CO BLOKUJE ROZWÓJ?

by romskey

Zasypał mnie ktoś wczoraj pytaniami: „No ale dlaczego jakieś przepisy, które mają chronić państwo przed dużymi przekrętami, walą też a może głównie w nas, małe żuczki.. czy robimy coś złego? Nie chcemy milionów i kombinacji, chcemy normalnie żyć. Czy to się zmieni?”.

Zestaw pierwszy: „Słabi, niezdyscyplinowani, bez siły przebicia, niewykwalifikowani, niekreatywni”. Zestaw drugi „obciążenia podatkowe, bez kapitału, silna konkurencja, brak dostępu do dotacji”. Te i podobne wyjaśnienia pojawiają się najczęściej a to dlatego, że są najprostsze. Pierwszy zestaw wpędza ludzi w poczucie winy, drugi w nienawiść do państwa i rodaków, którym wiedzie się. Tak źle i tak niedobrze.

Zmiany zaczęły się od Lutra. To wtedy różnica między wschodem a zachodem stawała się z wieku na wiek wyraźniejsza. Luter właściwie nie zrobił nic wielkiego, przetłumaczył pismo święte i postanowił dać je ludziom. Epokowość tego kroku nie dla wszystkich jest jasna, dlatego warto podkreślić pewien fakt. Kiedy w Polsce, msze odbywały się po łacinie (języku dla większości niezrozumiałym) a posiadanie biblii dane było nielicznym, duchowni mogli powołując się na biblijne zapisy stawiać dowolne tezy i mówić dokładnie to na co mieli ochotę. Nikt nie był w stanie sprawdzić, czy rzeczywiście ich racje znajdują potwierdzenie w świętych pismach czy może są czystą fikcją. Na zachodzie zaś, praktycznie każdy piśmienny człowiek, był w stanie samodzielnie korzystać z religijnego podręcznika, nie tylko odnajdować w nim rady ale i weryfikować wypowiedzi powołujących się na ‚słowo boże”. Oczywiście cała reformacja była potężnym wielopłaszczyznowym procesem wiążącym się ze zmianami w wielu dziedzinach życia: szkolnictwo, patos pracy, prawo do szczęśliwości i radości, zupełnie nowe podejście do nauki, zmiany w liturgii, bardziej narodowy charakter wiary, jednak to wszystko wyrosło głównie na prostym fundamencie:
powszechnym dostępie„.

Powszechny dostęp daje możliwość osobistego wypróbowania wielu rzeczy, sprawdzenia się. Im większa liczba ludzi próbuje, tym zwiększa się liczba tych, którzy odniosą sukces. Gdy do powszechnego dostępu dodamy doświadczenie budowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie, otrzymamy bardzo rozwojową miksturę. Tego w Polsce zabrakło. Bycie przedsiębiorcą w pierwszym pokoleniu jest trudne. Bycie kolejnym pokoleniem ale czerpiącym z doświadczeń np. rodziców którzy próbowali „prywatnie” w PRL, nie rokuje dobrze, gdyż jest to forma walki z systemem.
W szkołach uczymy się o idealnym państwie, lecz zetknięcie ze zwykłym życiem wywołuje szok. Nie mamy doświadczenia. Wszelkich reguł uczymy się od podstaw, metodą własnych prób i błędów. Kiedy osiągamy wiedzę praktyczną strzeżemy jej jak oka w głowie, bo przecież nie zależy nam na wspieraniu konkurencji lub pobycie w więzieniu. A system wciąż zmienia się, transformuje. Rywalizacja staje się coraz ostrzejsza, na granicy wytrzymałości. A przecież… Gdy wielu ludzi „wie jak to działa”, pojawiają się tendencje naprawcze. Przyjmując dla przykładu mroczne założenie pt. „wszyscy kradną” zostaniemy zmuszeni do uregulowania skali indywidualnych kradzieży. Gdy wszyscy walczą pojawia się idea zawieszenia broni, skupienia się na czymś bardziej twórczym niż wzajemne wyrzynanie. Tego wszystkiego wciąż w Polsce nie ma. Rozrastają się toksyczne podziały, wzajemne zwalczanie i ograniczanie jest normą.

Odpowiedź na pytania ze wstępu wydaje się prosta jak puenta angielskiego dowcipu. Gdy uruchomimy powszechny i łatwy dostęp do prowadzenia różnorodnej działalności, realizowania się, gdy zaczniemy zdobywać i dzielić się doświadczeniami wprawiając też w ruch maszynę praktycznej edukacji, to gdy rozłożymy ten proces na kilka pokoleń prawdopodobnie ruszymy naprzód.

progress

Reklamy