WODZU

by romskey

Czy D.Tusk jest ignorantem? W skali faktów obiektywnych tak rzecz wygląda, lecz czym innym jest prowadzić samochód a czym innym mówić kierowcy jak ma jechać lub jakie błędy popełnia. Opozycja zawsze będzie o krok do przodu, dlatego pytanie bardziej konstruktywne powinno dotyczyć powodów, dla których sprawy mają się tak a nie inaczej? Jeżeli (domniemana) ignorancja rządu wynika z pobudek partyjno-egoistycznych to nie jest dobrze, jeżeli wynika z świadomości realiów (nieznanych powszechnie i dostępnych jedynie szczytom władzy) to jest tu jakieś pole do dyskusji bez konieczności obrzucania się kalumniami. Istnieje jednak powód trzeci, który wydaje się bardziej banalny. Ignorancja władzy jest niezamierzonym skutkiem awanturniczej polityki Prawa i Sprawiedliwości. Ktoś gdzieś wspomniał o tym, że trudno zajmować się zawartością szufladek sołtysa, gdy po wsi biega podpalacz. Nie sposób nie brać tego faktu pod uwagę.

Nie raz, D.Tusk i inni członkowie PO dawali wyraźnie do zrozumienia, że opozycję pojmują jako monolit. Za kierownicą siedzi Tusk a na siedzeniach obok i z tyłu usadowili się Kaczyński, Miller i Palikot. W opinii kierowcy, niewątpliwie wszyscy pasażerowie przeszkadzają, nawet gdy ich nastawienie daleko różni się. Kaczyński wyłapuje same wady, narzeka na kierowcę, komfort i kierunek jazdy przy, czym niszczy scyzorykiem tapicerkę. Miller rzuca co jakiś czas „kierunkowskazu nie włączyłeś”, „podwójną minąłeś”, „teren zabudowany”. Palikot: „Człowieku, skręć w lewo, dokąd ty nas wieziesz?”. Nie wspominam już o widocznych na drodze autostopowiczach oraz ciągłych telefonach od Gowina. Tusk przyjął zgodną z przepisami postawę „rozmowa z kierowcą w czasie jazdy jest zabroniona” i uznał, że tak do celu dotrze. Kłopot w tym, że zapomniał powiedzieć dokąd właściwie zmierza.

Jeżeli PiS będzie nadawało ton dyskusji, wyznaczało poziom i zakres działalności opozycji, to nasza wspólna jazda nie wróży niczego dobrego. Jestem przekonany o tym, że niekończący się pisowski sabotaż miał dokładnie na celu skutek, który obecnie obserwujemy czyli rosnącą pogardę dla władzy. Nie twierdzę, że zmiana kierowcy oznaczałaby katastrofę. Po prostu nie wiem co byłoby. Wiem, że każda niepisowska władza stałaby się celem identycznych zabiegów ze strony PiS a więc ulicznych marszów z pochodniami, zadym, protestów z dziwnymi postulatami. Czy potrafilibyśmy sprawić by PiS trzymał fason? To raczej nierealne, PiS w swej miałkości postawiło na siłę, a z siłą nie ma dyskusji.

5555

Advertisements