyż przyprowadzą tuzin widzów, którzy stwierdzą, że akurat takiej wiedzy potrzebują (oczywiście tych 12-tu ma reprezentować społeczny ogół). Najprościej byłoby, gdyby dziennikarze po prostu chcieli informować a nie zabawiać się w HR-owców, jurorzy chcieli wyławiać talenty a nie schłodzone ciekłym azotem buldożery poklasku, rekrutujący pracowników chcieli wyłuskiwać pracowitych, oddanych i uczciwych fachowców a nie agentów CIA, którzy przyłapani na obcym terytorium nie puszczą pary podczas tortur. Pokusa dokopania bywa jednak zbyt silna i w takich przypadkach mogłoby wkraczać prawo (także dyscyplinarne konsekwencje). Ponoć konstytucja gwarantuje poszanowanie godności człowieka. No, ale co to jest godność? Ponoć bicie dzieci jest dla ich dobra. Czy zawsze?

badleutnant

Reklamy