AUTOKAREM PO WŁADZĘ

by romskey

O pieniądzach mówi się w naszym kraju ze średnim przekonaniem. Wierzymy w idee i wolontariat, bo tylko tak potrafimy jeszcze ufać. Czasem jednak trzeba, szczególnie gdy rzecz dotyczy operacji, o których wiedza powszechna jest znikoma. Któregoś dnia do osoby zajmującej ważne stanowisko w lokalnym oddziale firmy PKS (przewozy autobusowe) zapukał miejscowy proboszcz i zapytał czy PKS w ramach ‚co łaska’ nie udostępniłby kilku wozów na pielgrzymkę? Oczywiście sprawa została rozpatrzona pozytywnie i całkowicie gratis, gdyż dla kościoła – a konkretnie ubogich starowinek – otwierają się ludzkie serca. Jedynie późniejsze zażenowanie darczyńcy, który dowiedział się o tym, że proboszcz pobierał opłaty za wyjazd od pielgrzymów nie pasuje do tej pięknej samarytańskiej opowieści.

Podobnie wygląda kilka innych historii. Nie każda grupa społeczna w Polsce posiada dar otwieranie ludzkich serc (jak kościół), czerpania ze środków nie całkiem własnych (związkowcy) czy na zasadzie „płać” (kibice). Grupy te (a konkretnie ich aktyw) są niejako ideologicznie zmuszone do przemieszczania się, czy to na Jasną Górę, na mecz czy związkowy kongres. Posiadają techniczne i ekonomiczne zaplecze swojej działalności i często występują w różnej maści zjawiskach ulicznych.

Widząc ciche pikiety i wystąpienia mniej zorganizowanych grup zastanawiam się nad ich wizualną siłą przekonywania, nawet gdy dysponują znacznie szerszym niż widzialne poparciem. W mediach społecznościowych ich akcje zyskują niejednokrotnie rzesze zwolenników, choć z powodów kosztów dojazdu, pracy czy braku czasu, na ulicę trafia kilkunastu czy kilkudziesięciu najbardziej gorliwych lub tylko miejscowych aktywistów. I owszem, gdy boli to człek ruszy nawet nawet na drugi koniec Polski, jednak w rozmyślaniach nad autokarami, nie sposób uniknąć wrażenia, że „niektórych może boleć znacznie mniej” by zwrócić uwagę i nie całkiem na własny koszt. Zastanawia w takim razie to, czy w naszym państwie na zainteresowanie może liczyć jedynie magnat autokarowy? Nie rośnie we mnie duch socjalisty, gdyż czy zasobny i silny jest takim w rzeczywistości? Skoro w ramach nie całkiem zrozumiałych przywilejów pozyskuje środki w imię ubogich starowinek, demokracji, ochrony praw itd. a niewidzialni protestujący są owymi ubogimi starowinkami, demokracją i zwątpionymi, to chyba zlokalizowaliśmy jakiś defekt. Niejednokrotnie niereprezentowani przez nikogo, pokrywają pośrednio koszty działania tych, którzy wypierają ich z przestrzeni publicznej, występują rzekomo w ich imieniu lub…. organizują kontrmanifestacje.

Czy potraficie wyobrazić sobie autokarowy protest bezrobotnych, pracowników szarej strefy, ubogich i wielu innych grup? Dla nich barwna pikieta czy samo zorganizowanie się ze względów prawnych i osobistych jest progiem nie do przekroczenia. Ich głos w publicznej debacie nie ma znaczenia, gdy jest to głos milionów. Oczywiście zawsze znajdą się gotowi do występowania w ich imieniu i wyciągną dłonie po skromne datki organizacyjne, jednak czy służą ich sprawie? Prawo głosu i uwagi powinno być dostosowane do tych najsłabszych, gdyż to owi najsłabsi oczekujący normalności i stabilności ludzie są realnym i najliczniejszym głosem demokracji.

autokars

P.S. Zapewne pobudzę do głosu zwolenników referendów, choć i tu, kwestia liczby koniecznych podpisów zestawiona z opisanymi wyżej możliwościami organizacyjnymi powinna zastanowić, czyli: jak uszczelnić ten system?

Advertisements