WZROST, DOBROBYT, JAKOŚĆ ŻYCIA

by romskey

W jaki sposób polskie władze mierzą poziom życia obywateli? Za pomocą PKB. W najprostszej definicji PKB to: wartość wytworzonych rocznie dóbr i usług w danym kraju (w Polsce w roku 2012 wyniósł on 489.7955 mld USD – źródło: Bank Światowy). Dzieląc tą wartość przez liczbę mieszkańców można wyliczyć ile (lub o ile w stosunku do lat mienionych czy innych krajów) statystycznie każdemu obywatelowi polepszyło się lub pogorszyło (tzw. PKB per capita). Wciąż przyjmuje się, że PKB/na głowę jest najlepszym miernikiem jakości życia. Czy jest takim w istocie?

Nie wszyscy wiedzą o tym, że przy obliczaniu PKB nie ma znaczenia np. własność przedsiębiorstw czy kapitału. Oznacza to, że gdy sieć Biedronka lub Lidl wypracują jakiś zysk to zostanie on wliczony do PKB, choć tego, że gotówka bardzo szybko wyjedzie z Polski do właścicieli z Niemiec i Portugalii, PKB już nie ujmuje. Co w takim razie dzielilibyśmy między mieszkańców? Ano wartość, której w Polsce nie ma. PKB nie ujmuje też przychodów szarej strefy.

PKB/na głowę, jako statystyczny miernik poziomu życia, nie rozstrzyga czy ów dochód rozkłada się na całe społeczeństwo czy trafia tylko do określonych grup społecznych. Jest jak w każdej statystyce: gdy jeden pracuje i zarabia 100 zł a drugi nie, to statystycznie obaj zarabiają po 50zł.

Ekonomiści już w latach 50-60 zauważyli, że PKB dzielone na głowę nie jest dobrym miernikiem dobrobytu, jednak ich spostrzeżenia znikały tak szybko jak pojawiały się. Działo się tak dlatego, że wzrost PKB daje państwu większą wiarygodność kredytową, inwestycyjną, może być powodem dumy czy wewnętrznej propagandy. Jeżeli Chińczyk usłyszy o wzroście chińskiego PKB o 7.7% to przecież nie zaprzeczy. Prawdopodobnie uzna się za niewydajnego gamonia, który nie stara się tak jak inni. Polak słysząc o wzroście o 0.8%, nie zaprzeczy temu, że kraj rozwija się. Podobnie jak Chińczyk uzna, że skoro nie stał się o owe 0.8% zasobniejszy lub lepiej traktowany, to prawdopodobnie za bardzo obija się, nawet gdy tyra od świtu do nocy. Chiny to dobry przykład gospodarki rozwijającej się w tempie szalonym, gdy obraz życia zwykłych Chińczyków i dóbr dostarczanym im przez państwo nie napawa już tak wielkim optymizmem.

Nie musimy zarzucać kłamstwa ekonomistom kreującym wizję świetlanego rozwoju Polski pod wodzą premiera Tuska. Opierają się na PKB gdyż tak ich uczono w szkole. PKB nie miał w założeniu służyć mierzeniu poziomu życia jednostki i dopiero gdy zaczęto taki dochód na głowę obliczać, pojawiły się głosy krytyczne. Powstała nawet specjalna komórka przy ONZ – (UNRISD Instytut Badawczy Narodów Zjednoczonych dla Rozwoju Społecznego) która stworzyła nową koncepcję obliczania poziomu życia. W latach 60-tych w Polsce zakazano używania ‚nowej metody’ (stosowała ją IGS SGPiS), gdyż okazało się, że mierzony za jej pomocą dobrobyt nie rośnie tak szybko, jak obliczany za pomocą PKB.

Warto zwrócić uwagę na to, że starano się rozdzielić czynniki składające się na pojęcie ogólnego dobrobytu:
dobrobyt ekonomiczny (kondycja gospodarki)
dobrobyt społeczny (zyski społeczne m.in. dostęp do edukacji, służby zdrowia itd.)
dobrobyt psychiczny (subiektywne odczucia obywateli)

Co interesujące, w kilku krajach (Niemcy, Francja) pojawiały się dyskusje dotyczące zmiany sposobu wyliczania poziomu życia, ale postulaty te były miażdżone przez władze zainteresowane głównie szybkim i wysokim wzrostem dla których PKB jest niezastąpiony.

Temat jest praktycznie zegarową bombą, gdyż kwestią czasu jest to, że ktoś napisze lub powie o tym prościej, mądrzej, lepiej, dzięki czemu zauważymy m.in. to, że pompowanie PKB za sprawą sprowadzania inwestorów zagranicznych ma się ‚średnio’ do wzrostu zadowolenia obywateli. Praktycznie nie ma tu wielkiej ekonomii, choć wielu propagandystów stara się kneblować, a nawet kastrować społeczeństwo sloganami „nieznajomości podstawowych pojęć ekonomicznych”, przemycając w ten sposób sugestię pozostawienia rządowi oceny tego jak żyje się ludziom. Rozwój gospodarczy państwa nie równa się rozwojowi społeczeństwa – to nie jest trudne. Należy jedynie wypracować rzetelniejsze techniki pomiaru jakości życia (niekoniecznie tylko portfelowego), wiedząc o tym, że dyskusja na ten temat może stać się twórcza i zrobić coś dla nas wszystkich lub może przeistoczyć się w narzędzie dochodzenia do władzy PiS czy innych Dud. Dłuższe milczenie nie ma jednak sensu, gdyż za dużo brudów zbiera się wokół sprawy by móc swobodnie oddychać.

Polecam wartościowy tekst z portalu Forsal, który warto zmęczyć, gdyż mówi szerzej o propozycjach sposobów mierzenia poziomu życia społeczeństwa. Narodowy Indeks Dobrobytu (NID) – niemiecka alternatywa dla PKB

Time_Bomb
(graf:exper-e-mental.blogspot.com)

P.S. Pomyślałem o tym, że warto może tym razem zacząć od pojęć: dobrobyt, dobrobyt społeczny, poziom życia, jakość życia, warunki bytowe – można to nieźle zaplątać, gdy chodzi zasadniczo o to samo. J.polski jest okrutny:) Warto także pamiętać o tym, że pytania „czy zauważa pan/pani poprawę?” oraz „czy jest pan/pani z owej poprawy zadowolony/a?” – nie są jednakowe.

Reklamy