WSZYSTKIE KOBIETY MILLERA SĄ

by romskey

Noam Chomsky, najczęściej cytowany lewicowiec (lewicowiec w medialnym slangu oznacza: naukowiec społecznik) w trakcie spotkania z holenderskimi studentami zaproponował zaskakującą formę walki z faszyzmem. Stwierdził, że cenzurowanie faszyzmu odnosi odwrotny od zakładanego skutek. Przytoczył przykład stosunku prawa do negowania holokaustu czyli tzw. „kłamstwa oświęcimskiego”. Stwierdził, że w USA upowszechnianie kłamstwa oświęcimskiego nie jest karalne, gdyż wolność słowa jest wielką wartością amerykanów. „Dzięki temu, u nas” – mówił – „temat nie istnieje, nikt nie zwraca na niego uwagi, bo i dyskusja z nim byłaby absurdem. Natomiast w krajach, w których temat zepchnięto do podziemia (zakazano prawem) jest wciąż żywy”. Chomsky zasugerował słuchaczom, że faszystom należy pozwolić mówić, bo tylko wtedy można wygrać z nimi na argumenty.

W Polsce… jest trochę inaczej, gdyż cenzuruje się przede wszystkim chcących dialogu i zainteresowanych wysłuchaniem stron. Przykładem może być lincz dokonany na prof. M. Klejberze, który wystąpił z propozycją zorganizowania konfrontacji komisji Millera i Macierewicza. Dorobek naukowy Klejbera nie stanowił przeszkody w zmieszaniu go z szambem. Podważaniem autorytetu prezesa PAN zajęły się nawet najmniej wyedukowane parchy, co było wyjątkowo żenujące. Za chęć dialogu??? – pytałem sam siebie. Reguły debaty naukowej znacznie różnią się od napierdalanki polityków, mediów i tzw. „gawiedzi”. Po odcedzeniu macierewiczowskich fantasmagorii, argumenty zwolenników zamachu mocno schudłyby. Czyż istnieje lepszy sposób na obalenie mitów i może nawet zamknięcie tematu? Gdy środowiska zbliżone do PO postanowiły ocenzurować Klejbera uznałem, że muszą mieć jednak coś do ukrycia, skoro zamiast dyskusji wolą nieskończone bicie piany przez PiS. Nawet nie pomyślałem o bombie na pokładzie, ale m.in. kwestiach przygotowania wizyty czy problemy z odzyskaniem wraku. Reakcja środowisk PO nie może zostać odczytana inaczej jak „Smoleńsku żyj!” i szkoda że za cenę oplucia autorytetu, co było dotychczas domeną Prawa i Sprawiedliwości. Komu zależy w Polsce na braku dialogu?

Medialną niechęć do rozwiązywania i zamykania nośnych tematów można zrozumieć. Dyskusja napędza oglądalność, ludzie muszą się gubić, spekulować, należy dostarczać im dobranych z dupy racji rozmówców by pogłębić chaos. Tylko tak temat żyje. Gdy ktoś postawi kropkę nad i… trzeba szukać czegoś nowego, a taki Smoleńsk czy proces Katarzyny nie zdarzają się codziennie. Trudno jednak uwierzyć, że stoi za tym wyłącznie komercyjny interes.

Nie raz zastanawiałem się nad utrudnianiem faszystom występów na polskich uczelniach. Zawsze to ciekawsze miejsce niż ulica, gdzie zarzynanie hołot czerwonych, kopanie i plucie są stosownymi argumentami. Potrafimy sobie wyobrazić przebieg, jednak nie odnajduję w pamięci żadnego punktu odniesienia. Praktycznie, nigdy takiej debaty nie było. Czy nie warto spróbować? Jeszcze kilka lat temu, polscy uczeni zachęcali do eksponowania różnorakich kuriozów studentom w celach edukacyjnych. Czy przeciwnicy takich konfrontacji uważają, że już nie tylko profesorowie ale i studenci są durni? O błędności takiego założenia przekonał się m.in. P. Tymochowicz, którego złote zasady politycznego marketingu zostały zdrowo przez żaków przekopane.

Czy chodzi o strach, że ochrzczony przez media matoł powie coś inteligentnego i to ruszy, dlatego celem nr. jeden staje się prewencyjne zmatolenie człeka zanim coś powie? Szef ONR i Palikot – wydają się równi w medialno-politycznym światku a gdy postacie tak ideologicznie odmienne są traktowane jednakowo, to znaczy, że źródła problemu należy szukać dokładnie pośrodku, a tam jest WŁADZA. Nie chodzi tu o WŁADZĘ jako RZĄD lecz SYSTEM. Chodzi o ów beton czule wspierający się w kwestiach podnoszenia poselskich diet czy zmniejszania politycznej odpowiedzialności. System, który tworzą medialni wrogowie, prywatnie wcinający przy jednym stoliku sałatki w sejmowej Hawełce. System, dla którego jesteśmy idiotami, system tworzony przez wrośniętych od ćwierćwiecza w scenę polityków, kościół, media, biznes. System bardzo wrażliwy na konkurencję a co najgorsze rozmawiającą ze sobą.

Jeszcze trochę praktyki

6 października (niedziela) Palikot organizuje swój kolejny kongres założycielski. SLD w sobotę proponuje pogadankę dla polskich kobiet na temat „Języka gwałtu w polityce” (odniesienie do sprawy Palikot – Nowicka). Mniejsza o to, że temat „Języka naćpanych hołot w polityce” czy „Zagadka poglądów Leszka Millera na transparentność działań państwa w kontekście więzień CIA” byłyby równie ciekawe i jakże pomocne w budowie zaufania. Ohydę wzbudza strategia sojuszu wpisująca się jak ulał w poruszoną wcześniej tematykę „kultury dialogu i wolności słowa w Polsce”. Czy wartość a może i w ogóle istnienie cnót feministycznych SLD można uzasadnić jedynie obrzydliwością Palikota? Czy Polki poczują się zauroczone tym ukłonem SLD względem ich inteligencji? L.Miller trzęsie tyłkiem i gdyby miał jaja lub przynajmniej argumenty nie organizowałby nakładki ale to już inna historia. Tak to w Polsce wygląda.

Reguły dialogu z podziałem na role czyli „polskie małpki trzy”:

PO – ignorowanie rozmówcy
PiS – przekrzykiwanie i straszenie rozmówcy
SLD – pranie brudów i haki na rozmówcę

speech6

Reklamy