CHCĘ TO ZMIENIĆ

by romskey

Nie ma sensu ukrywać tego, że Polacy znaleźli się w nieciekawym położeniu. Przy nierosnących zarobkach, administracyjnych obciążeniach i innych kłopotach nasze nadzieje napotkały punkt graniczny. Przestaliśmy wierzyć w poprawę sytuacji, uznaliśmy, że skoro przez 10 lat nic nie zmieniło się, to szanse na poprawę losu są nikłe. Owszem, zauważamy to, że nad naszymi głowami lata więcej samolotów, droga przebyta nową autostradą skraca się, ulice i chodniki są coraz bardziej zadbane, nowe elewacje – to wszystko warto docenić, tylko co z nami? Co z naszym życiem?

Media wypełniają nas codzienną dawką zgorzknienia, oburzenia, niezadowolenia, sporów. Kłamstwo goni kłamstwo, afera aferę, niegodziwość niegodziwość a przestępstwo kolejne przestępstwo. Politycy pochłonięci swoją wojną zobojętnieli na nas, narzucili nam obraz świata wyłącznie w barwach ich własnej bieli i otaczającej czerni. Dostępny powszechnie optymizm stał się niemal wyłącznie tworem coraz mniej użytecznych agencji marketingowych oraz domorosłych mentorów motywacji podpierających się nieodzownym ostrzeżeniem „może być gorzej”.

Tam gdzie rozmawiamy prym wiedzie bezsilność prowadząca niekiedy do gniewu, nienawiści czy pogardy. Najinteligentniejsi przy pytaniu o przyszłość wzruszają ramionami. Pesymiści z satysfakcją stwierdzają „a nie mówiłem/mówiłam”. Optymiści wierzą, że coś się ruszy choć może dopiero w przyszłym pokoleniu. Bezrobocie, niedostatek, długi. Piętrzący się strach o jutro tu i na świecie. Wszelkie perspektywy rozwoju spowija mgła. Filozoficzne stwierdzenie „to nie jest czas dla uczciwych i szukających stabilności ludzi, wygrywają bezwzględni drapieżcy” pogłębia zbiorowe przygnębienie, także tym, że owi drapieżcy budzą raczej śmiech niż podziw i respekt. Czy to mało, by zwiesić nos na kwintę i odłożyć na bok marzenia, dążenia, cele?

Wiemy więcej a zarazem czujemy się bardziej bezradni. Odkrywamy jak niewiele znaczymy i szukamy ucieczki. Poddać się, wyjechać lub umrzeć. Trzy dostępne alternatywy. Wpaja się nam, że od wymiany czy roszad politycznych nazwisk mogą nastąpić zmiany, gdy podświadomie czujemy, że te zmiany nie nastąpią. Nie wiemy czy okoliczności niszczą tych, którym zaufaliśmy i którym powierzyliśmy swoje nadzieje. Nie wiemy czy wchodzi w grę ich brak kompetencji, nasza naiwność, łatwowierność.

Trudno pogodzić się ze świadomością bycia niepełnowartościowym narodem, który nie jest w stanie uczynić kroku naprzód swoimi decyzjami. Może ktoś chce byśmy tak myśleli i upatrywali win wyłącznie w sobie? Setki teoretycznych rozwiązań, żadnej praktycznej aktywności. Konflikt racji, prognoz i danych a tuż obok marsz tych, którzy wybierają drogę na skróty. Dostrzeżona już przez Machiavellego utopijna wiara ludu w to, że będzie lepiej, połączona z krótkotrwałością zaufania dawanego politykom i ideom, nie ułatwia zadania. Nieumiejętność skupienia się na konkretnym problemie, nieumiejętność dialogu, różnorodność uznawanych podstaw, zasad, reguł. Sprzeciw wobec czegoś, zamiast zdefiniowania i poparcia „za”. Każdy człowiek – inne potrzeby. Chaos.

Z bagażem powyższego, mimo wszystko zachęcam Was do poznania człowieka, który odwiedzi nasz kraj w październiku, choć nikłe są szanse na to, że będzie stać go na wynajęcie Stadionu Narodowego. Chcę zmian i mam serdecznie dość udzielania szczerej odpowiedzi „nie wiem, jak to rozwiązać”. Może zmiany musimy znaleźć najpierw w sobie? Spróbujmy. „Módl się tak jakby od boga zależało wszystko i pracuj tak jakby wszystko zależało od ciebie” – te i inne mądre słowa odnajdziecie poniżej. Zapraszam.

Reklamy