UWAGA! PRZEKAZ ZAWĘŻONY

by romskey

Drzewiej, jak mawiają najstarsi mieszkańcy naszej planety, była kawiarnia czy teatr. Ludzie obcujący z kulturą innych zmieniali się, stawali się we właściwy kulturze sposób obyci, uczyli się rozmawiać nie krzycząc, jak wyglądać, jak słuchać z uwagą, gdyż chłonęli rzeczy przydarzające się raz w życiu. Szybko teatr i kawiarnię wyparła telewizja. Bliżej nosa, szybciej, wygodniej, taniej, z powtórkami. Już wtedy, ci którzy zauważyli płaszczenie tzw. „dorobku ludzkości” postanowili go ratować tworząc m.in. teatr telewizji czy telewizyjne kawiarnie. Tylko czy efekt był choćby podobny, skoro na przedstawienie można było „przyjść” w gaciach? Nie minęła chwila, gdy telewizję wyparł internet. Jeszcze bliżej nosa, jeszcze wygodniej, na jeszcze mniejszym ekranie, jeszcze większa oferta, jeszcze bardziej osobiście. Telewizja umierała wraz z gazetami. Internet miał w sobie wszystko, koncert z wersalką, wiadomość bliżej niż pod drzwi czy w kiosku, film jeszcze bliżej niż w gościnnym pokoju z rodziną, kontakt z człowiekiem z poziomu legowiska. W dobie internetu wszelkie wytwory ludzkich myśli zyskiwały nieznaną dotychczas wiekopomność przez fakt powszechnej i wiecznej dostępności. Prasa i telewizja w akcie przetrwania – jak niegdyś teatr telewizji – przesiadły się do sieci notując podobny czyli średnio oczekiwany zysk. Wyjątkowość zatarła się, upadły monopole, budowanym przez lata kolosom zaczęli zagrażać zwykli ludzie. Przestało liczyć się przygotowanie, wartości nabrała pomysłowość skierowana na zwrócenie masowej uwagi z prędkością światła. Kultura, czy to budowana przez osobisty kontakt z odbiorcami czy samą żywą, unikalną kulturą stały się przeszłością. Rolę nośników przejał autobus, zakład pracy lub hipermarket. Tam właściwie można już tylko zobaczyć jak wyglądają inni ludzie. Również tu podjęto próbę ratowania Czegoś przez rekonstrukcje historyczne, eventy, flash moby a efektem niezauważeni genialni skrzypkowie mijani bez uwagi na dworcach. POP kultura.

W jakimś sensie, przesyt wszystkiego przypomniał nam o czymś. O tym, że jednak brakuje nam czasem tego wyjątkowego zawładnięcia wyobraźnią, wypełnienia duszy unikalną energią, która pozostanie w nas na dłużej. Wbrew najczarniejszym scenariuszom upadku, docieramy do źródła, najbardziej pierwotnej potrzeby tworzenia, obcowania z kulturą w wersji live, wydarzającej się w chwili tworzenia, niejednokrotnie własnego. Nie potrafimy jeszcze zrzucić z siebie warstw utartych, gwiazdorstwa, autorstwa, własności, wieczności, kulturowego misjonarstwa ale inflacja tychże dokona się sama. Czy staniemy się Aborygenami lub Tybetańczykami tworzącymi piaskowe dzieła palcami, które nazajutrz rozwiewa wiatr, dzieła powstające tylko dla samego tworzenia, obcowania z wszechświatem „tu i teraz”? Co pozostawiamy po sobie skoro zwykliśmy uważać, że kultura jest dorobkiem ludzkości? Prawdopodobnie przetrwają piramidy.

arti

Reklamy