TRUDNE PISANIE O POLSCE

by romskey

Na podstawie doświadczeń własnych oraz wnikliwych obserwacji otoczenia ustaliłem, że przeciętnemu polskiemu blogerowi wydaje się, że jest (jeszcze niedocenionym, choć wybitnym ale skromnym) publicystą kształtującym przekonania mas. Bloger, bez żadnego przygotowania uciera sobie w duchu jakieś pseudo lub nie-pseudo reguły, choć nigdy nie wie czy są zgodne z zasadami profesji czy nie. Skoro ludzie czytają i czasem chwalą to chyba dobrze, więc niby jest ok. Bloger w swoim odczuciu reprezentuje przekonania Polaków (bo jest Polakiem) a w związku z przekonaniem o swojej istotnej roli w przepływie opinii czuje się odpowiedzialny za losy Polski a nawet całej ludzkości. Prawdy gładzi, kalkuluje czy dane zdanie nie wyrządzi komuś szkody lub pożytku, wsłuchuje się w medialne nastroje społeczne i zachowuje jak strateg, od którego decyzji zależą losy cywilizacji. Ktoś powiedział, że w internecie mówimy więcej niż jesteśmy w stanie powiedzieć w realu, ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że w sieci mówimy mniej od tego co mówimy w realu. Prywatna rozmowa o Polsce z zaufanym znajomym znacznie różni się od wyważonych tez stawianych np. w blogu. Powstaje jedynie pytanie: „Kto jest tym idiotą, odbiorcą końcowym?”.

Prawda o Polsce może być bolesna, choć zauważyłem, że wiele zależy od postawionego pytania. Gdy zapytamy ze zwieszonym na kwintę nosem: „No i jak ci się żyje Polaku?”, to Polak zacznie poszukiwać argumentów za sugerowaną tezą i odpowie: „Aj, daj spokój”. Gdybyśmy zapytali a raczej stwierdzili „Widzę, że sobie nie radzisz, no cóż, nie każdy ma jaja” to niezależnie od stanu rzeczywistego usłyszymy długą listę osiągnięć (+30%). Prawda o Polsce jest więc kwestią postawionego pytania i nie tyle treści, co zawartej w nim sugestii.

W blogach prawdy prawdziwej o Polsce – jak na lekarstwo. Prawda może szkodzić lub pomagać, więc z uwagi na taki skutek, różnie się ową prawdę formuje – zresztą, pisałem już o tym wcześniej. Piszemy o innych, rzadziej o sobie, a gdy już o sobie to oczywiście z uznaniem. Zamiatamy prywatne problemy pod dywan w imię prania brudów we własnych domach, gdy to właśnie one składają się na nasze stanowisko w temacie rzeczywistości. Gdy nie układa się w pracy, w domu czy innej działalności, przelewamy frustracje na chłonne obiekty typu władza, Żydzi lub cykliści. Podłączamy się pod takie nurty licząc na to, że może ktoś kiedyś domyśli się co nas osobiście gniecie i to zmieni. Jedynie statystycznie liczony poziom zbiorowej frustracji ukazuje, że jakieś problemy istnieją, więc nic dziwnego, że politycy starają się je odgadywać metodą „chybił trafił”, licząc na wykrycie bardziej zbiorowych, dających poparcie.

Gdyby tak zrzucić te blogowe „publicystyczne” pozory, stałą obecność na elitarnych bankietach, zorientowanie zbudowane na medialnym przekazie, stabilność która przystoi osobie statecznej – zobaczylibyśmy Polaka prawdziwego. Nie całkiem ogolonego, nie całkiem pewnego swojego losu, nierozumiejącego podstawowych pojęć, zręcznie manipulowanego przez tych, którzy swoją wersję znaczeń pojęć kreują. Oczywiście mamy swoje sukcesy, ale to takie drobne, naprawiliśmy kran, kupiliśmy coś do komputera. Zasadniczo widząc droższe pojazdy czy domostwa zastanawiamy się „skąd ci ludzie biorą pieniądze?”. ZUS wchłonie 12% PKB? 60 mld. pożyczki a nie dotacji z budżetu kreatywnie nie wpłynie na zwiększeni długu publicznego? Coś tam nam świta, ale co z tego? Możemy nie zapłacić? W ramach buntu mamy przejść do szarej strefy ale wiadomo czy te dane to prawda?

Jedną z dość istotnych reguł dziennikarstwa, o której słyszałem, jest docieranie do źródeł. Dla blogera „źródła” to zasadniczo media, czyli źródła, do których ktoś w imię redakcyjnych interesów już dotarł. Spekulujemy, oceniamy, chwytamy się na zarzucony haczyk dyskusji a kiedy kolej na nas? Chyba nigdy, bo co w nas medialnego, co jest medialnego w normalnym człowieku? Dopiero gdy dach się nam na łeb zawali lub kogoś zabijemy znajdziemy swoje 5 minut. W trakcie procesu Katarzyny W. zginęło ok. trojga bardzo małych dzieci, bitych, głodzonych, torturowanych – ale to proces Katarzyny budzi dyskusję. Jak wygląda rzeczywistość wokół nas? Wieś spokojna a może nie wszystko widzimy? Może sąsiad jednak przetrzymuje kogoś w piwnicy?

Konkluzja dzisiejszej notki jest taka, że źródła do których jesteśmy w stanie dotrzeć omijamy szerokim łukiem bo i niemedialne te źródła, zaś źródła, o których rozmawiamy to nie nasze źródła i realnie nie nasze sprawy.
… a życie się toczy się dalej.

poland

Reklamy