„wyje**nie tych staruchów”

by romskey

Czarno-białe widzenie rzeczywistości i niesprawiedliwe uogólnienia, arogancja, wielkie ambicje, otwartość, skłonność do ryzyka i łamania reguł, humanitarna naiwność, wiara w świat równy i sprawiedliwy, głód zmian. Każdy kiedyś nosił „długie włosy”. Potem bywało różnie. Jedni włosy ścinali, drugim wypadały samoistnie, trzeci wybierali los outsiderów. Niezależnie od wyboru, wyznawane poglądy stawały się coraz bardziej wygładzone, grzeczne, precyzyjne, niekiedy tak precyzyjne, że zatracenie ich sensu przychodziło z coraz większą łatwością. Niby dla dobra sprawy, dialogu.

NAJGŁĘBSZY SENS ZMIANY?

Pewnie nie lubicie obrazowych historyjek, jednak w tym przypadku przytoczenie jednej z nich wydaje się niezbędne. Jej prostota jest zbyt wymowna, by zrezygnować, nawet gdy sięganie po obserwacje z natury uznacie za krzywdzące. W filmie dokumentującym życie naszych człekokształtnych krewniaków, leciwy goryl stojący na czele stada dysponował nieograniczoną władzą i pierwszeństwem dostępu do samic, zaś dorastające goryle płci męskiej dbały o to, by nie spał spokojnie. Dostrzegając nieuwagę przywódcy rozpoczynały flirty z samicami lub najzwyczajniej w świecie starały się go wkurzyć. Szarpały za sierść i uciekały, czasem przyłożyły „z placka” lub czymś twardszym, znalezionym. Przywódca bez trudu dyscyplinował twardą ręką rozwydrzonych i sprawiających wrażenie wyjątkowo głupich młokosów, jednak któregoś dnia przegrał. Obity wycofał się z publicznego życia ustępując miejsca młodocianemu oszołomowi.
Opisany proces powtarza się w niezmiennej formie od setek tysięcy czy milionów lat. Oszołom po pewnym czasie staje się leciwym doświadczonym gorylem i historia zatacza koło.

Możemy sobie wierzyć w to, że jesteśmy nad-gatunkiem o niebiańskim pochodzeniu, że człowieczeństwo, boskie cząstki itd., etc. Nie trzeba jednak niezwykłej bystrości, by zauważyć to, że opisany wyżej schemat ilustruje większość procesów społecznych. Jedno pokolenie a raczej część przedstawicieli, monopolizuje rynek danych dóbr, o które zabiegają pokolenia młodsze. Dochodzi do rywalizacji. Możliwych scenariuszy jest kilka: gdy przywódca zginie nagłą przypadkową śmiercią rozpocznie się bój o przywództwo między młodymi samcami. Gdy przywódca pomrze ze starości, jego miejsce zajmie najsilniejsza memeja w stadzie. Gdy przywódca zginie w wyrównanej walce z młodym najsilniejszym samcem, stado zyska pełnowartościowego reproduktora. Gdy przywódca zginie w wyniku „zbiorówy” to w stadzie zapanuje szczęśliwa demokracja lub zostanie rozniesiona w strzępy wewnętrzną walką jej udziałowców. Nie ma jednak opcji „władzy wiecznej”. Kiedyś trzeba ustąpić z własnej lub niewłasnej woli i czas lub sposób odejścia ma ogromne znaczenie dla przyszłości „gatunku”.

Zmiana pokoleniowa wydaje się jednym z najważniejszych elementów utrzymania społecznej kondycji. Każdy rozwijający się sprawnie kraj musi jej doświadczyć. Jesteśmy ludźmi, odłożyliśmy na bok „placki” i kamienie. Wytworzyliśmy kulturę, cywilizację, ustrój w którym dialog może zastąpić przewrót. Czy Polska jest gotowa? Pytanie wydaje się niepotrzebne, gdyż przywódca wciąż pociąga za sznurki i nie obawia się konkurencji. Słyszymy: „nie ma nikogo lepszego” ale to zdanie nie płynie z dołu. Gdzieś „na dole” można usłyszeć „wyje**nie tych staruchów”* i wiele podobnych opinii. Jest jeszcze czas, można zadbać o formę i raczej nie chodzi o próbę wychowania pokornych i zdyscyplinowanych następców.

* fragm. komentarza najmłodszego pokolenia znaleziony w sieci

crown

Reklamy