TWÓRZ STRUKTURĘ (konkordat i nie tylko)

by romskey

Gdyby zapał w pisanie indywidualnych odezw w blogach czy uczestnictwo w lokalnych protestach Polacy zaprzęgli w tworzenie struktur, na pewno efekty byłyby szybsze niż można się tego spodziewać. Jednak struktura to bardziej zasadnicze uczestnictwo i ktoś musi dać twarz. Twarz musi wziąć nie tyle odpowiedzialność (twarz nie jest najmimordą) co przyjąć na siebie cały organizacyjny ciężar, krytykę i dołożyć sobie sporo obowiązków. Nietrudno zauważyć, że idealnym kandydatem na „twarz” byłby bezrobotny pełen niezużytej energii, wyjątkowo odporny, dobry organizator, potrafiący motywować i zjednywać ludzi, wygadany, uparty, zorientowany, obyty i potrafiący przyłożyć. Prawdopodobnie znaleźlibyśmy i takich w społeczeństwie skoro mamy w Polsce ok. pół miliona działaczy administracji publicznej, ale postulaty obywatelskie jakoś trudniej zdobywają sobie ojcostwo.

Uczestnictwo, słowa, czyny, myślenie, zespołowo, indywidualnie

W Polsce leży samo uczestnictwo, bo dać lajka czy udostępnić info o akcji w FB – o czym już wspominało wielu – jest zdecydowanie prostsze, niż dać swoje nazwisko na liście, czy zrobić cokolwiek. Na pewnej stronie, w której rabini objaśniają zainteresowanym tajniki judaizmu, znalazłem coś nie całkiem religijnego. Autor jednego z artykułów stwierdził, że wielu ludzi samo mówienie o czymś rozumie jako działanie na rzecz, czyli: „Powiedzieliśmy więc zrobiliśmy”. Cóż, nie jest tak prosto. Ilu blogerów pisząc odezwy do polityków, wyobraża sobie np. premiera, który siada wygodnie w fotelu, po czym odnajduje w sieci dany blog i z uwagą oraz szacunkiem czyta zamieszczone w nim sugestie (oczywiście notując na kartce zdania, które powinien zawrzeć w jutrzejszym przemówieniu)? Zapewne wielu, choć zwykła kalkulacja ukazuje, że adresat powinien wziąć przynajmniej rok wolnego by w systemie 24h/dobę zapoznać się przynajmniej z częścią przekazywanych mu treści. W takich realiach, zdecydowanie efektywniejsze jest dla polityka spotkanie z lobbystą, który zaoferuje za poparcie ustawy budowę placu zabaw albo wymieni się zegarkiem.

Nie ulega wątpliwości to, że co ambitniejszym Polakom udaje się zjednać tysiąc czy kilka tysięcy ludzi. W jakimś sensie podwaliny struktur tworzą, tyle że wciąż zastanawia m.in. to, dlaczego dwie różne grupy „walczą” praktycznie o to samo, choć pod innym nieco szyldem? Czym się różni „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy” od „Minimum Socjalnego”, itp? Czy akcje typu STOP INKWIZYCJI, STOP KATOLIZACJI, STOP KONKORDATOWI – są tak różne programowo, że muszą działać oddzielnie? Nie wspominam już o kilku tysiącach akcji pt. „niedopuszczania pis do władzy” zaliczających praktyczną wtopę z uwagi na obecne notowania prezesa. Zauważyłem jak ciężko dochodzi do bardzo rzadkich porozumień. Umiarkowani nie chcą jednać się z radykałami, organizacje „zwykło-ludzkie” nieszczególnie garną się do wykształciuchów, różni nas podejście do promocji (happenerskie lub poprawnościowe), wreszcie co chyba najistotniejsze i bardzo polskie: większość biorących udział ma już jakieś sympatie polityczne czy religijne i nie widzi możliwości poparcia drogiej dla nich inicjatywy skoro mówi o niej działacz z przeciwnego obozu. „Wszyscy są za, ale kto ma problem załatwić PO, SLD czy RP?”.

Samodzielna drogą do klęski

Polak lubi przekalkulować. Nauczony powikłaną historią jest podejrzliwy, nieufny choć nierzadko durno romantyczny i naiwny. Zanim coś zbuduje lubi przewidzieć jacy zaborcy i okupanci w razie czego mu zagrożą lub jaka część skóry niedźwiedzia mu przypadnie. Nie jest to takie całkiem złe, choć warto zwrócić uwagę na nieco inny związany ze sprawą mechanizm. Kardynalny błąd odnosi się nawet do naszych jednostkowych, indywidualnych, zwyczajnych działań. Wybieramy się do sąsiada pożyczyć żelazko, ale z każdym krokiem wymyślamy przeciwwskazania: „może nie ma go w domu”, „może nie pożyczy”,”może ma zły humor”, itd. Gdy zapukamy do jego drzwi i ten otworzy nam z pytającą miną rzucimy mu co najwyżej w twarz: „A w dupę wsadź sobie to cholerne żelazko!”. Czy piętrząc niepodparte niczym rzeczywistym przeciwwskazania nie doprowadzamy często do rezygnacji z tego co jest nam realnie i na gwałt potrzebne?

Nie jestem święty, byłem sceptykiem „nagłego” wejścia do UE, jestem sceptykiem JOW w wersji „na hurra!” czy referendów w niedopracowanym kształcie. Potrafiłem obrzydzić lub zasiać zwątpienie u jakiejś grupy ludzi. Nie sądzę jednak, że wykorzystywałem argumenty wzięte z kosmosu. Rozpoznanie specyfiki problemu, może ukazać, że zainwestowane środki mogą zostać zmarnowane. Może okazać się, że to nie zakup silikonu ale tzw. „redukcji” jest rozwiązaniem „cieknącej rury”. Wybór metody potrafi bardzo podzielić Polaków choć cel bywa jak najbardziej wspólny.

Polska tradycja polityczna

Ostatni problem, o którym warto przypomnieć w omówionym temacie jest taki, że polityczne poparcie w krajach „zachodnich” jest znacznie szersze i aktywniejsze niż w Polsce. Starsi wyborcy są częściej konserwatywni, młodsi lewicowo-demokratyczni i jakoś to trudno przełożyć na polskie realia. Zasadniczo, w Polsce, ideologia polityczna jest pustą fasadą, odwołującą się do czegoś czego za bardzo nie rozumiemy. Czy prawica powinna być socjalna? Czy lewica powinna popierać liberalizm wolnorynkowy? Dlaczego związki zawodowe występują w obronie krzyża? Otóż, wyborcze obietnice, bez względu na swój prawicowy czy lewicowy charakter są wykorzystywane w zależności od ich wyborczej mocy przez wszelkie formacje. Z przykrością o tym mówić, ale to społeczna dezorientacja prowadzi do takiego skutku. Ktoś kto zaprasza nas do poparcia postulatu X, tuż obok ma postulat Y walący w nasze doczesne interesy jak młot pneumatyczny. Można być pewnym, że zwolennicy rozwoju gospodarczego PAŃSTWA nie zrealizują właściwie kwestii bezpieczeństwa socjalnego obywateli. Podobnie zwolennicy praw pracowniczych nie zadbają właściwie o interesy pracodawców. Interesy są sprzeczne, by nie powiedzieć wykluczające się. Nie mamy „historii partyjnej”, a raczej, ta którą mamy to historia kameleonów nadająca się do Animal Planet a nie do życia. Trwałe i konkretne tradycje partyjne są ważne, są fundamentem, na którym można budować. Brakuje w naszej rzeczywistości takich ideologicznych ostoi, gdy to właśnie one jednoczyłyby zwolenników podobnych postulatów dając rzeczywistą szansę na ich realizację. Prawdopodobnie należałoby zbudować coś od podstaw, lecz póki co samookreślenia wymaga się jedynie od Ruchu Palikota.

Żal do siebie

Mam żal do siebie, że wyrzucam z siebie całe potoki średnio uporządkowanych myśli, z których wynika to, że coś wiem, ale nic konkretnego nie daję ‚do wzięcia’. Usprawiedliwiam się tym, że to co robię to jedynie race, jakaś forma zwrócenia uwagi na określone problemy. W przypadku zainteresowania można rzecz pociągnąć dalej, ale za uszy póki co nikogo ciągnąć nie zamierzam.

Chcesz przesunąć kamień, wstań i przesuń go a nie tylko chciej.

arrows-confusion

Reklamy