Rozwój Oparty na Niewiedzy czyli KLASÓWKA RZĄDOWA

by romskey

Wziąłem dziś na ruszt temat, który z uwagi na czas publikacji nie jest wygodny choć mówi o zjawisku szerszym, z nieznanych powodów hołubionym od lat nie tylko w Polsce. Najprościej zacząć od wyjaśnienia powodu: „Gospodarka oparta na wiedzy (GOW) – to gospodarka oparta wprost na tworzeniu, traktowanym jako produkcja, oraz dalszym przekazywaniu, czyli dystrybucji oraz praktycznym wykorzystaniu wiedzy i informacji. Wiedza jest określonym produktem (niezależnym bytem), który napędza rozwój. GOW ma podstawowe znaczenie w jednym z głównych programów rozwojowych Unii Europejskiej – strategii lizbońskiej. (fragm. Wikipedia). Oznacza to, że rodzaj dostępu do informacji i ich typ ma kolosalne znaczenie dla rozwoju państwa. Możemy oczywiście polemizować na temat sensu transparentności ogółu danych, sugerując to, że lepiej gdy pozostaną w rękach specjalistów. Jednak, co w takim razie i czy w ogóle powinno otrzymać społeczeństwo? Zapraszam na rajd, po krętym torze powszechnego obiegu informacji, a raczej plamach oleju na nim rozlanych.

Subiektywna lista najczęstszych błędów i manipulacji:
1. porównywanie do innych krajów lub czasów
2. „oprocentowanie danych”
3. błąd przesunięcia kategorialnego
4. częsty brak oznaczeń brutto/netto
5. zasłanianie się tajemnicą
6. zastraszanie
7. rozproszenie danych

Gdyby rząd był uczniem a lud nauczycielem chcącym sprawdzić wiadomości ucznia, mogłaby zdarzyć się niewielka klasówka. Zestawiając wypowiedzi polityków w mediach czy na stronach informacji publicznej otrzymamy pewien modelowy wzór argumentacji. W przypadku niskiej oceny, usłyszelibyśmy następującą obronę: „Jak to? Przecież inne klasówki pisaliśmy na szóstkę, więc i ta zasługuje przynajmniej na 4+. Do tego rozwiązaliśmy 20% zadań, co w porównaniu z innymi rządami jest wynikiem normalnym i raczej dobrym. W zadaniu o poziom życia przytoczyliśmy dane na temat rosnącego PKB, który przecież o tym świadczy. Niektórych zadań nie rozwiązaliśmy ale nie dlatego że nie wiemy, lecz dlatego że to dane tajne i musielibyśmy zasięgnąć opinii TK aby móc je ujawnić.”.

1. porównywanie do innych krajów lub czasów
Porównywanie do innych krajów czy historycznych okoliczności miałoby sens wyłącznie wtedy gdyby pytanie dotyczyło tego jak nasz kraj i w jakiej dziedzinie radzi sobie względem innych krajów lub czasów. Gdy pytamy o stan kraju dziś, chodzi nam o „tu i teraz”. Na pytanie „ile masz pieniędzy przy sobie?” nie odpowiadamy „w domu mam 50, Stach jest mi winny 40, mam więcej od Zenona a wczoraj miałem 200”. Po prostu sięgamy do kieszeni, liczymy i podajemy jakąś kwotę. Poziome podejście do pytania – czyli ukazywanie bardzo wielu dobranych okoliczności może ukazać dobre lub złe wyniki, w zależności od rodzaju przytoczonych przykładów. Zabieg ten ma znaczenie wizerunkowe. W porównaniu do jednych możemy wyglądać lepiej a do drugich gorzej, dlatego te pierwsze mają większe wzięcie.

2. „oprocentowanie danych”
Częstym zabiegiem jest przedstawianie danych w procentach. Taki rodzaj przekazywania faktów ma sens gdy pytamy np. o inflację czy relację udziału kobiet w polityce polskiej i niemieckiej. Pytanie np. o ZUS i emeryturę jest dość klarowne. Obywateli nie interesuje 8.3% lecz konkretna suma lub wyliczenie przeciętnej emerytury za lat 20 (czym jest koniunktura byłoby dodatkiem dla chętnych). Podawanie nieadekwatnych do pytania danych w procentach jest próbą uniknięcia informacji o stanie faktycznym i nierzadko służy fałszowaniu obrazu rzeczywistości. Sondaże. Czym innym jest powiedzieć „40% Polaków” a czym innym 300-tu Polaków biorących udział w ankiecie. Dodatkowo, gdy przyjmiemy, że frekwencja w Polsce sięga 50%, a do głosowania uprawnionych jest ok. 30 mln Polaków, to np. poparcie dla partii X wyraża jakiś procent z 15 mln. Czyli np. 5 mln = 33%. Nie warto już dla uzasadnienia przytaczać sromotnych klęsk i bubli sondażowych, w których rozbieżności lub wyniki ukazują katastrofę przyjmowanych metod badawczych. Skoro pojawić się potrafił wynik -(minus)4% poparcia, to wszystko jest możliwe. Po procenty sięga się najczęściej po to by z danych wstydliwych uczynić godne prezentacji. Mówiąc o konkretach nie byłoby tak optymistycznie.

3. błąd przesunięcia kategorialnego
Błąd przesunięcia kategorialnego – to bardzo fajny termin. Definicja brzmi: „Człony (definiendum i definiens) pozostają do siebie w zakresowym stosunku wykluczania”. Ustalanie poziomu życia obywatela na podstawie wzrostu PKB pasuje do tego opisu. Wzrost gospodarczy i poziom życia to zupełnie odmienne kategorie, gdyż podobnie nijak nie można porównać dochodu ze wzrostu eksportu do poczucia wzrostu zamożności Jana Kowalskiego, który nie ma z eksportem niczego wspólnego i nie jest beneficjantem tego dochodu. Produkt krajowy Chin wzrósł ostatnio o ok. 7.7%. Polski PKB wzrósł o 0.8% (przywoływanie porównania do Chin jest rzadkie). Przeciętny Chińczyk, żyje dość skromnie i prawdopodobnie wzrost chińskiego PKB o 7.7% cieszy go tak samo jak Polaka o 0.8%. Prawdopodobnie obaj nie zauważają zmian w domowym budżecie. W przypadku PKB, gdy jeden z dwóch obywateli rozwija się a drugi nie rozwija się wcale, to wg. PKB obaj rozwijają się połowicznie (ale zawsze! – dodałby ktoś).

4. częsty brak oznaczeń brutto/netto
Brutto i netto to zmora poszukujących informacji np. na temat zarobków polityków. Uposażenie posła podaje się w brutto, dieta (25%) jest zwolniona podatku, dodatki za pracę w komisjach (20%,15%,10% dodane do uposażenia czyli razem brutto chyba?) + utrzymanie biura (ok. 12 tys. zł suma zryczałtowana). Otrzymujemy „cud nad Wisłą” w postaci średniej 13 tys zł/mies + utrzymanie biura. Ile zarabiają konkretne osoby? Gdy mówimy o konkurencji lepiej podać sumę brutto, gdy o sprzymierzeńcach netto, nawet gdy obie strony zarabiają tyle samo.

5. zasłanianie się tajemnicą
Cicho sza, nie możemy powiedzieć. Tego punktu nawet nie warto rozwijać, gdyż dostęp do danych np. w urzędach, jest prosty w ustawie a w praktyce często niemożliwy. Jak wiele spraw obejmuje się tajemnicą choć trudno rzecz uzasadnić obowiązującym prawem? – trudno obliczyć. Cieniem tej sytuacji jest to że większość obywateli nie ma nawet pojęcia o wielu przysługujących im prawach do informacji i jakich. Problem z transparentnością bardzo często ujawniają dziennikarze śledczy. Tajemnica handlowa, dane osobowe (przy zamówieniach publicznych!) – słyszymy o tym tak często, że nie warto się rozpisywać. Niewątpliwie mamy prawo wiedzieć więcej niż nam się wydaje. Można dodać także zatajanie części informacji wizerunkowo niewygodnych.

6. zastraszanie
Dołączanie do informacji dodatków typu „gdy X zostanie odwołany nastąpi zastój i katastrofa” pozostawiam bez komentarza.

7. rozproszenie danych – ten punkt najlepiej opisuje P. Vagla Waglowski w swoim portalu vagla.pl

Gdyby wprowadzono surowe kary za utrudnianie dostępu do RZETELNEJ informacji, mogłoby posypać się sporo zbiorowych pozwów i sytuacja mogłaby ulec poprawie. Całkiem niedawno, dość „mocny” argument przeciwników transparentności brzmiał „bo PiS się dowie”. Okazało się, że nawet L.Balcerowicz jest z PiS skoro pewnych odpowiedzi nie uzyskał. Czy nie byłoby lepiej wykładać kawę na ławę w postaci zbiorczych rządowych raportów (plusy i minusy) pozbawionych wskazanych powyżej błędów i manipulacji, tak by Jan Kowalski czy prof. Jan Kowalski mogli stać się sędziami a nie adresatami wybiórczych, średnio konkretnych opowieści? Jasne jest to, że opozycja zawsze sięgnie po dane negatywne, bo na nich buduje swój kapitał, ale to właśnie w zestawieniu może okazać się, że powołuje się na błędy marginalne lub dominujące. Informacja w Polsce stała się elementem budowania wizerunku, negatywnego lub pozytywnego. Sprawujący władzę i opozycja oraz media w zależności od politycznych sympatii i misji udostępniają listy samych plusów lub samych minusów. Czy możemy mówić o informacji? Dezinformacja jest klarowniejszym określeniem. Zamiast GOW mamy RON*

*RON Rozwój Oparty na Niewiedzy

statistics1
(graf:echrblog.blogspot.com)

Reklamy