ROMSKEY BABIEJE

by romskey

Wiadomo, przypierdolić komuś z samego rana i pognać barwnie na fali znalezionego medialnego niusa jest jakąś formą spędzenia wolnego czasu. Media wciąż jeszcze napędzają koniunkturę (dają temat), publiczność w panice szuka wsparcia i odpowiedzi na pytanie o to czy jest jeszcze ze swoimi myślami w stadzie czy już ją wykluczono, więc popyt zawsze znajdzie się. Mam jednak wadę rozwojową, a właściwie kilka wad, które realizację wspomnianego zajęcia utrudniają. Nie lubię bezmyślnego rytualizmu, nie lubię stawać się częścią stadno-baranich odruchów, nie lubię czczej gadaniny, mam głęboko w dupie opinie na mój temat i nie jestem ślepy. Kumulacja tych wad sprawia, że „widzę więc myślę”.

Nie każdy jest skłonny wyciągnąć systemowy kalkulator i obliczyć stosunek ciągłego napinania się do osiąganych efektów. Kalkulator ten ukaże niepozostawiający wątpliwości wynik – zero. Jeżeli od iluś tam lat, człowiek (w liczbie mnogiej) codziennie lub niecodziennie, darmo lub odpłatnie, notorycznie lub nienotorycznie, jednakowo lub niejednakowo miele klawiaturowym ozorem o tym co można byłoby zmienić, poprawić, wprowadzić a adresat – decydent d/s zmian – milczy jak grób, to wybaczcie, coś tu nie gra. Sława jest słodka, nowe znajomości, pochwały, walka i niepokój – inspirują. Można na tej kobyle jechać całkiem długo rozmieniając szybko aspiracje na zyski – powód do oburzenia czy oprotestowania zawsze się znajdzie, a że chuj z tego protestowania – co tam, temat, ruch i blask był, jedziemy dalej.

Dawno temu, prezydent dużego kraju rozmawiał z ludowym trybunem. Po odbytej rozmowie panowie nie poklepali się po plecach w ramach „załatwię to/dziękuję” lecz postulator usłyszał od prezydenta: „a teraz mnie do tego przekonaj”. Postulator nie pytał co ma zrobić, lecz wyprowadził na ulice ileś tam tysięcy czy milionów ludzi domagających się praw (nie obalania systemu!), dzięki czemu głowa państwa zyskała pretekst by zmieniać. Choć rzecz zdarzyła się w ubiegłym wieku, to ukazuje coś wciąż nieprzeterminowanego i istotnego, coś czego w Polsce wciąż nie ma w sensownej lub jakościowej ilości:
– nie ma postulatów
– nie ma postulatorów
– nie ma gremialnego poparcia
– nie ma wszechmocnego prezydenta
– nie ma dyskusji

Bardziej konkretnie: postulaty nierzadko brane są z kosmosu, nieskładne, nierzadko zdezaktualizowane, ludzie, którzy mają rozmawiać z władzą opuszczają spotkania lub wieszają kukły władzy na ulicy, poparcie społeczne (aktywność obywatelska) plasuje się gdzieś między zmywaniem garów a kolejnym odcinkiem telenoweli, władza jest nierychliwym molochem nieskłonnym do szybkiego podejmowania decyzji.

Przyglądając się temu wszystkiemu, można osiągnąć b. prosty wniosek: „to prowadzi donikąd”. Ludzie od politycznego marketingu coś tam bąkają o tym, że XIX w. metody nie pasują do współczesności, że władza nie zna się na mediach społecznościowych i oczekuje odruchów z ubiegłe epoki, że proponujący zmiany nie potrafią skoncentrować się na czytelnym przekazie, że wywołują niepotrzebną dyskusję, itd. itp. Piarowcy przytaczają przykład ACTA jako metodę skutecznego rozwiązania na miarę czasów obecnych. Wymieniają mocne punkty: zaatakowano strony rządowe (to zwróciło uwagę), w wielu miastach ludzie wyszli na ulicę, slogan był bezwzględnie prosty „Stop ACTA!” – i rzecz poszła do przodu. Bystrość piarowców w mówieniu o tym czego nie potrafią jest zachwycająca.

ACTA rzeczywiście jest ciekawym punktem naszej historii, jednak organizacja eventu wydarzyła się bez udziału: polityków, marketingowców, partii, tradycyjnych mediów a nawet samego społeczeństwa. Tajemna organizacja nieznanego pochodzenia, której obecność umknęła wszystkim badaczom masońskich spisków i ufo, uderza w spisek wydawców w sposób nowy, prosty, wymowny, porusza tłumy prostym hasłem wywołując efekt śnieżnej kuli, wzbudza niepokój władzy, lawina zmusza rząd do defensywy i ustępstw. Społeczeństwo globalne upomniało się o szacunek.

Jeżeli taki rodzaj działania jest powiewem nowych czasów, a warto wspomnieć o tym, że Anonymous wyciągnęli zawleczkę Wiosny Arabskiej, to warto czegoś nauczyć się. Protest bez lidera, ucinający wszelkie spekulacje na temat tego kto chce dorwać się do koryta, brak struktury umożliwiającej służbom rozmontowanie grupy lub podkupienie członków – oto zaskakujące składowe nowoczesnego buntu. Mając do wyboru działanie stereotypowe lub skuteczne, trudno nie pochylić się nad sensem stosowanych obecnie metod.

Świat zglobalizował się. Współczesne problemy mają wymiar szerszy niż rozmiary lokalnej polskiej Pipidówy. Hasło „władza nas dyma” ma charakter globalny a nie lokalny, podobny wymiar ma problem bezrobocia, bezdomności, niedostatku, braku perspektyw. Nie jest dziś sensem stwierdzenie „to i to jest złe”. Gdy tylko pojawi się taki slogan zostanie zmielony przez ‚przemysł kontrrewolucji’, która stwierdzi że „wcale nie jest źle” lub wymyśli takie rozwiązania, że ludziom bokiem wyjdzie. Brakującym ogniwem jest jaskrawe wyłonienie działania, które społeczeństwu szkodzi. Wyłoniony argument musi być prosty jak „STOP ACTA” podparty zarówno sensowną analizą jak i chwytliwym sloganem „zagrożenie wolności”. Musi zachwiać poczuciem stabilności decydentów. Warto przy okazji zauważyć, że „STOP ACTA” miało charakter wyprzedzający i nie było płaczem nad rozlanym mlekiem. W przypadku „zbuntowanych z Wall Street”, podobny społecznościowy mechanizm nie zadziałał. Brak konkretnego komunikatu sprawił, że nawet gdyby poruszeni sytuacją politycy chcieli zareagować licząc na poparcie zbuntowanych, nie wiedzieliby co właściwie mają zrobić: Ukarać wszystkich bankierów? Zakazać produkcji wirtualnych środków? Umorzyć długi? Zamknąć giełdę?

Te wszystkie elementy dają do myślenia. Zmuszają do wyciszenia i zastanowienia nad psychologią nowoczesnego tłumu. Stare odchodzi, ulega inflacji. Można tracić czas na sianie tępej bezskutecznej propagandy w oldskulowym stylu lub spojrzeć w przyszłość, spojrzeć szerzej. Zauważyć to, że nie ma już dziś ośrodków animowania społeczeństwa. Partia, gazeta, telewizja – nie posiadają siły przebicia. W dobie bezpośredniej masowej komunikacji, nie są w stanie wykreować masowego problemu prowadzącego do zasadniczych zmian. Nowoczesnym rdzeniem wydaje się wyczucie a nie narzucenie zapotrzebowania, sięgnięcie do głębokich nieideologicznych ludzkich potrzeb: wolności, sprawiedliwości, prywatności, szans rozwoju, rozgrzeszenia czynów popełnionych bez umyślności czynienia innym szkody. Potrzeb, które są, stają się lub mogą zostać zagrożone. Chciałbym uruchomić lub wziąć udział w dziele tworzenia nowej, lepszej i bardziej przystępnej rzeczywistości, jednak oferowane oficjalnie znane, sprawdzone metody nie prowadzą do tego celu. Współczesna polityka chyli się ku upadkowi, polityka XXI w. wymaga elastyczności i refleksu, gdy konserwatywne postawy, niegdyś bezdyskusyjne podziały typu: „lewica, prawica” czy ekonomiczne teorie, stają się z dnia na dzień przebrzmiałe i nieme. Społeczeństwo z wciąż zakorzenionymi stereotypami postępowania rozprasza swoją siłę, miota się licząc na cud.

Czy to wszystko nie jest warte odizolowania się od hałasu? Odrzucenia zwałów bzdur, którymi żyją ludzie przez 15 minut? Stare prowadzi donikąd a nowe jest wciąż przed nami.

Anonymous-hackers

Advertisements